Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokrowiec na ipada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokrowiec na ipada. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 czerwca 2013

JAK BEZ RĘKI

Po pierwsze i najważniejsze - przypominam osobom zaangażowanym w Letnią Szkołę Szycia, że dziś piątek (nie trzynastego) i należy udać się do kiosku w celu nabycia lipcowego numeru Burdy
O tym, co będziemy z tej Burdy szyć, pomyślę w czasie weekendu i dam Wam znać, jednocześnie przygotowując listę materiałów i narzędzi niezbędnych do tej imprezy rozrywkowej. 

***
A teraz do rzeczy. 
Tu powinien się rozlec jęk taki cichutki, westchnienie żałosne, a na końcu prawdopodobnie słowo jakieś nieparlamentarne rzucone w przestrzeń - jestem bez laptopa. Laptop postanowił dokonać aktu autodestrukcji, bardzo mało spektakularnego, prawie niezauważalnego w użytkowaniu, ale jednak. Coś mu strzyknęło w zaczepie "otwieracza ekranu" i zamiast płynnego ruchu nagle zaczął otwierać się z trzaskiem i skrzypem. Ślubny natychmiast zadecydował, że toto na gwarancji jest i należy naprawić czym prędzej, bo "jak Ci strzeli mocniej, to na końcu będziesz ekranik o ścianę opierać, bo nie będzie trzymać". A z mężem się nie dyskutuje (przynajmniej nie w takich sprawach :))). 
Tym sposobem laptop został wczoraj uprowadzony przez przemiłego kuriera, który obiecał, że będzie się o niego troszczył jak o swojego, a ja... ja nagle zamiast jednego laptopa używam: komputera stacjonarnego ogólnego, smartfona własnego i iPada Ślubnego. I jestem nieszczęśliwa jak kret w czasie ulewy. Ale dzielna kobieta jestem i dam sobie radę... jakoś.
Zostanie tymczasową użytkowniczką iPada oznaczało jednak konieczność natychmiastowego dostosowania sprzętu do mojej palety barw użytkowych. Przypominam, że Ślubny niedawno zażyczył sobie pokrowca w kolorach wiosennych, a mnie jakoś nie po drodze z taką feerią barw. Uszyłam pokrowiec w jedynych słusznych kolorach.


Znowu jako materiał podstawowy wystąpił cienki filc. Jednak tym razem filc zdobiony Brzydalowym ściegiem. Oczywiście nawet do głowy mi nie przyszło, że Brzydal może nie chcieć na filcu "haftować" czegokolwiek. I miałam rację - nawet nie musiałam walczyć z wyregulowaniem naprężenia górnej nitki. Ustawienia standardowe, filc pod stopkę i jest idealnie - chyba dawno nie pisałam, że kocham swoją maszynę do szycia miłością wielką i bezgraniczną.

Tym sposobem jestem kolorystycznie ujednolicona.

I jeszcze zestawienie Marchewy z nowym pokrowcem - różnicę w "sile rażenia kolorem" widać gołym okiem :)))


sobota, 1 czerwca 2013

MARCHEWA!!!

Nagła potrzeba nabycia nici szwalniczych pogoniła mnie wczoraj do Pasmanterii Obrzydliwie Dobrze Zaopatrzonej. Ślubny zaofiarował się towarzyszyć w nawiedzeniu i kiedy ja oddawałam się dyskusjom z właścicielką pasmanterii na temat odcieni koloru bee-żoo-wee-goo, Ślubny zniknął był między półkami. Wylazł po chwili, dzierżąc w dłoniach filc w kolorach... ciekawych i oświadczył, że dawno żaden pokrowiec do iPada nie powstał. Stan zasobności pokrowcowej kolekcji mu podupada i trzeba zaradzić - przy użyciu rzeczonego filcu. Nawet nie pisnęłam, dołożyłam od siebie filc w kolorze wiśniowym, zapłaciłam i czym prędzej wywlokłam Ślubnego poza gościnne progi Pasmanterii Obrzydliwie Dobrze Zaopatrzonej, bo prawdopodobieństwo tego, że za sekundę jeszcze coś wypatrzy, było bliskie pewności.

Okazało się, że Ślubny ma wizję pokrowca, ale usilnie nalega, cobym to ja siadła do maszyny, bo jakoś szycie filcu go nie pociąga. Poza tym on chce szwy w kontrastowym kolorze i na dodatek proste chce te szwy, więc może ja łaskawie zasiędę, a on będzie mnie wspomagał duchowo, pokazywał palcem i udzielał zbawiennych rad. Tym sposobem tandem z Rogu Renifera wyprodukował... Marchewę!

