Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IKEA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IKEA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 kwietnia 2012

SALONE INTERNAZIONALE DEL MOBILE 2012, czyli TARGI DESIGNU W MEDIOLANIE OKIEM ŚLUBNEGO

Ślubny wrócił z ziemi włoskiej do Polski. Z pewnymi przebojami wrócił, ale jest. Przeszedł Wisłę, przeszedł Wartę i jak Czarniecki do Poznania... to znaczy przez Poznań dojechał w końcu z powrotem na Róg Renifera, gdzie został powitany jajeczkiem na twardo z majonezem, ogóreczkiem świeżym gruntowym, bułeczką cebulową i serkiem z chrzanem.
Przebojowy powrót można podsumować jednym zdaniem - najwidoczniej bardzo znana firma na Mmmm dostarcza oprogramowania także do komputerów pokładowych embraerów, bo tenże komputer pokładowy był się zwiesił i potrzebny był mu restart. Opóźnienie wylotu - jedyne półtorej godziny, bo tyle zajęło załodze postawienie systemu na nogi. Brawa!
Ślubny nie oszukiwał przez telefon, że dokumentacja fotograficzna wyjazdu jest potężna, prawie 400 fotek. Z tego powodu postanowiliśmy podzielić relację z Mediolanu na trzy części:
1. Dziś część pierwsza - design, targi, ciekawostki.
2. W części drugiej - będzie o mediolańskich zabytkach i... zakupach, a raczej sklepach.
3. W części trzeciej - prezenty, prezenty, prezenty, czyli co Ślubny przytargał w wieeelkiej, ciężkiej torbie.
Część pierwsza dziś, a pozostałe dwie w ciągu następnego tygodnia.

No to zaczynamy. Proszę szanownych czytelników, dziś wyjątkowo, gościnnie - tekst i zdjęcia autorstwa Ślubnego!!!! Moje wredne komentarze będą w nawiasach, cichutko i nienatrętnie i kursywą, żeby było ładnie i opatrzone podpisem IK, od Intensywnie Kreatywnej, oczywiście.

***
Ponieważ po podróży jestem niesprawny intelektualnie, wpis może być kanciaty i łamany.
Same targi, czy raczej hale targowe, gdzie jest główna impreza wystawiennicza, to tylko cząstka tego, co się dzieje w całym mieście - cały Mediolan żyje targami. W trzech dzielnicach są całe ulice (wydzielone strefy) poświęcone targom i każdy skrawek powierzchni jest wykorzystywany na zaprezentowanie projektów, instalacji, itp., itd.
Niech nikogo nie zdziwi, jeśli w warsztacie samochodowym odnajdzie wystawę designerskich lamp lub w hali magazynowej, z dźwigiem do transportu nadal wiszącym pod sufitem, wpadniemy na równie designerskie małe białe króliczki.

Jak wiecie cały mój wyjazd był zorganizowany i możliwy dzięki IKEI i w tym miejscu pozdrowienia dla Karoliny i Gosi z IKEI, dlatego też, relację zaczniemy od ich wystawy. Była ona poświęcona trzem głównym tematom i pierwszy, który zapewne najbardziej zainteresuje czytelniczki tego bloga, to nowa kolekcja tekstyliów w zarąbistych wzorach. (Potwierdzam, że wzory są obłędne. - IK)

(Tkaniny zaprezentowane na tym pierwszym łóżku porwałabym bez zastanowienia, wszystkie!!! Te czarno-białe wzory po prostu widzę jako pościel, spódnice i sukienki. - IK)

(Ciekawostka - IKEA ma zamiar wprowadzić do oferty także maszyny do szycia!!! Pożyjemy, poszyjemy :))) - IK
Uaktualnienie - Joanka-z słusznie zwróciła uwagę, że maszyny już w IKEI są do kupienia.)


 

Teraz coś bardziej interesującego dla panów. Drugim tematem są rozwiązania nazwane Uppleva, czyli systemy meblowe zintegrowane z całym sprzętem RTV - telewizor, głośniki, Blue Ray. Cały taki mebelek łącznie ze sprzętem można będzie kupić w IKEI. Wszystko ma być banalne do podłączenia, obsługiwane jednym pilotem i zero kabli w domu. Takie rozwiązanie będzie kosztowało około 1800-2000 euro i pilotażowo sprzedaż zostanie rozpoczęta w pięciu sklepach IKEI  na świecie, między innymi w Gdańsku.

(W temacie zintegrowanych systemów RTV mojego komentarza brak, bo ja jeszcze ciągle gapię się na tkaniny :))) - IK)

I ostatni, znany już wszystkim temat, to kolekcja mebli PS i nasza Lampeduza, która świeciła w wejściu na stoisko.


