Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitenki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitenki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 października 2012

HISTORIA ŚLUBNEGO MOTKA

Na początku był motek:

Nie! Jeszcze raz. Na początku była potrzeba Agaty, by posiadać ręcznie robione ślubne mitenki i szal. Była też podpowiedź Joanki-Z, że takie potrzeby spełniają na Rogu Renifera.

I wtedy pojawił się motek i zwinięty został metodą miskową:

I powstały mitenki w wersji "nagiej" - bez ozdób, a ja uradowałam się wielkim uradowaniem, bo godne okazji się wydawały:

I zostały mitenki przyozdobione zgodnie z życzeniem Agaty:

I cała moja twórcza uwaga została zwrócona na szal, mało dostojnie Karpatką nazwany:

I powstawał szal długo, i ukończony został, i namoczony został, i rozciągnięciu zwyczajowemu został poddany:

I komplet, troskliwie zapakowany, cała armia Poczty Polskiej niosła na Wybrzeże:

I został komplet Ślubny wykorzystany zgodnie z przeznaczeniem:
Foto: G. Pniewski.
I tak kończy się historia ślubnego motka. Państwu Młodym życzymy stu lat szczęścia i wielkiej wesołości oraz wielu życzliwych ludzi dokoła.
Foto: G. Pniewski.

A zainteresowanych większą ilością zdjęć Państwa Młodych, szala, mitenek i bardzo klimatycznego ślubu zapraszam na stronę Grzegorza Pniewskiego (fotografa zaszczyconego możliwością uwiecznienia tego ważnego dnia), a tam można sobie pooglądać całą galerię zdjęć Agaty i Piotra (druga zakładka na stronie).

***
I dotarło do mnie w końcu, że kot Wam się nie nudzi, nie macie go dość i dowolna ilość fotek zostanie wchłonięta oczami z radością i ukontentowaniem. A jak kota nie będzie, to mogę się spodziewać akcji protestacyjnych, oflagowania, strajku "opukacyjnego" i prób rzucania na mnie uroków przez co bardziej zdesperowane brakiem elementu kociego.
Kot też już wie, że się nie wywinie i nie ma co marudzić.
No to proszę - sesja łóżkowa. Na początek wielki kot zapadnięty w puchu:

I wielki kot na wielkim łóżku:
 

piątek, 7 września 2012

MELDUJĘ WYKONANIE ZADANIA... SPOCZNIJ

Ślubny komplet zrobiony, zapakowany i dziś rano wręczyłam pakunek pani na poczcie, żeby go wyekspediowała do Gdyni "pjorytetem" (tak była ta sama pani, o której kiedyś już pisałam i znowu zapytała, czy "pjorytet" ma być i znowu usłyszała, że "nie, ależ skąd, "priorytet" ma być" i oczywiście pani się znowu ofukała).

Karpatka w towarzystwie mitenek wygląda bardzo apetycznie:

Jak widać mitenki zyskały wstążeczkowe sznurowania i ozdobne guziczki, zgodnie z zapotrzebowaniem Agaty.
 


Szal natomiast powinien zmienić nazwę - z Karpatki na Niekończącą Się Opowieść, bo za żadne skarby kłębki nie chciały się skończyć. Ostatecznie Agata dostanie nieco ponad 200 centymetrów szala. Jego wielkość widać na zdjęciach z blokowania - jedna mata do ćwiczeń to było za mało :)))


Szal był robiony nieco inaczej niż sugerował opis. Według oryginalnej receptury trzeba go robić od jednego końca prawie do końca drugiego. Osobno dorobić ozdobną końcówkę numer dwa i zszyć długi kawał z krótkim kawałeczkiem.
Nie podobało mi się takie rozwiązanie, bo wzór w części głównej Lilac Leaf wcale nie jest symetryczny i zrobienie go w jednym ciągu od lewej do prawej oznaczało uzyskanie wzoru "stojącego na głowie" po jednej stronie. 
No to ja zrobiłam dwa równe kawałki - zaczynając od ozdobnego borderu, idąc do środka, a na tymże środku zszyłam te dwie płachty łącząc oczko z oczkiem - robota żmudna, ale opłaca się, bo nie ma żadnych zaszytych brzegów. (O tym sposobie pisała całkiem niedawno Sprężyna.)