Aparat nie jest w stanie oddać pełnej żarówiastości tego pomarańczu i tej zieleni. Na to się daje patrzeć tylko mrużąc oczy :)))

Ślubny trwa w zachwycie. Problem, gdzie leży iPad przestaje istnieć, bo nie da się Marchewy nie zauważyć. Bije po oczach z najdalszego kąta.

Pomysł na bordowy filc podobno się kluje w Ślubnej głowie. Na razie wiem tyle, że znowu będzie z kontrastowymi szwami... białymi podobno... :))))

***
A w ramach ciekawostek lokalnych będzie zamek...

Nawet z rycerzami na moście zwodzonym:

I latarnia morska:

I chatka z wiatrakiem:

A wszystko to paręset metrów od naszego bloku. Pan Piotr Okoński tworzy takie cuda w ogródku pod swoim blokiem. Ile razy tamtędy idę, tyle razy się uśmiecham i podziwiam. Człowiek pozytywnie zakręcony, bez dwóch zdań. O zdolnościach nie wspomnę, bo nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, ile czasu i umiejętności wymaga stworzenie takich "miniatur", cudzysłów zamierzony, bo malutkie to to nie jest :))).

***
A jutro będzie Len Falbaniasty i przypowiastka o tym, jak to dobrze mieć pod ręką zapasowe opakowanie szpilek...

niedziela, 22 lipca 2012

KAFTANIK BARDZO PLECIONY - DO KOLEKCJI

***
Wieczorem niebacznie wyznałam, że nie mam co robić, druty puste, szydełko bezrobotne, szyć mi się nie chce. A na to Ślubny, że on ma dla mnie idealny projekt jednowieczorny - kolejny pokrowiec na miziadełko, ale z włóczki, koniecznie z warkoczem. 
Przecież nie powiem, że nie zrobię, tym bardziej, że wybór włóczki z zapasów "do wyrobienia" potrwał trzy sekundy, a wybór warkocza jakieś dziesięć kolejnych.
Tym sposobem w dwa wieczory powstał Kaftanik Bardzo Pleciony.

Kaftanik zrobiony z niecałego motka włóczki akrylowo-lnianej (pałętały mi się dwa resztkowe, to bez żalu pożegnałam jeden z nich). Druty 2.75 (relatywnie cienkie jak do tej włóczki, ale miało być mięsiście i bez dziur).
Wzór warkocza pochodzi ze strony ABC Robótek na drutach i od razu się na Ślubnego rzucił, a że ja warkocze lubię i im bardziej pozawijany, tym lepiej, więc nawet nie miauknęłam, że inny ma być.

I jeszcze Kaftanik w pełnej krasie (warkocz jest od spodu i z wierzchu taki sam):

Góra miała być pierwotnie wywiniętym golfem, ale na ostatnim etapie prac Ślubny zarządził, że żadnego wywijania, prosto ma być... Tak jest, szefie!!!

Tym sposobem z zamówieniami na miziadełkowe pokrowce jestem w połowie - dwa za mną, dwa przede mną. Ma jeszcze być szyty, zielony, militarny oraz (z mojej inicjatywy) robiony na drutach, z bawełny, ściegiem tkanym.

***
Teraz ogłoszenie parafialne związane z układem bloga. Nudziłam się dziś rano trochę...
Do tej pory wszystkie wpisy "edukacyjne" były po prawej, na pasku i cały czas miałam wrażenie, że mało to czytelne i trudno znaleźć to, co się chce. Dlatego nastąpiła zmiana - na górze pojawiła się dodatkowa zakładka "Nauczanie, czyli jak..." i tam są zebrane linki do wszystkich wpisów o charakterze instruktażowym. Żeby było jasne, co jest co, to dorzuciłam "zajawkowe" zdjęcia, czego się spodziewać. 
Na samej górze tej dodatkowej strony jest także link do mojego kanału na YouTube, gdzie na razie jest cały kurs robienia sznurowanych rękawiczek, ale mam wrażenie, że zawartość filmowa będzie się sukcesywnie rozszerzać.
Dajcie znać, czy tak rzeczywiście jest lepiej.

***
Front robótkowy... szeroki i zróżnicowany. Na drutach dzieje się Chusta Imienia Mnóstwa Koralików (gdzieś muszę poupychać to, co odprułam od bluzek Teściowej Mojej Niepowtarzalnej). Na szydełku robi się dół do jednego z ogołoconych Teściowatych karczków od bluzki. A pod stopką maszyny... też się dzieje, ale pokażę, jak się już "dodzieje" do końca.

