Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Singer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Singer. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 sierpnia 2012

BRZYDAL W AKCJI, czyli recenzja Singera 4423 Heavy Duty

AKTUALIZACJA Z 2016 ROKU
Pojawia się tyle maili z pytaniem i co sądzę o Brzydalu po latach, że chyba lepiej to napisać tutaj. Sądzę to samo - nadal go mam. Nadal używam. Serwisu nie widział. Nie mam zamiaru wymieniać go na nowszy model :)


Na początek, kompletnie subiektywnie napiszę, że... zakochałam się w Brzydalu bez pamięci, moje uczucie pogłębia się z każdą godziną, jaką spędzamy razem. Brzydal spełnia wszelkie moje fanaberie i nawet nie miauknie, że wymagam za dużo. Jednym zdaniem - krawiecki partner idealny.


To może ja zacznę od opisu testów przeprowadzonych przy udziale Brzydala:
- przeszył mięsistą bawełnę złożoną w 16 (!!!) warstw i szew był równy, prosty i idealny; przy czym w połowie szycia przechodziłam z 8 warstw na 16 i nie ma nawet śladu tej zmiany na szwie - a to oznacza, że stębnówki przestają być jakimkolwiek wyzwaniem;
- poradził sobie z szyciem cienkich i śliskich: szyfonu, bawełny z jedwabiem, organdyny, satynowej podszewki i elastycznej siateczki - nawet szwy ozdobne nie były żadnym problemem;
- jeśli ktoś pamięta moje perypetie z niebieskim materiałem na Spodnie Bez Niczego, to wcale się nie zdziwi, że wyciągnęłam tamtą bardzo luźno tkaną bawełnę i wsadziłam pod stopkę... bez zarzutu, nawet szwy ozdobne Brzydal na tym zrobił idealnie;
- zestaw szwów elastycznych został przetestowany na: elastycznej siateczce (tej od Błyskawicznego Feniksa bez Popiołów), dzianinie (ze Spodni Do Zadań Specjalnych) oraz ścinkach poliestrowego pomarańczowego Prześcieradła (tego, co to się nie chciało skończyć) i szwy są rzeczywiście elastyczne, materiały nie są "pokaleczone" (żadnych zaciągniętych czy uszkodzonych igłą nitek), żadnego ściągania, nawet przy szwach bardzo ozdobnych.


Singer 4423 ma w standardzie cztery stopki:
- zwykłą (czyli do ściegu zygzakowego),
- do wszywania zamków,
- do przyszywania guzików,
- do obszywania dziurek (w tak zwanym "jednym przebiegu", czyli nic nie trzeba przestawiać w trakcie).


Czas na wady Singera 4423:
- hmmmm... jak na razie to znalazłam tylko jedną: trzpienie przytrzymujące szpulki nici są dwa: jeden pionowy i jeden poziom i oba są wykonane z plastiku i to jest dla mnie źródło zmartwień, że są zbyt delikatne i mogą się złamać.
I to tyle żadnych innych wad nie zanotowano, żadnych za krótkich kabli, hałasującego silnika, kłopotów z ustawieniem naciągu nici, nawlekaniem nitki... NIC!


