Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bluza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bluza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 stycznia 2013

USZYŁEM SOBIE - WYSTĘP GOŚCINNY NUMER DWA

Proces twórczy był dłuuuuugi, cętkowany, kręty - bo wykrój powstał w zeszłym roku, materiał skrojony w zeszłym roku, pierwsze szwy... w zeszłym roku. Na dodatek Ślubny oczywiście chciał sobie uszyć "prostą bluzę" i jak zrobił projekt, to już wiedziałam, że przymiotnik "prosta" powinien zostać skasowany, bo jak na pierwsze kontakty z dzianiną, to będzie wykrój daleki od prostoty.
Całościowo.

I uwaga ogólna dotycząca zdjęć - to jest czarno-czerwone!!! Ale brak światła słonecznego oraz moja ogólna nieumiejętność fotografowania czerwieni spowodowały, że możecie widzieć wszystkie odcienie czerwieni/różu/czerwonego barszczu ze śmietaną.
I pod kątem.

Uwaga, teraz będę chwalić:
- Wykrój zrobił sam, od kompletnego zera. Posiłkując się posiadaną bluzą w odpowiednim rozmiarze. Sposób, w jaki rysował kształt główki rękawa, kazał mi przez chwilę zwątpić w zdrowe zmysły (moje lub jego, zależy, od której strony patrzeć). Oczywiście ostatecznie wyszło idealnie!
- W końcu nauczył się rozpoznawać prawą i lewą stronę materiału dzianinowego, chociaż długo to trwało.
- 90% szwów wewnętrznych jest szwami francuskimi - czyli flaki i nitki są zaszyte w środku! Co najbardziej zabawne, zanim zdążyłam mu powiedzieć, że niech się nie męczy na początek i robi te "francuzy" tylko na idealnie prostych kawałkach, to Mąż Mój Jak Dotąd Jedyny zszył w ten sposób szew po łuku i oczywiście mu wyszło idealnie... no to już nic nie mówiłam, bo bym wyszła na "nieumną".
- Sposób, w jaki połączył ze sobą dwie części rękawa, wywołał we mnie poczucie kompletnego zdumienia. Tu złożył, zszył, tu wsunął w siebie, tu założył i jednym szwem połączył dwie części, pozostawiając zakładkę odpowiedniej długości i zero flaków i farfocli na zewnątrz. Normalnie origami z materiału. Do dzisiaj nie wiem, jak to się robi...
- Przy szyi nawymyślał sobie warstwy i warstewki, ale "żeby były wykończone od spodu innym kolorem"...
- I na koniec stwierdził, że wszywanie rękawów to łatwizna...

Warstwy podszyjne.

Sam twierdzi, że:
"Dużo wody w tej rzece musi jeszcze upłynąć, żebym ponownie siadł do szycia dzianiny. No chyba, że do czegoś banalnego. Mój problem z dzianiną wynika głównie z tego, że non stop mam wrażenie, że wszystko wychodzi nie na tyle dokładnie, jakbym chciał (milimetry i piksele mu się nie zgadzają  - komentarz "odżoniny" :)))) 
Ale generalnie jestem zadowolony!" (To już gdzieś było :)))

I widok od rufy.

A ja, tak na wszelki wypadek przypominam, że jest to drugi ciuch uszyty przez Ślubnego w jego krótkim krawieckim życiu. I w 100% według jego pomysłu, bez kopiowania wykroju. Na mnie to robi spore wrażenie!
I origami-rękawy.

Przy okazji odpowiem Sunshine na dawno zadane pytanie, czy Singer robi dziwne rzeczy przy podszywaniu dołu dzianinowej bluzki (szwy w poprzek). W sumie to dopiero teraz była okazja, żeby to sprawdzić na jakimś kawałku szytej odzieży. Otóż nie robi. Niczego nie marszczy, nie usiłuje przekosić, nie ściąga. Po przeciągnięciu żelazkiem jest idealnie.

To ja Was zostawiam ze Ślubnym i bluzą i po cichutku powiem, że na pytanie: "I co teraz masz w planach?" usłyszałam - "Torbę".

wtorek, 22 stycznia 2013

JAK ZOSTAŁAM PANIĄ NA ZAMKU I INNE OPOWIEŚCI

Zaczniemy od innych opowieści, pani na zamku będzie na końcu.

***
Inne opowieści mają wiele wspólnego z szyciem. Bo... Kto pamięta mój pomysł na krótki żakiecik z granatowej bawełny, który 30 listopada wyglądał tak?

Otóż stan na dzień dzisiejszy niewiele odbiega od powyższego obrazka, bo żakiet wraz z podszewką się był skroił i czeka...

Ale to nie koniec Obiektów Czekających. Czeka także Obiekt Szyty, Który Ma Coś Udowodnić:

Czyli pomysł na bluzkę bardzo nietypową, szaloną wręcz w swoim zamyśle i w użytych do szycia materiałach. Ale to też czeka.

