Przenosiny

piątek, 18 maja 2012

ALEŻ MNIE WCZORAJ... TRAFIŁO

Od razu przejdę do sedna, bo jak z siebie nie wyrzucę, to możliwe, że się uduszę.
Wczoraj to było, wieczorem. Ślubnego nakarmiłam spaghetti. W ramach rewanżu zostałam napojona kawą i napchana truskawkami z bitą śmietaną i tak koło dwudziestej zero zero, zaproponowałam, że może jednak przeniesiemy się z sofy w salonie na antresolę, to Ślubny zajmie się swoimi rozrywkami, a ja sobie poszyję.
Ślubny się zajął, owszem, dojadając truskaweczki,a ja siadłam do szycia niebieskich Spodni Bez Niczego
I tu się od razu zapytam, grzecznie i nienachalnie: Czy jakaś paskuda tak mi pozazdrościła materiału, że mi go zauroczyła negatywnie, czyli zheksowała??? Trzeba było uprzedzić, to bym czerwoną kokardkę na tych metrach zawiązała :)
Cała pozytywnie nastawiona (po tych bitych śmietaną truskawkach) nawlekłam nici, złapałam jakiś kawałek materiału, żeby sobie ścieg ustawić i... maszyna dość dosadnie pokazała mi, że tego materiału szyć nie ma zamiaru. Jedyne, co może "temu materiału" zrobić, to może sobie na nim pętelki robić, nitki naciągać i generalnie stroić fochy.
Moja pierwsza myśl - maszyna ostatnio była czyszczona i oliwiona, może jej coś źle skręciłam z powrotem (prawdopodobieństwo bliskie zera, ale...), no to wywlokłam inny materiał, z którego szyłam wcześniej, dałam Zośce na pożarcie i co? Oczywiście szew jak złoto, a maszyna aż mruczy z ukontentowania.
No to poeksperymentowałam sobie ze zmianą nici, zmianą igieł, zmianą naciągu nitki i i paru innych ustawień. Przy okazji dawałam werbalne oznaki mojego nieukontentowania, wnerwienia i generalnego "mania po kokardkę". Efekt?
W kwestii spodni to efekt jest taki, że maszyna raczyła łączyć w kupę podetknięte jej dwa kawałki materiału, ale kompletnie bez entuzjazmu. Po dzisiejszej rozmowie z Moją Rodzoną Mamą doszłyśmy do wniosku, że splot tego materiału jest taki, że tkanina nie ma żadnego "napięcia" i w trakcie szycia "wsiąka" w okolice ząbków w transporterze. Pomaga nieco silne naciągnięcie materiału przed i za stopką.

Poniżej ilustracja tego, co się z materiałem dzieje:
 
Szwy boczne udało mi się wczoraj zwalczyć. Natomiast szew środkowy mam zamiar wzmocnić innym materiałem. Raz, że będzie wytrzymalszy, a dwa, to jak maszyna dostanie do pożarcia ten "cudnie giętki" materiał opakowany w dwie warstwy innego, to powinna sobie poradzić.

Ale jest też efekt drugi wczorajszego "mania po kokardkę". Ślubny po mniej więcej pół godzinie mojego werbalnego okazywania niezadowolenia z życia i szycia, stwierdził, że "Gwiazdka się zbliża" i w porozumieniu i przy współudziale Teściowej Swojej, a Mojej Rodzonej Mamusi, dokonają składkowego zakupu nowego sprzętu. Bo on wierzy, że w tym wypadku droższe może okazać się lepsze, a ja go nie będę wyprowadzała z błędu. Wizja cudna, ale humoru spodniowego mi nie poprawiła.

Miałam zamiar dzisiaj szyć dalej spodnie, ewentualnie skroić pomarańczową sukienkę, ale jak weszłam rano do Kącika i popatrzyłam na te spodzienkowe nogawki, to zdałam sobie sprawę, że nie jestem w nastroju na kolejną rundę wrestlingu z materią, ślicznie i porządnie poskładałam wszystko na kupki i oświadczyłam Kącikowi, że go porzucam i wrócę, jak mi przejdzie, po powrocie z weekendowego wyjazdu. Czyli strzeliłam focha :)))

***
A właśnie. Wyjazd równa się parę ładnych godzin w samochodzie,  równa się okazja do dziergania, równa się potrzeba wykombinowania, co dziergać.
Tradycyjnie będzie - Podróżny Otulacz, tym razem w różowościach wszelakich, żeby mi się humor poprawił po tym koszmarze krawieckim.
Zaczęłam sobie grzecznie dzisiaj, kontynuować będę na trasie Murowana Goślina - Łomża oraz Łomża - Zambrów i w końcu Zambrów - Murowana Goślina.

