Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 czerwca 2014

KONKURS INSPIROWANY FUTBOLEM - ZACZYNAMY!

Pierwsze mecze mundialowe zbliżają się wielkimi krokami. Czas na Konkurs Inspirowany Futbolem!

Szczegóły na stronie - klikamy w grafikę poniżej.

Dobrej zabawy!

czwartek, 17 października 2013

WYBRALIŚMY ZWYCIĘZCÓW!!!

Na to czekacie najbardziej, więc nie przedłużając:


Nagroda główna Konkursu Szatańsko Kreatywnego wędruje do:
INEZ 
za jej obłędne, szydełkowe obuwie.

Zdjęcie dzięki uprzejmości Inez

Natomiast Nagroda Publiczności trafia do
Szyjącej Bez Bloga
za jej niepokorną Czarną Owcę
Zdjęcie dzięki uprzejmości Szyjącej Bez Bloga

Należy Wam się kilka słów wyjaśnienia odnośnie nagrody Publiczności.
Pierwsze trzy miejsca w głosowaniu zajęły: Inez, Genia i Szyjąca Bez Bloga. Inez została wybrana zwyciężczynią przez Komisję Konkursową z Piekła Rodem i dostanie Nagrodę Główną, tym samym została "wyeliminowana" z Waszego głosowania. Co nie zmienia tego, że i Wy doceniliście jej kreatywność najbardziej.
Drugie miejsce zajęła Genia i jej ażurowa, cudowna chusta. 
Zdjęcie dzięki uprzejmości Geni

Jednak wymieniłyśmy wczoraj z Genią kilka maili oraz rozmawiałyśmy dzisiaj i Genia ma problem natury moralnej - ogrom głosów na nią, to efekt bardzo skutecznej akcji jej syna, przeprowadzanej wśród jego kolegów i koleżanek. Genia i tak czuje się wygrana, ale przekazuje nagrodę kolejnej wybranej przez Was osobie, zgodnie z duchem sprawiedliwej rywalizacji.
Decyzję Geni postanowiliśmy jako Komisja uszanować w pełni. Gratulujemy jej syna!!! To rzadkość, żeby nastolatek tak energicznie zaangażował się w tak odległą od nastoletniego świata kwestię jak konkurs rękodzielniczy.

Tym sposobem Nagrodę Publiczności otrzymuje Szyjąca Bez Bloga, która po dwóch zwyciężczyniach ma największą liczbę głosów.


***
To teraz, kiedy już wszystko wiadomo, mogę sobie pozwolić na podzielenie się własnymi przemyśleniami i zdradzić co nieco zza kulis wybierania zwyciężczyni.

Pomysł Konkursu Szatańsko Kreatywnego przyszedł mi do głowy dość dawno. Bardzo długo dyskutowałam ze Ślubnym i Mamą Moją Rodzoną Jedyną, czy taka formuła konkursu - wymagająca od Was kreatywności, zaangażowania, czasu i wysiłku - jest dobrym pomysłem. Ale pomyślałam - raz kozie śmierć, raz Intensywnie Kreatywnej biada - robimy! Najwyżej zgłosi się do konkursu niewiele osób...
Nie doceniłam Was!!! Bardzo Was nie doceniłam. Ilość Dzieł Kreatywnych przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Ich kreatywność - momentami dech mi zapierało! 

Biję brawo tym głośniej, że wiem, iż wiele osób zrobiło coś zupełnie dla nich nowego. Walczyło z czasem i materią. Pierwszy raz w swojej rękodzielniczej historii przekładało własne pomysły "z głowy" na rzeczywistość. Podejmowało ryzyko, eksperymentowało!

Nawet nie wiem, jak ja to mam napisać, żeby nie zabrzmiało ckliwie... a co tam! Napiszę, jak mi się na klawiaturę pcha - jesteście wielcy, kochani, szaleni, kreatywni, genialni, odważni i każdy, ale to każdy z Was jest zwycięzcą w tym Konkursie!!! 

***
To teraz pozwolę Wam zajrzeć za kulisy działania Komisji Konkursowej z Piekła Rodem. 
Każdy z nas zrobił sobie krótką listę Dzieł, które go zachwyciły, zaintrygowały, zadziwiły. Tylko, że ta krótka lista czasami była dość... długa :))) Kilkanaście pozycji co najmniej.
Później był najtrudniejszy moment - każdy z nas zawęził listę do pięciu dzieł i przyznał im punkty - od 5 do 1.

Na tej liście Kandydatów do Zwycięstwa znalazły się w kolejności alfabetycznej:
- Aga i jej komiks - Spodziewaliśmy się wszystkiego, ale żeby się komiks w Konkursie pojawił, to na pewno nie! A ja - prywatnie zupełnie - mam nadzieję, że Aga nie zakończy swojej przygody z rysowaniem na tej jednej stronie!!!
Zdjęcie dzięki uprzejmości Agi

- Ania i jej kolaż - Szczególnie doceniamy tutaj kwestię połączenia wielu technik twórczych w jedno oszałamiające Dzieło, tak pięknie oddające charakter i zainteresowania autorki. O talencie do rysowania i malowania nie wspominamy nawet!
Zdjęcie dzięki uprzejmości Ani

- Anka i kamizelka/sweterek - pomysłowość i wykonanie tego sweterka zachwyciło nas niewiarygodnie. Nie tylko jest wielofunkcyjne, ale jeszcze dwustronne i kolorystycznie doskonałe.
Zdjęcie dzięki uprzejmości Anki

- Babaruda i jej bluzka na motywach Echo Flower - Zostałam upoważniona przez Mamę Moją Rodzoną Jedyną do napisania, że trwa w niemym zachwycie nad tym Dziełem!!! Perfekcja wykonania, oryginalne zastosowanie wzoru, estetyka na najwyższym poziomie. Podsumowując - piękne!
Zdjęcie dzięki uprzejmości Babyrudej

- Dorota z Szortami Igłołamaczami - To, co zrobiła Dorota, na co się porwała, wymaga gromkich braw! Nie tylko jako osoba będąca dopiero na początku swojej krawieckiej drogi, uszyła bardzo poprawny technicznie "spodzianek", ale podeszła do tego twórczo i niesztampowo - ryzykując łączenie materiałów. I nie tylko uszyła, ale jeszcze opisała swoje doświadczenia lekko i dowcipnie. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem!
Zdjęcie dzięki uprzejmości Doroty

- Inez - Jej buty sprawiły, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy są jakieś granice Waszej kreatywności!!! Nie tylko wykonanie zrobiło na nas wrażenie. Także fakt, że to projekt w stu procentach autorski - dosłownie senne widzenie zamienione w rzeczywiste Dzieło!
Zdjęcie dzięki uprzejmości Inez

- Martuuha i jej sweter długo dziergany - Wielkie wrażenie zrobiło na nas to, że to był pierwszy sweter, jaki Martuuha dziergała!!! Nie byle jaki sweter, dopracowany, pomysłowy, wymagający cierpliwości! Bijemy gromkie brawa.
Zdjęcie dzięki uprzejmości Martuuhy

- Ola K i poduszka bardzo męska - nie tylko Ślubny docenił to, że poducha powstała jako prezent dla męża. Cała Komisja w zachwycie podziwiała pomysłowość, wykonanie, walory użytkowe! Cud prosto spod stopki maszyny!
Zdjęcie dzięki uprzejmości Oli

- Perfidny Obibok i jej blog Szkoła Szydełkowania - Zauważona przez Komisję za całokształt. Zawartość merytoryczną bloga, jego stronę graficzną, umiejętności pisania pięknie i poprawnie. Ale przede wszystkim za chęć i  umiejętności dzielenia się szydełkową wiedzą.
Zdjęcie dzięki uprzejmości Ani