PSowe stoliki też były:
(Ale czemu koń??? - IK)

Czas na przelot po stoiskach targowych. Po pierwsze, żeby zobaczyć wszystko, co było na targach, to cały wyjazd powinienem spędzić tylko na nich. Hal było 20, a mnie się udało przelecieć galopem tylko przez 4. Wystawcy stawali na głowie, żeby ich prezentacje były jako te cuda-wianki.
Poniżej stoisko producenta materiałów obiciowych:
 
(Zwracam uwagę na "rękodzielnicze" wykończenie lamp :))) - IK)

I przykład jednego z setek producentów mebli:
(Wchodzisz i mieszkasz. - IK)

Teraz do pooglądania kilka, co ciekawszych, "Występków Artystycznych".
Plastikowy Ludwik Któryś Tam.
 
(Masełkowo-karmelowy, aż się ma ochotę polizać :) - IK)

Tupot małych stópek od topowego projektanta, za ciężkie pieniądze.

Taka huśtaweczka - full wypas. I szkoda, że nie mamy dachu nad tarasem, bo byśmy sobie powiesili.
 
(Najpierw byśmy sobie musieli bank obrabować albo Małego sprzedać, żeby nas było stać na takie bujanie. - IK)

I teraz kolejny "specjalny specjał" dla rękodzielniczek - haftowane krzyżykami dywany, poduchy i meble.

 
(Na dużych, oryginalnych fotkach widać niezłą wtopę wykonawcy - błąd na samym środku dywanika :))) Dwa krzyżyki są wyhaftowane w drugą stronę, normalnie wstyd, wstyd!!! Na targi w Mediolanie z taką fuszerką! Każda szanująca się hafciarka by siadła na środku hali, wypruła i poprawiła. Po czym wstała, dygnęła i oddaliła się z godnością i poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. :)))))) - IK)

I twarzowe fotele kręcone.

Moje największe "wow" wyjazdu - instalacja ze skrawków materiału, trójwymiarowa, która na zdjęciu wychodzi jak płaski rysunek kredką.
 

W rzeczywistości to są naturalnych rozmiarów przestrzenne "kontury" mebli rozpięte na niteczkach.
(Gdybym nie widziała nakręconego filmu, gdzie widać, że to jest trójwymiarowe, to nie dałabym się przekonać, że to nie jest zwykły rysunek. Rewelacja!!! - IK)

Stoisko, które robiło wielką furorę - ubranka dla krzesełek.
(I jak mi ktoś jeszcze raz powie, że nie mam dla kogo robić, to mu odpowiem, że zgodnie z trendami w designie może sobie robić dla krzesełek :) - IK)

(Ubranko z kapturkiem jest według mnie genialne. Proponuję takie w tramwajach dla zapewnienia prywatności podróżującym. - IK)

I jeszcze obłęd rękodzielniczy - stoisko "hand made".

Wanien na targach było kilkadziesiąt, ale ta jest chyba moją faworytką:
 
Rewelacyjna była też wanna z Polski, na stoisku promującym design z Wielkopolski, ale nie mam zdjęcia, bo bateria w aparacie już padła.Wanna wyglądała jak postawiony kołnierz koszuli. (Można ja zobaczyć na stronie producenta.)
(No proszę, jakie krawieckie skojarzenie. - IK)

A za taką zastawę w prezencie ślubnym pewnie nikt by się nie pogniewał:

 


I na zakończenie relacji akcenty polskie. Niestety nie wszystkie takie, z których możemy być dumni. Wystawa "Must Have From Poland" sygnowana przez Łódź Design Festival... to może ja pokażę zdjęcie i pozostawię je bez komentarza:
 
(No dobra, to ja się wyzłośliwię. To jest jedno zdjęcie z kilku i moim zdaniem mogliśmy sobie darować wysyłanie czegoś takiego jako przykładu designu w Polsce. Trochę wstyd, może nawet bardzo wstyd. - IK)

Ale za to wystawa designerów organizowana przez miasto Poznań i druga - pod patronatem Marszałka Wielkopolski były rewelacyjne, i jako stoiska, i jako projekty i nie przemawia przeze mnie lokalny patriotyzm. 
(Nie przemawia, bo my z Podlasia pochodzimy. - IK)
Pomijając zupełnie fakt, że obie te wystawy odbywały się w najbardziej prestiżowym miejscu, zaraz obok Porsche czy Samsunga, to po prostu przyciągały tłumy ludzi.
Poniżej fotki z wielkopolskimi projektami.
Lampa ze zwykłej, białej pianki do pakowania sprzętu RTV:
 
(Rewelacyjna!!!  Nazwałabym ją wprawdzie "Smętne Flaczki", ale chętnie postawię je sobie w salonie czy innej przestrzeni reprezentacyjnej. - IK)


 Leżanka, ławka, miejsce do wyłożenia się, a była też w wersji podwieszanej do sufitu, czyli bujaczek:
 
("Nereczka", ale jaka krwista :))) - IK)

Umywalki, chyba z polerowanego kamienia, piaskowca, czy co to jest, ale są piękne. I wolno stojące. Trudno się było na początku domyślić, co to jest, ale jak już wpadliśmy na to, że to umywalka, to uznaliśmy rozwiązanie za genialne. Doszliśmy do wniosku, że powinna stać na środku łazienki, a kran ma być spuszczany jak peryskop z sufitu.
 (Bardzo "koronkowe", piękne!!! - IK)


No to tak w bardzo dużym skrócie wyglądały targi i wystawy dookoła. Ilość bodźców dokoła nie do opisania, człowiek chodzi non stop jak pod wpływem środków odurzających. 

