Najpierw się wytłumaczę z tytułu notki, żeby ktoś nie pomyślał, żem nadużyła trunków i zaczęłam pisywać wiersze. "Zażółcić gęślą jaźń" zamrugało na mnie wesolutko z monitora Ślubnego, który wybierał czcionkę do firmowej kartki świątecznej. Zostałam łaskawie oświecona, że tym zdaniem sprawdza się, czy dana czcionka ma wszystkie polskie znaki i czy one się poprawnie wyświetlają. Kto by pomyślał, że brać komputerowa taka poetyczna... ale mnie urzekło i przyczepiło się do mnie na cały dzień.
Aaaaaaaaaa... i uprzedzę od razu lojalnie, że zdjęć Małego dziś nie będzie. Osoby rozczarowane uprasza się o wyrozumiałość i nie dawanie upustu negatywnym emocjom w komentarzach.
***
Dziś zaczniemy od Rogu Renifera.
Po pierwsze notariusz zalegalizował nabycie metrów kwadratowych, co potwierdził swoim podpisem i uprawomocnił, zubożając nas o znaczną kwotę złotych polskich. Poszliśmy za ciosem i dziś dokonaliśmy najścia na kolejny urząd, meldując się na Rogu i występując o wydanie nowych dowodów osobistych (i czemu ja już wiem, że na zdjęciu w dowodzie znowu będę wyglądała, jakbym zeszła kilka dni temu, a fotograf machnął mi zdjęcia post mortem, nie prosząc wcześniej o współpracę specjalistów od makijażu i fryzury?).
Po drugie panowie tapeciarze dokonali ataku na ścianę drugiej sypialni (docelowo planowanej dla Teściowej Mojego Ślubnego :)))) I, nawiązując do tytułu notki, zażółciło się (uwaga na zdjęciu są dodatkowe efekty ozdobne w postaci zwisających białych kabli elektrycznych, a kolor nie do końca odpowiada rzeczywistości, ale pogoda i słońce lub jego brak jakoś nie chciały współpracować):
Zachęceni sukcesem specjaliści od tapet przenieśli się do kuchni i przykleili moją ulubioną grafikę. Docelowo ma ona obejmować dwie ściany, ale... jakoś im łapanie kąta w rogu kuchni nie do końca wyszło tak, jak powinno i stracili pion moralny i poziom na ścianie. Dlatego jest tylko główna część, a boczek zostanie doklejony w przyszłym tygodniu, jak go ponownie wydrukują. Ale i tak widać:
A teraz wracamy do tematu lamp salonowo-kuchennych. Zostały ochrzczone mianem czołowych przedstawicieli nowego trendu wnętrzarskiego - kiczowatego mrocznego gotyku. Dzisiaj uzyskały zwis pionowy i zabłysły blaskiem żarówek energooszczędnych. Przepraszam za jakość zdjęcia, ale Ślubny trzasnął je komórką, żebym miała pojęcie, co mi zapewnia iluminację pomieszczenia reprezentacyjnego. Niech mnie renifer kopnie, jeśli to nie będzie hit tego mieszkania :)))))))
Podobno znacznie ciekawsze byłoby uwiecznienie konstrukcji quasi-drabiniastej, z której nasza ulubiona ekipa wykończeniowa dokonywała sztuk ekwilibrystycznych, wieszając te lampy... wszyscy żywi, gips nie jest konieczny.
***
Czas na robótki -
Panache został zakończony - 134 rzędy za mną. Tak jak pisałam wcześniej, rozpiska wzoru usiłuje wmówić, że w większości przypadków "dwa oczka razem", to dwa razem, kropka. Tymczasem konieczne jest zróżnicowanie, które oczko z dwóch razem ma być na wierzchu. Błędów w opisie nie stwierdziłam. Za to sama machnęłam się haniebnie dwa razy, ale dało się to skorygować bez żadnego problemu w rzędzie parzystym (w obu przypadkach pomijałam jeden narzut w rzędzie - jedno oczko na 400 da się wybaczyć).
Panache na dziś prezentuje się tak, czekając na pranie i blokowanie:
Jak widać to nietypowa chusta z 3/4 kręgu. Przy okazji weekendowego prania i suszenia pokażę, jak sobie radzić z blokowaniem takiego nietypowego tworu chuścianego.
I od razu uprzedzam, że nabieram właśnie oczka na kolejne Panache (w wersji "de luxe" z poprawionym "dwa razem") i niewykluczone, że z marszu machnę też trzecie... Trochę wynika to z tego, że jutro muszę spakować i pożegnać się na około tydzień z włóczkami. Trzeba więc zaplanować ze dwie robótki do przodu, żeby wieczorami jednak nie oszalała z bezczynności. Nastawcie się więc na powtórkę z rozrywki i może nawet powtórkę z powtórki.
***
Przy okazji Panache, a dokładniej ostatnich dwóch rzędów chusty robionych szydełkiem, zrobiłam zdjęcia, żeby pokazać, jak nietypowo można zakończyć robótkę (każdą, nie tylko chustę, ale także podkrój dekoltu czy dół rękawów robionych od góry).
ZAMYKANIE OCZEK ROBÓTKI OZDOBNYM WZOREM SZYDEŁKOWYM
1. Kiedy mamy już na drutach oczka z ostatniego zaplanowanego rzędu robionego drutami, to obracamy sobie robótkę, jakbyśmy chciały zacząć kolejny rządek:
2. Łapiemy w dłoń szydełko, wbijamy je w pierwsze oczko, zdejmujemy je z drutu i traktujemy jak pierwsze oczko szydełkowego łańcuszka. Przy czym pilnujemy, żeby oczko to nam się za bardzo nie wyciągnęło, czyli kontrolujemy napięcie włóczki. Robimy łańcuszek szydełkiem. W moim przypadku było to 9 oczek łańcuszka - ile oczek łańcuszka zrobimy zależy od tego, jak duże półkola chcemy otrzymać.
3. Mając na szydełku ostanie oczko łańcuszka łapiemy trzy oczka z drutu tak, żeby na szydełku były razem cztery oczka:
4. Przeciągamy włóczkę przez wszystkie cztery oczka i znowu mamy sytuację jak w punkcie 1.
5. Znowu robimy 9 oczek łańcuszka, dodajemy sobie trzy oczka z drutu i przeciągamy przez wszystko włóczkę i tak do końca rzędu, aż nam się skończą wszystkie oczka na drucie (Jeżeli robótka nie miała liczby oczek podzielnej przez trzy, to jako ostanie możemy zdjąć z drutu dwa lub cztery oczka, nie ma się co martwić, nie będzie się to rzucać w oczy na tle całości).
W ten sposób zamkniemy wszystkie oczka pojedynczym rzędem szydełkowych półkoli. W przypadku chusty Panache robótkę odwraca się i robi się drugi rząd półkoli, łącząc je z pierwszym rzędem w górnych częściach szydełkowego łańcuszka (
można to sobie zobaczyć tutaj, bo u mnie, przed blokowaniem, to jeszcze niewiele widać).
***
Na weekend zaplanowana jest Wielka Akcja Wysiedleńcza, czyli zapakujemy wszystko, co do życia zbędne i wywieziemy na Róg. Wyjazd osób i czworonoga planujemy na środę wieczorem. Ale już uświadomiłam Ślubnego, że laptopa i innych sprzętów niezbędnych do utrzymania dostępu do Internetu będę bronić własną piersią i nie dam ruszyć, aż do środy, a zatem...
Ja tu jeszcze zajrzę :)))