Wioletta (ta Bezdomna z Szafy) przysłała mi dzisiaj maila z prośbą, czy nie napisałabym recenzji mojego Generatora Pary, takiej "od serca i bez ściemy" oraz bez "wpis sponsorowany przez producenta/dystrybutora", bo podobno szczera opinia jest intensywnie poszukiwana.
Ależ chętnie, czemu nie :)))
Generator mam w zasadzie dokładnie od roku (od listopada 2011). Jego przyjazd (tuż przed przeprowadzką na Róg Renifera) został nawet uwieczniony na blogu z powodu mojego nieumiarkowanego popiskiwania z radości. Oczywiście nie powinno mieć to wpływu na Wasze wybory, ale Mały od pierwszego wejrzenia pokochał nowy nabytek, a raczej jego opakowanie :))))

A teraz już poważnie. To jest Philips Perfect Care z serii GC9200 (po tym 200 jeszcze coś jest - oznaczenie modelu, ale nie ma mocnych - kartonika nie mam, faktury nie zamierzam szukać, a na samym żelazku informacji brak).

Jak widać na zdjęciu wyrzut pary w tym modelu to 6 bar (plus dodatkowy przycisk na górze rączki, który łupie jeszcze mocniej, ale krótkotrwale). To dużo w porównaniu z innymi modelami i rzeczywiście prasuje się przy takiej ilości pary komfortowo.
Używam go od roku średnio intensywnie (nie przepadam za prasowaniem na co dzień, ale za to dużo prasuję przy szyciu), powiedzmy, że jest włączany na około dwie godziny tygodniowo. Nie działo się z nim nic złego, żadnych zastrzeżeń co do jego funkcjonowania nie mam, naprawy nie były konieczne.
Rzeczywiście jest to sprzęt, który prasuje wszystko!!! Nie ustawia się w nim temperatury, tylko prasuje parą. Czyli możemy bezpośrednio po sobie uprasować grube lniane zasłonki, koronkową koszulkę nocną i elastyczne gacie na wf dla dziecka. Nie czyni krzywdy niczemu. Na początku, po zwykłym żelazku podchodzi się do tego nieufnie (No jak to, ja mogę tak po prostu przejechać żelazkiem po aksamitce???!!!), ale po kilku razach człowiek się rozbestwia i prasuje jak leci, z uśmiechem i bez stresów.
Brak zbrodniczych zapędów Philipsa wobec tkanin wszelakich testowała Marchewkowa i można to sobie pooglądać tutaj na własne oczy.
Jedna uwaga - trzeba odróżnić żelazka
parowe (zwykłe żelazko tylko pary daje więcej :)) od Generatorów Pary,
które mają stację parową i z niej para jest dostarczana do elementu
prasującego :)).
To skoro już zaczęłam, to może wymienię pozostałe zalety, jakie Generator według mojej subiektywnej opinii posiada:
- prasuje na blachę, lekko i bez walki,
- przed rozpoczęciem prasowania musi się nagrzać (mruga wtedy wesolutko), ale wbrew moim obawom nie zajmuje to zbyt długo (maksymalnie 2 minuty, jeśli było używane wcześniej, to krócej),
- wody po nalaniu do pojemnika do maksymalnego poziomu też starcza na dość długo (i tu uwaga - w trosce o trwałość żelazka sugeruję omijanie szerokim łukiem wody z kranu, ja używałam mineralnej (niegazowanej :)))), a teraz wody filtrowanej filtrami firmy, co to wszyscy znają :))),
- odkamienianie żelazka to jest kaszka z mleczkiem i robota na dwie minuty, podstawia się pojemniczek jakikolwiek, odkręca filtr, brudy ściekają, zakręcamy i po bólu, umiejscowienie pokrętła/odkrętła pokazane poniżej, to białe na dole:

- przez to, że żelazko nie ma prawa "przypalić" tkaniny stopa żelazka nie brudzi się w zasadzie wcale; moja w ciągu roku użytkowania była tknięta szmatką raz, bo doszłam do wniosku, że dla zasady powinnam :))) i wygląda dzisiaj tak:

