Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blackwork. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blackwork. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 grudnia 2013

NIEDZIELA PEŁNA WRAŻEŃ

***
O niedzielnej szóstej rano Mały stawia cały dom na nogi. Jedna, zapomniana piłeczka ping-pongowa w łapach naszego przesłodkiego czworonoga bywa lepsza niż wystrzał armatni.

O niedzielnej dziesiątej rano usiłuję zamienić mój zwykły, najzwyklejszy odkurzacz na "odkurzacz wodny". Strzygę Ślubnego nad umywalką i w czasie zbierania "postrzyżonego upierzenia" odkurzaczem zasysam wodę z kolanka... 
Tak, ja wiem, że to trzeba być zdolną niesłychanie, żeby sobie cały odkurzacz od środka w taki niezwykły sposób zamoczyć. Że zajęcie w postaci mycia wszystkich pojemników i filtrów oraz wytrząsania wody z rury odkurzaczowej to jest niewielka pokuta za takie sieroce zdolności. 

O niedzielnej dwunastej nadal jesteśmy w łazience, przyklejeni uchem do WC i bidetu... Krany pozakręcane, a nam woda szumi i kapie. Ślubny wykonuje sztukę cyrkową, dla uatrakcyjnienia nazwaną "Gumowa kończyna hydraulika amatora" i leżąc, zaklinowany między ścianą, kuwetą Małego a kibelkiem, przez niewielki otwór za bidetem udaje mu się wymacać w pionie wod.-kan., że rozszczelniła się/pękła/odmówiła posłuszeństwa rura doprowadzająca zimną wodę i dosłownie się z niej leje. Dobrze, że skutkuje zakręcenie głównego zaworu zimnej wody dla mieszkania.
Znajomy specjalista od wszystkiego może zostać zaproszony na gościnne występy dopiero w poniedziałek wieczorem (w wersji optymistycznej). Dobrze, że chociaż ciepła woda jest i cywilizacja domowa cierpi, ale w znośny sposób.

O niedzielnej drugiej po południu dochodzę do wniosku, że ja się lepiej położę spać, bo biorąc pod uwagę narastanie "wodnego" napięcia, to w następnej kolejności spod prysznica wydobędą się wodotryski godne islandzkich gejzerów
Spanie okazuje się bezpieczne, bo ani łóżka nie zamieniam magicznie na "wodne", ani kaloryfer w sypialni nie zaczyna przeciekać.

O niedzielnej szóstej po południu postanawiam napisać Wam, co się dobrego dzieje na Rogu Renifera :)))

***
Po pierwsze - dobrze się dzieje karcianie:

Się wzięłam zawzięłam i haftowana karta została nie tylko wyszyta do końca, ale udało mi się od razu wywrzeć delikatny nacisk emocjonalny na Ślubnego, że to leżeć i nabierać mocy urzędowej nie może. Że trzeba to od razu i bez zwłoki naciągnąć. Piętnaście minut machania pistoletem tapicerskim i było gotowe.

Poniżej szeroka... a raczej wysoka perspektywa z elementem kudłatym w roli pierwszoplanowej:

***
Po drugie - dobrze się dzieje "planowo":
Gdyby się ktoś zastawiał, czy jest w planach jakieś Razem-Robienie, to spieszę donieść, że jest... 

Generalnie będziemy się uczyć, jak "dać się wrobić", czyli stworzyć na drutach dwu- i wielokolorowe cuda. Na przykład takie:
Na zdjęciu jest sweterek, który w szafie mam od kilku lat,
ale jakoś się blogowo nigdy nie objawił :)))

Zaczniemy od nauczenia się, jak się bawić kolorami tak, żeby nam się nic nie marszczyło, nie ściągało ani nie miało wywietrzników w postaci dziurek w miejscach zmiany nitki. Zapewne zrobimy to na jakimś prostym otulaczu.
A później, wykorzystamy nowo nabytą wiedzę do zrobienia spódnicy... nie jakiejś zwykłej spódnicy! Spódnicy pięknej i cudownej. Osoby o mocnych nerwach mogą sobie podejrzeć, po cichutku i dyskretnie tutaj.

