Przenosiny

poniedziałek, 9 lipca 2012

ILOŚCI HURTOWE

Weekend minął nam pod hasłem "wszystko w ilościach hurtowych".

***
Po pierwsze mieliśmy Weekendowe Intensywne Nawiedzenie, czyli wizytację Teściów Moich Niepowtarzalnych. Uff... żyję, nikt nie ucierpiał, pobyt przebiegał w atmosferze pełnego zrozumienia dla odmienności drugiej strony, bo ja jednak mam wrażenie, że ja jestem z Wenus, a oni z Urana.

Ale... był też akcent odzieżowo-robótkowy. Teściowa była "wyrosła" z całej góry ciuchów i przytargała wielgachną torbę bluzek i bluzeczek, czyli ilości hurtowe. Wśród nich takie do dalszego noszenia od zaraz, kilka wymagających przeróbek mniejszych (zmiana guzików, bo wielgachne białe korale powodują u mnie zawodzenie godne licencjonowanej płaczki) lub większych (zostaje tylko karczek, a reszcie dziękujemy, doszyjemy z czegoś innego). A są też takie, które do noszenia to niekoniecznie, ale za to stanowią źródło dobra wszelakiego w postaci koralików, haftowanych wstawek, koronki, guzików itp. Przykład? Proszę uprzejmie - koraliki w ilościach hurtowych:

A poniżej będzie przykład tego, jak ładne, haftowane wykończenie dekoltu zostaje zepsute przez naszycie masy ciężkich, złotych koralików. Koraliki pożegnamy, zostaną odprute z zachowaniem wielkiego szacunku dla ich unikalności, przydadzą się do czegoś innego, a "oczyszczony" haft będzie idealny jako inspiracja do letniej bluzeczki.

Ale... po raz drugi. Ślubny w ramach doceniania mojego pokojowego nastawienia do Nawiedzenia i faktu, że krew się nie leje, nikt nie mdleje lub nie oddala się, miotając klątwy i planując szycie laleczek voodoo, był nabył prezent dziękczynny. Galopując za swoimi rodzicami po Ikei, wpadł do działu z tekstyliami. Na pytanie Mamusi Jego Niepowtarzalnej, co z tego, co wybrał, niby ma być, odparł, że "już ona coś wymyśli". Pewnie, że wymyślę :)))

***
A poza tym:
- Rękawiczki dla LoliJoo czekają zapakowane na jutrzejszą wyprawę na pocztę (zdjęcia już są i w sumie, skoro i tak wszyscy wiedzą, jak Krokodylki wyglądają, a kilka osób dzierga takie same, to mogłabym je pokazać, bez szkody dla poziomu zaskoczenia LoliJoo, ale... zgodnie z tradycją i zasadami dobrego wychowania poczekam, aż obdarowana pochwali się pierwsza).
- Dostałam dziś pierwsze informacje, że są już takie Razem-wiczkujące, które mają obie (!!!) rękawiczki dociągnięte do poziomu nasady palców. Brawa!!! Ale poczekamy z kolejnym odcinkiem kursu robienia, bo jednak nie wszyscy mają tempo sprinterskie. Zdjęcia też już dostałam, oczywiście będą w galerii przy okazji kolejnej części.

***
I jeszcze odpowiedź na Zapotrzebowanie Społeczne. Marta zapytała, czy jest jakiś sposób, żeby robić ściślejsze oczka, bo ma tendencję do dziergania bardzo luźno. Ja akurat cierpię na odwrotną przypadłość i robię bardzo, ale to bardzo ścisło. Ale i u mnie potrafi pojawić się problem za luźnych i nierównych oczek, kiedy robię z bardzo cienkiej niteczki lub z czegoś śliskiego (merceryzowana bawełna, ostatnio). 
Nie jestem pewna, czy rodzaj drutów, na jakich się robi, ma wielkie znaczenie. Znaczenie może mieć to, jak się trzyma druty (robienie z jednym, długim drutem nieruchomym, opartym o biodro lub okolice). Wtedy chyba trudniej jest zachować niewielką odległość między drutami, a tym samym robić ścislejsze oczka. Rozwiązaniem jest zamiana długich drutów na druty z żyłką - lżejsze i nie da się ich oprzeć o biodro, a przez to można je trzymać w odpowiedniej pozycji i robić ściślej.
Jednak wydaje mi się, że największe znaczenie ma to, czy ma się dobrze napiętą nitkę, z której robimy oczka (trochę tak, jak przy szyciu na maszynie - zły naciąg równa się paskudny szew). 
Metoda naciągania nitki przy pomocy małego palca i palca wskazującego, którą pokazuję poniżej nie jest moim pomysłem. Gdzieś to zobaczyłam, nie mam pojęcia gdzie, ale i tak składam hołd anonimowej pomysłodawczyni, bo sposób - przynajmniej u mnie - sprawdza się doskonale, oczka są równiutkie, nie za ścisłe, nie za luźne i - co ważne - nie fundujemy sobie otarć od włóczki na palcu wskazującym.
Ja musiałam się chwilę przyzwyczaić do tego "nieortodoksyjnego" sposobu trzymania nitki, ale teraz bardzo go sobie chwalę.

 

59 komentarzy:

  1. ja tylko wpadłam dać znak, że żyję i że wrócę poczytać i pracować nad rękawiczkami, ale nie niebawem niestety :/
    za to widzę, że czytania będę miała ohohoho :)))
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko poczeka. Będziesz miała czytanie "w ilościach hurtowych" :)))

      Usuń
  2. Bardzo się cieszę, że wizyta(cja) przebiegła bez ofiar:) Ja tam chciałabym, żeby moi teściowie częściej mnie odwiedzali, bo ich lubię...Oni mnie prawdopodobnie też.Ale chociaż w tym samym mieście mieszkamy, to widujemy się podczas naszych "nalotów" jedynie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak są ofiary, to później jest wiele sprzątania :))) Nie opłaca się. A poza tym Ślubny zapewnił im takie ilości rozrywek, że chyba już nie mieli siły na aktywność dyskusyjną :)

      Usuń
  3. Super, że wszystko przebiegło w atmosferze pokojowej i nie musiałaś teściów odsyłać przedwcześnie na Uran :)))
    Uwielbiam takie rzeczy, z których można tyle dobra odzyskać, a że to duużo czasu zajmuje, to nic, zawsze jest jakieś urozmaicenie :))
    Nie wiem, jak ściśle oczka robię, bo nigdy tego z niczym nie porównywałam. Wszystko zależy od włóczki, grubości drutów, rodzaju drutów i naprężenia nitki. Myślę, że wszystkiego po trochu. Ja nawijam nitkę na palec wskazujący i ona po prostu co jakiś czas się odwija, a potem znów nabieram...itd itp, starając utrzymywać stałe naprężenie nitki.
    Z tym trzymaniem drutów przypomniałaś mi moje zamierzchłe początki, gdy sama tak robiłam. Teraz już nawet o takim sposobie nie pomyślę i druty czy proste, czy z żyłką, fruwają w powietrzu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, odzysk zajmuje bardzo wiele czasu, ale można się poświęcić, gdy warto.
      Z tymi luźnymi oczkami to mam wrażenie, że to trochę "wrodzone", ale jak się zna łatwy sposób na właściwe trzymanie nitki (naprężone), to może będzie komuś łatwiej.

      Usuń
    2. Chyba się zgodzę, że to "wrodzone" :) u mnie w każdym razie nie ma znaczenia na jakich drutach robię - prostych czy z żyłką, grubych czy cienkich, zawsze oczka wychodzą mi, w moim osobistym mniemaniu he,he,he, ładne, równe i ścisłe. Nawet jakoś specjalnie włóczki nie oplątuję wokół palców itp. - bo trzymam tak, jak to zostało pokazane na samym początku na filmie tj. na palcu wskazującym i być może mały dociska włóczkę do drutów (tego w sumie nawet nie robię celowo, tylko ot tak, po prostu, samo wychodzi). Ważne jest chyba to stałe naprężenie nitki. Pierwszych oczek prawych i lewych uczyła mnie moja mama wieki temu, kiedy to jeszcze byłam na etapie lalek i robienia dla nich szalików... niewiele prac mam na swoim koncie, moja mama mnóstwo - jednak to ona zawsze się dziwi jak ja to robię, że u mnie taka powtarzalność - u niej niestety tego brakuje.
      A o trzymaniu drutów opartych o biodro to nawet nie słyszałam i nie bardzo to widzę ;))) ale może i sama tak nieświadomie robię, kto wie he,he,he... właściwie w ostatnim czasie korzystam jedynie z drutów na żyłce, bo są dla mnie najwygodniejsze.

      PS. Dodałam 6 oczek! Jupiii... aczkolwiek chyba zabrakło mi filmu instruktażowego na dodawanie kolejnych (3,4,5,6), bo wydaje mi się, że mimo moich usilnych starań jednak odrobinkę się machnęłam, bo miała wyjść jedna dziurka, a mnie chyba dwie się zrobiły... i to jeszcze mam wrażenie, że tam gdzie miała być jedna, to u mnie nie ma, a w innym miejscu te dwie ;))) no ale muszę się dzisiaj przyjrzeć, bo wczoraj tylko na szybkiego "rzuciłam okiem" na to, co wyszło, bo dzieci ze spaceru wróciły z babcią akurat ;))) teraz tylko dociągnąć do kciuka i już się boję jego robienia ;))) niestety nie jestem aż tak szybka, jak pozostałe dziewczyny ;))

      Usuń
    3. Kciuk nie będzie taki straszny, bo się okaże, że same prawe to całkiem proste. I nie sugeruj się, że tu niektóre robiące mają już dwie rękawiczki - one po prostu mają turbodoładowanie :)

      Usuń
    4. No tak, to zapewne ;)) u mnie doba ostatnio krótka to i pewnie przez to wolniej idzie :)

      Usuń
  4. Żyjesz i nic Ci nie jest, a to najważniejsze:) za to koralików i innych ozdobników będziesz miała furę no i przeróbek, których ja nie cierpię:)
    Pozdrawiam, Marlena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeróbki to także nie moja ulubiona aktywność, ale w stosunku do niektórych bluzeczek warto, więc się poświęcę :)

      Usuń
  5. oj jak masz dobrze z taką ilością materiałów do radosnej twórczości ! materiał świetny, koraliki te złote też, ale faktycznie nie do tej bluzki:) poza tym rzeczy z takiego recyklingu to super sprawa- sama ostatnio buszowałam u mamy w poszukiwaniu guzików, znalazłam tyle skarbów, że hoho ;)a za kurs dziękuję, zastosuję jutro do włóczki bardzo lace, mam nadzieję, że się sprawdzi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te koraliki są doskonałe - takie masywne, ale ładnie wykonane i równiutki. Tylko na tym hafcie to trochę za dużo jak dla mnie.

      Usuń
  6. świetne koraliki :) ciekawe do czego je wykorzystasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie muszę je odpruć... a to trochę zajmie. Docelowo pójdą jako dodatek do chusty.

      Usuń
  7. znow swietny wpis...super materialy...dobrze,ze wizyte juz masz za soba a pomysl na trzymanie nitki wykorzystam bo ja tez luzno robie..pozdrawiam ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. A pomysł na nawijanie nitki na mały palec wypróbuj, bo może akurat się sprawdzi.

      Usuń
  8. Oto kolejny przykład że jednak DA SIĘ przeżyć wizytę teściów :) I mieszkanie całe ;) Prezent ślubnego superowy! Musze kiedyś wpaść do IKEI na ten dział tekstylny. Byłam niedawno w JYSK'U ale ich ceny tkanin są lekko jak z kosmosu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że się da :) Jysk rzeczywiście miewa wysokie ceny, ale miewa też materiały przecenione. Natomiast ikeowskie bawełny lubie za ich trwałość.

      Usuń
  9. Ja sobie tak obiecuję i obiecuję nawiedzić ikeową czeluśc ale z planów nici jak na razie:( Koralików sporawo i na pewno wykombinujesz jakieś cudo z nich. Teściowie...ja swoich przyszłych uwielbiam ale jak widujemy sie nie częściej niż raz na miesiąc, dwa i to na krótko...zanim zdążą się rozkręcić...czyli w oficjalnych i okołotematowych rozmowach o wszystkim i o niczym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu dotrzesz. Ja tam kupuję dość regularnie, bo mają rewelacyjne bawełniane płótno idealne do haftu.

      Usuń
  10. Spróbuję tej metody na pewno. Może wreszcie będę zadowolona z oczek. Uwielbiam takie odzyskiwanie koralików :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj. Nie twierdzę, że to "lek na całe luźne zło", ale może akurat zadziała :) I koraliki też zawsze odpruwam :)

      Usuń
  11. Szczęściara ;-)
    Ja z moimi Niepowtarzalnymi Teściami mieszkam pod jednym dachem (no prawie, oni na dole, my na górze) już od 30 lat!!! Aaaa, sama się zdziwiłam, jak to napisałam i sobie uświadomiłam, jaki to szmat (zaprawdę - szmat!) czasu. Ile razy pierze leciało i słowa pewnie nieodpowiednie... Teraz mam więcej cierpliwości, ale, jak pisałam, również szansę malusieńką na sprzedaż domu i rozstanie. Jak tego doczekam, będzie to najpiękniejsza chwila życia mojego długiego ;-) Ech, rozmarzyłam się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym nie dała rady, dobrze, że nie muszę mieszkać nawet w pobliżu teściów. I trzymam kciuki za przeprowadzkę.