***
To ja, Ślubny poszedł odpoczywać. W następnym wpisie będzie o Mediolanie jako mieście bardziej europejskim niż włoskim, o jedzeniu, o lodach, ciastkach, pizzy i innych dobrach (proszę się najeść przed czytaniem, żeby nikt ekranu nie pogryzł) i o sklepach będzie, a raczej o wystawach sklepowych, pięknych, przepięknych.

piątek, 30 marca 2012

AND THE WINNER IS...

Proszę wstać, zostanie ogłoszony zwycięzca.

Blogowa Komisja Konkursowa zadecydowała, że nagroda główna w konkursie IKEA 2012 zostaje przyznana 
BRAHDELT.

Proszę usiąść, Komisja poda uzasadnienie.
Postanowiliśmy, że każdy z nas (czyli ja, Ślubny i Rodzona Moja Jedyna Mamusia) wybiera trzy najlepsze komentarze i za pierwsze miejsce przyznajemy 3 punkty, za drugie 2 i za trzecie 1. Tym sposobem było jak w banku, że uda się uniknąć karczemnych awantur, używania argumentów siły i kłótni rodzinnej tuż przed świętami.
I tu oświadczam, że działając niezależnie i z dala od siebie (ja przy laptopie w kuchni, Ślubny z padzikiem na antresoli i mama 450 kilometrów od nas, we własnych domowych pieleszach) wszyscy jednogłośnie przyznaliśmy pierwsze miejsce właśnie Brahdelt (drugie i trzecie miejsca były już znacznie zróżnicowane).
Cytując maila mojej Rodzonej z uzasadnieniem wyboru: "intrygujące i plastyczne spojrzenie na przedmiot i otoczenie". Ślubnemu "leżało całościowo i grało językowo", a mnie urzekł "dom dla lalek".

Gratulujemy wszyscy i IKEA też. I pozwolę sobie na prywatne podsumowanie - bardzo Wam dziękuję za zaangażowanie i wysoki poziom komentarzy. Wasze skojarzenia były piękne, ciekawe, nietypowe, intrygujące. Miło było czytać. Trudno i boleśnie było wybierać.

Poza zwycięskim komentarzem, postanowiliśmy także przyznać wyróżnienie, nagrodę pocieszenia za drugie miejsce, wysyłankę-niespodziankę za - znowu cytując Rodzoną Mamusię - "za dowcip i Don Speakera" dla 
Wioletty.

Na dziś to tyle - cała uwaga, reflektory i światła ledowe Lampeduzy skierowane na Was, biorących udział w konkursie, a głównie na zwyciężczynię.

Ale, żeby się w zajawkach jakieś zdjęcie wyświetlało, to na koniec Mały jako żywa ilustracja znanego: "łapy, łapy cztery łapy".

Jeszcze raz gratulujemy!!! Mały też!

środa, 28 marca 2012

FENIKS Z POPIOŁÓW

Feniks, czy inne smoki będą na końcu, ale najpierw ogłoszenie parafialne oraz kwestie papiernicze.

***
Przypomina się uprzejmie, że jutro o północy mija czas przeznaczony na pozostawianie komentarzy w Konkursie IKEA 2012!!! Kto czekał na ostatnią chwilę... to ona właśnie nadeszła i czas się brać do roboty i pisać.

Blogowa komisja Konkursowa już powolutku podczytuje Wasze komentarze. Stan na dziś jest taki: mamy 19 kandydatów do wygranej, wszystkie komentarze mają w sumie 2078 słów, 13 272 znaków liczonych ze spacjami.  

***
Ślubny spędził ostatnie dwa dni snując się po targach poligraficznych, oczywiście snuł się w celach czysto zawodowych, ale... czy ja nie pisałam całkiem niedawno, że Ślubny z każdych targów wiele wynosi (wieloznaczność czasownika "wynosi" zamierzona). Co wyniósł zawodowo, to ja mniej więcej wiem, ale nie to jest interesujące. Znacznie lepsze jest to, co wyniósł materialnie. Otóż jego jedyna jak do tej pory żona dostała dzisiaj targowy gadżecik - zeszyt, ale jaki!!! Z malinami!!!

A jak ktoś nie zauważył, to ja maliny bardzo, bardzo... co nawet na blogu widać. Jeść lubię - w każdej postaci, od surowej do przetworzonej. A poza tym ja jestem Malinowska z domu, więc jak mogę nie mieć sentymentu.
W ramach przedziwnych gadżetów na targach rozdawano także (kolejność wymieniania przypadkowa): zakładki do książek z magnetyczną zapinką, żeby się dało przytwierdzić do strony, nici dentystyczne do szurania po zębach, zapałki, jabłka (jak najbardziej jadalne), nasiona rzeżuchy... coś jakbyśmy reklamowo w ekologię szli, patrząc na te dwie ostatnie pozycje rozdawnicze.