Moja spódnica będzie czarna z wrabianym melanżem w rudej tonacji, a wszystko to dzięki świątecznemu prezentowi od Mamy Mej:

I od razu odpowiadam na oczywiste pytanie - Kiedy!!!???
Zaczniemy tuż po Nowym Roku, jako doskonały projekt na początek AD 2014. Jeśli usłyszę entuzjastyczne "TAAAAAAAAAAAAAAAAAAK, damy się razem-wrobić!!!", to Prolog, czyli spis narzędzi i materiałów będzie w świątecznym tygodniu, żeby tuż po wolnych dniach można było napaść na pobliskie pasmanterie lub przekopać się przez własne szuflady, szafy i komódki z zapasami.

***
Po trzecie - dobrze się dzieje "tajemniczo":
Miałam szyć dzisiaj, ale "atrakcje wodne" nieco mnie wytrąciły z równowagi i odechciało mi się krojenia i szycia całkowicie. 
Jednak pojawiła się potrzeba nagła i intensywna, której trzeba będzie sprostać. Na razie wiele tej "potrzeby" pokazać nie mogę, żeby nie psuć niespodzianki, ale mogę... zanęcić - będę szyć w takich niezwykłych dla mnie klimatach:

Jak tylko "potrzeba" zostanie zrealizowana, to natychmiast pokażę, co mi się uszyło i po co :)))

***
Po czwarte - dobrze się działo "w kadrze":
Przy okazji robienia dzisiejszych zdjęć Mały poczuł parcie na szkło. Dosłownie! Bo nagle aparat, a raczej sznureczek przy aparacie okazał się bardzo atrakcyjną zabawką zastępczą.
Mały przyjrzał się sznureczkowi dokładniej:

A później przystąpił do działań zaczepnych:

Informuję, że w trakcie sesji zdjęciowej żaden aparat fotograficzny nie ucierpiał :)))

***
To ja pójdę pozmywać po obiedzie, bo brak zimnej wody oznacza, że zmywarka stała się nagle niedostępnym dla mnie luksusem :)))))

sobota, 7 grudnia 2013

ZAŁAMANIE

Do tej pory imię Ksawery nie wywoływało we mnie żadnych emocji. Żadnego Ksawerego nie znam. Nikt mnie nigdy nie postawił w niezręcznej sytuacji, pytając, czy to dobre imię dla chłopca. W niezręcznej, bo musiałabym się wykręcać i piskorzyć, że "no wiesz, to zależy, poważne jakieś takie, "ks ks" ma na początku i warczy na końcu, a w ogóle to jak to zdrobnić... Ksawuś???". Jedyny Ksawery, który mi się od razu kojarzył, to Ksawery Dunikowski, do którego dzieł też niczym szczególnym nie pałam, ale zawsze mnie rozczulały "tużurki", w których pozował do zdjęć.

Ale od wczoraj mam z Ksawerym na pieńku! Orkan/huragan Ksawery, odpowiada nie tylko za załamanie pogody, jest też odpowiedzialny za moje załamanie nerwowe. Ja od zawsze bardzo histerycznie reaguję na wiatr. Boję się, wpadam w panikę  i zaczynam mieć czarne wizje, że drzewo spadnie Ślubnemu na samochód, że dach nam zerwie, że nam wepchnie okna do środka, że blacha zerwana z dachu domu obok trafi dokładnie w nasze powierzchnie szklane, że... że dużo innych rzeczy, ja tak mogę wymyślać godzinami. Poza tym dźwięk wiatru wyjącego w kominach i szybach wentylacyjnych doprowadza mnie do obłędu. 

No to mi Ksawuś zafundował dwadzieścia cztery godziny nieprzerwanego koszmaru. W najgorszym momencie oświadczyłam Ślubnemu, że jak tylko ta impreza pogodowa się skończy, to zaczynamy szukać innego miejsca zamieszkania. Życzę sobie bunkra bez okien i z pancernymi drzwiami sztuk jeden, usytuowanego na górce, żeby nas woda nie zalała, w okolicy, gdzie nigdy nie było trąb powietrznych i trzęsień ziemi i daleko od zbiorników wodnych, żeby piorunów latem nie ściągało. Ślubny moje "wietrzne" fobie zna i żeby choć trochę poprawić moje spaprane przez Ksawerego samopoczucie, zapytał tylko: "A wyrzutnię rakiet ziemia-ziemia na dachu chcesz?" No i jak tu się nie roześmiać, nawet jeśli właśnie podmuch wiatru spowodował, że okna drżą.

Ale żyjemy. My cali, Mały w formie, mienie nienaruszone, tylko jesteśmy zmęczeni psychicznie i fizycznie, bo trudno spać, kiedy Ksawery zapewnia ścieżkę dźwiękową jak z horroru o nawiedzonym domu na pustkowiu, gdzie wicher hula i duchy podzwaniają łańcuchami i jęczą potępieńczo.

