Przenosiny

piątek, 27 stycznia 2012

Z MROŹNEJ POTRZEBY

Najważniejsza informacja dnia dzisiejszego - SZYŁO SIĘ!!! W końcu po dwóch miesiącach krawieckiego postu usiadłam do maszyny.
Nie będę się rozpływać nad komfortem szycia, kiedy ma się wszystko w zasięgu ręki i nawet potrzeba prasowania nie powoduje pielgrzymek po powierzchniach mieszkalnych, tylko wymusza podniesienie tyłka z krzesełka i zrobienie dwóch malutkich kroczków.

A szyło się z mroźnej potrzeby, ale od początku. 
Zimą na głowę założę wszystko, tylko nie zwykłą czapkę wełnianą. Tymczasem temperatura za oknem spadła do normalnych zimowych poziomów. A że słoneczko mruga zachęcająco, to mnie wynosi na długie spacery rozpoznawcze (trzeba poznać okolicę bliższą i dalszą). W ramach ogrzewania łepetyny w czasie zimy noszę takie sportowe cudo - najlepiej to chyba określić wiązaną chustką. 
 
 

Ale... chustka, co widać, ma intensywny żółty kolor (zdjęcie łaskawie nie oddaje tej intensywności w 100 procentach). Do beżowej kurtki może być, choć i tak przypominam wtedy podeschnięty od dołu słonecznik. Widać mnie z daleka przez to żółte na głowie i nawet maszerując szosą bez chodnika, nie ma obawy, żebym pozostała niezauważona. Ale problem się pojawia, kiedy chcę założyć czerwoną kurteczkę...

Dlatego żółta chustka została skopiowana w kolorze szaro-granatowym.

I projekt ten podpada pod recyckling, bo nieświadomym dawcą materiału został Ślubny... chustka została skrojona z jego ręcznika noszonego na saunę (tylko do tego się nadawał, bo nie chciał ręcznik piekielnik chłonąć wody jak należy). Ale ostatecznie co jest ważniejsze? Moja marznąca łepetyna czy grzany w saunie odwłok Ślubnego? Poza tym ręczników ci u nas dostatek, więc może chadzać z innym.

Efekt? Proszę bardzo. W roli modelki głowowej wystąpiła szklana micha do sałatek :)

Błękitne dodatki dołożyłam w ostatniej chwili, bo szary granat był mało wybuchowy i wyglądał smętnie. 
Natomiast smętnie na pewno nie wygląda prezent, jaki wczoraj przywlókł do domu Ślubny. Chciałam, to mam :)
Miotełka z piór do odkurzania salonowo-kuchennych barokowych lamp. Muszę tylko pooglądać jakieś adekwatne dzieła kinematografii zagranicznej, żeby przyswoić sobie ten charakterystyczny ruch nadgarstka, bo mam wrażenie, że niezbyt profesjonalnie tym macham na razie i potrzebuję nieco wyższego poziomu nonszalancji w posługiwaniu się tak egzotycznym sprzętem.

Ale miotełka nie była największym nabytkiem, jaki dojechał wczoraj na Róg Renifera. Panie i panowie, mam zaszczyt zaprezentować Lotniskowiec w całej krasie.

Sofa jest w zasadzie matowo czarna z niewielkim dodatkiem srebrnej nitki (jak to określił Ślubny, bardzo przypomina moje Karnawałowe Srebro, tylko z mniejszym dodatkiem srebra).
Lotniskowiec został przetestowany kawowo, winnie i co najważniejsze - robótkowo. Sprawdza się doskonale. Dwie osoby mogą się na nim rozkładać, płożyć i wylegiwać bez przeszkadzania sobie nawzajem. Natomiast gości usadzonych na sztywno, łokietkiem w łokietek zmieściłabym pewnie z sześcioro.


23 komentarze:

  1. Bardzo ładnie prezentuje się Wasz lotniskowiec :-) Widzę, że schody jeszcze opatulone prewencyjnie. Miłego użytkowania obszernej kanapy :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Gazela - tak, schody jeszcze cały czas w folii i piankach. Ale jeszcze czeka nas jedna wizyta "wykończeniowa" z drobiazgami do zrobienia, ale zawsze i dostawa sofy na antresolę. Mam jednak nadzieję, że w końcu w przyszłym tygodniu zdejmę te owijacze. I dziękuję, za życzenia miłego użytkowania - na komentarze odpowiada się na sofie doskonale :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. To można już lądować hihihi
    Nakrycie głowy napewno się przyda, właśnie słucham prognozy, zapowiadają do -20

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie zima się rozkręca, a dzisiaj w Poznaniu było pięknie - aż się chciało iść na egzamin :D lotniskowce są bajeczne - w sam raz na drzemkę :) A kot sie pytam gdzie?

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie -12 stop. C i naciągam beretkę prawie tak że nic nie widzę. Michaś stwierdził, że z tą centymetrową antenką i tak wyglądam jak "moher" ale ta tkanina wydaje mi się najcieplejsza. Wracam, a tu różnica temp. 30-kilka i czerwone poliki z intensywnością jak bym się wstydziła za całe życie.
    Lotniskowiec przytulaśny, gabaryty iście łikendowe. A ta kita do myziania mebelków...no cóż mebelkom też się należy.

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Qrka - ja za te -20 to podziękuję. A lotniskowiec dobrze się sprawdza przy wszelkich lądowaniach - na siedząco i na leżąco.