- Szyjąca Bez Bloga i Czarna Owca - Owca skradła nasze serca bezapelacyjnie. Oryginalny pomysł, perfekcyjne wykonanie i to, że Owca po prostu ma charakterek! Ślubny zapałał do Owcy szczególnym uczuciem od pierwszego rzutu oka na zdjęcie - wcale się nie dziwimy, ma nieodparty urok.
Zdjęcie dzięki uprzejmości Szyjącej Bez Bloga

Ale na pochwały zasługują wszystkie Dzieła razem i każde z nich z osobna, bo nawet jeśli nie znalazły się na punktowanej liście, to zachwycały nas, bawiły, zadziwiały. A można je podziwiać nadal na stronie konkursowej.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim, którzy wzięli w Konkursie udział.
Bijemy Wam gromkie brawa
i
podziwiamy za szatańską kreatywność!!!


poniedziałek, 14 października 2013

LICZNIK OSIĄGNĄŁ STAN SZÓSTKOWY!

Licznik osiągnął (i przekroczył) stan szóstkowy - Konkurs Szatańsko Kreatywny uznajemy oficjalnie za zamknięty.


Zgodnie z Regulaminem Komisja Konkursowa z Piekła Rodem w składzie: Ślubny, Ulubiona Teściowa Ślubnego oraz Żona Jak Dotąd Jedyna mają przed sobą trzy trudne doby. Zwycięzca zostanie ogłoszony w czwartek 17. października roku pańskiego 2013 pomiędzy godziną 15:00 a 16:00 i zostanie obdarowany Nagrodą Główną.

Ale dla Was to także czas wyboru!!!
Na pasku po prawej stronie pojawi się za chwilę ankieta zawierająca numery Dzieł Kreatywnych oraz imiona ich twórców. Przez trzy kolejne dni możecie oddawać głosy na Dzieła, które zrobiły na Was największe wrażenie. Można głosować na kilka wybranych Dzieł. Wasze głosowanie skończy się również w czwartek 17 października 2013 punktualnie o godzinie 15:00. 
Dzieła można podziwiać, porównywać, analizować i rzucać na nie okiem na Stronie Konkursowej.

Osoba wybrana przez Was, szanowni zaglądający na Róg Renifera, otrzyma (przygotowaną już "niespodziankową") Nagrodę Publiczności. Przy czym, jeśli okaże się, że Wasz wybór najlepszego Dzieła pokrywa się z wyborem Komisji Konkursowej, to Nagroda Publiczności zostanie wysłana  do drugiej wybranej przez Was osoby tak, żeby uhonorowani zostali dwaj twórcy Dzieł Kreatywnych.

Bawcie się dobrze, wybierając Waszych faworytów. Trzymajcie za nich kciuki. A my... czując ciężar odpowiedzialności, idziemy podejmować decyzję, kto zostanie Głównym Zwycięzcą Konkursu Szatańsko Kreatywnego.

czwartek, 26 września 2013

STAN PEŁNEJ GOTOWOŚCI

Moment zakończenia Konkursu Szatańsko Kreatywnego zbliża się wielkimi krokami. Do końcowego stanu licznika (666.666) zostało nam około 30.000 wejść. Ogłaszając Konkurs, szacowałam, że wielki finisz nastąpi gdzieś w listopadzie, ale... okazuje się, że licznik przyspieszył na tyle mocno, że dziś mogę zaryzykować stwierdzenie - będziemy finiszować za jakieś dwa tygodnie!
To ważna informacja dla tych, którzy jeszcze tworzą swoje Dzieła Konkursowe lub mają je dopiero w planach - czasu jest mniej, niż zakładaliśmy na początku Konkursu!
Mamy już 21 Dzieł Konkursowych, które można podziwiać na stronie Konkursu. Komisja Konkursowa z Piekła Rodem zaczyna odczuwać lekki zawrót głowy. W związku z tym, że w ten weekend będziemy odwiedzać obie mamusie w rodzinnych stronach, nastąpi zapewne pierwsze, jeszcze nieoficjalne posiedzenie jury... bardzo tajne.
Ale fakt, że koniec bliski, miał także wpływ na moje tempo przygotowań Nagrody Głównej. Wszystko było gotowe, tylko okładka na kalendarz czekała na dostawę rzeczonej makulatury do pobliskiego papierniczego. Panie czuły się bardzo zmotywowane, ale nie ma się czemu dziwić, skoro wpadałam tam co trzy dni, pod pretekstem zakupu długopisu, kalki ołówkowej lub linijki i pytałam namolnie, kiedy ja ten kalendarz pędem nabędę. Nabyłam w poprzednim tygodniu, a dziś uszyłam okładkę z haftowanym panelem, który był pokazywany na samym początku przygotowań Nagrody Głównej. 

Szyło się znacznie szybciej niż haftowało :)

Tym sposobem mam komplet dodatków ręcznie robionych do Nagrody Głównej! Wszystkie "rzeczy kupne" też już są na Rogu Renifera (zarówno w wersji dla szyjących, jak i dziergających) - ale tego, zgodnie z zapowiedzią z początku Konkursu - nie pokazuję. Niech ta część Nagrody Głównej pozostanie pełną niespodzianką.
Natomiast komplet ręcznie robionych dodatków pokazać mogę:

A zatem my - pomysłodawcy tego szaleństwa - osiągnęliśmy stan pełnej gotowości! Spokojnie, choć zżerani ciekawością, czym nas jeszcze zdołacie do końca Konkursu zaskoczyć, czekamy na  poszóstny stan licznika.

czwartek, 22 sierpnia 2013

TAJEMNICZE CZARNE PUDŁO - odsłona pierwsza

Wychodzę z założenia, że zawsze obowiązuje zasada - przede wszystkim wymagaj od siebie. Nawet podwójnie, jeśli wymagasz od kogoś...
A skoro Konkurs Szatańsko Kreatywny ma regulamin, który zmusza Was do wysiłku, to zgodnie z powyższą zasadą... ja powinnam włożyć co najmniej dwa razy tyle wysiłku w skompletowanie Nagrody Głównej. 

I o ile elementów zasadniczych - czyli rzeczy kupowanych, z których Wy sami będziecie mogli coś stworzyć/uszyć/wydziergać/wykombinować* (*właściwe radośnie podkreślić :))), nie mam najmniejszego zamiaru pokazywać. Niech zostaną wielką miłą niespodzianką. O tyle dodatkowe drobiazgi, stworzone moimi górnymi kończynami, stopniowo zostaną ujawnione w ramach zanęcania, zachęcania i motywowania Was do uczestnictwa w Konkursie.

Wracamy to tytułowego Tajemniczego Czarnego Pudła. Ślubny został wczoraj grzecznie poproszony o szybki wypad do schowka i sprawdzenie, czy mamy tam jakoweś tymczasowe pudełko na gromadzące się elementy Nagrody Głównej. Po minucie dostarczył mi coś w bardzo adekwatnym smolistym kolorze:

A w pudle na zwycięzcę konkursu czeka już:
1. Element haftowany. Na razie w formie półproduktu, który zostanie wkomponowany w okładkę kalendarza na rok 2014 lub zeszytu ("lub" wynika tylko z chwilowego deficytu porządnych kalendarzy na przyszły rok; jednak mam nadzieję, że uda mi się coś odpowiedniego kupić, zanim nadejdzie moment wysyłki).
Przypominam, że pomysł na element haftowany rzucił się na mnie w czasie szycia Spodzianków, kiedy okazało się, że mam kawałek materiału z całym motywem wzoru:

Po "obróbce zdobniczej" - zwykła maszynowa nitka w dwóch kolorach, 12 koralików, dwa dni wielkiej radości wyszywania - Element wygląda dziś tak:

2. Chusta Summer Flies w estońskich zieleniach:

Raczej do ozdoby niż otulania się, bo po pierwsze to estońska wełna... zgryźliwa nieco :))), a po drugie wielkościowo należy do tych mniejszych. Ale za to nitka była na tyle "dobrze ułożona", że chusta zyskała piękną ciemnozieloną plisę wykończenia.