Zalety (w kolejności dowolnej, jak mi przyszły do głowy):
- nie hałasuje tak, jak sie tego spodziewałam (jest chyba nawet cichszy od Zośki);
- nie jest makabrycznie ciężki ani wielki (z Zośką jest to porównywalne);
- szybki jak błyskawica (około 1000/1100 ściegów na minutę, co po Zośce robi wrażenie);
- czytelna instrukcja;
- ściegi do tkanin elastycznych, które rzeczywiście są elastyczne (wszystkich ściegów jest 23, z czego 11 elastycznych);
- przezroczysta klapka nad bębenkiem, więc widać, ile nici nam zostaje na dole (jak dla mnie cudo, bo nie mam stresu, że mi się nagle i niespodziewanie nitka skończy przy stębnówce);
- automatyczny nawlekacz igły i obcinacz nitek (jak to określiła Mama Rodzona Moja Jedyna - "udogodnienia dla starszej pani", ale przyspieszają znacznie te czynności i w końcu nie szukam rozpaczliwie nożyczek, żeby obciąć nitkę);
- duży prześwit pod stopką, co pozwala Brzydalowi wepchnąć pod stopkę grubo złożony materiał, przy czym stopka ma dwa poziomy uniesienia - jeden normalny i drugi nieco większy, kiedy się maksymalnie podniesie i przytrzyma dźwignię stopki, wtedy prześwit staje się rzeczywiście duży;
- można wyłączyć dolny transport, co pozwala na przykład na zrobienie dekoracyjnych przeszyć w patchworkach;
- współdziałanie transportu dolnego i docisku stopki jest perfekcyjne - materiał przesuwa się bez zarzutu niezależnie od jego rodzaju i od odległości szwu od brzegu (stębnowałam trzykrotnie złożony materiał jeanso-podobny około dwa milimetry od brzegu i nie było żadnych problemów z prowadzeniem materiału);
- solidny i dobrze wykonany, wszystko idealnie spasowane, w czasie szycia nic nie brzęczy, nie skrzypi, nie wpada w wibracje;
 - no i chyba największa zaleta - stosunek cena-jakość-profesjonalizm jak dla mnie bardzo akceptowalna, za mniej niż 800 złotych (z kosztami transportu kurierem do domu) dostajemy półprofesjonalną maszynę do zadań specjalnych, która poradzi sobie z elastyczną siateczką i ze złożonym kilkakrotnie jeansem.


U mnie Singer 4423 Heavy Duty w tej chwili ma 5,5 punktu w sześciostopniowej skali (te pół punktu traci za plastikowe - potencjalnie nietrwałe - elementy podtrzymujące szpulki). Podsumowując - decyzję o wymianie maszyny uznaję za właściwą, a wybór nowego modelu za wyjątkowo udany.

Poniżej filmik z szybkich testów konsumenckich, gdzie widać, że to rzeczywiście szyje i daje sobie radę:

***
A teraz dwa ogłoszenia parafialne:

Pierwsze jest takie, że po wszechstronnym przetestowaniu Brzydala doszłam do wniosku, że posiadanie dwóch maszyn jest kompletnie nieuzasadnione, bo na to, że kiedykolwiek wyciągnę na światło dzienne Zośkę, są marne szanse, a po co ma się kurzyć maszyna sprawna i dobra, która się może komuś przydać. Dlatego Zośka wyląduje dziś na ulubionym serwisie aukcyjnym, wystawiona na sprzedaż. Jeśli ktoś jest zainteresowany, to zapraszam na Allegro, sprzedaję ją w pełni sprawną z całym wyposażeniem, kompletem stopek, igieł, szpulek i innych śrubokrętów.
Bezpośredni link do aukcji - klikamy TUTAJ.

I po drugie uprzedzam, że  mogę zniknąć na jakieś dwa, trzy dni, nie odpowiadać na maile, zaniedbać odpowiadanie na Wasze komentarze, czyli jednym słowem - zapaść się pod wirtualną ziemię, bo... zostanę bez laptopa. Akcja pozbywania się mojego obecnego właśnie trwa, a zakup nowego i przystosowanie go do moich wygórowanych potrzeb potrwa zapewne do połowy przyszłego tygodnia.

***
A w ramach następnego wpisu pojawi się - TUBA RAZEM ROBIONA - PROLOG, czyli wielkie ujawnienie tego, co będzie potrzebne do sprawnego i bezproblemowego wykonania Tuby Bardzo Kobiecej (tak, żeby był do połowy września czas na zaopatrzenie się w odpowiednie włóczki i inne akcesoria).

środa, 22 sierpnia 2012

TUBA BARDZO KOBIECA I ŻELAZNY BRZYDAL

Przepraszam, skłamałam, nałgałam bezczelnie... bo obiecałam, że w tym wpisie nie będzie ani pół słowa o szyciu... a będzie, musi być, bo Brzydal już dojechał i został nawet przetestowany. Czyli jestem szczęśliwą jak warchlak w czasie mżawki posiadaczką Singera 4423. Ale o maszynie będzie później, najpierw o projekcie dzierganym.

