Przenosiny

środa, 4 kwietnia 2012

MOJE ŻYCIE JEST JAK...

... oberek, ta-dana!!! Skocznie, szybko i po całym dniu zostaję kompletnie bez tchu.
Z tego względu dzisiejsza notka też będzie skoczna (od Sasa do lasa) i szybka.

***
Haftuję... no dobra, żeby się komuś źle czasownik "haftować" nie kojarzył, to jeszcze raz - wyszywam. Prawie na akord. Zostały mi dwa elementy, dość duże, to jest jakaś jedna piąta całości. Czyli widać koniec i mam szczery zamiar skończyć w czasie świąt, czyli z zapasem czasu przed możliwym terminem sprezentowania niespodzianki. 
Wyszywanie to wieeeeeeeeeeeelka frajda! Lubię!

***
Pani na poczcie zapytała mnie, czy chcę wysłać list "pjorytetem"!!! Powiedziałam, że nie! Że chcę wysłać "prrrrrrriorytetem"... Pani mnie nie lubi.

***
Rudości leżą odłogiem , bo ja wyszywam i na druty nie mam czasu. Ale spokojnie, doczekają się.

***
Kupiłam obiekt A, czyli materiał na spódnicę (to jasne) i obiekt B, czyli materiał na sukienkę (to granatowe). Obiekty (oba) kosztowały mnie złotych polskich dziesięć!!! A to bawełna jest (to granatowe z jakimś dodatkiem). Kocham mój SH w sąsiedztwie, prawie tak jak męża, mamusię i kota. Tylko kiedy ja mam szyć???!!!

***
Ślubny przestał być pociągający i mnie też przeszło wrażenie, że rano obudzę się w stanie makabrycznie zakatarzonym i bez głosu. Ale moje marudzenie, że jego choroba i fakt, że siał tymi zarazami na prawo i lewo uniemożliwił mi dotarcie na sobotnie spotkanie robótkowe, zaowocował solenną obietnicą, że następnym razem nie popełni takich haniebnych czynów i własnoręcznie dostarczy mnie na miejsce, bez względu na własny stan zdrowia, a w razie mojego braku przekonania, również ręcznie mnie przekona. Chyba wezmę to od niego na piśmie.

***
Jeśli ktoś pomyślał, że historia smsowa to żarcik primaaprilisowy, to czwartego kwietnia oświadczam, że to najprawdziwsza prawda i rzeczywisty fakt.

***
Nie mam czasu czytać... buuuuuuuuuuuuuuuu.

***
Doszłam do wniosku, że nie potrafię znaleźć sensownego powodu, dla którego nie miałabym nauczyć się robienia frywolitek, czyli frywolitkowania???, frywolenia??? Na pytanie zadane Ślubnemu, czy kupi mi czółenko do frywolitek, powiedział, że nie ma pojęcia, o czym ja do niego szemrzę, ale kupi.
Ale jak ja widzę takie cuda, jak TUTAJ albo u Patrycji, to mnie zaczyna nosić.

***
Uzależniłam się... od... TEGO.  Sypię do wszystkiego i zastanawiam się, czy dałoby się przekonać producenta, żeby sprzedawał mi toto w wielkich ilościach, po kosztach (może być w papierowych worach, słoiczek mi nie jest potrzebny do szczęścia).

***
I właśnie przeczytałam, że w oberku kobieta tańczy cały czas krokiem podstawowym, a mężczyzna może urozmaicać i akcentować hołubcami, przytupami, przykucnięciami... Hmmmmmm... a jak ja bym chciała takiego hołubca jednak wyciąć... strzelić... czy jak się wykonywanie hołubca nazywa, to co? Nie mogę? Dyskryminacja!

28 komentarzy:

  1. Hopsasa :) Wszystkie niusy przyjęłam, ale "pjorytet" mie rosstrojił i jusz nic mondrego nie umię napisać :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;))) Do tej pory "pjorytety" kojarzyły mi się z politykami-"intelektualistami", a tu takie zdziwienie.

      Usuń
  2. Buuuu a ja latam po SH po całym mieście i albo nie ma w ogóle tkanin albo cenią jak za zboże :( Te suszone pomidorki muszę spróbować bo nawet bazylia jest:] mniam. Miłego wyszywania:]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mnie opatrzność obdarzyła tym SH po sąsiedzku. Jedyna uwaga - oba te materiały to zasłony i obrus. Ale materiały też bywają i to w śmiesznych cenach (taniej niż zasłonki).