*** 
No i teraz będzie gwóźdź programu, Feniks z Popiołów, Projekt Pokutujący, Czkawka Krawiecka (jeszcze nie zdecydowałam, która z trzech nazw najbardziej pasuje :).
Kto pamięta jeszcze, jak to tuż przed przeprowadzką na Róg Renifera miałam Syndrom Odstawienia od Maszyny i w ramach terapii dorwałam fioletową cieniutką siateczkę w chińskie smoki i inne ornamenty wschodnie i nawet zrobiłam wykrój? Chyba tylko najstarsi czytelnicy pamiętają.
I znowu się powtórzę, że ja na drutach mogę robić w dowolnym momencie, nawet w samym środku remontowego tajfunu i bankowej katastrofy, ale do szycia muszę mieć zupełnie spokojną głowę i żadnego mętliku i kociokwiku dokoła. Dlatego Projekt Pokutujący zatrzymał się na etapie zrobionego wykroju i leżał, i leżał, i przeprowadził się na Róg Renifera i dalej leżał w jednej szafie, w drugiej szafie, aż w końcu  mnie odblokowało.
Metry materii zostały wywleczone, Burdy i inne pomoce naukowe przejrzane, model zmieniony, wykrój zrobiony na nowo, wszystko, co potrzeba skrojone i... czuję się szczęśliwa. Bo to znaczy, że moje życie wróciło do stuprocentowej normy, okres błędów i wypaczeń (błędów mało, wypaczeń sporo) za mną. Wiosna przyszła (śnieg w weekend zignoruję). Żyć, nie umierać. A poza tym Kącik Szalonej Rękodzielniczki sprawdza się idealnie - powierzchnie płaskie w nadmiarze, wszystko pod ręką, bałagan można porzucić w dowolnej chwili i nawet się za siebie nie obejrzeć, oddalając się do innych zajęć.

Ale do rzeczy, czyli do Feniksa. Koncepcja, że ma być bluzeczka, się nie zmieniła, ale model będzie nieco prostszy niż poprzednio kombinowałam - materiał jest tak ozdobny, że co za dużo, to nieelegancko (Diana 4/2011).

Jak widać lekko folkowe klimaty pozostały. Marszczenia na tak miękkim i cienkim materiale powinny wyjść genialnie, a w ramach dodatków wystąpi fioletowa wstążeczka (zostało mi jakieś cztery kilometry z szalonych zakupów w celu upiększenia Lampeduzy - teraz będzie jak znalazł).

Oczywiście prace krawieckie nie mogą się odbywać bez udziału Naczelnego Pomagiera. Najpierw się kocio wpakowało na stół i zaprezentowało lekkie ofukanie, że miejsca mało, nie ma gdzie się rozkładać i polegiwać.

A w sekundę później Mały już się zadomowił, rozsiadł i czekał na rozrywki.

***
Do piątku... w piątek będą wyniki... popołudniowym-wieczorem będą... I w piątek pewnie będę szyć, więc może nawet uda się pokazać jakieś fragmentaryczne sukcesy na Denatce.

piątek, 23 marca 2012

EKHUMMM, EKHUMMM...

Najpierw ilustracja mojego stanu ducha.

I ten stan ducha trwa od dwóch dni, ale się nie chwaliłam publicznie, że mnie nosi z radości, bo musiałam przetrawić w cichości ducha. Siedziałam zatem jak zadowolony z życia kot przez 48 godzin, popiskiwałam z ukontentowania i pławiłam się w całym oceanie wewnętrznych ochów i achów (na zewnątrz oczywiście udawałam, że mnie nie rusza, że ja na takie wydarzenia to nawet lewą powieką nie mrugam i podchodzę do nich jak Eskimos do silnych mrozów).

Powód?
Proszę bardzo:
Zdjęcie pochodzi z albumu "Lombardia", którego autorem jest Pierluigi Panza.

Wygraliśmy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wpis o Lampeduzie i dizajnie, co to wzbogaca wygrał część konkursu IKEA 2012 przeznaczoną dla blogerów. A to oznacza, że w kwietniu Róg Renifera zawita do Mediolanu, a ściślej zawita tam na cztery dni Ślubny. 
Na oburzone głosy, czemu Ślubny a nie ja albo nie razem, od razu wyjaśniam, że razem nie możemy z powodów rodzinno-domowych, a ze względu na to, że głównym celem są międzynarodowe targi mebli bardzo dizajnerskich, to Ślubny więcej z nich wyniesie (ja bym parę katalogów i długopisów reklamowych przywiozła do domu, a on może jakieś krzesełko składane chociaż... wyniesie :)))).