***
Oto Tuba Bardzo Kobieca:

Powstała z tej samej bawełny co Bluzeczka Nie Do Końca Biała i nawet resztki tej białej są wykorzystane jako wykończenia. Poszło nieco poniżej 400 gram.

W całości na Denatce prezentuje się tak:

Na wykończeniach wszelkich dołów moje ulubione pawie oczka. Dodatkowo na wysokości pasa są ozdobne "zaszewki", które pozwoliły bluzce zyskać talię bez kombinowania z dodawaniem i odejmowaniem oczek na drutach:

Wykończenie dekoltu grzeczne, gładkie i bez fajerwerków, żeby nie było "za dużo grzybów w barszczu":

Ale ładny łańcuszek jest:

***
I generalnie Tuba Bardzo Kobieca była robiona z myślą o kolejnym projekcie Razem-Robienia... I tak sobie wykombinowałam, że będzie ją można zrobić w wersji bez rękawów, z krótkim rękawem lub z długim (rosnący poziom zaawansowania, a co!). Przy okazji pokażę, jak zrobić otulacze, do kompletu do Razem-wiczek, (bo w Tubie wykorzystany jest ten sam patent), o taki otulacz na przykład:

Zostało mi zapewnić, że to może nie wygląda, ale poziom zaawansowania Tuby jest jakieś "2" w skali 6-stopniowej (czyli może się zabierać za nią każdy). W wersji z rękawami jest trudno na trzy i pół.
To teraz czekam na jakiś odzew, czy robimy, czy nie robimy :))), bo na Rogu Renifera wola ludu czytającego jest ważniejsza niż wola Ślubnego :))))
Jeśli zdecydujemy, że robimy, to tak jak przy Razem-wiczkach odpowiednio wcześnie podam, jaki jest zestaw niezbędnych narzędzi drutowej zbrodni i sugeruję początek imprezy w drugim tygodniu września.

***
Teraz będzie... nie, jeszcze nie o Brzydalu. Teraz będzie o tym, co na drutach teraz. A na drutach numer 2.00 jest to:

I powstaje Projekt Romantyczny. I to projekt, co u mnie jest rzadkością, na zamówienie... ślubne - mitenki i szal.
Ale przy okazji zrobiłam fotki i pokażę Wam, jak się Intensywnie Kreatywnie przewija wełenkę z takich motków w kłębki, kiedy nie posiada się do tego specjalnego narzędzia (można go sobie u Ani pooglądać) ani nie ma się na podorędziu drugiej pary rączek (Ślubnego na przykład). Bierze się wtedy dwie miski i konstruuje się to:

Po pierwsze zwija się bez problemów i nic się nie usiłuje poplątać. A po drugie i czasami ważniejsze, kłaczki nam nie latają po metrach przestrzennych, bo większość z nich osiada na dnie miski spodniej :)

***
To jeszcze zanim Brzydal, to koniecznie Mały. Mały w wersji tradycyjnej, czyli wdzięcznie rozpłożony na dywaniku:

Ale to już było - dywanik i Mały na wierzchu, to będzie ujęcie nietypowe:

Mały zatrzymany na chwilę w porannym tarzaniu się w firankach. I ujęcie drugie, poprawione, bo przecież aparat trzeba obwąchać:

***
To teraz do dzieła, do rzeczy i do Brzydala, czyli Singera 4423 Heavy Duty. To ja napiszę tyle - zakochałam się od pierwszego wejrzenia :)))) No dobra, może od drugiego, bo pierwsze wejrzenie było mocno styropianowe:

Moje wrażenia po pierwszym dniu z Singerem... ekstaza... To jest mniej więcej tak, jakby osobę jeżdżącą na co dzień starą Skodą wsadzić do Audi Q7.
Na razie jestem w stanie takiej euforii, że niewiele konkretów mogę Wam przekazać. Jak już emocje opadną, to obiecuję, że zrobię porządną recenzję, z filmikami i zdjęciami. Ale jednego jestem pewna, na filmie prezentacyjnym wrzuconym w poprzednim wpisie nie kłamali, że przeszycie wielu warstw materiału to dla tej maszyny kaszka z soczkiem malinowym - sprawdziłam (szycia drewnianych listewek nie testowałam, ale zaczynam wierzyć i w to :))). Szwy elastyczne też są rzeczywiście elastyczne.
Przy czym Singer wcale nie jest gigantyczny ani makabrycznie ciężki. Gabaryty i ciężar ma bardzo zbliżony do Zośki, aż byłam zaskoczona, bo się nastawiłam psychicznie na wielkoluda i regularne ćwiczenia bicepsów :)))):