    @ Dodgers - mam nadzieję, że egzamin zdany??? A kot ma się dobrze i robi się coraz bardziej "normalny" po przeprowadzkowych stresach.

    @ Monika Magdalena - nie przejmuj się moherowym wyglądem, grunt, że grzeje i nie gryzie w uszy.

    OdpowiedzUsuń
  7. No wszystko super, ale to upierzenie... rewelacja :) Rozklekotałabym się na tej kanapie i pokazywała Ślubnemu, gdzie piórkiem jeszcze machnąć należy :) Pozdrawiam smoczą rodzinkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z całym szacunkiem oczywiście należnym Ślubnemu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow! To jest kanapa co się zowie! Można się obłożyć kotem, kocem, kłębkami, wzorami, a jeszcze zostanie drugie tyle miejsca na męża rozciągniętego wzdłuż z padem do konsoli w rękach!... *^v^*
    Błękitne dodatki pięknie ożywiają ciemny kolor. A może by się tak pokazała w tej czapce na własnej głowie, co? ~^^~

    OdpowiedzUsuń
  10. po pierwsze - pięknie u Was to słońce wygląda na tych przestrzennych tarasach, salonach...
    po drugie - sofa boska!
    a co do miotełki - o ile to nie moja fantazja, to pięknie się nią posługiwała Emmanuelle Béart w filmie 8 kobiet ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. a, właśnie, czapka!
    polar to super tworzywo do szycia, nie? bardzo to fajnie wyszło. czyli kącik przyzwoicie ochrzczony ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Narożnik świetny. Dobrze, że napisałaś, że czarny, bo u mnie na monitorze wygląda jak brązowy. Bardzo fajny ma kształt. No jestem rozczarowana tylko czapką, a to dlatego, że spodziewałam się czegoś bardziej skomplikowanego jak pisałaś, że będziesz szyć. Czekam, więc niecierpliwe na większy uszytek. :):):)

    OdpowiedzUsuń
  13. @ Magdor - Ślubny z tym pierzem do kurzu byłby chyba jednak niemęski, to może jednak ja pomacham :)))

    @ Brahdelt - obraz tego, czym się obkładamy jest bardzo bliski prawdy - Ślubnemu tylko trzeba wymienić pada od konsoli na ipada :))) A do pokazania się z czapką na głowie!!! W życiu!

    @ Izuss1 - dziękuję za podpowiedź. 8 kobiet to jeden z moich ulubionych filmów, a dawno go nie oglądałam i o ile kojarzę, to rzeczywiście miotełka w nim była, ale ja się dotąd bardziej skupiałam na bardzo kobiecym paleniu inne bohaterki :))) No cóż, teraz trzeba się będzie zapatrzeć na co innego.

    @ Macchiato - na moim laptopie jest ciemno szary :) I spokojnie - będzie i coś bardziej skomplikowanego krawiecko, ale czapka po pierwsze była potrzebna na wczoraj, a poza tym chciałam coś szybkiego, żeby efekt też był na wczoraj.

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękny lotniskowiec! W moich kolorach :) U mnie na pierwszym zdjęciu (za sprawa słońca) wygląda na brązowo-czarny :) Miotełkę do kurzu trzeba było sobie zamówić z pawich piór ;) Czapeczka fajowa i wierze, ze cieplutka :) przydałaby się taka na narty :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ej, to nie fair!... Obcy ludzie na ulicy Cię widzą, a my nie możemy? *^v^*

    OdpowiedzUsuń
  16. Widzę, że szyciowo się zaczęło i jest gdzie polegiwać. To lubię

    OdpowiedzUsuń
  17. Gdybym miała taką kanapę to chyba bym się z niej nie ruszała :) No może na taras, ale to w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody :)) Piękne to słońce w Poznaniu macie, w Łodzi niestety szaro dzisiaj było...

    OdpowiedzUsuń
  18. W Łodzi szaro??? :) Od 10 pięęęęękne słoneczko :)) sofa cudowna !!! Miękka czy sztywna?? :P
    pozdrawiam

    Łodzianka

    OdpowiedzUsuń
  19. @ Susanna - Lotniskowiec kochamy coraz bardziej :)) A czapkę przetestuję jutro, bo dziś nie wyszłam dalej niż na blokowy korytarz.

    @ Brahdelt - może i nie fair, ale czy życie jest fair (pytanie retoryczne, oczywiście)?

    @ B - szyciowo powolutku, ale zaczynam wracać do żywych.

    @ Ju-styśka - a mnie non stop "coś" rusza i nie pozwala się powylegiwać, ale w tym momencie mogę oficjalnie stwierdzić, że na dziś zakończyłam zajęcia obowiązkowe i mogę dalej testować Lotniskowiec :)

    @ Łodzianka - sofa jest z tych twardych i idealnie sprężystych (jakkolwiek by to brzmiało ;), na pewno nie da się w niej zapaść i nie potrzeba drugiej osoby do wyciągania z jej objęć.

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam narożniki i tez takowy posiadam więc wiem,że bedziesz z niego zadowolona :)) Propo czapeczki w twoim wykonaniu jest piekniejsza,poza tym rozbawiłaś mnie do łez tym podeschniętym słonecznikiem :))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny narożnik, marzę o takim, ale w jakimś intensywnym kolorze np. turkusie :) Czapki fajowe!

    OdpowiedzUsuń
  22. Ciesze się. Poczekam hahahah. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń