Przenosiny

niedziela, 2 czerwca 2013

LICEALNY SENTYMENT

W czasach licealnych miałam kieckę - czarną, długą, falbaniastą. Kochałam ją miłością bezbrzeżną. Nosiłam do wszystkiego. Balerinki pasowały do niej równie dobrze jak ciężkie czarne glany. I teraz, mając w planach przerób metrów bieżących lnu w kolorze lnianym, doszłam do wniosku, że poddam się licealnemu sentymentowi i uszyję Falbaniastą Po Same Kostki.
Ślubny robiąc zdjęcie wydał polecenie: "Nóżka na Angelinę" :)))

Szyta według samodzielnie zmajstrowanego wykroju. Karczek przygotowany na podstawie wykroju spódnicy podstawowej, obciętego około centymetra poniżej linii bioder.
Jest mnie sporo w biodrach i takie niskie cięcie powoduje, że pierwsza falbana jest wszywana poniżej najszerszego miejsca w okolicach tyłka i nie dodaje wtedy wizualnie zbędnych centymetrów. 
Ponadto ta pierwsza falbana jest mało "obfita", właśnie po to, żeby wszycie na linii bioder nie dokładało mi w obwodach.
I jak widać falbany nie były marszczone, tylko upinałam je z małymi zakładkami.

Dla zainteresowanych - przy moim wzroście 177cm, wysokość falbany to około 30 cm "żywego materiału", czyli po wszyciu zostaje mniej więcej 28/29cm. Długość poszczególnych pasów to:
- karczek - według wymiarów, na dole jest obwód bioder plus 1cm (u mnie około 112 cm)
- I falbana - około 170 cm - mały przyrost, żeby nie było dużo nadmiernego materiału do wszycia na linii bioder;
- II falbana - około 300 cm;
- III falbana - nieco ponad 600cm.

Zamiast odszycia góry zrobiłam podwójny karczek. Podszewka na całości nie tylko usztywnia, ale i sprawia, że miękki len lepiej się trzyma na "naturalnych wypukłościach" :))) Lewa strona spódnicy i spodnia warstwa "karczkowa" poniżej:

I fotka poglądowa lewej strony spódnicy (kieckę mam przyłożoną do siebie, więc to wcięcie w talii to mrzonka i magia ręcznego ściśnięcia :))))
Szycie długich, falbaniastych spódnic to impreza wysoce rozrywkowa. Te zakładeczki, szczególnie przy upinaniu sześciu metrów materiału to jest zadanie dla cierpliwych zwolenników medycyny naturalnej, bo akupunkturę ma się za darmo :)))
I na pewno trzeba mieć spory zapas nici (szew, obszycie, stębnówka :))) i jeszcze większy zapas szpilek. Mnie wizja braku ostrego osprzętu zamajaczyła w momencie upinania dołu do podszycia. Ale przypomniałam sobie, że mam zachomikowane pudełko króciutkich szpilek w szufladzie (na co dzień używam długich szpilek) i dopięłam dół tymi maleństwami.
 

Len (prezent od Mamy Mojej Rodzonej Jedynej) szył się doskonale, ale jeszcze raz potwierdziło się, że Brzydal ma "czujnik" złych jakościowo nici. Nawleczone nici "no name" chińskiej produkcji i Brzydal od razu dał mi do zrozumienia, że współpracy nie będzie i mogę liczyć jedynie na przepuszczone szwy. Zmiana nici na porządne i szyło się jak złoto. 
Mam jeszcze jeden kupon identycznego lnu, tylko w kolorze musztardy i też będzie długa kiecka, ale już nie falbaniasta, choć przez chwilę mnie kusiło uszycie Falbaniastej Powtórki z Rozrywki, ale ile można mieć falban w szafie :))) Będzie Musztardowe Safari...

75 komentarzy:

  1. oo, świetnie wygląda Len Falbaniasty..! przyznam szczerze że bardzo byłam ciekawa tego uszytku, ale jak zawsze nie zawodzisz :) doskonale pamiętam ten fason, jak to dobrze że moda, jak bumerang, często wraca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama byłam ciekawa, jak się sprawdzą falbany po latach :)
      A podobno w tym sezonie falbany modne, ale to przeczytałam już po uszyciu :)

      Usuń
  2. Świetna. Niech się dobrze nosi! Też miałam czarną falbaniastą, tylko gdzieś w okolicach studiów raczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie się nosić dobrze, nie ma innego wyjścia :)))

      Usuń
  3. Bardzo ładny kolor - to raz. Dziś przeglądałam książkę z wykrojami i wpadła mi w oczy właśnie tego typu spódnica i pomyślałam "A może bym taką chciała?" - to dwa. Nasuwa mi się pytanie ile waży taki Falbaniasty Len - to trzy :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz - w naturze to kolor nawet lepiej wygląda, bo ten len jest uszlachetniony i ma leciutki połysk. Dwa - może taką chciej, skoro wpadła Ci w oko. Trzy - zważyłam, nieco ponad 600 gram :))))

      Usuń
  4. uwielbiam falbaniaste spódnice

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Fason okazuje się ponadczasowy.

      Usuń
  6. oj też taką falbaniastą miałam, tkanina przypominała tetrę deseń w mazaje w brązach i beżach, między falbany wszyłam bawełnianą koronkę, ech nie sądziłam,że teraz w takie falbany mogłabym sie ubrać , ale ponoć wracają w modę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja licealna była z czegoś sztucznego. Ile to wspomnień potrafi wywołać jedna kiecka :))))

      Usuń
  7. Spódnica śliczna i u mnie też wywołuje wspomnienia falbaniastych kiecek:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo chyba każda z nas miała na jakimś etapie szycia/ubierania taką falbaniastą kieckę.

      Usuń
  8. Rzeczywiście - post szyciowy i to jaki!!!!! :)))

    Ech.. Wzdycham sobie, bo też mam taką najlepszą na świcie spódnicę, tylko moja jest biała i potrzebuje tuningu niestety. Ma swoje lata i szwy zaczęły już miejscami puszczać, ratowałam ją ręcznie, ale jednak trzeba będzie naprawy "maszynowej":)
    Na szczęście nie będę musiała aż tylu falbanek upinać, bo chyba bym padła przy drugim opakowaniu szpilek! ;) Sza-cun!

    Pozdrawiam,
    Kasia z Bydgoszczy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post szyciowy falbaniasty :)))
      Jeśli spódnica ucierpiała tylko na szwach, to ratowanie jej będzie proste i masz szansę cieszyć się nią jeszcze długo. I masz rację - jesteś w tej dobrej sytuacji, że nic nie musisz upinać :)))

      Usuń
  9. Miałam falbaniastą spódnicę, czarną z farbowanej tetry.Lata 80-te nie było materiałów, nie było ciuchów w sklepach. Dziergałam z aniteksu i szyłam z tetry. Mam zdjęcia takich kreacji, muszę zamieścić na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To były czasy dla kreatywnych, kryzys zmuszał do niewyobrażalnej pomysłowości. Zdjęcia poprosimy, będzie podróż sentymentalna dla wielu z nas.

      Usuń
  10. Też miałam spódnicę falbaniastą. Moja była uszyta z prześcieradła, które bezczelnie podebrałam mojej Rodzicielce bez jej wiedzy. Ufarbowałam samodzielnie każdą falbanę, żeby był modny również obecnie efekt "ombre". Była niebieska, do kolana i przepiękna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To były czasy :))) Chociaż w mojej obecnej Falbaniastej kawałek prześcieradła jest, bo oczywiście podszewka pod karczkiem to kawał prześcieradła właśnie z sh :)))

      Usuń
  11. O i mi się przypomniała moja licalna , czarna , falbaniasta! A twoja wygląda super! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Zaraz się okaże, że nie ma takiej, która by jakiejś falbaniastej nie miała :)))