Na cały komplet poszło 200 gram Lace Drops - mitenki robione na drutach 2.00 i wykańczane szydełkiem to nieco ponad 50 gram, reszta utonęła w Karpatce robionej na drutach 3.25.

Oczywiście przy blokowaniu, a raczej przy pilnowaniu schnięcia upiętego szala, nie mógł nie uczestniczyć Mały:

I jeszcze nie podziękowałam oficjalnie Agacie za "rewanż" - dostałam od niej również Lace Dropsa w głębokim fioletowym kolorze oraz bardzo oryginalne zielone kolczyki (uciekły ze zdjęcia, ale uwierzcie na słowo, że są piękne).
Cokolwiek widać na Waszych ekranach - to jest fiolet!

***
To teraz wracam do dziergania "rozrywkowego", a raczej do szydełkowania, bo powstaje pokrowiec na nowego laptopa - tak, ten czarno-biały, koronkowy.
Zdjęcia dopiero, jak będzie cały i śliczny, ale żeby nie było, to na pocieszenie Mały w wersji "będę za chwilę rozrabiał, teraz się skupiam":

A jak już narozrabiam, to posiedzę sobie w kąciku:


***
Przypominam, że po weekendzie zaczynamy Tubę Razem Robioną (we wtorek najprawdopodobniej). I jak na razie wszystko wskazuje na to, że pierwsze filmy powstaną... na autostradzie Poznań-Warszawa. Bo obecnie i ja, i Ślubny mamy takie urwanie zawodowej głowy, że brakuje nam czasu na sen. Ja siedzę i łupię w klawisze jako ten nawiedzony pianista na dopingu, urozmaicając sobie dzień wcześniej umówionymi zajęciami. A Ślubny to nawet w domu nie bywa, wpada w środku nocy, śpi, rano prysznic, kawa i tyle go widziałam. O kręceniu filmów mogę zapomnieć. 
I wyszło nam, że chwilę spokoju to będziemy mieli w drodze, w samochodzie (tak, bo jeszcze weekend mamy wyjazdowy), no to się pozatrzymujemy i nakręcimy, co tam trzeba :)))

***
I jeszcze wielkie podziękowania dla LoliJoo - za kolejny zeszyt w okolicznościowej okładce. Lola w zamian za zimowe rękawiczki przysłała notes w okładce ozdobionej wiosenną wersją mojego nagłówka. A teraz znienacka przysłała wersję letnią - czyli mam okładkę z moimi rogowo-reniferowymi biedronami. A do tego DVD z jogą (mniam!). 

środa, 29 sierpnia 2012

WYZNANIA, ZEZNANIA I OKAZANIA


A teraz przejdziemy do historii romantycznych, opowieści krew w żyłach mrożących oraz zdarzeń kryminalnych.

***Historia romantyczna, czyli Okazania***
Przy okazji prezentacji Tuby pokazywałam, że na drutach pojawił się Lace Dropsa. Pojawił się na romantyczne zamówienie - Agata wychodzi za mąż i wymarzyła sobie ażurowe mitenki i szal do kompletu. Ja bardzo rzadko robię coś na zamówienie, ale jak zobaczyłam, co mam zrobić, to od razu wiedziałam, że bardziej niż chętnie.
Uzyskałam pozwolenie od Agaty, więc mogę pokazać mitenki w stanie półproduktowym - brakuje im jeszcze ozdobnych wiązań, ale to był jedyny moment, kiedy mogłam im zrobić zdjęcia na własnych rękach. Po wypraniu zostaną doozdobione, ale wtedy już ich nie założę, żeby ich niepotrzebnie nie rozciągać (ale zdjęcia gotowych, skończonych też będą :))).

