***
O niedzielnej szóstej rano Mały stawia cały dom na nogi. Jedna, zapomniana piłeczka ping-pongowa w łapach naszego przesłodkiego czworonoga bywa lepsza niż wystrzał armatni.
O niedzielnej dziesiątej rano usiłuję zamienić mój zwykły, najzwyklejszy odkurzacz na "odkurzacz wodny". Strzygę Ślubnego nad umywalką i w czasie zbierania "postrzyżonego upierzenia" odkurzaczem zasysam wodę z kolanka...
Tak, ja wiem, że to trzeba być zdolną niesłychanie, żeby sobie cały odkurzacz od środka w taki niezwykły sposób zamoczyć. Że zajęcie w postaci mycia wszystkich pojemników i filtrów oraz wytrząsania wody z rury odkurzaczowej to jest niewielka pokuta za takie sieroce zdolności.
O niedzielnej dwunastej nadal jesteśmy w łazience, przyklejeni uchem do WC i bidetu... Krany pozakręcane, a nam woda szumi i kapie. Ślubny wykonuje sztukę cyrkową, dla uatrakcyjnienia nazwaną "Gumowa kończyna hydraulika amatora" i leżąc, zaklinowany między ścianą, kuwetą Małego a kibelkiem, przez niewielki otwór za bidetem udaje mu się wymacać w pionie wod.-kan., że rozszczelniła się/pękła/odmówiła posłuszeństwa rura doprowadzająca zimną wodę i dosłownie się z niej leje. Dobrze, że skutkuje zakręcenie głównego zaworu zimnej wody dla mieszkania.
Znajomy specjalista od wszystkiego może zostać zaproszony na gościnne występy dopiero w poniedziałek wieczorem (w wersji optymistycznej). Dobrze, że chociaż ciepła woda jest i cywilizacja domowa cierpi, ale w znośny sposób.
O niedzielnej drugiej po południu dochodzę do wniosku, że ja się lepiej położę spać, bo biorąc pod uwagę narastanie "wodnego" napięcia, to w następnej kolejności spod prysznica wydobędą się wodotryski godne islandzkich gejzerów.
Spanie okazuje się bezpieczne, bo ani łóżka nie zamieniam magicznie na "wodne", ani kaloryfer w sypialni nie zaczyna przeciekać.
O niedzielnej szóstej po południu postanawiam napisać Wam, co się dobrego dzieje na Rogu Renifera :)))
***
Po pierwsze - dobrze się dzieje karcianie:

Się wzięłam zawzięłam i haftowana karta została nie tylko wyszyta do końca, ale udało mi się od razu wywrzeć delikatny nacisk emocjonalny na Ślubnego, że to leżeć i nabierać mocy urzędowej nie może. Że trzeba to od razu i bez zwłoki naciągnąć. Piętnaście minut machania pistoletem tapicerskim i było gotowe.
Poniżej szeroka... a raczej wysoka perspektywa z elementem kudłatym w roli pierwszoplanowej:

***
Po drugie - dobrze się dzieje "planowo":
Gdyby się ktoś zastawiał, czy jest w planach jakieś Razem-Robienie, to spieszę donieść, że jest...
Były razem dziergane sweterki, chusty, skarpetki, rękawiczki, otulacz, ale nie było... spódnicy!!!
Generalnie będziemy się uczyć, jak "dać się wrobić", czyli stworzyć na drutach dwu- i wielokolorowe cuda. Na przykład takie:
![]() |
Na zdjęciu jest sweterek, który w szafie mam od kilku lat, ale jakoś się blogowo nigdy nie objawił :))) |
Zaczniemy od nauczenia się, jak się bawić kolorami tak, żeby nam się nic nie marszczyło, nie ściągało ani nie miało wywietrzników w postaci dziurek w miejscach zmiany nitki. Zapewne zrobimy to na jakimś prostym otulaczu.
A później, wykorzystamy nowo nabytą wiedzę do zrobienia spódnicy... nie jakiejś zwykłej spódnicy! Spódnicy pięknej i cudownej. Osoby o mocnych nerwach mogą sobie podejrzeć, po cichutku i dyskretnie tutaj.
Moja spódnica będzie czarna z wrabianym melanżem w rudej tonacji, a wszystko to dzięki świątecznemu prezentowi od Mamy Mej:

I od razu odpowiadam na oczywiste pytanie - Kiedy!!!???
Zaczniemy tuż po Nowym Roku, jako doskonały projekt na początek AD 2014. Jeśli usłyszę entuzjastyczne "TAAAAAAAAAAAAAAAAAAK, damy się razem-wrobić!!!", to Prolog, czyli spis narzędzi i materiałów będzie w świątecznym tygodniu, żeby tuż po wolnych dniach można było napaść na pobliskie pasmanterie lub przekopać się przez własne szuflady, szafy i komódki z zapasami.
***
Po trzecie - dobrze się dzieje "tajemniczo":
Miałam szyć dzisiaj, ale "atrakcje wodne" nieco mnie wytrąciły z równowagi i odechciało mi się krojenia i szycia całkowicie.
Jednak pojawiła się potrzeba nagła i intensywna, której trzeba będzie sprostać. Na razie wiele tej "potrzeby" pokazać nie mogę, żeby nie psuć niespodzianki, ale mogę... zanęcić - będę szyć w takich niezwykłych dla mnie klimatach:

Jak tylko "potrzeba" zostanie zrealizowana, to natychmiast pokażę, co mi się uszyło i po co :)))
***
Po czwarte - dobrze się działo "w kadrze":
Przy okazji robienia dzisiejszych zdjęć Mały poczuł parcie na szkło. Dosłownie! Bo nagle aparat, a raczej sznureczek przy aparacie okazał się bardzo atrakcyjną zabawką zastępczą.
Mały przyjrzał się sznureczkowi dokładniej:

A później przystąpił do działań zaczepnych:

Informuję, że w trakcie sesji zdjęciowej żaden aparat fotograficzny nie ucierpiał :)))
***
To ja pójdę pozmywać po obiedzie, bo brak zimnej wody oznacza, że zmywarka stała się nagle niedostępnym dla mnie luksusem :)))))