Przenosiny

sobota, 27 sierpnia 2011

DESTRUKCYJNE FALBANKI

Jeżeli rodzice zarabiali swego czasu na życie przy użyciu nożyc krawieckich i maszyn do szycia, to jakie jest prawdopodobieństwo, że dziecko będzie miało podobne ciągoty? A jeśli jeszcze dziecko dostało mini maszynę do szycia do zabawy, a za największą imprezę rozrywkową uznawało możliwość zszywania czegokolwiek na starej maszynie Pfaff, takiej na pedał?
Trzeba było jednak ponad trzydziestu lat, żeby bakcyl się zakorzenił, rozrósł i wybuchł z całą siłą. Do tej pory uważałam, że druty, szydełko i igła do haftu to wszystko, co mnie w życiu raduje. Do czasu, do czasu... W tym roku okazało się, że nie ma jak fastrygowanie, prasowanie, zszywanie, wykańczanie (w tym siebie nerwowo).
I w ramach tegorocznych projektów powstała spódnica z destrukcyjnymi falbankami. Materiał jest z zapasów zrobionych jakieś dwa lata temu, kiedy to poczułam pierwszy nieśmiały zew krawiecki. Biała dość mięsista lekko gumowana bawełna. Wbrew moim obawom pracowało się z nią rewelacyjnie. Zawału dostałam dopiero przy pierwszym praniu, ale o tym za chwilę.
Wykrój pochodzi z Burdy 3/2009 (model 125), czyli modelu o rozmiarze "plus" i był zmniejszany.
Spódnica nie ma paska i z założenia zrobiłam ja lekko opadającą na biodra - lekko gumowany materiał doskonale się sprawdził w tym rozwiązaniu.
Dół jest wykończony trzema falbanami o różnej długości. Uwielbiam te falbany miłością czystą i bezapelacyjną. Wyszły dokładnie tak, jak mi się wyśniły. A czemu to falbany "destrukcyjne"? Ze względu na pochodzenie tego srebrzystego materiału. Otóż była sobie... pościel! Srebrna, śliska. Ślubny widząc, jak wyciągam ją z garderoby i pakuję w nią kołdry i poduszki, wzdychał i podsumowywał: "No i znowu będzie survival", ponieważ noce upływały nam głównie na poszukiwaniach różnych elementów pościeli, które zsuwały się z łóżka. Na pościel się nie nadaje? Nie ma problemu. Rewelacyjnie nadaje się na falbany. Zestawienie matowej bieli z lśniącym srebrem może było ryzykowne, ale w mojej opinii się sprawdza.
Spódnica jest na podszewce, którą w oryginalnym opisie Burdy kazali po prostu podłożyć i pozwolić jej smętnie zwisać pod spodem. Od razu miałam wizję tej podszewki podwijającej się, owijającej podstępnie w okolicach ud, deformującej sylwetkę i zabijającej całą przyjemność noszenia. Postanowiłam - nic nie zwisa, podszywam do falban od spodu.
A z pralniczym zawałem było tak. Mam tendencję do wrzucania do pralki każdego kupionego materiału, nawet jak mi pachnie jakby był świeżo z belki. Nie chcę być później zaskakiwana, że mi się gotowy ciuszek skurczy po pierwszym praniu albo nagle nabierze dziwnych tendencji ukośnych. Zatem i biały kupon trafił do pralki i wyprasowany czekał sobie na wykorzystanie. Szyjąc tę spódnicę, jak mamusię kocham, uśmiechałam się do siebie co piętnaście minut, wydawałam z siebie westchnienia upojne i ogólnie miałam nieodparte poczucie, że szyję rewelację. Przycięłam ostatnie nitki po ręcznym wykańczaniu, wyprasowałam, powiesiłam na wieszaczku i... przyuważyłam przy zamku błyskawicznym, że zostały ślady po ołówku. Kiecka miała być bez skazy, więc niewiele myśląc, wwaliłam toto do pralki i... wyjęłam coś, co się pomarszczyło na każdym możliwym szwie. Kardiologa potrzebowałam natychmiast. Zadzwoniłam do Rodzicielki, kazała się uspokoić i poczekać, co mi z tego zostanie, jak wyschnie i rozprasuję. Ślubny nie zdążył nawet porzucić butów i torby z laptopem, wchodząc do domu po pracy, bo został zawleczony do kuchni, gdzie stała suszarka z moją wymarzoną spódnicą, która "zestrzała się" i dostała zmarszczek. Ze stoickim spokojem odmówił poparcia pomysłu natychmiastowego wywalenia kiecki do kosza i kazał poczekać, aż wyschnie. Co się okazało, im mniej wilgoci w materiale, tym bardziej spódnica wracała do pierwotnej formy. Obiecałam sama sobie, że już nigdy nie będę się przejmować, cokolwiek bym wyjęła z pralki, z histerią poczekam aż wyschnie.
A z innej beczki, przy okazji uwieczniania detali spódnicy, Ślubny machnął sesję fotograficzną etatowemu modelowi, który usiłował nie wyjść z futra przy dzisiejszych upałach.