      Usuń
  3. I w tym słoiczku rzeczywiście są tylko suszone pomidory, czosnek i bazylia?...
    Obydwa materiały przepiękne! Jak tylko przerobię trzy kupony, które leżą w kolejce do szycia (czarno-białe paski właśnie dziś skończyłam szyć ^^), to znowu muszę przejść się do sklepów, może właśnie do SH, kiedyś miałam namierzone kilka miejsc z tkaninami.
    W dzisiejszych czasach jest równouprawnienie, więc jak masz ochotę, to wywijaj tego hołubca bez strachu! ~*^o^*~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wyobraź sobie, że tylko pomidorki, czosnek, sól, bazylia, oregano, żadnych e-300 w składzie nie stwierdza się. Z tej samej serii są też inne fajne przyprawowe mieszanki, ale nie testowałam.
      Dzisiaj na hołubca to już nie mam siły :))) Przytupik malutki nawet by mi nie wyszedł właściwie. Może w piątek, jak się w końcu rano wyśpię, to coś wytnę lub wywinę :)

      Usuń
  4. To ja już wiem, kto mnie choróbskiem zaraził. Widać zbyt często tu zaglądam, hehe.
    Materiały świetne. Jakieś dwa tygodnie temu kupiłam lekko podobny do tego jasnego (też w SH) i powiem szczerze, że w domu zgłupiałam, bo straciłam koncepcję.. swoje musi odleżeć (acz raczej mam go zamiar potraktować jako materiał dekoracyjny, niż ubraniowy). A ten Twój granatowy.. no istne cudo! Ciekawa jestem ogromnie co z niego zmajstrujesz.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na razie koncepcję na to jasne mam... o ile mi się nie zmieni. A z granatowego widzę coś bardzo prostego, ciętego w pasie - sukienkę podobną do tej, jaka ostatnio pojawiła się u Longredthread:

      http://longredthread.wordpress.com/2012/04/01/niebieska-sukienka-w-stylu-lat-50tych-zapowiedzi/

      I zaprzeczam niecnym insynuacjom, jakobyśmy zarażali wirtualnie, zdalaczynnie i bez bezpośredniego kontaktu.

      Usuń
  5. Co do tego niezarażania, to mimo wszystko pewności nie mam :>
    Rzeczywiście urocza ta sukienka odcinana w pasie!
    Sporo rzeczy się u Ciebie szykuje na najbliższy czas... będzie się działo, oj będzie. Bardzo mnie to cieszy! Jesteś jedną z niewielu osób, u której im dłuższy post, tym lepiej.. Muszę przyznać, że bardzo przyjemnie się Ciebie czyta! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło jej.. miałam kliknąć w "Odpowiedz" i coś mi nie wyszło... ;)

      Usuń
    2. Tak naprawdę, to teraz też się dzieje, ale głównie przybywa metrów haftu, ale nie mogę pokazać, bo to niespodzianka :) Ale szyciowo rzeczywiście naplanowałam bardzo dużo.
      I bardzo dziękuję za komplement o przyjemności czytania - już to kilkakrotnie pisałam, ale... te pochwały cenię chyba nawet bardziej niż te dotyczące dziergadełek i szycia, a na pewno na równi.

      Usuń
  6. Ciekawa jestem co tam ciekawego wyszywasz. Ale,że tyle czasu i nic się nie wygadasz? Ja już bym trochę pary puściła, takie ciut:) Materiały ładne. Faktycznie z tego granatowego wyjdzie ekstra sukienka z lat 50-tych. Kolor niesamowity! Ciekawi mnie też jak pokombinujesz wzory na spódniczce. Wiem, że teraz "pjorytet" to wyszywanie, ale czekam z niecierpliwością na coś uszytego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest, psze pani, wyszywanie to "pjorytet". A nic nie pokazuję, bo sobie obiecałam, że to będzie zupełna niespodzianka, a osoba w przyszłości obdarowana zagląda tutaj od czasu do czasu, a gdyby zobaczyła, co jest haftowane, to domyślenie się, że to dla niej zajęłoby sekund dwie lub trzy :)))
      Granatowy materiał ma jeszcze jedną zaletę: jest dwustronny - zmienia się to, że wzór jest matowy, a tło błyszczące, a na odwrocie jest... odwrotnie i mam zamiar to też wykorzystać.
      W jasnym materiale jest tyle metrów paseczków, że pewnie będę walczyć przy krojeniu o ich artystyczne wykorzystanie. Nawet model tej spódniczki już wybrałam, tylko nie mam czasu zrobić wykroju (tu pojawia się wściekłe warczenie na zmianę z żałosnym jęczeniem), ale wolne dni tuż-tuż :)))