A czeka, bo jestem dobra żona i nie chcę Ślubnemu przestawiać pokrętełek i wichajsterków w maszynie, które to pokrętełka i wichajsterki Ślubny sobie poustawiał odpowiednio do szycia dzianiny. Bo bluza Ślubnego powstaje. Bez pośpiechu, na spokojnie, powoli i dokładnie... A ja stoję obok i tupię nóżką obutą w miękki papuć domowy, bo bym sobie poszyła. A tymczasem Ślubny obiecuje, że jutro to on na bank kończy, bo tu trzy szwy zostały. Tylko że to jutro jakoś się dziwnie oddala do... jutra :)))) 
Ale jak ktoś ma takie podejście do prostej bluzy z dzianiny, która ma kilka warstw, a każda warstwa ma odszycie, to co się dziwić, że to trwa.
Cokolwiek widać na Waszych monitorach, to pod spodem jest czerwone :))

I jak się lewą stronę wykańcza tak, żeby ni niteczki nie było widać, to jest drugi powód, że to trwa...
Moje lewe strony tak nie wyglądają!!!

Ale dzisiaj rano Ślubny obiecał, że... skończy dzisiaj!!! A to brzmi bardziej obiecująco niż "jutro", więc może jutro, to ja się będę mogła dossać do maszyny i nie dam się oderwać, póki nie skończę obu zaplanowanych Obiektów Czekających.

***
To jeszcze zaległości. Justyna mnie wirtualnie pacnęła, żebym odpowiedziała na pytania. Proszę bardzo, jak zwykle z wielkim opóźnieniem, ale szczerze:

1. Ulubiona kawa/ herbata? - Obojętne, oby zrobiona rękami Ślubnego, bo wtedy najlepiej smakuje.
 
2. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku? - Definitywnie wiosna, jak się wszystko zaczyna zielenić i kwitnąć. Poza tym ja mam urodziny i imieniny wiosną, więc jak mogłabym nie lubić i nie czekać :)) 
3. Ulubione zwierzęta? - Hmmmmm... 

4. Babcia czy dziadek? - BABCIA!!! Bez babci tej jednej, kochanej to ja bym nie była tym, kim jestem i nie robiła wielu rzeczy, które robię i nie rzucała wieloma powiedzonkami, którymi rzucam :) 
5. Samochód, rower, czy inny środek komunikacji? - Rower i własne nogi, kiedy tyko się da.
 
6. Bukiet róż, czy kwiat w doniczce? - W doniczce, bo ich jeszcze nikt nie zamordował, ścinając je.

7. Uprawiasz jakiś sport? Jaki i dlaczego? - Sportu nie uprawiam, ale staram się regularnie ruszać, bo... inaczej moje poszkodowane w wypadkach samochodowych ciało odmawia posłuszeństwa i zaczyna skrzypieć (w pewnych miejscach dosłownie :))).

8. Kiedy ostatnio przeczytałaś książkę? - Hmmmmmm... idealne pytanie do mnie :)))) Ostatnią skończyłam jakieś dwa dni temu. Trzy kolejne w trakcie :)))

9. Którą włóczkę, materiał wspominasz najlepiej? - Drops Lace z włóczek, bawełna ze sztucznymi dodatkami z materiałów (z morowych spodni Ślubnego).

10. Taniej i więcej, drożej a mniej? - To ja nie wiem, bo u mnie kwestie materialno-pieniężne są na hmmmentym miejscu w życiu. Z umiarem cenowym i ilościowym staram się kupować.
 
11. Szminka czy błyszczyk? - Błyszczyk, żurawinowy najlepiej :)

***
I w końcu pani na zamku. Zapałętaliśmy się wczoraj wieczorową porą wspólnie w okolicach łazienki (kot też ;))). Rozmawiamy o czymś, to sobie klapnęłam na półeczkę podłogową, bo mi się stać nie chciało. A na półeczce leżała porzucona moja rozpinana bluza i sobie klapnęłam w zasadzie centralnie na nią. I mi się niewygodnie siedziało. W końcu zniesmaczona odczuciami "odwłokowymi" poinformowałam Ślubnego, że ja sobie idę, bo się tu odgniatam. Na co Mąż Mój Jak Dotąd Jedyny zlustrował sytuację i szybko pojmując, że na zapięciu sobie siadłam, zarechotał i stwierdził: "A co, nie podoba ci się bycie panią na zamku?" No nie podoba, niewygodnie :))))

niedziela, 16 grudnia 2012

EFEKTY SZALEŃSTW WSZELAKICH

***
Po pierwsze Ślubny zapowiedział przygotowanie świątecznego nagłówka i z entuzjazmem spełnił obietnicę (patrzymy sobie piętro wyżej). Trochę się "merytorycznie i estetycznie spierał" z moją skromną osobą. Ponieważ osoba miała własne wizje i wydawała z siebie opinie w stylu: "to nie leży", "ale żeby to wyglądało mniej jak sadza a bardziej jak zmrożony lód", "a nie da się, żeby to było większe, to znaczy wiem, że się nie da, ale może jednak...". Anielsko cierpliwy Ślubny przetrwał i nawet nie jęknął, aż do momentu, kiedy zaproponowałam, żeby jednak - tak świątecznie - zmienić "Intensywnie Kreatywną" na "Intensywnie Kreatywnych". Zgadnijcie, kto wygrał :)))

