Proces twórczy był dłuuuuugi, cętkowany, kręty - bo wykrój powstał w zeszłym roku, materiał skrojony w zeszłym roku, pierwsze szwy... w zeszłym roku. Na dodatek Ślubny oczywiście chciał sobie uszyć "prostą bluzę" i jak zrobił projekt, to już wiedziałam, że przymiotnik "prosta" powinien zostać skasowany, bo jak na pierwsze kontakty z dzianiną, to będzie wykrój daleki od prostoty.
![]() |
Całościowo. |
I uwaga ogólna dotycząca zdjęć - to jest czarno-czerwone!!! Ale brak światła słonecznego oraz moja ogólna nieumiejętność fotografowania czerwieni spowodowały, że możecie widzieć wszystkie odcienie czerwieni/różu/czerwonego barszczu ze śmietaną.
![]() |
I pod kątem. |
Uwaga, teraz będę chwalić:
- Wykrój zrobił sam, od kompletnego zera. Posiłkując się posiadaną bluzą w odpowiednim rozmiarze. Sposób, w jaki rysował kształt główki rękawa, kazał mi przez chwilę zwątpić w zdrowe zmysły (moje lub jego, zależy, od której strony patrzeć). Oczywiście ostatecznie wyszło idealnie!
- W końcu nauczył się rozpoznawać prawą i lewą stronę materiału dzianinowego, chociaż długo to trwało.
- 90% szwów wewnętrznych jest szwami francuskimi - czyli flaki i nitki są zaszyte w środku! Co najbardziej zabawne, zanim zdążyłam mu powiedzieć, że niech się nie męczy na początek i robi te "francuzy" tylko na idealnie prostych kawałkach, to Mąż Mój Jak Dotąd Jedyny zszył w ten sposób szew po łuku i oczywiście mu wyszło idealnie... no to już nic nie mówiłam, bo bym wyszła na "nieumną".
- Sposób, w jaki połączył ze sobą dwie części rękawa, wywołał we mnie poczucie kompletnego zdumienia. Tu złożył, zszył, tu wsunął w siebie, tu założył i jednym szwem połączył dwie części, pozostawiając zakładkę odpowiedniej długości i zero flaków i farfocli na zewnątrz. Normalnie origami z materiału. Do dzisiaj nie wiem, jak to się robi...
- Przy szyi nawymyślał sobie warstwy i warstewki, ale "żeby były wykończone od spodu innym kolorem"...
- I na koniec stwierdził, że wszywanie rękawów to łatwizna...
![]() |
Warstwy podszyjne. |
Sam twierdzi, że:
"Dużo wody w tej rzece musi jeszcze upłynąć, żebym ponownie siadł do szycia dzianiny. No chyba, że do czegoś banalnego. Mój problem z dzianiną wynika głównie z tego, że non stop mam wrażenie, że wszystko wychodzi nie na tyle dokładnie, jakbym chciał (milimetry i piksele mu się nie zgadzają - komentarz "odżoniny" :))))
Ale generalnie jestem zadowolony!" (To już gdzieś było :)))
![]() |
I widok od rufy. |
A ja, tak na wszelki wypadek przypominam, że jest to drugi ciuch uszyty przez Ślubnego w jego krótkim krawieckim życiu. I w 100% według jego pomysłu, bez kopiowania wykroju. Na mnie to robi spore wrażenie!
![]() |
I origami-rękawy. |
Przy okazji odpowiem Sunshine na dawno zadane pytanie, czy Singer robi dziwne rzeczy przy podszywaniu dołu dzianinowej bluzki (szwy w poprzek). W sumie to dopiero teraz była okazja, żeby to sprawdzić na jakimś kawałku szytej odzieży. Otóż nie robi. Niczego nie marszczy, nie usiłuje przekosić, nie ściąga. Po przeciągnięciu żelazkiem jest idealnie.
To ja Was zostawiam ze Ślubnym i bluzą i po cichutku powiem, że na pytanie: "I co teraz masz w planach?" usłyszałam - "Torbę".