9 komentarzy:

  1. świetnie piszesz :)
    i świetne rzeczy dziergasz i szyjesz :)
    piszę pod spódnicą, bo zachwyciła mnie

    z resztą kilka rzeczy z "poniżej" również ;)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komplementy z każdym obszarze twórczym. Zarumieniłam się stosowanie z ukontentowania. Głównie z powodu pochwał szycia. Dla mnie to jednak ciągle teren minowy. Pozwoliłam sobie dodać Twój blog na boczny pasek. Tym bardziej, że Twoje "Szydło" podczytuję od dłuższego czasu ukradkiem. Wpadam w zachwyty nad Twoimi zdjęciami - cudne ciuszki i baaardzo fotogeniczna modelka lub modelki :)A Twój sweter z elementem (z lutego chyba) dech mi odebrał.

    OdpowiedzUsuń
  3. no to teraz ja się zarumieniłam...
    bardzo mi miło :)

    szycie to dla mnie umiejętność nie do opanowania, mimo wielkich chęci i masy pomysłów! taka spódnica na przykład - marzenie raczej nieosiągalne, ech..

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. @ longredthread - Przekazałam kotu, że jest uroczy :) Przyjął to kompletnie bez godności i leży właśnie na samym środku pokoju i wietrzy futro na brzuchu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja miałam takie perypetie z obrusem ( robionym w prezencie ślubnym). Miał być robiony z włóczki nie wymagajacej krochmalenia i wogóle mało wymagającej. Z płachty słusznych rozmiarów wyjęłam z wanny arkusz blachy pancernej i 1/4 wielkości pierwotnej- przewyłam pół wieczoru a drugie pół obmyslałam co ja zrobie tym paniom z pasmanterii jutro z samego rana za poleconą włóczkę. Jak wyschło było normalnie. Właśnie Cię odkryłam. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  6. @ edi-bk - Jeszcze raz dzięki za odkrycie. A takie emocje z praniem zdarzają się od czasu do czasu każdemu. Tylko że część osób podejdzie do tego ze stoickim spokojem, a część... (witaj w klubie) najpierw wpadnie w histerię. I ja sobie wprawdzie obiecuję zachowanie zimnej krwi następnym razem, ale znam siebie i wiem, że i tak skończy się próbą unicestwienia wyrobu (dzięki Bogu za Ślubnego, który skutecznie blokuje mi wtedy dostęp do kosza na śmieci).

    OdpowiedzUsuń
  7. o jaaa spódnica bomba...a że doszłam do wniosku że mam deficyt spódnic sobie sprawię taką :) z pościelą uciekająca to rzeczywiście horror. A co do prania, to mam takie spodnie i żakiet, które jak się wypierze to niemal stoją i są takie grubaśnie i jakiś rozmiar za małe..a jak wysychają robią się delikatne i w odpowiednim rozmiarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szyj! Spódnica jest prosta i szybka do szycia, a bardzo efektowna. O praniu nie wspominaj, bo ja do tej pory, ile razy wyjmuję tą kieckę z pralki, to pamiętam tamten horror.

      Usuń