***
Po drugie sobota upłynęła nam pod hasłem: "Perfekcyjni Państwo Domu wpadli w amok sprzątania i produkcji świątecznej atmosfery zdobniczej".
Poprzednie święta to była krótka przerwa w ostatnich pracach wykończeniowych po przeprowadzce. Choinka stanęła, ale na kilka dni i została szybko schowana, żeby się nie kurzyła wśród wiercenia, młotkowania i destrukcji wszelakiej. 
A w tym roku... oczywiście jest choinka, śnieżno-patriotyczna:

Postawiona w reprezentacyjnym kącie salonu:

I mamy świąteczny stolik kawowy, z Mikołajami pod kwiatkiem :))

Wazonów nie chowaliśmy, bo przecież czerwone i bardzo świątecznie odpowiednie, ale za to zyskały "wnętrze", które od razu skojarzyło mi się z latami dwudziestymi, przez te korale:

I girlanda mi się zamarzyła na balustradzie, na górze:

Z kokardką wielkości słonia:

W sypialni mamy... choinkę... jakby... nietypową...

Fioletowa tkanina włożona pod abażur i dopięte bombki na górze:

I nawet kot w łazience zyskał towarzystwo:

A na antresoli podświetlone półeczki zostały wykorzystane na ulubione zabawki świąteczne Ślubnego:

A wśród tych zabawek niewielki akcent dziewiarski :)))

***
Po trzecie - od czapeczki bałwankowej przejdziemy do czapeczki o normalnych rozmiarach.
Moja pierwsza w życiu czapka skończona. Suszona w jedyny słuszny sposób, czyli z talerzem w środku :)))

Po pierwszym nabraniu oczek na część główną i zrobieniu jakiś 9 cm efekt nie był zadowalający, bo chciałam, żeby czapka miała "szwy" jak szyty pierwowzór i żeby te szwy były takie "ściągające". A tymczasem pierwsza wersja wyszła mi jak zwykła czapka - idealnie okrągła. Sprułam, dołożyłam inaczej przerabiane razem oczka i jest ok. Widok z góry:

I widok na żywym organizmie, gdzie najlepiej widać kształt:

Robiona z akrylu na drutach 3.75, wzoru brak, wymyślany na bieżąco.

***
Po czwarte zostajemy przy czapkach i kompletach zimowych. Kiedy powstawały Razem-wiczki to Ania ze Świata  Aneczki oprócz rękawiczek zrobiła czapkę, a wczoraj dotarły do mnie zdjęcia szalika!!! Do kompletu! Z tym samym wzorem. Aniu, jesteś genialna. Komplet jest cudny i nie obiecuję, że pomysłu na szalik nie będę "pożyczać".
Zdjęcie dzięki uprzejmości Ani. Bardzo dziękuję!

***
Po piąte - jeszcze Ślubny i jego Bluza/T-shirt/ Jak Zwał Tak Zwał. Ślubny w planach miał taki prosty, zwykły projekt, bez szaleństw. W trakcie projektowania prostota pozostała, ale w nowym wymiarze, bo "tu przetniemy, tu zmienimy kolor, tu będzie stebnowanie, a tu odszycia w innym kolorze". I tym sposobem Ślubny ma do połączenia 15 kawałków dzianiny w dwóch kolorach:

Z tych latających kawałów ma zostać osiągnięty mniej więcej taki efekt:

Zwracam uwagę, że Ślubny zgodnie ze skrzywieniem zawodowym do projektowania nie używa kartki i ołówka/kredek itp. W świecie Ślubnego do projektowania używa się komputera i programów zaawansowanych. Ale z drugiej strony... przynajmniej zmiany kolorystyczne dokonywane są jednym kliknięciem i nie wymagają rysowania wszystkiego od nowa. 

***
Po szóste i ostatnie - Mały. Dzielnie towarzyszył nam wczoraj przy szaleństwach zdobniczych, ganiając z góry na dół, nadzorując każdy większy bałagan i eksplorując każdy worek, karton, opakowanie. I wolę nie sprawdzać, czy już przestał lśnić brokatem, który zgarniał wczoraj z każdej powierzchni :)