Mam nadzieję, że Wy też przetrwaliście bez uszczerbku na zdrowiu fizycznym i psychicznym, a mienie nie doznało szkód!

Ale zanim Ksawery nas napadł, to udało mi się zacząć Projekt Niezwykły.

Nasza karta na półce w salonie jest Wam doskonale znana, bo pojawia się jako tło na zdjęciach, a czasami nawet ekstraordynaryjny wieszak dla fotografowanych chust. Wymyślona przez Ślubnego, wykonana specjalnie dla nas, cieszy nas niezmiernie jako element ozdobny. Ale... blednie się biednej karcie stopniowo, lecz nieubłaganie. Nawet zdecydowaliśmy, że po Nowym Roku zamówimy jej nową wersję, żeby znowu była w kolorze jak najbardziej zbliżonym do krwi tętniczej.
Zdjęcie archiwalne ze stycznia 2012, 
kiedy karciany kolor był jeszcze krwisty.

Ale okazało się, że Ślubny ma obecnie inną wizę. Wizję, którą będzie realizował moimi łapami. Haftowane wypełnienie LOVE-ramki nagle przekonało go, że haft to nie element "folklorystyczny obciachowy", że w hafcie tkwi wielki potencjał ozdobny. 

Karta ma być nadal asem kier, ale... haftowanym i w negatywie. Czarne tło, biel i czerń w elementach graficznych. Co i jak będę haftować, mam sobie wymyślić sama.

No to wymyśliłam, tym razem mniej folklorystycznie, a bardzo graficznie - wypełnienia wszystkich serduszek jako blackwork (czy raczej "whitework") i czerwone kontury. Tkanina to smolisty len, który został po szyciu folklorystycznej torby. I wprawdzie byłam przekonana, że powstanie z niej kolejna torba, ale skoro Ślubny nagle zapałał chęcią posiadania kolejnego elementu wystroju wnętrz wykonanego przez Żonę Jego, Jak Dotąd Jedyną, to owa żona jest gotowa poświęcić najcenniejszy kawał materii bez szemrania i marudzenia.

I gdyby nie załamanie pogody i moje załamanie nerwowe, to pewnie dzisiaj pokazywałabym Wam kartę gotową, naciągniętą na ramę i stojącą dumnie na półce, ale Ksawery nabruździł i zostało mi jeszcze trochę mozolnego dziubania igłami dwiema, żeby dotrzeć do finiszu.
Na tym zdjęciu widać wyraźnie, jak bardzo się karcie zblakło.
Plan na dziś i jutro jest dwutorowy. Po pierwsze muszę odespać wietrzne okoliczności przyrody. Po drugie - będę się wykańczać :))) Karta do skończenia i Kubusiowy Kocyk też już na finiszu - do zrobienia już tylko brzegi i zdobienia.

wtorek, 7 maja 2013

CZARNO NA... NIEBIESKIM


Wyznam publicznie, że bardzo zatęskniłam za igłą do haftowania. A tęsknoty trzeba koić od ręki.

Wyszywam zatem, czarno na niebieskim i mam wielkie nadzieje na stworzenie niezłego haftowanego bizancjum. Podstawa do "bizancjonowania" wygląda tak:

Ciekawostką jest, że haftuję jedwabną nitką, na pewno sporo starszą ode mnie. Dostałam ją od Teściowej Mojej Jedynej podczas akcji: "Weź sobie wybierz, co chcesz, bo się tu u mnie wala to bez sensu." Okazało się, że wala się między innymi jedwabna nić do haftowania, nawinięta na drewnianej szpulce, wiekowa z wyglądu, ale o nieposzlakowanej jakości. 

***
Poza tym RUDO-LF-IK ma skończony tył i przód i dzieją się rękawy.
Na razie wykończyłam go bez dodatku koloru:

I mam wrażenie, że ten kolor przy wykończeniach to za dużo. Zostanie rudy jako ten rydz.

I jeszcze zbliżenie na wykończenie dekoltu i wygląd reglanu:




***
A teraz to ja mam pytanie do Was. 
W ramach projektów do Razem-Robienia zostało nam do stworzenia ponczo. Ale z Waszych komentarzy pod Razem Entrelakowaniem domyślam się, że macie lekki zawrót głowy od nadmiaru radości. 
Dlatego pytam głośno i oficjalnie - Czy przekładamy Razem Ponczowanie na późne lato??? 
Zaczęłybyśmy dziergać gdzieś pod koniec sierpnia, żeby się przez wrzesień wyrobić i zdążyć z jesiennym odzieniem przed chłodami. A teraz byłaby chwila spokoju na wydzierganie wszystkich rozpoczętych i zaplanowanych projektów.
Dajcie znać, czy sierpniowe Ponczo jest do zaakceptowania.