Oczywiście robiony od środka i oczywiście na brzegach pawie oczka, żeby był śliczny, estetyczny. Ale tym razem kolorowy, w trzech odcieniach różowości.

***
Aaaa teraz, specjalnie dla wielbicielek będę ujawniała nieznane fakty z życia Małego.
Mały na co dzień jada suchą karmę, mokrą karmę i wołowinę po rzeźnicku, czyli na surowo. Mleka nie dostawał nigdy, bo nasza poprzednia kotka była na mleko uczulona, więc nie dostawało go żadne z czworonogów i jakoś tak zostało. Ale Mały nie do całego nabiału ma podejście negatywne. Jogurcik zje... bitą śmietanę zje... serek homogenizowany zje... i... lody, najlepiej czekoladowe. Ale! Nie z miseczki, talerzyka czy innego gara. O nie! Kocio jogurt i te inne jada tylko i wyłącznie z łyżeczki karmiony dopaszczowo. Jak ma na talerzyku albo w misce to nawet nie tknie.
Oto Mały w akcji wyżerania bitej śmietany z łychy.

To ja teraz pójdę, omijając szerokim łukiem Kącik Szalonej Rękodzielniczki i sobie powyszywam, przy okazji ogarniając mentalnie rzeczy, których nie można żadną miarą zapomnieć jutro zabrać ze sobą. I poczekam na Ślubnego, który dzisiaj wizytował stolicę w celach zawodowych i doniósł niedawno, że już wracają (on i wspólnik), ale "w korkach"... też mi odkrycie, przecież nawet w telewizji mówią, że trasa Warszawa - Stryków (via Łowicz) to droga przez mękę.
Co najlepsze jutro Ślubny zaliczy powtórkę z rozrywki (bo jedziemy dokładnie tak samo, przez Warszawę), ale sobota może trochę zmniejszy poziom zakorkowania.

To ja będę, jak wrócę, czyli w poniedziałek. Pogodnego weekendu.

43 komentarze:

  1. No na niektóre materiały rady innej nie ma... Otulacz całkiem ciekawie się zapowiada, na pewno poprawi Ci humor :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trzeba się wykazać pokorą i pomysłowością. Ale wczoraj już nie miałam siły :) ani na pokorę, ani na szukanie rozwiązań.

      Usuń
  2. Mam pomysł - podklej tkaninę wzdłuż narysowanej linii zszycia flizeliną do wzmacniania podkrojów pach - taki wąziutki pasek cieniutkiej flizeliny wzmocnionej ściegiem sznureczkowym, na pewno jest w każdej pasmanterii. Powinno pomóc na rozłażące się sploty.
    Już mi się podoba nowy otulacz, jak zobaczyłam kolory włóczek! *^v^*
    Miłego wyjazdu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz podobny pomysł do mojego, tylko ja zamiast fizeliny mam w planach wąski pasek z tkaniny, ze skosu. Fizelina zostawiona na wierzchu na sto procent pomoże przy szyciu, ale po kilku praniach... robią się z niej dziwne rzeczy, a mnie jeszcze zależy na tym, żeby wzmocnić na stałe szew w kroku. Ale nie wiem, czy nie użyję fizeliny przy odszyciu góry spodni :)
      A otulacz będzie bardzo pozytywny kolorystycznie :)))

      Usuń
    2. Dlatego właśnie pisałam o flizelinie do wzmacniania podkrojów pach - ona ma wpleciony taki łańcuszek z nitki, układasz ją łańcuszkiem na narysowanej linii szycia i przyprasowujesz, a potem składasz nogawki tak, żeby owe łańcuszki nachodziły na siebie i szyjesz po łańcuszku. Paseczek flizeliny jest tak naprawdę wąski i niezbyt istotny, służy do przeniesienia na materiał tego łańcuszka, który wzmacnia cały szew.

      Usuń
    3. Racja! Zobaczyła słowo fizelina i oślepłam na "łańcuszek" :))) Ale jak się już doczytałam, to masz 100 procent racji, że to powinno być najlepsze rozwiązanie.