Robione na drutach 2.00 z podwójnej Dropsowej nitki:

Szydełkowe wykończenia nie tylko zdobią, ale też trzymają w ryzach brzegi mitenek, żeby się nie zsuwały:

I to jest najbardziej romantyczny projekt, jaki się do tej pory pojawił na moich drutach, szydełku, pod stopką maszyny (przy okazji - Brzydal miewa się dobrze, a ja z nim bosko :))). Do kompletu będzie szal Lilac Leaf (można sobie zobaczyć tutaj).
No to jeszcze jedno zdjęcie, żeby oko nacieszyć:


***Historie pozytywne, czyli Okazań ciąg dalszy***
Mamy nowe Razem-wiczki!!! Helena przysłała wczoraj zdjęcia swoich, a zatem Galeria Razem-wiczek urosła o kolejną parę, w kolorze eleganckiej czerni:

***Historie krew w żyłach mrożące, czyli Wyznania***
LolaJoo tknęła mnie wirtualnym palcem wskazującym, zapraszając do zabawy. Proszę usiąść wygodnie, będę wyznawać. 
Mam napisać o sobie 11 rzeczy, których jeszcze nie wiecie... (hmmmmmm), odpowiedzieć na pytania zadane przez Lolę/Asię, zadać swoje pytania i nominować kolejne osoby (ale już mnie znacie i wiecie, że te dwa ostatnie nie nastąpią :)))

11 rzeczy, których o mnie nie wiecie - w zestawieniu od Sasa do lasa, czyli co mi do głowy przyszło:
1. uwielbiam szpinak (mniam),
2. nigdy nie zapaliłam papierosa (fuj),
3. nie noszę obrączki (oj),
4. jestem uzależniona od TVN24 (oooo),
5. nie przepadam za zakupami (hmmmm),
6. boję się oglądać horrory, ale czytać mogę (łups),
7. nie lubię chodzić do kina (aha),
9. a bo ja w ogóle mam słabość do Peugeotów... (taaaak :))),
10. w liceum uczyli mnie rodzice Ślubnego (uffffffffff...),
11. czytam wszystkie instrukcje obsługi (wow :)))

Pytania Loli:
Pytanie pierwsze - cytuję, żeby nie było: "Ile razy w miesiącu uprawiasz jakiś sport :) IK (czyli ja) może nie odpowiadać bo pewnie wszystkim znów szczęka odpadnie :)", koniec cytatu.
To ja jednak odpowiem - w miesiącu to tak pewnie ze dwadzieścia razy (pięć dni w tygodniu, cztery tygodnie w miesiącu, plus jakieś weekendowe wyskoki :))). No co ja poradzę, że jak się nie ruszam, to się źle czuję, mam wrażenie, że się starzeję na potęgę i robię się "sprawna inaczej". A tak poważnie, to ja już to chyba komuś tłumaczyłam w komentarzach - ruch jest mi niezbędny jak powietrze, bo inaczej miałabym kłopoty z urazami po dwóch wypadkach samochodowych (otyłość równa się kłopoty z kolanami; brak ruchu równa się kłopoty z paroma innymi stawami). Co nie zmienia faktu, że kocham ten stan, kiedy czuję, że mam mięśnie obolałe po porządnym treningu.