      Usuń
  12. Ale fajnie, mamy takie same wymiary, to teraz wedlug Twojego przepisu moge sobie uszyc taka sama spodnice.
    Wyszla Ci badzo zgrabnie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super! Tak liczyłam na to, że komuś się przyda rozpiska, co najwyżej sobie proporcjonalnie zwiększy lub zmniejszy. Ale jak ta kiecka powstanie to ja się uśmiecham o jakąś fotkę na maila :)))

      Usuń
  13. Fajna ta Twoja falbaniasta myślę, że w kolorach też by fanie wyglądała:)) Pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki model to w każdym kolorze tęczy i nie tylko mógłby być :)))

      Usuń
  14. Ojejku, jakaz ona fajna i widze, ze nie tylko ja zaczelam wspominac hahahah.
    Ja mialam moja najukochansza czerwona a wlasciwie malinowa taka troszke za kolana z szerokim paskiem w pasie. Aaaach, jak toto wirowalo na parkiecie. Byla z czegos takiego jak cieniutka dzianina, druga mialam z tetry, dluga jak Twoja. Nowa byla biala, pozniej pofarbowalam ja w teczowe mazaje uzywajac... atramentow i tuszu z pisakow. Niekt nie mial takiej spodnicy! Teraz wszystko jest gotowe, na tacy podane, nie ma miejsca na fantazje a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atak wspomnień "odzieżowych" mamy wszystkie. Ale przy okazji wychodzi, jak kreatywnym trzeba było kiedyś być, żeby mieć coś z niczego.

      Usuń
  15. Osz Ty.... Zgrzytam zebami... W LO mialam niesmiertelna kiecke z brazowej flaneli w kratke - uszylam ja recznie i chyba ja jeszcze mam musze poszukac :-) uszylabym sobie taka, moze, moze... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nigdy nie miałam spódnicy w kratę! Ale chodzi mi po głowie zmiana tego stanu, bo mam dwa bardzo nie-spódnicowe materiały, więc mnie kusi, żeby zrobić z nich właśnie spódnice :))))

      Usuń
  16. Nie no oczywiście TYŁEK jak szafa trzydrzwiowa z bieliźniarą, samokrytycyzm jest wskazany ale może bez przesady. Puńka (spódnica) z zawartością trzech liter rewelacyjna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samokrytycyzm to akurat wyłączyłam, bo inaczej żadnej fotki byście nie zobaczyli :))) Ale troska o to, żeby sobie do tej szafy trzydrzwiowej dodatkowego skrzydła nie dokładać, to już mam silnie rozwinięty i stąd ta dbałość o wszycie falbany tak a nie inaczej :))))

      Usuń
  17. Wow! Wygląda super i jak pięknie musi się "falbanić" przy chodzeniu :) Bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Superowa, taka falbaniasto-cyganiasta ;) Fason jest zdecydowanie ponadczasowy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zamysłach ona miała być jeszcze bardziej cygańska - większe obwody dolnych falban, ale ilość materiału mnie ograniczyła :)

      Usuń
  19. Fajna, swobodna i chłodna spódnica na upały, a dzisiejszy len tak bardzo się nie gniecie,jak ten sprzed lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie na te dobre cechy współczesnego lnu liczę. Szczególnie na ograniczone gniecenie :)))

      Usuń
  20. też miałam podobną:) Marchewa mnie "powaliła" -jak najbardziej pozytywnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To witamy w klubie posiadaczek falbaniastych spódnic w młodości :))

      Usuń
  21. Ja też zawsze składam zakładki, chociaż kusi mnie stopka maszynowa do marszczenia tkaniny na bieżąco podczas doszywania, korzystałaś kiedyś z takiego udogodnienia?
    Masz rację, taka spódnica pasuje zarówno do pantofelków, jak i do glanów, i do plażowych klapków, uniwersalna! Nie myślałaś, żeby na karczku machnąć jakiś kwiatowy haft? Tak mi tu od razu przypasował! *^o^*~~~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To po kolei, czyli od końca - o hafcie myślałam, ale zrezygnowałam, bo jakoś mi się z tymi falbanami nic haftowanego nie chciało poskładać wizualnie, cały czas miałam wrażenie, że za dużo dobrego.
      Stopki do marszczenia nie posiadam. Patrzyłam na nią podczas ostatniego zamawiania igieł, ale nie przekonała mnie, bo nie ma możliwości ustawienia "gęstości" tego marszczenia.

