Postanowiłam przetestować Brzydala w sposób ekstremalny, czyli szyjąc Spódnicę Wielo-kieszeniową i Mnóstwo-odszyciową. Szukając wykroju w Burdzie, porzuciłam ocenę modeli na zasadzie "podoba mi się - nie podoba mi się", a oceniałam jedynie pod kątem ilości naszytych na siebie warstw materiału, długości stebnówek w metrach i zagęszczenia kieszeni na metrze kwadratowym. Szybko się okazało, że zwycięzcą jest... Płetwa Rekina :))))
To może ja pokażę "zajawkę", by zaostrzyć apetyt na oglądanie całości i od razu przejdę do wyjaśnienia, czemu, ach czemu spódnica od pierwszego rzutu oka zyskała wdzięczne miano Płetwy Rekina.

Jako materiał poglądowy do analizy nazwy projektu posłuży rysunek modelu przefotografowany z Burdy.
Patrzymy na obrazek i...

... na schemacie tyłu od razu rzuca się na nas ten godet wszyty w tylny szew, w celu poszerzenia dołu. Moja pierwsza myśl: "ja cię kręcę, będę miała kieckę z płetwą rekina!!!". Moja druga myśl: "za żadne skarby tej płetwy nie chcę!!!". Moja trzecia myśl: "płetwa won, będzie pęknięcie!!!". Ale nazwa już została.
Jak widać spódnica to model 129 z Burdy 08/2001. Oprócz skasowania płetwy w rozcięciu tyłu, dokonałam oczywiście machlojek przy zaszewkach (działanie u mnie standardowe), a w ramach stawiania Brzydalowi wyzwań dołożyłam od siebie wypustki jako wykończenia odszyć kieszeni. I oczywiście zignorowałam sugestię, że mam to szyć z materii elastycznej.

Zapięcie na zamek jest sprytnie schowane w szwie środkowym przodu, ukryte pod ozdobnym jęzorem do zapinania (poniżej w wersji rozchełstanej, wszystko-ujawniającej :))).

Z tyłu oczywiście także kieszenie, które razem z podwójnymi przeszyciami wszystkiego, co się da, z zaszewkami włącznie(!!!), jeszcze bardziej upodabniają Płetwę do jeansów (oczywiście i te kieszenie wykończone wypustką, a co!):
![]() |
To zdjęcie najwierniej oddaje rzeczywisty kolor materiału. |
Krótko i węzłowato podsumowując ten projekt, jako test Singera 4423 Heavy Duty - to naprawdę jest maszyna, która radzi sobie ze wszystkim. Po raz pierwszy w swoim krawieckim życiu nie zastanawiałam się, czy maszyna da radę. Nawet mi do głowy nie przyszło, że sześć warstw materiału może stanowić jakikolwiek problem. Nie mrugnęłam okiem, kiedy przyszło do stebnowania góry spódnicy, czego do tej pory nie lubiłam strasznie, bo przejechanie przez szew to zawsze była loteria - zerwana nitka, złamana igła, czy krzywy szew.
Jedyny wniosek, a raczej nauczka na przyszłość, jaką mam - Brzydal jest czuły na nici, jakie mu się nawinie. Bardzo mi zależało, żeby tutaj nici były jak najbardziej zbliżone do koloru tkaniny i nie mając w pasmanterii żadnego wyboru, kupiłam szpulkę firmy bliżej mi nie znanej, ale nici niby poliestrowe, a wyglądały jak kłacząca bawełna. Co ciekawe maszyna nie zrywała nitki, tylko kilka razy (dokładnie sześć) zdarzyło jej się "przepuścić ścieg" (co na całe te metry, jakie machnęłam przy Płetwie, to i tak nikły problem). Oczywiście inna nitka, plus te same ustawienia maszyny, plus ten sam materiał i tak samo poskładany - wszystko pięknie i bezproblemowo. Ale się spostrzeżeniem dzielę, może się komuś przyda.
No to chyba czas na pokazanie, jak Płetwa Rekina wygląda na żywym organizmie - przepraszam za marną jakość zdjęć, ale miałam czas na zrobienie ich, akurat w czasie podwójnego "zaćmienia": chmury "zaćmiewały" słońce na niebie (ciemna atmosfera) i coś "zaćmiło" mnie, że przecież mogę sobie włączyć te niezliczone lampy w łazience (ciemna masa... ze mnie :))). A na poprawki już nie było czasu. Ale co ma być widać, to jest:

I na wszelki wypadek z przodu, a przy okazji widać, że machnęłam sobie - jak na moje standardy - mini!!!

I jeszcze wspomnienie po płetwie, czyli pęknięcie z tyłu:

I szyciowo to nie koniec mojego szaleństwa... bo już się wykluł następny projekt... bardziej niż nietypowy... i jak już powstanie, to będzie go prezentować wyjątkowo urocza modelka :)))
***
To teraz będzie smutna historia... z happy-endem :)))
Robię sobie moją Błękitną Krew, robię spokojnie, od góry, centymetra używam, rąsie zacieram, że skończyłam poszerzanie kiecki na biodrach, czyli mam tak:

I tknęło mnie, żeby toto przymierzyć na własnych krągłościach... przymierzyłam... dałam się ponieść emocjom... ogarnęło mnie niedowierzanie... obmierzyłam się i... sprułam, czyli znowu mam tak:

Bo się okazało, że schudłam :))) i standardowe wymiary powinnam skorygować. A że nie nosiłam ostatnio nic bardzo obcisłego, to nie zauważyłam ubytków, ale przy dopasowanej Błękitnej Krwi było widać. Dobrze, że to wszystko się działo przed Płetwą Rekina, dzięki temu już na etapie robienia papierowego wykroju bardzo uważnie mierzyłam obwody, bo pruć szydełkowe mogę, ale pruć zszyte to raczej nie :)
***
Kto nie jeszcze nie zauważył, to spogląda tuż pod nagłówek i obok zakładki "Nauczanie" zauważa zakładkę "Galeria Rzeczy Razem Robionych" - się zagląda i się podziwia, regularnie, tak jak regularnie, mam nadzieję, Galeria będzie uaktualniania. Oczywiście nowe "obiekty zachwytu" mile widziane, proszę słać mailowo, będę uzupełniać, ku chwale kobiet robiących.
***
A że jesień blisko, to Ślubny postanowił pogonić letnie biedronki i zafundować nam jesienne liście. Ślubnemu dziękujemy, tym bardziej, że jesienny nagłówek oznacza, że mam komplet "nagłówkowy" na cały rok :)
***
I jeszcze zdjęcie kompromitujące, ale nie nas, tylko Małego. Bo Mały miewa takie poranki, kiedy bardzo nie chce się obudzić razem z nami. I my sobie możemy wstać i pójść w siną kuchenno-łazienkową dal, ale on zostaje w łóżku...
