Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torebka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torebka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 września 2011

GEJSZE NIEDZISIEJSZE

Wizyta w Pracowni Weekendowej uświadomiła mi, że ja też mam torebkę do pokazania. Jest to dzieło rodzinne - haft mój, projekt i szycie torebki Mojej Rodzicielki (prawie połowa moich toreb, torebek i torebeczek jest jej autorstwa).
Zaczęło się od tego, że zachciało mi się powyszywać cokolwiek, jeszcze wtedy bez pomysłu, co dalej z tym haftem zrobię. Miało być graficznie, kolorowo i najlepiej jeszcze orientalnie. Gejsze okazały się strzałem w dziesiątkę. W zasadzie od pierwszego krzyżyka ten haft się do mnie uśmiechał, a ja do niego. Gdzieś w połowie pracy wiedziałam, że chcę z tego torebkę.
Co z tego wyszło? To!
Haft zrobiony jest na zwykłym płótnie, czyli pracowicie liczyłam niteczki przy każdym krzyżyku. Niestety, a może "stety" nienawidzę haftować na kanwie (każda próba kończyła się warczeniem i wyrzucaniem wszystkiego do kosza). Płótno daje mi możliwość dowolnej zmiany wielkości krzyżyków. Nie mam wrażenia, że mi wszędzie ta kanwa prześwituje spod haftu. Tkanina jest idealnie pokryta muliną, ale nadal elastyczna. W tym hafcie nawet białe tło jest wykrzyżykowane (taka decyzja może i dołożyła mi roboty, ale łatwiej było szyć i nie ma żadnych "buł" i wybrzuszeń dokoła wyhaftowanych kształtów).
Przy Gejszach haft był pracochłonny, bo kolorów używałam całe mnóstwo, a do tego obszywałam jakieś 80% konturów. Ślubny machnął sporo zbliżeń, więc można sobie popatrzeć na Gejsze Niedzisiejsze.


I jeszcze partia zbliżeń kimon. Jak widać krzyżyki to połowa roboty. Druga to wszelkie obszycia i haft zwykłą nitką, przy czym nie zawsze czarną. Nawet nie jestem w stanie policzyć, ilu różnych kolorów muliny i zwykłej nici używałam.
I ja jestem z tych hafciarek, które muszą mieć przy pracy odpowiednie napięcie tkaniny - nie umiem haftować "w powietrzu". Muszę mieć tamborek albo... cierpliwości, zaraz pokażę co może być "albo". Tamborków mam kilka różnych rozmiarów, od malutkich około 10 centymetrowych do dużego ponad 30 centymetrowego. Mam też swój pierwszy tamborek jeszcze z dzieciństwa, zielony plastikowy z pomarańczowym plastikiem pokrywającym śrubkę do przykręcania. Co ciekawe nadal chętnie go używam do mniejszych rzeczy. Sentymentalna jestem. Ale mam też wspomniane "albo", czyli krosna do haftu. Dostałam je w prezencie od Ślubnego. Ślubny jest też niezbędnym specjalistą od naciągania na nie tkaniny. Trzeba mieć trochę pary w rękach i tak dokręcić śruby, żeby się nic nie przesuwało, wysuwało i flaczało w trakcie pracy. A przy długotrwałych projektach i tak co jakiś czas trzeba poprawić naciąg.
Krosno to ta konstrukcja z tyłu pod samą ścianą. Jest przykryte materiałem, którego przy haftowaniu używam do ochrony tkaniny przed kurzem. Przy okazji widać do czego na co dzień służy denatka - wisi sobie na niej kurtka Ślubnego - nie ma jak skórzane ciuszki, nawet na manekinie.