      Usuń
  22. U mnie miłość do długich falbaniastych nie minęła z wiekiem - nadal je uwielbiam i noszę pasjami:) Tylko na rower mi nie pasują;( Próbowałam i niestety nie da się w nich jeździć... Za to na spacery (boso!) są boskie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na spacery są genialne, potwierdzam :))) A na rower... to chyba nawet pasażerka siedząca na rowerowej ramie w takiej kiecce stanowiłaby problem :)))

      Usuń
  23. Ojjj, kocham te falbaniaste niezmiennie, również od czasów licealnych :) Jeszcze parę lat temu nosiłam, ale przerwa nastała. Na całe szczęście (moje i nie tylko) wróciła moda na noszenie maxi, w tym falbaniastych, więc będę nosic i ja :D
    Co do szpilek, to wręcz uwielbiam długie, i niemal tylko tych używam, chociaż krótkie posiadam, tak jak Ty, i w razie potrzeby używam dodatkowo.
    Spódnica wyszła świetna, zapewne do wielu rzeczy pasowac będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te falbany jak widać pasują w każdym wieku i w każdych czasach, na szczęście!
      Szpilki to koniecznie długie! Jak mam w rękach krótkie, to się dziwnie czuję, jakbym "zabawkowymi" szpilkami miała coś spinać :)))

      Usuń
  24. bardzo fajna!! i zazdroszczę takich fasonów, bo ja w falbanach wyglądam z deczko pokracznie:P ....a, i ostatnio marszczyłam falbany stopką do maszczenia - i muszę przyznać, że byłam wielce zdziwiona jak szybko i równo wyszły te mikro zakładeczki:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo stopka na pewno przyspiesza i ułatwia, ale tak jak pisałam Brahdelt gdzieś wyżej - "gęstość" marszczenia jest zależna od stopki, nie ma możliwości ustawienia jej.

      Usuń
  25. Świetnie Ci wyszła!!! Też mnie korci, żeby sobie podobną uszyć, ale póki co nie mam wystarczającej ilości tkaniny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to fakt - materiału potrzeba sporo, żeby te falbany były porządne :)))

      Usuń
  26. Zdaje się, że moda na długie kiecki powróciła, więc spódniczka w sam raz na ten sezon!! Bardzo dobrze się prezentuje! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się doczytałam nie tylko na maxi kiecki, ale tez na falbany, więc zupełnie nieświadomie wpisałam się w trendy :)))

      Usuń
  27. Wyobrażam sobie jak fajnie się w niej chodzi.
    Ale pracy na upinaniem falban to nie zazdroszczę. Masz cierpliwość i samozaparcie kobieto! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi się bosko, poczucie kobiecości skacze o kilka poziomów do góry, szczególnie, jak się do tego szpilki założy :)))
      A cierpliwość mi padła przy ostatniej falbanie - zrobiłam sobie dzień przerwy przed nią, bo nie dałam rady wszystkich na raz :)))

      Usuń
  28. Mam podobną z sh i nawet zastanawiałam się, czy by samej nie popełnić czegoś w ten deseń, ale gdy czytam u Ciebie i upinaniu 6 metrów materiału, to myślę, że to przekracza granice mej cierpliwości... :P

    wspaniała jest!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wcale nie zniechęcam do popełniania falbaniastych. Dziewczyny piszą o stopkach do marszczenia i to jest dobre rozwiązanie dla mniej cierpliwych :)))

      Usuń
  29. A czy ta spódnica też leży w kuchni na blacie, gdybym i tę rzecz chciała Ci ukraść? Bo jeśli tak, to ja niebawem się zjawię :))) świetna jest, wyhaczyłam długą z lnu i wiskozy w sh, ale prostą, bez falbanek z obawy, że mnie poszerzą, a ja mam wystarczająco krągłe biodra. I chyba uszyję sobie maxi sukienkę na lato ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie leży na blacie w kuchni, wisi w szafie, ale to też wiesz, gdzie jest :))))
      A falbanki dobrze wszyte wcale nie poszerzą, a przy dłuuuugiej kiecce wręcz dodadzą wzrostu, więc nie masz się co zastanawiać, tylko szyj!