***
I jeszcze przypomnienie o Akcji dawania znać Burdzie, że chcemy szyć dla naszych mężczyzn, ale bez wykrojów... trochę nam ciężko.
Dziękuję Wam za całe dotychczasowe zaangażowanie, ale przed nami jeszcze maj i nie ma co Burdzie odpuszczać!




piątek, 15 czerwca 2012

PREZENTOWE UJAWNIENIE

Niespodziankowy haft prezentowy dotarł do obdarowanej i uzyskałam pozwolenie na pokazanie troszeczkę więcej niż tutaj.

Zacząć należy od tego, że prezent haftowany był dla Patrycji z Milczenia Nitek. I było to niewspółmierne podziękowanie za jej niesamowity frywolitkowy prezent, którym chwaliłam się tuż przed Wielkanocą. Dostałam nie tylko moje pierwsze czółenka do frywolitek, ale także przepiękne, własnoręcznie farbowane przez Patrycję nitki. A od tamtej pory Patrycja mailowo dba także, żebym miała pożywkę w postaci wzorów do frywolenia.
Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję, bo gdyby nie ta dziewczyna, to zapewne do tej pory frywolitek nawet małym paluszkiem lewej ręki bym nie tknęła. A na dodatek mam poczucie, że jest w Krakowie ktoś, kto odpowie na wszelkie moje pytania i pomoże, jak się frywolnie zasupłam i nie będę umiała sobie poradzić samodzielnie.

Dla Patrycji wymyśliłam haftowany pasek w spokojnej beżowej kolorystyce. Haft to blackwork, ale u mnie raczej "whitework", bo haftowałam mocną, bawełnianą nitką na bawełnianym płócienku i... wykańczałam brzegi i robiłam wiązania z innej białej, oczywiście również bawełnianej nitki - czyli projekt w stu procentach bawełniany :)

To czas na ujawnienie - proszę bardzo seria zdjęć do pooglądania:

 




 

***
I jeśli pozwolicie to tutaj, grupowo i hurtowo podziękuję za wszystkie pochwały i podziękowania za wczoraj wrzucone tutoriale. Ja mam widocznie jakieś zapędy pedagogiczne (pozdrawiam wszystkim moich uczniów, których bynajmniej nie uczę robótek ręcznych :))) i dzielenie się wiedzą na temat drutów, szydełek i igieł może i wymaga trochę czasu na przygotowanie tekstu i zdjęć, ale nie jest to dla mnie przykry obowiązek, raczej wielka radocha. 
O filmikach myślałam, ale do tego potrzebuję ręki Ślubnego, żeby to ładnie filmował, a Ślubnego ostatnio w domu nie bywa dużo, a Mały nie chce współpracować (on się pcha raczej przed obiektyw :))). Jak się kiedyś zdarzy, że będzie potrzeba i możliwości, to sprawdzę moje umiejętności aktorskie.

***
I informacja dla Squirk, Brahdelt i innych zainteresowanych tarasowymi zieleninami - w następnej notce będzie aktualizacja informacji na temat szalejącej roślinności.

niedziela, 6 maja 2012

RÓŻOWA "BŁYSKAWICZNA" MAGIA

Miałam wczoraj pogapić się na maxi księżyc, powzdychać, powyć ewentualnie z głębi piersi. Miałam upolować spadające gwiazdy, ponownie powzdychać i zgodnie z zabobonem pomyśleć życzenie, takie wielkie, ważne i "że och". Miałam, ale wzięło się zachmurzyło i zaczęło lać. Zamiast księżyca i spadającej materii gwiezdnej miałam spektakularny pokaz błyskawic z dodatkowymi efektami audio w tonacji basowej. 
Zasmuciłam się wielkim zasmuceniem i poszurałam na górę do Kącika Szalonej Rękodzielniczki poprawiać sobie humor Różową Magią, czyli moją własną wersją nieba, z księżycem i innymi cudami, w kolorze róóó-żooo-wyyym.

Dla wzmocnienia efektu dramatycznego najpierw jeszcze parę zbliżeń na detale materiału, bo to jest czysta astrologiczna poezja.