***
I jeszcze Element Obowiązkowy. 
Ale żeby Element Obowiązkowy mógł się pojawić, to dziś rano nastąpił krótki i treściwy dialog małżeński:

Ja do Ślubnego: Zrób Małemu zdjęcie jakieś!
Ślubny: A po co?
Ja: Bo mnie zlinczują, jak kolejny wpis będzie bez kota...

Tym sposobem przedstawiamy Kocia o Poranku:

Oraz Kocia O Nieco Późniejszym Poranku:

*** GALERIA ***
Kolejne zdjęcia sznurowanych rękawiczek do podziwiania.
Tym razem Baba Aga, która robiła Razem-wiczki i Razem-tenki.


Zdjęcia oczywiście dzięki uprzejmości autorki obu Ocieplaczy Ręcznych. Więcej można sobie pooglądać na blogu u Baby Agi i przy okazji dowiedzieć się, czemu to jest para nie do pary :)

czwartek, 19 lipca 2012

NIE MA WE MNIE DUCHA PRZYGODY

Jak można spędzić niezapomniany wieczór z mężem? Szyjąc, pod jego czujnym okiem i z jego aktywnym udziałem, Morowe Wdzianko Na Miziadełko. Bo potrzeby posiadania pokrowców przeróżnych wcale mu nie przeszły.

Przy czym ja wykazywałam się jako siła robocza, a Ślubny jako pomysło-dawca i pomysło-zmieniacz.

Nasze dialogi kończyły się na jeden z dwóch sposobów. Po długim monologu twórczym Ślubnego ja z kamienną twarzą oświadczałam: "Tego się nie da zrobić!". Wersja numer dwa - po moim długim monologu, że ja tak nie mogę, nie umiem, nie lubię, nie dam rady i generalnie to mam wrażenie, że pracuję z Szalonym Kapelusznikiem, Ślubny zapytywał grzecznie: "Ale w czym ty widzisz problem?"
Nie, no ja w ogóle nie widzę żadnego problemu, że wykroju nie robimy, że konstrukcyjnie to zachowujemy się jak niefrasobliwi Amerykanie w Project Runway, że mierzymy na oko i robimy szwy w kretyńskiej kolejności...
Na moje wszelkie marudzenia i próby przywrócenia jakiegoś porządku w tej szalonej twórczości słyszałam: "Nie ma w tobie ducha przygody!"...  :))))))))))))))

Co ciekawe efekt końcowy jest zaskakująco pozytywny... A to oznacza, że Ślubny czuje się zachęcony do dalszej działalności artystycznej...

Morowe Wdzianko w pełnej krasie i z wypełnieniem prezentuje się tak:

Klapka daje się zapinać:

Ślubny zażyczył sobie stebnówek wszędzie, gdzie to tylko było możliwe:

I w ramach elementu ozdobnego wystąpiło nadgryzione jabłuszko, bo jakże może być inaczej, przy czym brzegi jabłuszka Ślubny sam pracowicie szarpał szpilką:

W środku elegancka czarna podszewka, zapewniająca lepszy poślizg w czasie wkładania i wyjmowania sprzętu:

W środku pokrowca jest połowa asortymentu działu Podłogi marketu budowlanego :))))) W ramach usztywnienia wykorzystaliśmy cienki podkład pod panele (taka sztywna, kartonowa, zielona płyta, grubości kilku milimetrów), a w za puszystość odpowiada pianka kładziona pod panele (taka z cieńszych).

I mały bonus (dla tych, co zaglądają na Twittera to nie nowość, bo już widzieli) - wczoraj wieczorem zrobiłam zdjęcie dokumentujące historyczny moment, kiedy to Ślubny pierwszy raz w życiu zasiadł do maszyny i nawet sprawnie i równo machnął swoje pierwsze szwy :))))

***
Ale!!! Wczoraj została także ukończona Bluzeczka Nie Do Końca Biała i na Denatce (proszę nie warczeć, że nie na mnie, ale fotografa nie było w pobliżu) prezentuje się jak widać na załączonym obrazku:


Całość robiona z włóczki Medina (80% bawełna, 20% akryl) na drutach 5,5. A wykończenia to resztki wściekłej akrylowej wiśni i czarnego baranka :)

Wykończenia robione na szydełku, żeby były bardziej trwałe i mniej podatne na zniekształcenia przy praniu. Przy okazji mam nadzieję, że utrzymają w ryzach skłonną do wyciągania się bawełnę.

A teraz idę, jako ta porządna żona, robić obiad, a przy okazji pomyślę, co też teraz dziergać, szydełkować, szyć... Dam znać, na co się zdecyduję.

środa, 13 czerwca 2012

WDZIANKA PRZERÓŻNE

Dziś będzie o wdziankach różnych, przeróżnych, poprzecznych i podłużnych.