      Usuń
  30. No to się narobiłaś! Ale jaki efekt! Spódnica do pozazdroszczenia jak nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, a praca może długa, ale satysfakcjonująca, więc nie było tak źle :)

      Usuń
  31. kURCZĘ PRZYPOMINAM SOBIE,ŻE GDZIEŚ MAM TAKĄ CAŁĄ CZARNĄ:)pOZDRAWIAM I LECĘ SZUKAĆ:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Mam podobna, kupna, kupilam dwa lata temu i nosilam przez jeden sezon, po czym oddalam synowej. Zalowalam tego później, nie, ze synowej, tylko ze sie pozbylam, ale ze kupilam dwie, jedna dostala corka, ktora takich spodnic nie nosi, wiec mam ja spowrotem. Zaraz zaczne nosic, bo pogoda zrobila sie sprzyjajaca. Z historii-szylam kiedys takie dla ciotki z plotna i koronek, sama mialam krotsza i kupna, niebieska, nosilam ja przez wieksza czesc ciazy, bo byla na gumce w talii. Masz racje, moda zatacza kola. Na nasze szczescie mozemy nosic to, co lubimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zataczanie modowych kół to jedno, ale drugie to nieoglądanie się na modę. Jak zapadła decyzja, że będą falbany, to miałam wrażenie, że idę modzie pod prąd. Dopiero później doczytałam się, że jednak jestem bardzo "trendy" ww obecnym sezonie :)))

      Usuń
  33. Boska jest! Ja też taką chcę, tylko że ja szyć nie umiem... ehhh... szkoda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzianinowa (na drutach lub jeszcze lepiej na szydełku) to tez może być cudo!

      Usuń
  34. No proszę,chyba wszystkie mamy takie wspomnienia:))Moje było białe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ciekawości chyba powinnam zadać publicznie pytanie - kto takiej Falbaniastej nie miał? :))))

      Usuń
    2. Ja nie miałam :-) Aczkolwiek kiecki maxi z białym haftem angielskim na dole zawsze bardzo mi się podobały i nie wykluczam, że w przypadku nagłego wejścia w posiadanie stosownej wielkości kawałka takiego materiału coś z sentymentu popełnię...

      Usuń
  35. Fantastyczna! Mnie w czasach licealnych ominęły co prawda długie kiecki, ale od niedawna myślę, żeby sobie taką sprawić. A len to fajny jest :-)

    OdpowiedzUsuń
  36. Pamiętam, że w czasach licealnych też marzyłam o takiej kiecce, ale nie pamiętam, czy taką miałam. Za to pamiętam jak kilkanaście lat temu sprawiłam sobie taką białą w falbany, z haftowanego płótna, a na zimę z brązowego cienkiego sztruksu. Jednak biała była do połowy łydki, a brązowa tylko do kolan. Na te długaśne uważam że jestem za niska... :))
    I ogromnie Cię podziwiam za te wszystkie zakładeczki... Brawo :))

    OdpowiedzUsuń
  37. Chyba większość z nas ma lub miała w swojej szafie taką kieckę. Moja jest z jeansu i już mi się znudziła więc zastanawiam się na co fajnego "zrecyclingować" taki mięciutki jeans. Pomysły się klują...
    Zakładeczki robią wrażenie. Sama spódnica oczywiście też! A tak z ciekawości: policzyłaś ile jest tych zakładek? :)
    Pozdrawiam, Aga

    OdpowiedzUsuń