I nawet są napisy (kocham napisy na materiałach), ale nawet nie próbuję ich odszyfrować, żeby się nie okazało, że to jakaś obraza moralności, uczuć religijnych lub zdrowego rozsądku* (* niepotrzebne skreślić według uznania).

A powstała Różowa Magiczna Błyskawiczna Spódniczka ("błyskawiczna", bo uszyta w godzinę z małym hakiem i "błyskawiczna", bo błyskało się za oknem konkursowo).

A inspiracja dopadła mnie po obejrzeniu najnowszego wpisu Ani, gdzie ostatnie dwie wiosenne, słodkie spódniczki na gumce rzuciły się na mnie i nie chciały puścić. No to uszyłam swoją. Tym bardziej, że odczułam potrzebę posiadania spódnicy lekkiej, przewiewnej, domowo-tarasowej.

Przy okazji "zaszalałam" (cudzysłów, bo trudno to nazwać prawdziwym szaleństwem) i szew boczny został potraktowany jako szew francuski (French seam), czyli po lewej stronie wygląda on tak:

Dla zainteresowanych tutaj można obrazkowo prześledzić sobie i poczytać po angielsku, jak się po francusku zaszywa materiałowe farfocle wewnątrz szwu. Doskonałe rozwiązanie, jeśli nie chcemy obrzucać brzegów, a szew ma być mocny jak złotówka w czasach kryzysu.

***
A tak z innej beczki, ale w temacie spódniczek to miałam sen... Śniło mi się, że posłanka Kempa Beata szyła dla mnie spódniczkę ołówkową, z prześlicznej materii w stylizowaną szkocką kratę, w tonacji niebiesko-turkusowej. Cudny był ten materiał, aż się do niego oczy, łapy i nożyczki rwały. I wzmiankowana posłanka była właśnie na etapie krojenia... i usiłowała spartolić robotę konkursowo. A mnie serce krwawiło, że nie dość, że spódnicy nie będzie, to jeszcze zniszczy mi taki cudny materiał. Co jej usiłowałam wyrwać nożyczki z rąk albo werbalnie dawałam do zrozumienia, że źle czyni, to patrzyła na mnie i powtarzała jak katarynka, że "Pani poglądy polityczne nie powinny wpływać na ocenę mojej pracy" (koniec cytatu). A ja miałam gdzieś moje poglądy polityczne, tylko chciałam ratować przyszły wyrób krawiecki i sama to zrobić.
Obudziłam się, zanim doszło do rękoczynów, ale zyskałam kolejny punkt na liście "materiały wyśnione, zakup pożądany". Piękna była ta krata, chcę!

***
Zmiana tematu, zmiana narzędzia rękodzielniczej zbrodni - druty! A na drutach fioletowa tunika, która zyskała już całe białe wykończenie na dole i obecnie wygląda tak:
Teraz będę "prawić", czyli robić same prawe oczka gdzieś hen, hen do okolic biustu, po drodze lekko zwężając tunikę na poziomie talii, ale nie za bardzo. Bo ja mam straszne tendencje do robienia rzeczy obcisłych, a to ma być luźne.

***
Uwaga, kolejna zmiana narzędzia zbrodni - igła! Haftuje się Kolejny Niespodziankowy Prezent. Oczywiście całość zostanie pokazana dopiero po tym, jak prezent dotrze, gdzie powinien. Ale przecież można pokazać troszkę, kawałeczek, elemencik. No to proszę, kawałeczek jak się patrzy:

Haft powstaje w mojej uwielbianej technice "Blackwork", chociaż u mnie to "black" nigdy nie występuje, bo ja zazwyczaj lecę kolorami. Osoby zainteresowane tym, co można wyczarować z pomocą "Blackwork" zapraszam tutaj, są też darmowe wzory.
Wcześniejsze moje poczynania w tej technice to:
Przechowalnia igieł

Wbijalnia igieł

Pasek do Turkusowej Sukienki (zdjęcia na końcu zlinkowanego wpisu)
Pracochłonna dłubanina, ale efekty są bardzo eleganckie i przy bardziej skomplikowanych wzorach po prostu piękne.

***
I specjalnie dla rosnącej rzeszy fanek Małego - dziś długi kocio z szerokiej (i wysokiej) perspektywy, na swoim ulubionym dywaniku.


***
To ja pójdę sobie. W kierunku zamrażalnika. Po sorbet z czarnej porzeczki. Urodzinowy :)))