3. A skoro chusta jest mała i raczej ozdobna, to nie może zabraknąć czegoś do otulenia się w jesienne i zimowe wieczory - powstaje zatem Pastelowy Szal:

Szal robiony z niteczki ze sporą zawartością moheru i wełenki - grzeje w cudownie miękki sposób. Schemat z głowy, bo tak mi się spodobał jeden z wzorów z chusty, że nie mogłam się oprzeć, żeby nie zacząć kombinować, jak go wykorzystać i w szalu.

4. i 5. "Rzeczy Kupne" do kreatywnego wykorzystania, które już udało się nabyć, więc o nich cicho sza! 

A ja siedzę i kombinuję, co dalej, bo przygotowywanie elementów nagrody i planowanie zakupów jest niewiarygodną frajdą.
I żeby nie było wątpliwości - Konkurs wygrywa jedna osoba... i całe pudło z zawartością wędruje do niej. Tylko zaczynam się obawiać, że to może być bardzo duże pudło :)))

Kto już działa, za tego trzymam kciuki. Kto jeszcze kombinuje, temu życzę, żeby go natchnienie dorwało jak najszybciej. A jeśli ktoś się jeszcze zastanawia, czy brać udział... bardzo zachęcam :)))

***
I jeszcze z innej beczki - rok temu męczyłam mailowo Ulę, że ja chcę, domagam się, bardzo sobie życzę raportów zdjęciowych z jej "udziergów" (część z nich można pooglądać w Galerii Rzeczy Razem Robionych - szukamy zdjęć Uli). A w ogóle to może niech założy bloga, to wtedy przestanę ją dręczyć o maile...
I dzisiaj mogę z wielką radością zaprosić do Uli, na "jej własny kawałek blogowej podłogi" - blog Prawo Lewo. Ula, trzymam kciuki i niech Ci blogowa aktywność sprawia jak najwięcej radości!

piątek, 2 sierpnia 2013

KONKURS SZATAŃSKO KREATYWNY

Jak doskonale wiedzą stali bywalcy Rogu Renifera z zabawami/"candy"/"rozdawajkami" jakoś mi nie po drodze. Ale są takie okazje, których po prostu nie można nie uczcić porządnym Szatańskim Konkursem z nagrodami z piekła rod... od Intensywnie Kreatywnej :)))

Kiedy na blogowym liczniku pojawiło się 200 000 odwiedzin, to zażartowałam, że takiej liczby nie ma co świętować, ale - i tu cytat ze mnie samej - "już obiecuję, że licznik 666 666 zostanie uczczony stosowną imprezą rozdawniczą". A ja słowa dotrzymuję, dlatego

 
Zasady:
1. Konkurs zaczyna się dziś, kiedy stan licznika jest gdzieś w okolicach 555 555.

2. Waszym zadaniem jest stworzenie Dzieła, zwanego dalej Dziełem Kreatywnym, które będzie nawiązywało do hasła:
"Na Rogu Renifera zarażają kreatywnością w szatański sposób."

Dzieło Kreatywne może być dowolne, oby miało charakter twórczy i autorski. Dla przykładu może to być obiekt szyty na maszynie lub ręcznie (spodnie, spódnica, spódnico-spodnie, chustka do nosa itp.), robiony na drutach, szydełku (sweter, chusta, rękawiczki z palcami i bez itd.), na igle do frywolitek, wyhaftowany, ale też decoupage, wyklejanka, obraz olejny, wiersz, sonet, fraszka, limeryk, zdjęcie, pieśń okolicznościowa, grafika komputerowa i co Wam jeszcze przyjdzie do głowy, bo przecież jest to Konkurs SZATAŃSKO Kreatywny. Nie ma żadnych ograniczeń!
Ważne, żeby Dzieło miało wyraźnie widoczną lub diabolicznie skrytą inspirację pochodzącą z tego bloga. Przy czym inspiracją może być coś na blogu pokazanego, a stworzonego moimi lub Ślubnego łapami, ale też tytuł wpisu, zdjęcie, nagłówek itp. - pokażcie po prostu, że "kreatywna zaraza" z tego bloga dopadła i Was :)))

3. Zdjęcia Dzieła Kreatywnego lub jego treść (jeśli ktoś wiersz napisze na przykład lub skomponuje utwór muzyczny :))) należy przesłać na adres mailowy widoczny po prawej stronie pod mało szatańskimi malinkami. 
Jednocześnie przysłanie maila jest traktowane jako zgoda na pokazanie stworzonego Dzieła Kreatywnego oraz ewentualne wykorzystanie całości lub fragmentów maila jako opisu do Dzieła zamieszczanego na blogu, na podstronie Szatańskiego Konkursu (dostęp do podstrony Szatańskiego Konkursu po kliknięciu w banner konkursowy, który będzie widoczny na stałe pod nagłówkiem bloga; uczestnicy Szatańskiego Konkursu mogą bez pytania umieszczać powyższy banner na swoich blogach).
W treści maila możecie napisać, co było Waszą inspiracją do stworzenia Waszego Dzieła szczególnie, jeśli Wasza kreatywność będzie chadzała krętymi ścieżkami i Komisja Konkursowa Z Piekła Rodem się sama nie domyśli.
Jeśli swoim dziełem będziecie się od razu chwalili u siebie na blogu, to w mailu także linka do tego "chwalenia" poproszę, to będę od razu linkować Wasze zdjęcia z wpisami.

4. W Szatańskim Konkursie może wziąć udział każdy. Nie trzeba być Obserwatorem bloga, zostawiać żadnych komentarzy z chęcią uczestnictwa, "polubić" mnie lub bloga na żadnym z portali społecznościowych.

5. Dopuszczalne jest tworzenie Dzieł Kreatywnych grupowo, rodzinnie, z dzieckiem, z koleżanką. Jednak nagroda pozostaje wtedy taka sama, do podziału przez grupę tworzącą we własnym, dowolnie sprawiedliwym zakresie. 

6. Konkurs trwa do momentu, kiedy na liczniku pojawi się 666 666 odwiedzin i ani minuty dłużej.
Obserwując statystyki bloga przewiduję, że te nieco ponad 100 tysięcy odwiedzin (od 555 555 do 666 666) zostanie osiągnięte mniej więcej w sto dni. Oznacza to, że macie około trzech miesięcy na kombinowanie, działanie i wysyłanie maili.  
Dla Waszej wygody licznik został przesunięty w górę, żeby był stale widoczny i łatwiej było kontrolować, ile czasu pozostało do osiągnięcia sześciu szóstek i zamknięcia Konkursu.

7. Zasady wyłonienia zwycięskiego Dzieła Kreatywnego - wygra projekt, który rzuci nas na kolana swoją kreatywnością i oryginalnością podejścia do interpretacji konkursowego hasła.

8. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w ciągu trzech dni od momentu pojawienia się szatańskiego licznika i zamknięcia konkursu.
Komisja Konkursowa z Piekła Rodem jest trzyosobowa: oprócz Ślubnego i mnie pojawi się osoba, której na co dzień nie widzicie i nie słyszycie, ale która żywo interesuje się moim blogowym życiem, zagląda wytrwale na Wasze blogi i kibicuje Wam równie mocno jak ja  - Mama Moja Rodzona Jedyna.

9. Nagrodę prześlemy pocztą lub inną firmą kurierską zależnie od indywidualnych ustaleń ze zwycięzcą.
Od razu uprzedzam ewentualne pytania - konkurs jest otwarty także dla osób mieszkających za granicą. Nagrodę zobowiązujemy się wysłać także na adres poza terytorium Polski.

10. Nagroda jest nagrodą niespodzianką, o wielu składnikach.
Przy czym w mailu zgłoszeniowym proszę o podanie, czy w razie wygranej chcecie otrzymać nagrodę o charakterze: krawieckim, drutowo-szydełkowym czy mieszanym

***
Bawcie się szatańsko, myśląc, kombinując, inspirując się, tworząc, śledząc poczynania innych i czekając na ogłoszenie wyników tuż po tym, kiedy licznik pokaże 666 666 :))))


*** Aktualizacja z 18 września 2013 ***
Zapytano mnie wczoraj, czy można zgłosić kilka Dzieł Konkursowych, bo urodził się nowy pomysł, nowa koncepcja, nowe szaleństwo. W Regulaminie wszędzie piszemy o "Dziele" w liczbie pojedynczej i takie było założenie konkursowe - można przysłać jedno Dzieło.
Jednak nie chcę krępować (żeby nie napisać - dusić :)))  Waszej kreatywności (bo to na bank jest niezgodne z zasadami Konkursu ;))), dlatego zapadła wczoraj decyzja, że...
W trakcie trwania Konkursu, czyli do momentu wskazania przez licznik samych szóstek, uczestnik ma prawo do wymiany Dzieła Konkursowego na inne.
Mam nadzieję, że takie rozwiązanie usatysfakcjonuje (trudne słowo :)) te osoby, które mają głowę pełną pomysłów.


poniedziałek, 16 kwietnia 2012

CO BY TU...???

Co by tu zrobić ze sobą??? Mam wolne pięć dób. To znaczy od Ślubnego mam wolne i od obowiązków małżeńskich (i proszę tu nie chichotać, bo akurat gotowanie miałam na myśli), bo niestety zawodowo, to mam "niewolne". Ale i tak bilans godzin, które mogę przeznaczyć na rozrywki własne, wychodzi na plus. 
A Ślubny oddalił się w kierunku stolicy, by jutro bladym świtem odlecieć do Mediolanu w celu nawiedzenia międzynarodowych targów dizajnu, czyli wykorzystania tej nagrody, którą sponsoruje IKEA. O kwestii sponsorowania (i pewnych paradoksach) napiszę podsumowując cały wyjazd, czyli w okolicach weekendu.

Oczywiście przedwyjazdowe poszukiwania bilonu spełzły na niczym, ale szczerze mówiąc, wczoraj nie przykładałam się już zbytnio do przedzierania się przez mienie ruchome. Nie za bardzo byłam w stanie, bo mnie gięło, coś jakby przeziębieniowo - najwidoczniej wyłazi mi bokiem i nosem wieszanie prania na tarasie w stroju niezbyt adekwatnym do temperatury (jak bardzo był on nieadekwatny nie będę opisywać, bo mi się od Mamy oberwie telefonicznie, że o siebie nie dbam). 

Z ciekawostek przedwyjazdowych należy jednak wspomnieć o skoku ciśnienia tętniczego krwi, jakiego doświadczył dziś rano Ślubny (a dwadzieścia minut później ja), kiedy to udał się przezornie wykupić ubezpieczenie na czas podróży i w przytomności agenta ubezpieczeniowego stwierdził, że zgubił dowód osobisty... Wywróciliśmy na lewą stronę jego torbę i torbę na laptopa, Ślubny postawił na nogi całą firmę, bo może ten dowód gdzieś w biurze posiał i... nagle go olśniło, że nosi dokument tożsamości od kilku dni w kieszeni kurtki, bo szedł na zebranie i miał w planach podpisywanie petycji, wezwań i manifestów i zabrał na wszelki wypadek dowód i zapomniał włożyć z powrotem do portfela. Czyli przez jakieś pół godziny cały wyjazd zawisł na włosku (nomen omen).

Uprzedzam także, że Ślubny odjechał z aparatem fotograficznym, czyli dzisiaj zdjęcia będą (zrobiłam sobie na zapas), ale kolejny wpis może być bezzdjęciowy, ale za to jak już Ślubny wróci, to będzie cała relacja fotograficzna z pobytu w Mediolanie.

Zanim do robótek, to może jeszcze pokażę Wam niedzielny poranek, a raczej to, co nas w niedzielny poranek powitało na parkingu przed domem.
 
Rowerzyści nas najechali zbiorowo, bo tradycyjnie, jak co kwiecień, odbywał się wyścig. Jak się dobrze przyjrzycie, to widać na szybie krople deszczu - nie mieli kolarze najlepszej pogody. Nie udało mi się uchwycić momentu, kiedy jakiś rowerzysta-ekshibicjonista zmieniał gatki..., ale widok był bezcenny :))
Ślubny, idąc po zakupy, machnął zdjęcia ze startu całej tej imprezy (gdzie wszyscy byli już ubrani od stóp do głów, ku memu rozczarowaniu).

I jeszcze jedno zdjęcie, gdzie w perspektywie widać nasz ekstraordynaryjny ratusz na osiedlowym rynku, czyli placu głównym i reprezentacyjnym.

To tyle o kulturze fizycznej. Teraz o robótkach. Obrus Cioci Maryli rośnie. Jestem obecnie w 182. okrążeniu (z 206), czyli mam na drutach... nie mam pojęcia, ile oczek, bo się boję policzyć, ale powinnam jutro skończyć. I jak skończę, to stanę przed wyzwaniem blokowania okrągłego obrusa... Mam w planach wykorzystać moje wieeeeeeeeelkie hula-hop, ale to się uda tylko, jeśli średnica obrusa wyjdzie mniejsza niż moje kółeczko do kręcenia, bo jeśli wyjdzie większa, to pójdę sobie kupić trzy tysiące szpilek i poświęcę jedno przedpołudnie na mozolnie upinanie tego giganta.
Brak aparatu fotograficznego może uniemożliwić dokumentowanie tego zajęcia, ale jeśli okaże się, że będę szaleć z blokowaniem na hula-hop, to zostawię całość do soboty i machnę zdjęcia po powrocie Ślubnego, bo widok może być niezapomniany.

W wersji "zewłokowej" Ciociny Obrus tradycyjnie wygląda smętnie:

I tak, jak pisałam cała biała część, to wariacja na temat pawich oczek:

I jeszcze na deser Mały w towarzystwie ulubionej zabawki:
Gdyby ktoś nie skojarzył, to wyjaśniam, że ulubioną zabawką są firanki. Idealnie jest, gdy do firanki dołączona jest w pakiecie piłeczka ping-pongowa (na zdjęciu widoczna po lewej, zaplątana w tkaninę, kolor zielony). Gdybym ja miała te firanki przypięte żabkami... codziennie rano zbierałabym materiał z podłogi i wieszała na nowo. Dobrze, że nie lubię tradycyjnych karniszy i wykorzystaliśmy metalowe żyłki do wieszania - prosto z IKEI.