      Usuń
    4. Dokładnie to samo rozwiązanie chciałam Tobie zaproponować - flizelina z nitką, jaką się podkleja podkroje pach i dekolt:) Spróbuj, może pomoże:)

      Usuń
  3. Kochana mam dla ciebie propozycje i wyjście z sytuacji. W pasmanteriach są z metra tasienki o szerokosci 1 cm to jest tzw fliselinka. Podkładasz ja pod spódd i ewentualnie na wierzch materiału i spokojnie szyjesz,a maszyna nie powinna fiksować. Miłego weekendu :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za radę. coś trzeba wymyślić, bo materiał genialny i nie mam ochoty spisać całych spodni na straty.

      Usuń
  4. Spokojnej drogi życzę. I mi też coś maszyna dziś znowu szwankuje...święta daleko ...ale imieniny mam tuż tuż..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W razie czego prezent świąteczny można wyżebrać przed świętami :) Ale imieniny też doskonała okazja.

      Usuń
  5. Coś jest z tymi lodami czekoladowymi- miałam chomika Mańka, który też je uwielbiał- i też z własnej łyżeczki wyjadał: lody, kremy, twarożek ze śmietaną, o i chlebek maczany w pomidorowej czy rosole :) moja Królicżyca nie lubiła słodyczy, wręcz się obrażała i siadała z fochem odwrócona plecami.
    A wstrętno-dziwnym materiałom, które nie współpracują z naszymi maszynami mówimi stanowcze nie!!!
    a od tego różu by mnie zemdliło na stówę podczas takiej trasy, ale ogólne są super cukierkowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Róże cukierkowe do bólu, ale robi się z nich bezproblemowo i przyjemnie, a o to w drodze chodzi.
      Lody muszą!!! być czekoladowe, inne Małemu już tak nie wchodzą :)))
      A na materiał dziewczyny chyba znalazły sposób.

      Usuń
  6. Wielbicielki Małego dziękują za fakty z jego życia. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmmm a wypustka bawełniana? Jak dobierzesz odpowiedni kolor to to bedzie ozdoba taka delikatna a i maszyna złapie materiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że jednak skończy się na sugestii Brahdelt.

      Usuń
  8. Udanego weekendu życzę, widzę że śliczne różowości powstaną:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weekend może nie należał do super udanych, ale było całkiem przyjemnie i różowości stanowiły fajną rozrywkę podróżną.

      Usuń
  9. Hmmm, a ja dziś usłyszałam (nie ukrywam, że pierwszy raz w życiu) o igłach zKULKĄ - do dzianin i jerseju (dzianiny mi też czasem wsiąkają)
    Może to też jest jakieś rozwiązanie?
    Ja czasem też wspieram się "kalką" pod spód tkaniny, albo na jej wierzch. Potem tę kalkę łamię w pół po szwie, a następnie odrywam jedną połowę, a drugą wyciągam (nie wiem jak to opisać obrazowo)
    W tym przypadku spróbowałabym podłożyć kalkę pod spód, może by "przytrzymała" wsiąkanie tkaniny w otchłanie bębenka i nie pętelkowała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O igłach z kulką słyszałam, nawet widziałam taką "na żywo". Szycie "z papierem" też mi się zdarza, ale nie lubię, nie lubię, oj nie lubię.

      Usuń
  10. Pozdrawiam, a na dobry początek dnia wysyłam wyszukane w sieci coś, co tygrysy lubią najbardziej (przynajmniej jeżeli chodzi o wzór ;) Cudnego weekendu życzę hel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i oczywiście nie wkleiłam, gapa
      http://www.handmadeberlin.net/epages/61857106.sf/de_DE/?ObjectPath=/Shops/61857106/Products/140040&ViewAction=ViewProductDetailImage

      Usuń
    2. No śliczne toto, nie dość, że w błękitach, to jeszcze wariacja na temat mojego ulubionego wzoru :)

      Usuń
  11. Udanego weekendu życzę i skutecznego drutowania w podróży:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, życzenia musiały poskutkować, bo było miło i dość produktywnie robótkowo.

      Usuń
  12. Jeśli mogę coś poradzić, to za moich czasów a ponadpółwieczna jestem jak materiał był nie do szycia to cięłam paski z gazety, podkładałam a po uszyciu po prostu je usuwałam i szyła jak ta lala. Spróbuj, może Ci sie ta metoda sprawdzi. Otulacz różowy to jest tg co po takich atrakcjach jest najlepsze. Pozdrawiam
    Misia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szycie "z papierem" mi nie obce, ale jak pisałam wyżej, nie przepadam za tym i łapię się za to rozwiązanie w ostatniej kolejności.