Pytanie drugie - o brak sensu jedzenia pomidorów z ogórkami. Ja gdzieś w młodości usłyszałam, że nie wolno pod żadnym pozorem tych dwóch warzyw łączyć i tak mi zostało. Pomidora z ogórkiem za nic nie podam razem! A jak ktoś chce sobie poczytać dlaczego, to zapraszam tutaj :))) 

Pytanie trzecie - o urządzanie przyjęć urodzinowych dla swoich dzieci za pomocą osób trzecich. Dzieci brak, a poza tym to ja nawet własnych nie urządzam łapkami osób trzecich... najczęściej w ogóle nie urządzam :)))

Pytanie czwarte -  o plany szyciowe w najbliższym czasie. No to tutaj bym mogła długo i na temat, ale tak najszybciej, "na dniach" to się będzie szyła spódnica jakaś - testująca możliwości Brzydala. Co najlepsze jeszcze nie mam pojęcia, jaki model ma być, wiem tylko, że taki raczej sportowy, żeby były kieszenie, szlufki, patki i inne takie.

Pytanie piąte - o postawy rodzinne Kopciuszka, czyli czemu tak się dawał poniewierać. Bo gdyby było inaczej, to nie było by o czym bajki z morałem i happy-endem napisać :)

Mam nadzieję, że się wywiązałam z zadania :))) A teraz czas na...

***Historie kryminalne, czyli Zeznania***
Pisałam ostatnio, że zapadła decyzja o zmianie mojego laptopa, ale w życiu się nie spodziewałam, jakie to może mieć skutki dla kartoteki policyjnej Ślubnego.
Na początek pozdrawiamy pana (bodajże z Kluczborka), któremu się wydało, że mój własny, osobisty, wyklepany w klawisze laptop wystawiony na popularnym serwisie aukcyjnym, to jest jego własność, co to mu ją skradziono. Bo w opisie na aukcji były takie same uszkodzenia, czyli... wygłaskany touchpad i pęknięta obudowa (bardzo charakterystyczne :))))) Pan się aktywnie zabrał do odzyskiwania i...
... snuję się ja wczoraj rano po metrach kwadratowych w koszulce jakby nocnej, brązowej w kwiatuszki białe, a tu mi przy drzwiach brzęczy. Na ekraniku majaczy dwóch panów w ubraniach niemundurowych, ale twierdzą, że oni z policji i że poszukują pana Andrzeja M. Panowie okazali blachy służbowe, zostali wpuszczeni (oni szli sobie po schodach powoli i dostojnie, a ja w amoku się ubierałam) i oznajmili, że mój własny Ślubny jest podejrzany o handel kradzionym sprzętem elektronicznym. Obejrzeli sobie laptopa (dobrze, że jeszcze go kupujący nie odebrał), dokonali "przeszukania" (cudzysłów zamierzony, bo protokół jest, ale przeszukanie polegało na obejrzeniu mieszkania i zapytaniu, ile kosztowało i ilu sąsiadów mieszka), spisali co należy, porównali numery seryjne laptopa z tym zgłoszonym jako kradziony. Szybko im wyszło, że im się nie zgadza. Ślubny został grzecznie poproszony o przefaksowanie na komisariat faktury zakupu i stawienie się w celu złożenia wyjaśnień. No to się dziś rano stawił, w pięć minut zeznał, że kupił, gdzie kupił, kiedy kupił i że bynajmniej panu z Kluczborka (czy innego miasta) niczego nie kradł i nie dawał mi do używania. Dobrze, że przynajmniej osoby prowadzące sprawę w naszym komisariacie mają spore pokłady zdrowego rozsądku, inteligentnie słuchają, co się do nich mówi i brak im fanatyzmu w wykrywaniu "sprawców".
Pana (bodajże z Kluczborka) pozdrawiamy ponownie i życzymy szczęścia w dalszym poszukiwaniu skradzionego laptopa na podstawie podobieństwa wygłaskania touchpada (ciekawe, ilu jeszcze niewinnych ludzi dostało zawału, bo im policja w drzwiach stanęła, twierdząc, że się próbują wzbogacić na paserstwie).

Co nie zmienia faktu, że nowy laptop już jest i... wracając na pole robótkowo-twórcze... będę mu robić pokrowiec... koronkowy, bo to taki kobiecy model jest :)))