To ja się oddalę do kuchni, zrobię sobie gorącą czekoladę (jako lekarstwo na przeziębieniowe gięcie), włączę sobie "Uciekaj, Króliku" (tak, jeszcze nie przebrnęłam przez całość, bo mogę słuchać tylko w małych dawkach, inaczej zaczynam szukać w otoczeniu obiektu do wyładowania irytacji, frustracji i innych -acji) i będę dalej robić obrus. 
PS. Ślubny porównał kiedyś robienie na okrągło na drutach z żyłką do wpadnięcia na rondo i kręcenia się w kółko bez możliwości lub umiejętności zjechania :)))))))))) - czyli idę wpaść na rondo, okrążenie 182.

piątek, 30 marca 2012

AND THE WINNER IS...

Proszę wstać, zostanie ogłoszony zwycięzca.

Blogowa Komisja Konkursowa zadecydowała, że nagroda główna w konkursie IKEA 2012 zostaje przyznana 
BRAHDELT.

Proszę usiąść, Komisja poda uzasadnienie.
Postanowiliśmy, że każdy z nas (czyli ja, Ślubny i Rodzona Moja Jedyna Mamusia) wybiera trzy najlepsze komentarze i za pierwsze miejsce przyznajemy 3 punkty, za drugie 2 i za trzecie 1. Tym sposobem było jak w banku, że uda się uniknąć karczemnych awantur, używania argumentów siły i kłótni rodzinnej tuż przed świętami.
I tu oświadczam, że działając niezależnie i z dala od siebie (ja przy laptopie w kuchni, Ślubny z padzikiem na antresoli i mama 450 kilometrów od nas, we własnych domowych pieleszach) wszyscy jednogłośnie przyznaliśmy pierwsze miejsce właśnie Brahdelt (drugie i trzecie miejsca były już znacznie zróżnicowane).
Cytując maila mojej Rodzonej z uzasadnieniem wyboru: "intrygujące i plastyczne spojrzenie na przedmiot i otoczenie". Ślubnemu "leżało całościowo i grało językowo", a mnie urzekł "dom dla lalek".

Gratulujemy wszyscy i IKEA też. I pozwolę sobie na prywatne podsumowanie - bardzo Wam dziękuję za zaangażowanie i wysoki poziom komentarzy. Wasze skojarzenia były piękne, ciekawe, nietypowe, intrygujące. Miło było czytać. Trudno i boleśnie było wybierać.

Poza zwycięskim komentarzem, postanowiliśmy także przyznać wyróżnienie, nagrodę pocieszenia za drugie miejsce, wysyłankę-niespodziankę za - znowu cytując Rodzoną Mamusię - "za dowcip i Don Speakera" dla 
Wioletty.

Na dziś to tyle - cała uwaga, reflektory i światła ledowe Lampeduzy skierowane na Was, biorących udział w konkursie, a głównie na zwyciężczynię.

Ale, żeby się w zajawkach jakieś zdjęcie wyświetlało, to na koniec Mały jako żywa ilustracja znanego: "łapy, łapy cztery łapy".

Jeszcze raz gratulujemy!!! Mały też!

środa, 28 marca 2012

FENIKS Z POPIOŁÓW

Feniks, czy inne smoki będą na końcu, ale najpierw ogłoszenie parafialne oraz kwestie papiernicze.

***
Przypomina się uprzejmie, że jutro o północy mija czas przeznaczony na pozostawianie komentarzy w Konkursie IKEA 2012!!! Kto czekał na ostatnią chwilę... to ona właśnie nadeszła i czas się brać do roboty i pisać.

Blogowa komisja Konkursowa już powolutku podczytuje Wasze komentarze. Stan na dziś jest taki: mamy 19 kandydatów do wygranej, wszystkie komentarze mają w sumie 2078 słów, 13 272 znaków liczonych ze spacjami.  

***
Ślubny spędził ostatnie dwa dni snując się po targach poligraficznych, oczywiście snuł się w celach czysto zawodowych, ale... czy ja nie pisałam całkiem niedawno, że Ślubny z każdych targów wiele wynosi (wieloznaczność czasownika "wynosi" zamierzona). Co wyniósł zawodowo, to ja mniej więcej wiem, ale nie to jest interesujące. Znacznie lepsze jest to, co wyniósł materialnie. Otóż jego jedyna jak do tej pory żona dostała dzisiaj targowy gadżecik - zeszyt, ale jaki!!! Z malinami!!!

A jak ktoś nie zauważył, to ja maliny bardzo, bardzo... co nawet na blogu widać. Jeść lubię - w każdej postaci, od surowej do przetworzonej. A poza tym ja jestem Malinowska z domu, więc jak mogę nie mieć sentymentu.
W ramach przedziwnych gadżetów na targach rozdawano także (kolejność wymieniania przypadkowa): zakładki do książek z magnetyczną zapinką, żeby się dało przytwierdzić do strony, nici dentystyczne do szurania po zębach, zapałki, jabłka (jak najbardziej jadalne), nasiona rzeżuchy... coś jakbyśmy reklamowo w ekologię szli, patrząc na te dwie ostatnie pozycje rozdawnicze.

*** 
No i teraz będzie gwóźdź programu, Feniks z Popiołów, Projekt Pokutujący, Czkawka Krawiecka (jeszcze nie zdecydowałam, która z trzech nazw najbardziej pasuje :).
Kto pamięta jeszcze, jak to tuż przed przeprowadzką na Róg Renifera miałam Syndrom Odstawienia od Maszyny i w ramach terapii dorwałam fioletową cieniutką siateczkę w chińskie smoki i inne ornamenty wschodnie i nawet zrobiłam wykrój? Chyba tylko najstarsi czytelnicy pamiętają.
I znowu się powtórzę, że ja na drutach mogę robić w dowolnym momencie, nawet w samym środku remontowego tajfunu i bankowej katastrofy, ale do szycia muszę mieć zupełnie spokojną głowę i żadnego mętliku i kociokwiku dokoła. Dlatego Projekt Pokutujący zatrzymał się na etapie zrobionego wykroju i leżał, i leżał, i przeprowadził się na Róg Renifera i dalej leżał w jednej szafie, w drugiej szafie, aż w końcu  mnie odblokowało.
Metry materii zostały wywleczone, Burdy i inne pomoce naukowe przejrzane, model zmieniony, wykrój zrobiony na nowo, wszystko, co potrzeba skrojone i... czuję się szczęśliwa. Bo to znaczy, że moje życie wróciło do stuprocentowej normy, okres błędów i wypaczeń (błędów mało, wypaczeń sporo) za mną. Wiosna przyszła (śnieg w weekend zignoruję). Żyć, nie umierać. A poza tym Kącik Szalonej Rękodzielniczki sprawdza się idealnie - powierzchnie płaskie w nadmiarze, wszystko pod ręką, bałagan można porzucić w dowolnej chwili i nawet się za siebie nie obejrzeć, oddalając się do innych zajęć.

Ale do rzeczy, czyli do Feniksa. Koncepcja, że ma być bluzeczka, się nie zmieniła, ale model będzie nieco prostszy niż poprzednio kombinowałam - materiał jest tak ozdobny, że co za dużo, to nieelegancko (Diana 4/2011).

Jak widać lekko folkowe klimaty pozostały. Marszczenia na tak miękkim i cienkim materiale powinny wyjść genialnie, a w ramach dodatków wystąpi fioletowa wstążeczka (zostało mi jakieś cztery kilometry z szalonych zakupów w celu upiększenia Lampeduzy - teraz będzie jak znalazł).