- można Generatorem prasować w pionie ciuszki na wieszakach, co jest genialne, bo odprasowanie zagniecionej na rękawie męskiej marynarki nagle przestało być jakimkolwiek wyzwaniem; w ogóle prasowanie marynarek, kurtek i żakietów przestało być problemem,
- Generator nie jest taki głośny, jak się spodziewałam, chociaż wydaje dźwięki przedziwne (w czasie zasysania pary), ale szybko się człowiek przyzwyczaja do tych potępieńczych dźwięków, natomiast przy samym prasowaniu syczy sobie, owszem, ale nie przesadnie głośno, przekrzykiwać go nie trzeba :))). Samo żelazko było intensywnie użytkowane i filmowane w czasie szycia Spódnicy Razem Szytej i tam słychać, na ile toto hałasuje.
- jako narzędzie krawieckie jest genialne, rewelacyjne i bez zarzutu, rozprasuje każdy szew, z dowolnego materiału.
To teraz minusy, jakie w Generatorze znalazłam przez ten rok wspólnego prasowania:
- Duży jest; to znaczy samo żelazko w porównaniu do innych wielkością się nie różni (z przodu, to niebieskie to moje poprzednie żelazko, a z tyłu, to fioletowe, to właśnie Philips):
![]() |
Przycisk "parę dający" jest pod palcami na rączce (widać na zdjęciu to ciemno fioletowe), a przycisk dodatkowego wyrzutu pary na wierzchu raczki (pod kciukiem). |
Ale jak się samo żelazko wmontuje w stację parową...
Na pewno nie jest to drobiażdżek łatwy do upchnięcia w rogu półki; u mnie stoi na podłodze w Kąciku Robótkowym i nikomu nie wadzi, ale znalezienie dla niego miejsca w małym mieszkaniu będzie wymagać trochę inwencji.
- Ciężkie jest, szczególnie z pojemnikiem pełnym wody. Producent twierdzi, że całość waży 5kg, ale chyba właśnie bez wody. W każdym razie noszenie go to niezłe wyzwanie. I znowu, ja go nie noszę, ale gdybym musiała, to bym nieźle przeklinała ten ciężar.
- Trzeba się przyzwyczaić do umiejscowienia przycisku "wydalającego" parę, jest pod rączką, pod palcami, bardzo wygodnie, ale na początku, każde złapanie za żelazko powoduje "parownięcie maksymalne", z efektami dźwiękowymi gratis oczywiście :))))) Ale jak się już przyzwyczai, żeby nie łapać za sam przycisk, to jest ok.
- Prasowanie parą na pewno na dłuższą metę nie robi dobrze desce do prasowania. Bo traktujemy ją wilgocią, wprawdzie szybko wyparowującą, ale jednak. Ja swojej deski przez rok nie zmieniałam, nie było potrzeby, ale mam wrażenie, że w którymś momencie mi się ta sklejka deskowa rozwarstwi (żeby nie było, prasuję na jednej z najtańszych desek supermarketowych, bo tylko taka była lekka, a ja ciężkich desek nie lubię :))).
- Jak na moje potrzeby to kabel doprowadzający parę ze stacji do żelazka mógłby mieć ze 20cm więcej. Stacja spokojnie może sobie stać na podłodze i tej "smyczy" starcza na swobodne prasowanie, ale gdyby była ciut dłuższa, to by było idealnie.
- I niewątpliwy negatyw dla osób szyjących - Generator Pary jakoś się nie dogaduje z fizeliną, nie chce jej porządnie przykleić. Dla mnie to nie jest wielka wada, bo ja fizeliny unikam, kiedy tylko mogę, ale jak już mam ja kleić, to wyciągam tradycyjne żelazko.
- No i cena, znacznie wyższa niż tradycyjnych żelazek. Obecne ceny Generatorów z tej serii można sobie pooglądać tutaj, ale jak widać jest to około 1000 złotych. Dużo, ale jak dla mnie, to cudo jest warte każdej wydanej złotówki.
PODSUMOWUJĄC - Ja jestem Generatorem zachwycona po roku używania. Nie wróciłabym do tradycyjnego żelazka za żadne skarby. I na 100%, kolejne narzędzie prasujące będzie też Generatorem Pary. Na pewno z czystym sumieniem polecam go tym, którzy dużo szyją i wyznają filozofię "szyję, czyli prasuję namiętnie". Dla osób potrzebujących żelazka jako żelazka (czyli do prasowania upranych rzeczy), to już jest pewne "ale". Na pewno komfort prasowania jest większy niż przy tradycyjnym żelazku, ale pojawia się kwestia miejsca na przechowywanie tego "drobiażdżku" i ewentualna potrzeba jego noszenia, bo ciężkie to i niezbyt poręczne.
To mam nadzieję, że dostarczyłam Wam podobno tak intensywnie poszukiwanych informacji. Kocia macie na deser :)))
![]() |
To jeszcze raz, zdjęcie archiwalne :))) Generator Pary w parze z Generatorem Chaosu (listopad 2011). |