      Usuń
  12. Aaaaa dziękuję dziękuję!! Ależ mnie połechtało, Marta w tekście to ja, to ja!! :)
    Szlag mnie tylko trafia, że w komputerze w biurze nie mam dźwięku i muszę czekać do wieczora, żeby przyswoić nową technikę :):):)
    dzięki wielkie za pomoc, na pewno będę próbować i walczyć z moją druciarską rozklapiochą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze się nie przyzwyczaiłaś, że u mnie to jest "prosisz i masz". Daj znać, czy choć trochę poskutkowało.

      Usuń
  13. Ha! ...i wszystko jasne :) to idę poćwiczyć... Jeśli chodzi o rodzaj drutów, to chyba nie ma znaczenia, ja robię na żyłkowych i zawsze wychodzi dość luźno. Mam niestety tendencję odruchową zginania palca wskazującego za nitką wchodzącą w oczko, czyli zapominam o sztywnym jego utrzymaniu w stałym położeniu. Może to zawinięcie na mały palec pomoże... Dzięki w każdym razie za cenną wskazówkę! A w temacie teściów - wyszło na to, że złupiłaś najeźdźców! Łupy zdobyczne całkiem interesujące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W temacie wskazówek to polecam się na przyszłość :) A co do teściów, to masz 100% racji!!! Złupiłam najeźdźców :))))))) To się nazywa mieć zdolności bojowe :)

      Usuń
  14. Nigdy nie zastanawiałam się nad trzymaniem nitki, zawsze wydawało mi się, że każdy trzyma nitkę tak jak mu wygodniej lub jak został nauczony. Według mnie wszystko zależy od wprawy i niestety od zmęczenia materiału - jak jestem zmęczona oczka są nie równe, jak wypoczęta druty sama śmigają bez specjalnej pomocy z mojej strony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że każdy trzyma druty, szydełko i nitkę tak, jak mu najwygodniej. A jeszcze częściej - tak, jak go nauczono, jak mu pokazano na początku. Jeśli jednak ktoś, tak jak Marta chce robić ściślej, to trzeba pokombinować nad rozwiązaniem. Co do wprawy, to znam osoby, które robią od kilkudziesięciu lat i robią bardzo luźno.

      Usuń
  15. ja uwielbiam wizyty swojej teściowej...jakoś miałam do niej szczęście. Na poczcie już powiedziałam że mają przyjść do mnie jako pierwsi rano :)
    Ach ale czad..koraliki. Widzę Tobie też przynoszą zamiast wyrzucać hihihi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęśliwa z Ciebie kobieta z tą dobrą teściową :) Poczta mam nadzieję stanie na wysokości zadania i potraktuje priorytet priorytetowo. A koraliki to ja sama krzyczę, żeby nie wyrzucać, tylko dostarczać.

      Usuń
    2. :)oj dobra teściowa...co miałyśmy złego przeżyć przeżyłyśmy a teraz to super. Mi czasem koleżanka przynosi takie bajery i mówi że np koleżance z pracy z bluzki odpruła bo pomyślała, że mi się spodoba i przyda. A ja mam chyba to po dziadku, który zbiera wszytko ...totalnie. A poczta jakos ostatnio się spisuje. Koło 12 listonosz przeważnie do mnie przychodzi jak przychodzi także już siedzę pod drzwiami i odliczam :)

      Usuń
  16. Łał! Uwielbiam czytać te Twoje hurtowe wpisy:) Wizyty nie zazdroszczę, ale biorąc pod uwagę korzyści materiałowe.... da się wytrzymać?
    Z tymi szmatkami i innymi rzeczami do recyklingu mam podobnie:) Jestem składem wśród znajomych:) Niedługo mi miejsca zabraknie...
    A jak Mały przeżył najazd? Moje koty w ilości sztuk 2, kiedy obcy nachodzą nas znikają, rozpływają się w powietrzu... nie lubią zmian w domu:)
    pozdrawiam Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet bez korzyści da się wytrzymać, ostatecznie to rodzice Ślubnego - czyli dobrodziejstwo inwentarza. Mały najazd potraktował filozoficznie, czyli najpierw spał pod sofą, a wieczorem wylazł i chyba nawet mu się podobało, że się wszyscy nim zajmują i gadają do niego. Czyli było w tej kwestii lepiej, niż się spodziewałam.