*** Wdzianka na miziadełko***
Ślubny był zakupił nowego ipada, czyli miziadełko. Poprzedniego nazywałam lekko złośliwie "narzeczoną", bo w początkowym okresie posiadania Ślubny nie chciał się od niego odkleić i zabierał go wszędzie, do łóżka też. Obecny model nie ma jeszcze nazwy i chyba zostanie po prostu miziadełkiem.
Dla mnie nowy nabytek ma o tyle znaczenie, że już sam proces jego zakupu został przerwany telefonem do mnie, ponieważ Ślubny stał w sklepie, przed półką z pokrowcami na ipady i gromko informował otoczenie i mnie przy okazji, że są takie całkiem nawet fajne, ale on chce uszyty przeze mnie i ma nawet pomysł. Raczyłam wyrazić zgodę na radosną twórczość według wytycznych Ślubnego i oto jaki stan zapotrzebowania na wdzianka mamy dzisiaj:
- wdzianka mają być dwa - zmieniane chyba zależnie od nastroju posiadacza???,
- oba dość "agresywne", bo to męski ipad jest przecież,
- uszycie jednego z nich uszczupli lekko zapasy materiału moro przeznaczonego na Spodnie Imienia Mnóstwa Kieszeni dla Ślubnego, ale i tak starczy,
- uszycie drugiego wymaga poświęcenia z mojej strony, bo mam się podzielić materiałem na zaplanowaną Cieplejszą Spódnicę (jakoś to przeżyję... chyba),
- ważne, że oba ipadowe wdzianka będą z... dodatkami - to może ja pokażę:

Moro ma zostać przyozdobione gustowną taśmą ozdobną w czachy - hit sezonu :)

Zieleń zyska dodatki militarne.

Szycie rozpocznie się, kiedy tylko Ślubny będzie miał chwilę, żeby mnie poinstruować, jakie też mają być te pokrowce konstrukcyjnie, bo to się okazuje, że ma znaczenie, gdzie jest klapka. O postępach i wynikach będę informować na bieżąco.

***Wdzianko na Intensywnie Kreatywną - Reaktywacja***
Kto jeszcze pamięta, że powstawała fioletowa Tunika Tarasowa? W pewnym momencie została upchnięta do Szuflady Robótkowej w kuchni i jakoś tak sobie leżała, nie wadząc nikomu. W końcu się doleżała. Została wyciągnięta i... dociągnięta do etapu wykończonego dekoltu. 


Góra wykończona szeroką plisą robioną wzorem ryżowym. Dzięki wykorzystaniu reglanu udało się zachować geometryczny wygląd plisy, czyli stylizację jakby marynarską - i o to chodziło.


Teraz tylko rękawy i będzie można prać, suszyć i nosić. A to bawełna, więc tunika powinna się idealnie sprawdzać latem na tarasie.


***Wdzianko na Intensywnie Kreatywną - Kombinacje Alpejskie***
Pomarańczowe prześcieradło... nie kończące się... nagle uznało, że mi udowodni, że nie jest z gumy (chociaż było z gumką) i z trzecim projektem już mi nie pójdzie tak łatwo (przypominam, że z jednego wielgachnego prześcieradła powstała sukienka i bluzka z długim rękawem).
Ale nie ze mną te numery, prześcieradło! Nie chcesz po dobroci, to będzie lekka kombinacja alpejska i projekt Jednokolorowej Bluzeczki z Ciekawym Karczkiem zamienimy na Dwukolorową Bluzeczkę z Jeszcze Ciekawszym Karczkiem.


W planach jest wykorzystanie pierwotnego modelu (skrócona tunika, model 103 z Burdy 3/2009 - pisałam, przecież, że to był doskonały rocznik :))), ale karczek będzie nie pomarańczowy, tylko biały i na dodatek ozdobiony pasującą kolorystycznie pomarańczową muliną. Pomysł na zdobienie jest, jak to u mnie, dość bizantyjski w swoich założeniach, ale na razie cicho sza! Jak wyjdzie, to się będę chwalić, a jak nie wyjdzie... to będę udawać, że w życiu takich frywolnych pomysłów nie miałam.

***Daleko od wdzianek***
Do-meczowo robi się Krwista Revontuli, powinnam ją kończyć razem z zakończeniem rozgrywek fazy grupowej Euro 2012.
I w końcu, dzisiaj rano Poczta Polska Powolna została obarczona przesyłką z prezentem-niespodzianką. Oczywiście fotki będą, jak tylko list dotrze do adresatki i pokazanie czegokolwiek nie zepsuje niespodzianki.