Oczywiście prace krawieckie nie mogą się odbywać bez udziału Naczelnego Pomagiera. Najpierw się kocio wpakowało na stół i zaprezentowało lekkie ofukanie, że miejsca mało, nie ma gdzie się rozkładać i polegiwać.

A w sekundę później Mały już się zadomowił, rozsiadł i czekał na rozrywki.

***
Do piątku... w piątek będą wyniki... popołudniowym-wieczorem będą... I w piątek pewnie będę szyć, więc może nawet uda się pokazać jakieś fragmentaryczne sukcesy na Denatce.

piątek, 23 marca 2012

EKHUMMM, EKHUMMM...

Najpierw ilustracja mojego stanu ducha.

I ten stan ducha trwa od dwóch dni, ale się nie chwaliłam publicznie, że mnie nosi z radości, bo musiałam przetrawić w cichości ducha. Siedziałam zatem jak zadowolony z życia kot przez 48 godzin, popiskiwałam z ukontentowania i pławiłam się w całym oceanie wewnętrznych ochów i achów (na zewnątrz oczywiście udawałam, że mnie nie rusza, że ja na takie wydarzenia to nawet lewą powieką nie mrugam i podchodzę do nich jak Eskimos do silnych mrozów).

Powód?
Proszę bardzo:
Zdjęcie pochodzi z albumu "Lombardia", którego autorem jest Pierluigi Panza.

Wygraliśmy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wpis o Lampeduzie i dizajnie, co to wzbogaca wygrał część konkursu IKEA 2012 przeznaczoną dla blogerów. A to oznacza, że w kwietniu Róg Renifera zawita do Mediolanu, a ściślej zawita tam na cztery dni Ślubny. 
Na oburzone głosy, czemu Ślubny a nie ja albo nie razem, od razu wyjaśniam, że razem nie możemy z powodów rodzinno-domowych, a ze względu na to, że głównym celem są międzynarodowe targi mebli bardzo dizajnerskich, to Ślubny więcej z nich wyniesie (ja bym parę katalogów i długopisów reklamowych przywiozła do domu, a on może jakieś krzesełko składane chociaż... wyniesie :)))).

Tym samym zachęcam tych, co się jeszcze zbierają w sobie i przygotowują psychicznie, żeby się jednak wzięli w garść i przystąpili do części konkursu IKEI przeznaczonej dla czytelników bloga - macie czas do 29 marca. Dla tych, co są nieświadomi - wygrana to 100 złotych w formie bonu do wydania w IKEI oczywiście. Wszelkie szczegóły znajdziecie we wspomnianym wpisie i tam też należy pozostawiać konkursowe komentarze.
Blogowa Komisja Konkursowa śledzi Wasze zeznania na temat wcieleń Lampeduzy na bieżąco, przemyśliwa i kombinuje, a także ostrzy pazury i już nastawia się na ostrą (merytoryczną oczywiście) walkę w czasie obrad jury.
 

niedziela, 18 marca 2012

W SZPRYCHACH NAŁOGU

Idealny weekend na ponowne wpadnięcie w szpony, a raczej w szprychy rowerowego nałogu. W piątek pojazdy umyłam z zimowej warstewki kurzowego nalotu. W sobotę Ślubny wyposażony w pompkę i samochód (jako źródło elektryczności) napompował koła i... machnęliśmy wczoraj rozgrzewkowe 13km. Bolały mnie bynajmniej nie nogi, tylko to miejsce, skąd one wyrastają. Ale przecież jak jest taka pogoda, to nie można nie wykorzystać, więc dzisiaj poprawiliśmy statystyki jeszcze dłuższą trasą. 
Przy okazji - kto wie, jaka jest najlepsza i najbardziej uczęszczana ścieżka rowerowa? Okazuje się, że w tej roli idealnie się sprawdza już zbudowana, ale jeszcze nie oddana do użytku obwodnica miasta - w weekend to deptak, promenada, ścieżka rowerowa i raj dla rolkarzy w jednym. Dla wyczynowych rowerzystów też raj na ziemi, bo płasko to na tej obwodnicy bywa, ale rzadko, głównie są jednak podjazdy o sporym nachyleniu (zjazdów relatywnie mniej, bo cały czas miałam wrażenie, że pedałuję pod górkę, i pod górkę, i pod górkę...).

A teraz siedzę sobie na miękkim (żeby mniej bolał tyłek odgnieciony od siodełka) i mogę zdać relację z ostatnich trzech dni.
Po pierwsze przyrosły bluzeczkowe Rudości, czyli do szydełkowego paska, który ma być na poziomie talii dorabiam właśnie dół. Kolejność tworzenia trochę postawiona na głowie, ale co tam, czy to jest powiedziane, że ma być normalnie?
Od razu odpowiem na pytanie, jakie na pewno zada mi Iza w komentarzach - na jakich to "grubaśnych" drutach robię tą cieniznę. Na 3,25.

I tak, dobrze widzicie, pawie oczka będą na końcu, bo mi się zamarzyło, żebym miała na dole urocze falbanki z falkami, a nic tak dobrze nie robi falistych brzegów jak ten wzór. 
Zazwyczaj przy łączeniu różnych nitek i przechodzeniu z szydełka na druty i odwrotnie obie części zszywałam. Tym razem łączenie nie jest zszyte, tylko oczka na druty są nabrane bezpośrednio z szydełkowego paska. Miejsce nabrania i tak zniknie schowane pod rzędem szydełkowych półkoli.

W piątek w ramach szukania sobie powodów do długich spacerów dokonałam oblotu po prawie wszystkich second handach, jakie można znaleźć w Murowanej Goślinie. Oczywiście nie wróciłam z pustymi rękami. Nabyłam drogą kupna z elementami lekkiego targowania się ponad dwa metry ciepłej wełenki w czarno-czerwoną wielką kratko-pepitkę (8 PLN), z której powstanie za parę miesięcy jakaś jesienno-zimowa spódnica na podszewce (chwilowo zdjęć brak, bo w formie płachty materiał nie rzuca na kolana). Oraz... zasłonę, wielką, bawełnianą, cudną (7PLN), z której mam zamiar uszyć wiosenno-letnią spódniczkę. A nie mogłam się oprzeć, bo taki gobelinowy, angielski w klimatach materiał śnił mi się po nocach.
Teraz muszę sobie jeszcze chwilę pospać z rodzącą się ideą, żeby mi się cała spódnica przyśniła, bo na razie wiem tylko tyle, że potrzebuję wstążki w pięknym pistacjowym kolorze, żeby była jako dodatek. 

Poza tym haft się nadal haftuje i zakończyłam część nudną, a przechodzę do części rozrywkowo-kreatywnej, gdzie będę szalała kolorystycznie.

No i Mały - faza na piłeczki pingpongowe nadal kotu nie przeszła, mam nawet wrażenie, jakby uzależnienie od zabawki trochę się pogłębiło. Przy czym po nocy łupania piłeczkami po panelach i płytkach można na przykład zastać rano taki widok w kuchni:
Zwracam uwagę na prawie idealnie symetryczne ułożenie zabaweczek :)

Poza tym Mały przestał przesypiać całe dnie i chować się profilaktycznie w pościeli na najlżejszy dźwięk dochodzących z zewnątrz, a skupia się raczej na aktywnym uczestniczeniu we wszystkim, co się dzieje. Nic, żadna czynność nie może się obyć bez tego, żeby nie wetknął nosa.