      Usuń
  13. Może być,że to ja ,choć nie znam podobnych wypadków w sensie wcześniejszych. Ja cholernie zazdraszczam umiejętności krojenia oraz dogadywania się z maszyną szyciową. Moje ,w tym wzgledzie, umiejętnosci są parszywe (czyt.żadne) i jak widzę ,że inni umieja to mnie strzela. Gdybym jednak posiadała "złe oko" to Brahdelt i herbatka chodziłyby za przeproszeniem -z gołym tyłem :D
    A więc nie potwierdzam i nie zaprzeczam.
    O kocie się jednak nie wypowiem ze zwykłej ostrozności :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Małemu zawiążę czerwoną wstążeczkę na ogonie, więc nie krępuj się, możesz się wypowiadać :)))

      Usuń
  14. Igła - tylko to mogę poradzić. Ja bym chyba wzięła grubszą i raczej nie do dzianiny - ten materiał nie jest dzianinowy. A tak wogóle to już zazdroszczę otulacza:)

    Pozdrawiam Halina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otulacz prawie gotowy. A zamiana igły na grubszą była jednym z pierwszych pomysłów, dzięki temu pozbyłam się "pętelek" na spodniej stronie szwu, ale niestety nie było to rozwiązaniem na problemy z "kaleczeniem" tkaniny. Ot, po prostu, taki niefajny materiał, śliczny, ale do szycia niezbyt przyjemny.

      Usuń
  15. nie zazdraszczam....takie szycie to zadna przyjemnosc....slodkie te różowosci...milej podrozy...pozdrawiam ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, jak coś tak się szyje, to cała przyjemność znika. Ale to nic, twarda będę i skończę :)

      Usuń
  16. Oj, takie szycie to zniechęca bardzo. Kiedy ostatnio miałam podobny problem, szyłam przez papier (półpergamin). Szyło się bardzo nieprzyjemnie, zwłaszcza na łukach (bo nie chciało mi się ładnie wycinać papieru, tylko przykładałam na bieżąco), ale sukienka wyszła całkiem przyzwoicie. Nie wiem, czy w przypadku Twoich spodni by się to sprawdziło, ale zawsze możesz spróbować.
    Właśnie uświadomiłam sobie jak bardzo opuściłam się w odwiedzaniu ulubionych blogów! A u Ciebie tyle szycia ostatnio, że się wręcz nadziwić nie mogę :) Stroje bikini genialne!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za pochwały bikini. A z szyciem to tak jest, że czasami trafia się na materiał, który nijak nie chce współpracować.

      Usuń
  17. Wyobrażam sobie rzeźnicką mowę ciskaną w materię :) Pozdrawiam i udanego weekendu życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że w miarę grzeczna była, raczej marudno-jękliwa niż agresywna :)))

      Usuń
  18. Znałam suczkę, która jadła szynkę wyłącznie, jeśli odkroiło się cały tłuszczyk, inaczej był foch i zabierzcietoodemnie, a mój osobisty były pies jadł groszek wyłącznie, jeśli mu się go potoczyło po podłodze - musiał sobie sam upolować i zjeść, inaczej nie był zainteresowany.
    O szyciu się nie wypowiem - poza tym, że żadnej złej mysli w kierunku spodni nie posłałam - bo lepiej znam się na zwierzątkach niż operowaniu maszyną do szycia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że zwierzaki mają swoje fanaberie jedzeniowe i Mały zapewne nie plasuje się nawet w pierwszej setce dziwadeł, ale i tak jest komiczny z tym jedzeniem z łyżeczki.
      I spokojnie, "zheksowanie" materiału to był raczej żart, bo przecież na coś trzeba zrzucić własne niepowodzenia i walkę z materią :)

      Usuń
    2. A, to uff - sama widzisz, Ty będziesz od szycia, ja od recenzowania programów przyrodniczych ;-))
      Mysz wywlokła się właśnie, zmięta jakby ją ktoś w dłoniach turlał, poszła do miseczki po brokuła i zdziwi się ten, kto sądzi, że Mysz zwyczajnie w miseczce brokuła zje. Nie ma mowy - jak każdy, absolutnie każdy brokuł ten także został wzięty do pyszczka i zawleczony do Kapsuły do Niczego (aktualnie Kapsuły do Jedzenia Brokułów) i tam spożyty. Oszaleję tu kiedyś.
      :-)

      Usuń