Tym samym zachęcam tych, co się jeszcze zbierają w sobie i przygotowują psychicznie, żeby się jednak wzięli w garść i przystąpili do części konkursu IKEI przeznaczonej dla czytelników bloga - macie czas do 29 marca. Dla tych, co są nieświadomi - wygrana to 100 złotych w formie bonu do wydania w IKEI oczywiście. Wszelkie szczegóły znajdziecie we wspomnianym wpisie i tam też należy pozostawiać konkursowe komentarze.
Blogowa Komisja Konkursowa śledzi Wasze zeznania na temat wcieleń Lampeduzy na bieżąco, przemyśliwa i kombinuje, a także ostrzy pazury i już nastawia się na ostrą (merytoryczną oczywiście) walkę w czasie obrad jury.
 

niedziela, 18 marca 2012

W SZPRYCHACH NAŁOGU

Idealny weekend na ponowne wpadnięcie w szpony, a raczej w szprychy rowerowego nałogu. W piątek pojazdy umyłam z zimowej warstewki kurzowego nalotu. W sobotę Ślubny wyposażony w pompkę i samochód (jako źródło elektryczności) napompował koła i... machnęliśmy wczoraj rozgrzewkowe 13km. Bolały mnie bynajmniej nie nogi, tylko to miejsce, skąd one wyrastają. Ale przecież jak jest taka pogoda, to nie można nie wykorzystać, więc dzisiaj poprawiliśmy statystyki jeszcze dłuższą trasą. 
Przy okazji - kto wie, jaka jest najlepsza i najbardziej uczęszczana ścieżka rowerowa? Okazuje się, że w tej roli idealnie się sprawdza już zbudowana, ale jeszcze nie oddana do użytku obwodnica miasta - w weekend to deptak, promenada, ścieżka rowerowa i raj dla rolkarzy w jednym. Dla wyczynowych rowerzystów też raj na ziemi, bo płasko to na tej obwodnicy bywa, ale rzadko, głównie są jednak podjazdy o sporym nachyleniu (zjazdów relatywnie mniej, bo cały czas miałam wrażenie, że pedałuję pod górkę, i pod górkę, i pod górkę...).

A teraz siedzę sobie na miękkim (żeby mniej bolał tyłek odgnieciony od siodełka) i mogę zdać relację z ostatnich trzech dni.
Po pierwsze przyrosły bluzeczkowe Rudości, czyli do szydełkowego paska, który ma być na poziomie talii dorabiam właśnie dół. Kolejność tworzenia trochę postawiona na głowie, ale co tam, czy to jest powiedziane, że ma być normalnie?
Od razu odpowiem na pytanie, jakie na pewno zada mi Iza w komentarzach - na jakich to "grubaśnych" drutach robię tą cieniznę. Na 3,25.

I tak, dobrze widzicie, pawie oczka będą na końcu, bo mi się zamarzyło, żebym miała na dole urocze falbanki z falkami, a nic tak dobrze nie robi falistych brzegów jak ten wzór. 
Zazwyczaj przy łączeniu różnych nitek i przechodzeniu z szydełka na druty i odwrotnie obie części zszywałam. Tym razem łączenie nie jest zszyte, tylko oczka na druty są nabrane bezpośrednio z szydełkowego paska. Miejsce nabrania i tak zniknie schowane pod rzędem szydełkowych półkoli.

W piątek w ramach szukania sobie powodów do długich spacerów dokonałam oblotu po prawie wszystkich second handach, jakie można znaleźć w Murowanej Goślinie. Oczywiście nie wróciłam z pustymi rękami. Nabyłam drogą kupna z elementami lekkiego targowania się ponad dwa metry ciepłej wełenki w czarno-czerwoną wielką kratko-pepitkę (8 PLN), z której powstanie za parę miesięcy jakaś jesienno-zimowa spódnica na podszewce (chwilowo zdjęć brak, bo w formie płachty materiał nie rzuca na kolana). Oraz... zasłonę, wielką, bawełnianą, cudną (7PLN), z której mam zamiar uszyć wiosenno-letnią spódniczkę. A nie mogłam się oprzeć, bo taki gobelinowy, angielski w klimatach materiał śnił mi się po nocach.
Teraz muszę sobie jeszcze chwilę pospać z rodzącą się ideą, żeby mi się cała spódnica przyśniła, bo na razie wiem tylko tyle, że potrzebuję wstążki w pięknym pistacjowym kolorze, żeby była jako dodatek. 

Poza tym haft się nadal haftuje i zakończyłam część nudną, a przechodzę do części rozrywkowo-kreatywnej, gdzie będę szalała kolorystycznie.

No i Mały - faza na piłeczki pingpongowe nadal kotu nie przeszła, mam nawet wrażenie, jakby uzależnienie od zabawki trochę się pogłębiło. Przy czym po nocy łupania piłeczkami po panelach i płytkach można na przykład zastać rano taki widok w kuchni:
Zwracam uwagę na prawie idealnie symetryczne ułożenie zabaweczek :)

Poza tym Mały przestał przesypiać całe dnie i chować się profilaktycznie w pościeli na najlżejszy dźwięk dochodzących z zewnątrz, a skupia się raczej na aktywnym uczestniczeniu we wszystkim, co się dzieje. Nic, żadna czynność nie może się obyć bez tego, żeby nie wetknął nosa.