      Usuń
  7. Co do frywolitek (i bycia frywolną) polecam robienie ich za pomocą igły. Trzeba mieć taką specjalną długą igłę (jej specjalność polega na długości i na tępym końcu, niekiedy ma też specjalną cenę, ale mnie kiedyś udało się kupić za całkiem przyzwoitą).
    Wydaje mi się, że robi się na niej prościej niż czółenkiem - z tego powodu, że robienie igłą załapałam raz-dwa, a robienia czółenkiem - nigdy (ale trzeba uczciwie przyznać, że od czasu, gdy nauczyłam się je robić igłą to czółenkiem już nie próbowałam).
    Zaletą jest jeszcze to, że ma się jedno narzędzie (nie potrzeba szydełka).
    Być może nie wszystkie wzory da się nią zrobić, ale na razie nie widziałam takiego, który by się nie dał (ale - znów - nie oglądałam ich tak znowu strasznie dużo, niemniej jednak - bardzo wiele można zrobić).
    I jak się człowiek rąbnie w liczeniu słupków to łatwiej spruć, bo cały kawałek jest wciąż na igle.
    Efekt końcowy jest identyczny. Niektórzy twierdzą, ze łatwiej jest na igle robić równo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedźmo, nawet nie wiesz, jak jestem Ci wdzięczna!!! Przegrzebałam wszystkie fora internetowe i nigdzie nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi, czy początkująca osoba powinna sobie zakupić czółenko czy igłę do frywolitek. A teraz przynajmniej wiem, jak to z igłą jest i jakie ma zalety. Tym bardziej, że oglądając filmy instruktażowe też miałam wrażenie, że igła mówi do mnie więcej niż te czary mary czółenkiem.
      Znając mnie, to kupię i czółenko, i igłę i popróbuję na dwa sposoby, ale przynajmniej wiem, od czego zacząć - od igły!!!

      Usuń
    2. Mała poprawka - właśnie zobaczyłam na jakimś blogu, ze jednak szydełko też się przydaje. Więc narzędzia trzeba by mieć dwa.
      A bo tak obejrzałam sobie blog renulka i...
      I skończyło się tak, jak zwykle. Zaczęłam kolejną robótkę. ;)
      Nawiasem pisząc, pierwszy raz o frywolitkach dowiedziałam się czytając "Pamiętnik Wacławy" Orzeszkowej.

      Usuń
    3. Orzeszkowa dopisana do listy "do przeczytania" :))) Rozpoczęcie nowej robótki po wizycie u Renulka jakoś mnie nie dziwi. A szydełko to ja mam zawsze pod ręką, ale chyba i tak przy robieniu frywolitek igłą potrzebne jest rzadziej.

      Usuń
  8. A ja będę namawiać do czółenek :)
    I zapraszam na jakiś weekend do Krakowa na pyszną kawę i naukę frywolitek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam wyżej - kupię oba narzędzia zbrodni i pouczę się na obu. W tym momencie igła więcej do mnie mówi, ale nie byłabym sobą, gdybym czółenka też nie spróbowała :))) I nie podpuszczaj, bo Kraków uwielbiam, kawę też, nauczycielka od frywolitek jest bardzo pożądana, więc... :))) Dziękuję za propozycję.

      Usuń
    2. To wsiadaj w jakiś środek lokomocji i zmierzaj do Krakowa :)
      Teraz będzie cieplutko, słoneczko, bulwary nad Wisłą z kawką i frywolitkami....mmmmm....rozmarzyłam się :)

      Usuń
  9. Zazdroszcze takiego SH,bo materiały są przesliczne!!! Propo pjorytetu,moja "pocztowa pani" troszke mnie denerwuje bo po trzy razy pyta się jaka przesyłka.Nie wiem czy to skleroza czy jej natręctwo ;) Wesołych świąt w gronie najbliższych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wam też spokojnych i pięknych Świąt. A panie na poczcie są... wrrrrrrrr, ja tej instytucji wyjątkowo nie trawię.

      Usuń
  10. ObJekt :P "B" wygląda jak tapeta - oj będzie piękna sukienka :] Mam nadzieję, że nie trzeba będzie długo na nią czekać :> Zostaw druty - szyj na maszynie :] Kurcze wczoraj byłam w lumpku i nie było takich fajnych tkanin bądź zasłon z przeznaczeniem na szycie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druty to ja już zostawiłam na rzecz igły i muliny :))) Ale haft zbliża się ku końcowi i pewnie tuż po Świętach zacznę częściej współegzystować z maszyną.

      Usuń
  11. Ty masz ADHD to i uszyjesz,nauczysz się frywolitek oraz przeczytasz,jestem o to spokojna. Pani na poczcie się nie dziw skoro w takim informacyjnym programie jak teleekspres prowadząca wspomniała o cyt.- posłuszności Chrystusa. Cyce i rąsie opadają.
    Materiały bombastyczne.
    I radosnych świąt Ci życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie również spokojnych i ciepłych Świąt. A pani się jednak dziwię - wali ta pieczątką setki razy dziennie po listach, to może by spojrzała, co tam raczyli napisać :)))

      Usuń
  12. haha ADHD :D
    lepiej nie można tego nazwać ;) ADHD robótkowe :)

    Ja też mam problem ze znalezieniem fajnych tkanin u siebie w SH, to znaczy tkanin w ogóle nie ma... jeżeli się trafiają, to jedynie w postaci zasłonek :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja nic nie umiem znaleźć w sh :(

    OdpowiedzUsuń