Ale i tak największą miłością pała do tkanin okiennych, więc takie obrazki nie są rzadkością:
I uprzedzając Wasze pytania - nie niszczy materiału, co najwyżej obkłaczy, ale z tej sztucznej tkaniny wystarczy strzepnąć. Jedyny problem to ten, że nijak nie możemy dojść z kociem do porozumienia w kwestii właściwego udrapowania i ułożenia firan na podłodze. Co ja je poukładam i wyrównam co do centymetra, to Mały przeleci, poowija się w nie i już leżą po kociemu, czyli w artystycznym nieładzie, wyciągnięte na przykład do połowy salonu...

To ja idę zrobić herbatkę waniliowo-cynamonową, posłucham "Snow Crash" Neala Stephensona (po polsku tytuł przetłumaczono jako "Zamieć"), przepchnę trochę Małego, który zajmuje pół lotniskowca w salonie i powyszywam sobie.

***
I przypominam o konkursie IKEA 2012 - do wygrania 100 złotych do przepuszczenia w sklepach sieci IKEA. Jak na razie Blogowa Komisja Konkursowa Was kocha za sensowne komentarze i jeszcze bardziej za ich poziom. Konkurs kończy się 29 marca o północy, więc nadal jest baaaaardzo dużo czasu.

czwartek, 15 marca 2012

WIELKIE UJAWNIENIE WSZYSTKIEGO, czyli KONKURS IKEA 2012

Panie i panowie, ladies and gentlemen, mesdames et messieurs, уважаемые господа, signori e signore! Oto nadeszła wiekopomna chwila Wielkiego Ujawnienia Wszystkiego, czyli... w końcu przestanę się z Wami drażnić i powiem, o co chodzi. 


28 kwietnia roku pańskiego 2012 pojawi się w sklepach IKEA nowa kolekcja o tajemniczej nazwie IKEA PS 2012, czyli IKEA Post Scriptum. W tym roku hasłem przewodnim kolekcji jest "Dizajn wzbogaca każde wnętrze"* (uwaga gwiazdka jest!, moja gwiazdka, odautorska, ale nie mogłam się powstrzymać od komentarza).
Kolekcja będzie obejmować 46 najróżniejszych różności, od mebla ciężko przesuwnego, czyli komód i regałów, przez meble mobilne, czyli krzesła i stoliki, po akcesoria prawie latające - lampy, misy (o latających dywanach nic nie wiem), itp. Jak to w IKEI wszystko z materiałów ekologicznie pożądanych: oczywiście drewno, ale także egzotyczny bambus, swojski len oraz tworzywa z recyklingu. 
I te różne różności tworzące kolekcję IKEA Post Scriptum 2012 to kolejny przykład tego, że IKEA proponuje nam meble z charakterystycznym, nowatorskim wzornictwem. Jednak tym razem obiecuje nam też propozycje zabawne i zaskakujące. Ha! Pod tymi dwoma ostatnimi przymiotnikami podpisuję się czterema kończynami, koniecznie czerwoną szminką. Dlaczego? Dlaczego się podpisuję? - wytłumaczę za chwilę. A dlaczego czerwoną szminką? - a czemu nie!
------------------------------------------------
* Pisownia oryginalna organizatora konkursu, na pewno będzie stanowić doskonały zaczyn do dyskusji o spolszczeniach słów obcych. Jednak tych zadziwionych językowym wielkim zadziwieniem (czyli siebie też :) odsyłam do Poradni Językowej.

Z okazji wprowadzenia nowej kolekcji IKEA Post Scriptum 2012 mam dwie wiadomości... obie dobre! Możecie wygrać Wy, o szanowni zaglądający na Róg Renifera, i możemy wygrać my (czyli Ślubny i moja nieskromna osoba). Ale po kolei.

KONKURS DLA WAS
1. Poniżej zaprezentuję  3 (słownie: trzy) fotografie artystyczne wykonane wczoraj późnym wieczorem przez Ślubnego, gdzie pręży się dumnie otrzymany od IKEI Obiekt Konkursowy (o Obiekcie więcej za sekundę). Należy fotografie obejrzeć pilnie, westchnąć nad zdolnościami Ślubnego i rozpocząć ważny proces wyboru.
2. Proces wyboru ma się zakończyć wskazaniem stylizacji (zdjęcia), w której Waszym w pełni subiektywnym zdaniem Obiekt najlepiej komponuje się z wnętrzem.
3. Teraz uwaga, najważniejsze! Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie w komentarzu pod tym wpisem, którą stylizację wybieracie i dlaczego!!! Dodatkowo poproszę o podanie w komentarzu adresu mailowego, żebym później znaków dymnych nie musiała wysyłać do zwycięzcy.
4. Zwycięży ta osoba, która poda najciekawsze uzasadnienie, dlaczego właśnie w tej stylizacji Obiekt najlepiej komponuje się z wnętrzem.
5. Blogowa Komisja Konkursowa będzie się składać nie tylko ze mnie (bo ja bym Wam wszystkim dała wygrać, taka obiektywna jestem), ale także... (fanfary w tle) ze Ślubnego (marna niespodzianka) i... (fanfary ponownie) z Mojej Rodzonej Jedynej Mamy (spora niespodzianka, co?), która będzie gwarantem sprawiedliwości i obiektywizmu.
6. Komentarze z odpowiedzią można pozostawiać do północy 29 marca 2012 (czwartek). Ogłoszenie wyników nastąpi 30 marca 2012 (piątek) w godzinach wieczornych.
7. Zwycięzca dostanie od nas maila z gratulacjami i takimi tam oraz prośbą o podanie adresu do korespondencji, żeby można mu było wysłać nagrodę.


I teraz wszyscy już pewnie krzyczą, że ja tu o wysyłce, a nie napisałam jeszcze, co jest nagrodą. Materialiści!!! Ale Was rozumiem :)
Nagrodą jest kupon podarunkowy sieci sklepów IKEA o wartości 100 (słownie: stu) złotych polskich!!!

Uwaga! Pełen regulamin konkursu można sobie poczytać do poduszki tutaj. Zwracam uwagę, że musicie być pełnoletni i zamieszkiwać na terytorium naszego pięknego kraju.

Czas na zaprezentowanie stylizacji konkursowych. W roli głównej - Obiekt Konkursowy, czyli lampa podłogowa z kolekcji IKEA Post Scriptum 2012, która po podłączeniu do sieci elektrycznej na Rogu Renifera została od razu nazwana Lampeduzą.

1. Lampeduza Niewinna
Zaprojektowana przez Wiebke Braasch lampa skromnie ukryła się w rogu, ale i tak lśni pełnym blaskiem ekologicznych diod LED.
Puknij zdjęcie, to będzie duuuuże (chyba :).
Uwagi odautorskie: uzasadnienia, że to jest najlepsza stylizacja, bo w telewizji jest akurat Monika Olejnik i poseł Niesiołowski nie będą brane pod uwagę. Za treści prezentowane w TVN24 autorzy bloga kompletnie nie odpowiadają :))))

2. Lampeduza Nieskromna
155 centymetrów świetlnej piękności, no i ten tiul.
Puknij zdjęcie, to będzie duuuuże (chyba :).
Uwagi odautorskie: lojalnie uprzedzamy, że uzasadnienie: "bo kot jest!!!" miło połechta właścicieli wyżej wzmiankowanego kota, ale nie ma szans na wygraną. Poza tym Mały zaplątał się przy okazji i jak widać bynajmniej nie lampa go interesuje.