Ale i tak największą miłością pała do tkanin okiennych, więc takie obrazki nie są rzadkością:
I uprzedzając Wasze pytania - nie niszczy materiału, co najwyżej obkłaczy, ale z tej sztucznej tkaniny wystarczy strzepnąć. Jedyny problem to ten, że nijak nie możemy dojść z kociem do porozumienia w kwestii właściwego udrapowania i ułożenia firan na podłodze. Co ja je poukładam i wyrównam co do centymetra, to Mały przeleci, poowija się w nie i już leżą po kociemu, czyli w artystycznym nieładzie, wyciągnięte na przykład do połowy salonu...

To ja idę zrobić herbatkę waniliowo-cynamonową, posłucham "Snow Crash" Neala Stephensona (po polsku tytuł przetłumaczono jako "Zamieć"), przepchnę trochę Małego, który zajmuje pół lotniskowca w salonie i powyszywam sobie.

***
I przypominam o konkursie IKEA 2012 - do wygrania 100 złotych do przepuszczenia w sklepach sieci IKEA. Jak na razie Blogowa Komisja Konkursowa Was kocha za sensowne komentarze i jeszcze bardziej za ich poziom. Konkurs kończy się 29 marca o północy, więc nadal jest baaaaardzo dużo czasu.

czwartek, 15 marca 2012

WIELKIE UJAWNIENIE WSZYSTKIEGO, czyli KONKURS IKEA 2012

Panie i panowie, ladies and gentlemen, mesdames et messieurs, уважаемые господа, signori e signore! Oto nadeszła wiekopomna chwila Wielkiego Ujawnienia Wszystkiego, czyli... w końcu przestanę się z Wami drażnić i powiem, o co chodzi. 


28 kwietnia roku pańskiego 2012 pojawi się w sklepach IKEA nowa kolekcja o tajemniczej nazwie IKEA PS 2012, czyli IKEA Post Scriptum. W tym roku hasłem przewodnim kolekcji jest "Dizajn wzbogaca każde wnętrze"* (uwaga gwiazdka jest!, moja gwiazdka, odautorska, ale nie mogłam się powstrzymać od komentarza).
Kolekcja będzie obejmować 46 najróżniejszych różności, od mebla ciężko przesuwnego, czyli komód i regałów, przez meble mobilne, czyli krzesła i stoliki, po akcesoria prawie latające - lampy, misy (o latających dywanach nic nie wiem), itp. Jak to w IKEI wszystko z materiałów ekologicznie pożądanych: oczywiście drewno, ale także egzotyczny bambus, swojski len oraz tworzywa z recyklingu. 
I te różne różności tworzące kolekcję IKEA Post Scriptum 2012 to kolejny przykład tego, że IKEA proponuje nam meble z charakterystycznym, nowatorskim wzornictwem. Jednak tym razem obiecuje nam też propozycje zabawne i zaskakujące. Ha! Pod tymi dwoma ostatnimi przymiotnikami podpisuję się czterema kończynami, koniecznie czerwoną szminką. Dlaczego? Dlaczego się podpisuję? - wytłumaczę za chwilę. A dlaczego czerwoną szminką? - a czemu nie!
------------------------------------------------
* Pisownia oryginalna organizatora konkursu, na pewno będzie stanowić doskonały zaczyn do dyskusji o spolszczeniach słów obcych. Jednak tych zadziwionych językowym wielkim zadziwieniem (czyli siebie też :) odsyłam do Poradni Językowej.

Z okazji wprowadzenia nowej kolekcji IKEA Post Scriptum 2012 mam dwie wiadomości... obie dobre! Możecie wygrać Wy, o szanowni zaglądający na Róg Renifera, i możemy wygrać my (czyli Ślubny i moja nieskromna osoba). Ale po kolei.

KONKURS DLA WAS
1. Poniżej zaprezentuję  3 (słownie: trzy) fotografie artystyczne wykonane wczoraj późnym wieczorem przez Ślubnego, gdzie pręży się dumnie otrzymany od IKEI Obiekt Konkursowy (o Obiekcie więcej za sekundę). Należy fotografie obejrzeć pilnie, westchnąć nad zdolnościami Ślubnego i rozpocząć ważny proces wyboru.
2. Proces wyboru ma się zakończyć wskazaniem stylizacji (zdjęcia), w której Waszym w pełni subiektywnym zdaniem Obiekt najlepiej komponuje się z wnętrzem.
3. Teraz uwaga, najważniejsze! Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie w komentarzu pod tym wpisem, którą stylizację wybieracie i dlaczego!!! Dodatkowo poproszę o podanie w komentarzu adresu mailowego, żebym później znaków dymnych nie musiała wysyłać do zwycięzcy.
4. Zwycięży ta osoba, która poda najciekawsze uzasadnienie, dlaczego właśnie w tej stylizacji Obiekt najlepiej komponuje się z wnętrzem.
5. Blogowa Komisja Konkursowa będzie się składać nie tylko ze mnie (bo ja bym Wam wszystkim dała wygrać, taka obiektywna jestem), ale także... (fanfary w tle) ze Ślubnego (marna niespodzianka) i... (fanfary ponownie) z Mojej Rodzonej Jedynej Mamy (spora niespodzianka, co?), która będzie gwarantem sprawiedliwości i obiektywizmu.
6. Komentarze z odpowiedzią można pozostawiać do północy 29 marca 2012 (czwartek). Ogłoszenie wyników nastąpi 30 marca 2012 (piątek) w godzinach wieczornych.
7. Zwycięzca dostanie od nas maila z gratulacjami i takimi tam oraz prośbą o podanie adresu do korespondencji, żeby można mu było wysłać nagrodę.