I Żelazny Brzydal imienia nie zmieni :))), bo jest bardzo... kanciaty i toporny (ale przy tym jakość wykonania, bez zarzutu!).

***
To ja idę się rozdwoić, bo Brzydal wzywa i druty wzywają... chyba rzucę monetą :)

niedziela, 19 sierpnia 2012

KARMNIK RÓŻOWĄ NITKĄ SZYTY

Z frontu krawieckiego wieści ciąg dalszy. Informuję, że najprawdopodobniej jako jedyna na świecie (a na pewno w powiecie) mam spódnicę z karmnikiem:

I zacznę od tego, że dawno, oj dawno nie szyłam ze zwykłej, grzecznej bawełny. Już zapomniałam, jaka to przyjemność, kiedy się nic nie usiłuje powyciągać (bo elastyczne), przesunąć (bo śliskie), przekrzywić, skręcić i inne takie tam. Szycie bawełnianego płócienka jest... cudownie uporządkowane i "od linijki", czyli dla mnie bomba. 

No to teraz sam model - o tym, że korzystałam z Burdy z poprzedniego wieku, to już pisałam, ale dla porządku - Burda ze stycznia 1991 roku, model 122. Znaczących zmian konstrukcyjnych nie było - lekkie dostosowanie zaszewek, inaczej poukładane zakładki, skrócenie spódnicy o jakieś piętnaście centymetrów.

Skończona Spódnica z Karmnikiem prezentuje się jak widać poniżej:

 To różowe na tkaninie to jest ptaszor, ale i z przodu, i z tyłu został z niego odwłok, bo łeb ma w zakładkach. Ale miałam do wyboru, albo rybki, albo akwarium, a raczej - albo karmnik, albo ptaszor i karmnik wygrał :)

I z przodu patrząc, spódniczka jest "grzeczna", to znaczy nie odstaje na biodrach (dzięki bogom dowolnym i zaszytym zakładkom materiału) i nie rzuca się w oczy, że to jest jednak sztywniejsza bawełna. Natomiast z boku, zakładeczki robią już swoje i widać, że spódniczka nie "leży" na nogach, tylko ładnie odstaje - efekt całkiem mi się podoba:

Trochę cierpiałam przy krojeniu tej spódnicy, bo materiał charakteryzuje się zupełnym brakiem symetrii i nie dało się niczego spasować na szwach. Ale wydaje mi się, że i tak jest na tyle chaotyczny, że ten brak spasowania na cięciach i zakładkach niczego nie zmienia... dodaje pięć procent więcej chaosu do chaosu :)

No to teraz będą szczegóły techniczno - wykończeniowe. 
Pierwszy dylemat po skrojeniu spódnicy pojawił się wraz z wyciągnięciem pudła ze szpulkami - jakie nici? Czarne? Białe? Brązowe? Decyzja była szybka i intensywnie kreatywna - RÓŻOWE!!! A raczej wrzosowo-różowe, dokładnie pod kolor ptaszora. 

Na zdjęciu powyżej przy okazji widać, że zakładki były wzmacniane ozdobnymi odszyciami, a co! Z daleka nie widać, ale ja wiem, że są, a detale składają się na całość.