      Usuń
  17. Ja nitkę trzymam pierwszym podanym przez Ciebie sposobem, ale tak jakoś intuicyjnie mi to wychodzi... przenigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale też jako osoba dziergająca znikome ilości, nie doszukiwałam się wiele niczego w necie.
    Moja mama dzierga raczej ścisło, ja natomiast żadnego problemu nie mam, żeby dziergać i tak i tak, ale ścisłe dzierganie uważam za strasznie męczące dla palców i robótka posuwa się jak żółw wtedy... czyli tendencję mam w luźniejszą stronę ;)

    "pobyt przebiegał w atmosferze pełnego zrozumienia dla odmienności drugiej strony, bo ja jednak mam wrażenie, że ja jestem z Wenus, a oni z Urana" - ten tekst mnie ubawił :D

    Za razem-wiczki się jeszcze nie zabrałam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS - bo bym zapomniała.
      Jesteś urodzona do tutoriali. Twój ton głosu, nakazujący sposób mówienia i przejrzyste pokazywanie robótki pokazuje, że jesteś idealna do nauczania innych :D

      Jak się ogląda, to wygląda na łatwe, a jak się próbuje samemu, to czy jest łatwe opowiem jak już spróbuję.

      Usuń
    2. I tu masz rację, że jak się chce świadomie dziergać bardzo ścisło, to na dłuższą metę bywa to męczące (no chyba, że się jest z tych, co to mają wrodzone i inaczej nie potrafią :)))
      Razem-wiczki poczekają.
      I dziękuję za komplementy - ja na co dzień potrafię trajkotać, ale mam "zawodową wersję mówienia" - wolno, jasno i bez zbędnych słów :))) Wypracowane przez lata mówienia do grup i pojedynczych sztuk :)

      Usuń
    3. Zawodową wersję mówienia słychać zdecydowanie :))

      Usuń
  18. Ja od zawsze dziergam w ten sposób, nigdy nie umiałam inaczej. Ostatnio intensywniej wróciłam do drutów i prawie wszystko dziergam na ulubionych trójkach, czasem wychodzi luźniej lub ściślej zależy jaka jest grubość włóczki, ale z lenistwa nie chce mi się szukać innych drutów /czyli wyciągać z pozaczynanych robótek/. Jednak zauważyłam, że jakość ściegu , równe oczka itp. zależą baaardzo od jakości włóczki np. wełenki skarpetkowe przerabia się cudownie, nawet na teoretycznie zbyt grubych drutach. Pozdrawiam Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja! Rodzaj włóczki też ma znaczenie i to nie małe - jak coś jest cienkie albo śliskie, to trudniej pilnować, żeby oczka były ścisłe.

      Usuń
  19. Ten sposob prowadzenia nitki widzialas pewnie w "Knitting help", pokazuja tylko zeby owijac palec wskazujacy w druga strone. Ja wlasnie ten sposob zgapilam od nich i dobrze mi z nim, wczesniej bylam "owijaczka".
    Slonko...tesciowa nalezy kochac... wymadrzam sie, bo moja jest juz ...jak ten Indianin na Dzikim Zachodzie.
    Podziwiam Cie za cierpliwosc, jestes wspaniala, ja nawet nie dotknelabym tych koralikow, bo juz wczesniej trafilby mnie jasny.
    Przepadam za Twoim blogiem, piszesz bardzo ladnym jezykiem, robisz fajne zdjecia, dziergasz cuda, uczysz i bawisz, jestes jak...jak...Kobieta Pracujaca, zadnej pracy sie nie boisz. Orkiestra tusz!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że tam. Chociaż ja mam jakieś takie dzikie skojarzenia, że widziałam to, a ktoś w tle tłumaczył po rosyjsku, czemu tak, a nie inaczej należy trzymać. Nie ważne, ważne, że działa!
      I dziękuję za wszystkie komplementy i pochwały - staram się, żeby Wam, czytającym było na Rogu Renifera miło, wesoło, dobrze i czasami edukacyjnie :)
      Pozdrawiam wieczorową porą

      Usuń
  20. Nieważne skąd znasz te tajemnice ale bardzo Ci dziękuję za rozwiązanie mojego problemu. Pytałam u maranciaków i za ich podpowiedzią zmieniłam druty na drewniane ale to Nie pomogło. dzziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się na przyszłość i cieszę się, że zadziało.