I teraz wszyscy już pewnie krzyczą, że ja tu o wysyłce, a nie napisałam jeszcze, co jest nagrodą. Materialiści!!! Ale Was rozumiem :)
Nagrodą jest kupon podarunkowy sieci sklepów IKEA o wartości 100 (słownie: stu) złotych polskich!!!

Uwaga! Pełen regulamin konkursu można sobie poczytać do poduszki tutaj. Zwracam uwagę, że musicie być pełnoletni i zamieszkiwać na terytorium naszego pięknego kraju.

Czas na zaprezentowanie stylizacji konkursowych. W roli głównej - Obiekt Konkursowy, czyli lampa podłogowa z kolekcji IKEA Post Scriptum 2012, która po podłączeniu do sieci elektrycznej na Rogu Renifera została od razu nazwana Lampeduzą.

1. Lampeduza Niewinna
Zaprojektowana przez Wiebke Braasch lampa skromnie ukryła się w rogu, ale i tak lśni pełnym blaskiem ekologicznych diod LED.
Puknij zdjęcie, to będzie duuuuże (chyba :).
Uwagi odautorskie: uzasadnienia, że to jest najlepsza stylizacja, bo w telewizji jest akurat Monika Olejnik i poseł Niesiołowski nie będą brane pod uwagę. Za treści prezentowane w TVN24 autorzy bloga kompletnie nie odpowiadają :))))

2. Lampeduza Nieskromna
155 centymetrów świetlnej piękności, no i ten tiul.
Puknij zdjęcie, to będzie duuuuże (chyba :).
Uwagi odautorskie: lojalnie uprzedzamy, że uzasadnienie: "bo kot jest!!!" miło połechta właścicieli wyżej wzmiankowanego kota, ale nie ma szans na wygraną. Poza tym Mały zaplątał się przy okazji i jak widać bynajmniej nie lampa go interesuje.

3. Lampeduza Senna
Baletnica w sypialni jako źródło światła sprawdza się doskonale.
Puknij zdjęcie, to będzie duuuuże (chyba :).
Uwagi odautorskie: to dziwne, ale brak :)))

Macie zatem trzy fotki, dokonajcie właściwego wyboru. Napiszcie w komentarzu, w której stylizacji Lampeduza najlepiej komponuje się z wnętrzem. Uzasadnijcie to tak, żeby Blogowa Komisja Konkursowa pozostała zachwycona wielkim zachwyceniem i 30 marca sprawdźcie, czy to Wy będziecie mogli poszaleć w IKEI, wydając sto złotych.

KONKURS DLA NAS
IKEA wielka jest, sieciowa jest i hojna, bo nie tylko Wy możecie wygrać. Możemy także my, czyli Ślubny jako czołowy projektant jednego wnętrza na tym blogu i ja jako osoba pisząca różne za długie rzeczy. Możemy wygrać wyjazd do... (proszę wstrzymać oddech, ale bez przesady, bo się ktoś poddusi niepotrzebnie) Mediolanu na targi Salone Internazionale del Mobile. A Wy przecież wiecie, co ze mną robią Włochy, a poza tym Mediolan to Leonardo da Vinci, czy ja mam więcej pisać???
Co ma zrobić ambitny bloger, żeby mieć szansę na powdychanie miejskiego powietrza Mediolanu?
1. Ja mam napisać tekst interpretujący hasło przewodnie kolekcji IKEA Post Scriptum 2012, czyli "Dizajn wzbogaca każde wnętrze", a Wy...
2. Wy możecie mi pomóc, aktywnie dyskutując na temat samego hasła i mojej jego interpretacji w komentarzach. 
To ja się zajmę realizacją punktu pierwszego, a punkt drugi pozostawiam Waszej łaskawej przychylności.