Udało mi się znaleźć biały guziczek z brązowym "chaosem" na środku (kwiatkowym) - do tego materiału idealny:

Oczywiście dół podszyty ręcznie:

Iiiii... mały "detalik-sekrecik" - ja mam słabość do napisów "fabrycznych" na tkaninach. Nie wiem, czemu, ale mam. No to nie mogłam się powstrzymać i tak kroiłam pasek, by napis znalazł się na jego wewnętrznej stronie :)))

I teraz pytanie za sto punktów - czy pozostałe bawełniane spódnice też będą z tego samego wykroju... chyba nie. Tak na 80% nie. Mam ochotę poeksperymentować dalej, tym bardziej, że tutaj nie jestem "bezzastrzeżeniowa" wobec układania się pozakładanego materiału. Czeka mnie więc kolejne "górnictwo twórczo-wydobywcze", czyli przekopanie się przez stos Burd w celu znalezienia inspiracji.

***
Obiecuję!!! Obiecuję solennie, że kolejny wpis będzie cały, ale to caluteńki o robieniu na drutach!!! Bo Model Pokazowy do wspólnego robienia się wykańcza w niezłym tempie i będę mogła w końcu pokazać go Wam w całości.

***
A żeby mi się tematy krawieckie nie pałętały w następnym wpisie, to muszę tutaj napisać jeszcze jedno... Pamiętacie, jak szyjąc Niebieskie Spodnie Bez Niczego przeżywałam katusze, bo moja maszyna nagle zaczęła stroić fochy w kwestii: "tego szyć nie będę (foch), zapomnij (foch), wrrr...". I mniej więcej wtedy zapadła decyzja, że będę szukać nowej maszyny dla siebie. Tym bardziej, że moja Zośka (Łucznika) była kupowana w momencie, gdy moje podejście do szycia najlepiej streszczało: "spróbuję, zobaczę, może mi się spodoba". Szkoda było wydawać majątek na maszynę, jeśli mogła posłużyć jako zabawka na miesiąc lub dwa. Okazało się jednak, że moja miłość do cięcia szmatek wybuchła niczym ten islandzki wulkan, którego nazwy i tak nikt nie jest w stanie wymówić i puścić nie chce. 
I Zośka sprawdza się jak dotąd doskonale. Zyskała nawet miano maszyny wszystko szyjącej, bo elastyczne siateczki, dzianina, szyfon i organdyna jej nie straszne, ale... jest za słaba i ma za mały prześwit pod stopką, żeby spokojnie szyć na przykład gruby jeans.
I jakoś wczoraj temat nowej maszyny wrócił i został definitywnie zakończony - Zośka będzie miała niemieckiego kumpla, który na bank zyska miano Żelaznego Brzydala (powinien dojechać jeszcze w tym tygodniu). Proszę szanownych zaglądających oto Singer 4423 Heavy Duty, nowa machina szyjąca na Rogu Renifera:
Zdjęcie pochodzi ze strony Singer Polska, opis maszyny tamże :)))

Jest to maszyna zaliczana do klasy półprofesjonalnych, poczytałam sobie opinie na forach, pooglądałam filmik z pokazowego szycia (polecam tym, którzy szukają krawieckich wrażeń ekstremalnych, szycia maszyną drewnianych listewek, na przykład :).

Oczywiście wrażenia z pierwszego "zasięścia" do Brzydala będziemy transmitować prawie na żywo :)))

***
No to jeszcze będzie Mały, a co! Tym bardziej, że Mały został przyłapany na...

... jedzeniu i się przeraził, że...

... w końcu się wyda, kto przeżera te dziesiątki złotych miesięcznie, ale...
... dobre jest, więc oblizywania nie dało się powstrzymać. (Fotoreporterem śledczym był Ślubny :)))

PS. Przestałam być audio-pociągająca, dziękuję za wszystkie życzenia szybkiego powrotu do zdrowia, zadziałały bez pudła i znowu jestem w pełni sprawna i mogę bić kolejne rekordy w robieniu tysiąca rzeczy tygodniowo.
PS: Wczoraj, czytając "Wojnę i Pokój" (po rosyjsku), doszłam do fragmentu, gdzie było o tym, że Napoleon przegrał bitwę, bo miał katar. Fakt historycznie ważny i interesujący, ale ja się aż zatchnęłam... Jak ja mogłam zapomnieć, jak pięknie po rosyjsku mówi się katar???!!! Bo ja nie miałam kataru! Ja miałam... насморк (czyt. nasmark), ha!!! ;))))))))))))))))))