3. Lampeduza Senna
Baletnica w sypialni jako źródło światła sprawdza się doskonale.
Puknij zdjęcie, to będzie duuuuże (chyba :).
Uwagi odautorskie: to dziwne, ale brak :)))

Macie zatem trzy fotki, dokonajcie właściwego wyboru. Napiszcie w komentarzu, w której stylizacji Lampeduza najlepiej komponuje się z wnętrzem. Uzasadnijcie to tak, żeby Blogowa Komisja Konkursowa pozostała zachwycona wielkim zachwyceniem i 30 marca sprawdźcie, czy to Wy będziecie mogli poszaleć w IKEI, wydając sto złotych.

KONKURS DLA NAS
IKEA wielka jest, sieciowa jest i hojna, bo nie tylko Wy możecie wygrać. Możemy także my, czyli Ślubny jako czołowy projektant jednego wnętrza na tym blogu i ja jako osoba pisząca różne za długie rzeczy. Możemy wygrać wyjazd do... (proszę wstrzymać oddech, ale bez przesady, bo się ktoś poddusi niepotrzebnie) Mediolanu na targi Salone Internazionale del Mobile. A Wy przecież wiecie, co ze mną robią Włochy, a poza tym Mediolan to Leonardo da Vinci, czy ja mam więcej pisać???
Co ma zrobić ambitny bloger, żeby mieć szansę na powdychanie miejskiego powietrza Mediolanu?
1. Ja mam napisać tekst interpretujący hasło przewodnie kolekcji IKEA Post Scriptum 2012, czyli "Dizajn wzbogaca każde wnętrze", a Wy...
2. Wy możecie mi pomóc, aktywnie dyskutując na temat samego hasła i mojej jego interpretacji w komentarzach. 
To ja się zajmę realizacją punktu pierwszego, a punkt drugi pozostawiam Waszej łaskawej przychylności.

DIZAJN WZBOGACA KAŻDE WNĘTRZE,  
RÓG RENIFERA NIE JEST WYJĄTKIEM
Projektowanie naszych metrów kwadratowych zaczęliśmy, kiedy jeszcze te metry nie istniały. No ok, fundamenty były, ale na naszych dwóch kondygnacjach hulał wiatr, głównie zachodni. Ślubny spędzał bezsennie godziny nocne poszukując inspiracji, materiałów, mebli, i tych tysięcy rzeczy, które są niezbędne przy wykańczaniu nowego mieszkania (o tysiącach złotych, które materializował prawie z powietrza, nie wspomnę). I spędzał też intensywnie dni, próbując dyskutować ze mną na temat swoich wyborów... zazwyczaj bezskutecznie, bo żona posłuszna jest (czasem) i nie chciała wdawać się w żadne dyskusje, bo jeszcze każą jej o czymś decydować, a decydowanie to nie dla mnie.
I w końcu jest! Dopracowane w każdym szczególe (o dzięki Ci, Ślubny, wielce dbający o drobiazgi!), wiernie trzymające się pierwotnego projektu (o dzięki Ci, Ślubny, pilnujący zgodności), idealnie dopasowane do naszych potrzeb i gustów (o dzięki Ci... ok, chyba przesadzam, starczy tego dziękowania).
I do takiego wykończonego w każdym szczególe wnętrza zadyszany kurier (ostatecznie to trzecie piętro), wnosi paczkę w czarnej folii (sceny zdzierania folii z przesyłki ze względu na drastyczny charakter zostaną pominięte). Spod zwojów wychynęło to:
Rzut oka na rysunek i łapie nas lekka konsternacja (za kolana głównie złapała i troszkę za łokcie, ale ostatecznie, gdzie ma łapać konsternacja). Nawet na szkicu poglądowym widać, że lampa dizajnerska, ale czy my mamy gdzie taki szokujący dizajn wstawić? Nie ma co się zastanawiać. Rozpakowujemy dalej (sceny wyjmowania poszczególnych elementów składowych lampy ze względu na dłużyzny zostaną pominięte). Po czym instrukcja montażu w dłoń i do roboty. Jak się okazało nawet śrubokręt był zbędny, do dokręcenia tych kilku śrubek wystarczył nóż, nomen omen też z IKEI (ciekawe, czy inny nóż miałby kompatybilny czubek?).

Lampa stanęła na własnej nodze w ciągu pięciu minut. Teraz już nie da się nie zauważyć, że lampa dizajnerska jest, zaskakująca jest, uśmiech wywołująca jest... Ale jak metry tiulu mogą nie wywołać uśmiechu na twarzy osoby szyjącej. Tylko gdzie toto postawić?
I tu przypomina nam się hasło przewodnie tej kolekcji, że dizajn ma wzbogacać każde wnętrze, czyli możemy wybrać pomieszczenie na chybił trafił. Spacery z lampą po mieszkaniu nie są wskazane, bo przewód elektryczny wdzięcznie sunie za nami, a za przewodem  bezszelestnie, w postawie "poluje się, nie przeszkadzać!" podąża kot. Sypialnia? Sypialnia! Bo najbliżej. Ślubny steruje się w kierunku gniazdka z prądem. Postawione. Włączone. Odsuwamy się o dwa kroki. Pasuje! Tiul lampy pokochał miłością wielką i wzajemną materiał w oknach. Biel abażuru doskonale wygląda na tle fioletu ściany i nawiązuje do białych elementów wystroju. 
Ale! Lampa jeszcze nie wie, że trafiła do domu ludzi intensywnie kreatywnych. Niech się dodatek wnętrzarski nie łudzi, że nie sięgnie go ręka  nadająca to specjalne, osobiste "coś". Tym bardziej, że baletowa stylistyka lampy umieszczona w fioletowych wnętrzach sypialni, aż się prosi o uzupełnienie. I tu do akcji wkraczam ja, uzbrojona w całe metry dodatków oraz w kilka przedmiotów potencjalnie niebezpiecznych.

Wystarcza niecała godzina i baletowa lampa dopasowuje się idealnie do otoczenia i pięknieje, bo ją... zasznurowałam zgodnie z wymogami baletowej sztuki obuwniczej.
 
I to lubię! Niby dostałam skończony, gotowy do postawienia i użytku przedmiot, ale z drugiej strony projekt jest taki, że bez destrukcji, odpruwania, przerabiania i walki mogę coś dodać, doszyć, dowiązać i nagle mam "moją" lampę, osobistą i niepowtarzalną. 
I może mam tylko jedno zastrzeżenie, takie malutkie. W komplecie powinien być drugi taki abażur, w nieco większym rozmiarze. Też z tymi gumkami na górze (na dole może nie być). Żeby można go też było ozdobić według własnego uznania, doszyć coś, dohaftować, pofarbować ewentualnie i... nosić jako ekstrawagancką sukienkę wieczorową (nawet halka już jest, taka milutka w dotyku). Wtedy dizajn wzbogacałby nie tylko każde wnętrze, ale także... garderobę zainteresowanych przedstawicielek płci pięknej.
Post Scriptum (tym razem nie jako nazwa kolekcji, ale takie prawdziwe PS.) - ja wiem, że nie można mieć wszystkiego (czyt. sukienki), ale pomarzyć przecież można, tym bardziej, że te tiule są boskie.

***
Ufff, to ja sobie teraz spokojnie usiądę w kąciku. Zrobię sobie okłady z lodu na palce obolałe od walenia w klawiaturę i poczekam na te oszałamiające, dech zapierające, merytorycznie powalające Wasze komentarze i głosy w dyskusji na temat dizajnu, co to wzbogaca albo nie wzbogaca (wolność słowa jest, nie każdemu musi od razu wzbogacać :)
I chyba pobiłam rekord długości jednego wpisu... dla tych, co doczytali do końca będzie nagroda, czyli powtórka z Małego. Wiem, że to już było, ale mi się rzuciło w oczy i nie mogłam się oprzeć.