DIZAJN WZBOGACA KAŻDE WNĘTRZE,  
RÓG RENIFERA NIE JEST WYJĄTKIEM
Projektowanie naszych metrów kwadratowych zaczęliśmy, kiedy jeszcze te metry nie istniały. No ok, fundamenty były, ale na naszych dwóch kondygnacjach hulał wiatr, głównie zachodni. Ślubny spędzał bezsennie godziny nocne poszukując inspiracji, materiałów, mebli, i tych tysięcy rzeczy, które są niezbędne przy wykańczaniu nowego mieszkania (o tysiącach złotych, które materializował prawie z powietrza, nie wspomnę). I spędzał też intensywnie dni, próbując dyskutować ze mną na temat swoich wyborów... zazwyczaj bezskutecznie, bo żona posłuszna jest (czasem) i nie chciała wdawać się w żadne dyskusje, bo jeszcze każą jej o czymś decydować, a decydowanie to nie dla mnie.
I w końcu jest! Dopracowane w każdym szczególe (o dzięki Ci, Ślubny, wielce dbający o drobiazgi!), wiernie trzymające się pierwotnego projektu (o dzięki Ci, Ślubny, pilnujący zgodności), idealnie dopasowane do naszych potrzeb i gustów (o dzięki Ci... ok, chyba przesadzam, starczy tego dziękowania).
I do takiego wykończonego w każdym szczególe wnętrza zadyszany kurier (ostatecznie to trzecie piętro), wnosi paczkę w czarnej folii (sceny zdzierania folii z przesyłki ze względu na drastyczny charakter zostaną pominięte). Spod zwojów wychynęło to:
Rzut oka na rysunek i łapie nas lekka konsternacja (za kolana głównie złapała i troszkę za łokcie, ale ostatecznie, gdzie ma łapać konsternacja). Nawet na szkicu poglądowym widać, że lampa dizajnerska, ale czy my mamy gdzie taki szokujący dizajn wstawić? Nie ma co się zastanawiać. Rozpakowujemy dalej (sceny wyjmowania poszczególnych elementów składowych lampy ze względu na dłużyzny zostaną pominięte). Po czym instrukcja montażu w dłoń i do roboty. Jak się okazało nawet śrubokręt był zbędny, do dokręcenia tych kilku śrubek wystarczył nóż, nomen omen też z IKEI (ciekawe, czy inny nóż miałby kompatybilny czubek?).

Lampa stanęła na własnej nodze w ciągu pięciu minut. Teraz już nie da się nie zauważyć, że lampa dizajnerska jest, zaskakująca jest, uśmiech wywołująca jest... Ale jak metry tiulu mogą nie wywołać uśmiechu na twarzy osoby szyjącej. Tylko gdzie toto postawić?
I tu przypomina nam się hasło przewodnie tej kolekcji, że dizajn ma wzbogacać każde wnętrze, czyli możemy wybrać pomieszczenie na chybił trafił. Spacery z lampą po mieszkaniu nie są wskazane, bo przewód elektryczny wdzięcznie sunie za nami, a za przewodem  bezszelestnie, w postawie "poluje się, nie przeszkadzać!" podąża kot. Sypialnia? Sypialnia! Bo najbliżej. Ślubny steruje się w kierunku gniazdka z prądem. Postawione. Włączone. Odsuwamy się o dwa kroki. Pasuje! Tiul lampy pokochał miłością wielką i wzajemną materiał w oknach. Biel abażuru doskonale wygląda na tle fioletu ściany i nawiązuje do białych elementów wystroju. 
Ale! Lampa jeszcze nie wie, że trafiła do domu ludzi intensywnie kreatywnych. Niech się dodatek wnętrzarski nie łudzi, że nie sięgnie go ręka  nadająca to specjalne, osobiste "coś". Tym bardziej, że baletowa stylistyka lampy umieszczona w fioletowych wnętrzach sypialni, aż się prosi o uzupełnienie. I tu do akcji wkraczam ja, uzbrojona w całe metry dodatków oraz w kilka przedmiotów potencjalnie niebezpiecznych.

Wystarcza niecała godzina i baletowa lampa dopasowuje się idealnie do otoczenia i pięknieje, bo ją... zasznurowałam zgodnie z wymogami baletowej sztuki obuwniczej.
 
I to lubię! Niby dostałam skończony, gotowy do postawienia i użytku przedmiot, ale z drugiej strony projekt jest taki, że bez destrukcji, odpruwania, przerabiania i walki mogę coś dodać, doszyć, dowiązać i nagle mam "moją" lampę, osobistą i niepowtarzalną. 
I może mam tylko jedno zastrzeżenie, takie malutkie. W komplecie powinien być drugi taki abażur, w nieco większym rozmiarze. Też z tymi gumkami na górze (na dole może nie być). Żeby można go też było ozdobić według własnego uznania, doszyć coś, dohaftować, pofarbować ewentualnie i... nosić jako ekstrawagancką sukienkę wieczorową (nawet halka już jest, taka milutka w dotyku). Wtedy dizajn wzbogacałby nie tylko każde wnętrze, ale także... garderobę zainteresowanych przedstawicielek płci pięknej.
Post Scriptum (tym razem nie jako nazwa kolekcji, ale takie prawdziwe PS.) - ja wiem, że nie można mieć wszystkiego (czyt. sukienki), ale pomarzyć przecież można, tym bardziej, że te tiule są boskie.

***
Ufff, to ja sobie teraz spokojnie usiądę w kąciku. Zrobię sobie okłady z lodu na palce obolałe od walenia w klawiaturę i poczekam na te oszałamiające, dech zapierające, merytorycznie powalające Wasze komentarze i głosy w dyskusji na temat dizajnu, co to wzbogaca albo nie wzbogaca (wolność słowa jest, nie każdemu musi od razu wzbogacać :)
I chyba pobiłam rekord długości jednego wpisu... dla tych, co doczytali do końca będzie nagroda, czyli powtórka z Małego. Wiem, że to już było, ale mi się rzuciło w oczy i nie mogłam się oprzeć.