      Usuń
  21. Działa działa działa!!! Więcej napiszę w mailu dziękczynnym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radość moja nie zna granic! Lecę czytać maila :)

      Usuń
  22. Matka Osobistego też zaczęła coś przebąkiwać o wizycie u nas, jeszcze nie wiem, gdzie udać się na emigrację. Wewnętrzna nie wystarczy, niestety.
    Też mam mnóstwo koralików oraz kompletny brak pomysłu na nie w ten upał, wzdych, a mam zamówienie na kolczyki i muszę się zmobilizować.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podoba ta "wewnętrzna emigracja" :))) U mnie to niestety też za mało.
      Koralików odprułam już jakieś pół kilograma z tych wszystkich bluzek, a i tak jeszcze dwie najbardziej obkoralikowane czekają na destrukcję.
      U nas już nie upał, tylko burza :) Dobrze, niech podlewa, ja nie będę musiała.

      Usuń
  23. Gdyby nie to, że Osobistemu za nic przykrości nie zrobię, być może nie miałabym z Jego Mamą żadnego kontaktu - nie żebym jej nie lubiła, sympatyczna, dobrze nam życzy itp, po prostu ma podejście że och, mam nową córeczkę która będzie często dzwoniła i zwierzała się z problemów. No i tu się nie zgadzamy absolutnie.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To i tak lepiej niż wojna podjazdowa, chociaż wiem, że istniej problem "zagłaskania kotka" :)))

      Usuń
    2. Żebyś Ty była przy Wielkim Wybieraniu Szaliczka...
      Pojechalim, planujemy spacer nad morze, gdy wtem bystre oko Mamy Osobistego zauważa, że jak to, jak to, ja szaliczka nie mam? Ano nie mam bo nie lubię, ale bez obaw, nie zmarznę. No ale przeciez tam wieje, zmarznę na pewno! Nieee, nie ma obaw, chodźmy już. No ale bez szaliczka? Ja tu mam różne szaliczki, zaraz dla Ciebie coś wybiorę...Może ten? Nie? A ten? O, ten jest ładny, w róże...Nie lubisz takich? To może ten weź?
      Poddałam się przy bodajże ósmym szaliczku.
      ;-(

      Usuń
    3. I po co było oponować? I tak było wiadomo, że wyląduje fontaź pod szyją i tak :))) Kocham takie akcje - piskorzę się wtedy konkursowo.

      Usuń
    4. Nie było gorąco i naprawdę nie chciałam szaliczka, a tak owinięto mnie troskliwie w coś gryzącego i w kratkę w kolorach peach&melba, głyyy. Małom się nie udusiła a morze obejrzałam tylko dlatego, że nieco mi oczka wyszły.
      ;-))
      Dojrzewam do napisania o Babci z Siatką, trochę tego jest więc zostawiam sobie tę notkę na jakiś luźniejszy dzień.
      :-)

      Usuń
  24. Uprzejmie donoszę że przeczytałam cały blog od deski do deski. I w zachwycie pozostaję, i za inspirację i pomysłowość dziękują prześlicznie.

    A w kwestii oczek za luźnych/za ciasnych - miałam tendencję oczek zbyt ścisłych, tak że druta drugiego wbić nie mogłam. Siłą woli zmusiłam się do luźnego trzymania nitki, nie naciągania jej i po kilku dniach ciężkich ćwiczeń oczka zaczęły wychodzić luźniejsze i równe już bez kontroli i myślenia. Czasem pomaga zwyczajnie wybranie większych drutów niż wskazane na papierku od włóczki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pochwały, doceniam poświęcenie :)
      A z oczkami zbyt ścisłymi/luźnymi to chyba każda z nas miała kiedyś problem, choćby na początku robótkowania. Tylko jedne z tego wyrastają szybko i bez wysiłku, a inne nie.

      Usuń
  25. WOW, ale masz tych błyskotek! Tego nie można przeliczyć, trzeba zważyć:) Ale ważne, że są, pomysł zawsze się znajdzie. Spodobał mi się filmik o nitce. Jak wygospodaruję wolną chwilę to może coś udziergam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam :))) Mogę otwierać sklepik dla żądnych błyskotek Cyganek. I udziergaj coś!!! Szalik, szaliczek, cokolwiek :)

      Usuń