Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stopki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stopki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 grudnia 2013

ROBOT WIELOCZYNNOŚCIOWY MELDUJE

***
Zamieniłam się w robota wieloczynnościowego. Jedna kończyna miesza ogromne ilości żółtek, masła i czekolady w celu wyprodukowania świątecznych słodkości. Druga kończyna sprawnie posługuje się szmatą, wiadrem i odkurzaczem. Trzecia kończyna robi listę zakupów. Czwarta zmienia pościel i wstawia szóste pranie. Piąta wciska Ślubnemu termometr i podtyka pod nos środki inhalacyjne, bo się był przeziębił mąż. Prawym uchem słucham Dickensa, a lewym - świątecznych piosenek. 

Zakatarzony, ale nie obłożnie chory Ślubny został obarczony gigantycznym zadaniem przystrojenia choinki. Dwa lata temu była wersja biała, rok temu patriotyczna, czyli w bieli i czerwieni, a w tym roku? W tym roku musiało pasować do przepięknych bombek od Gardenii, więc jest biało, czerwono i złoto.
To jeszcze raz te cudowne sprezentowane nam bombki.
 

I jeszcze jedna.

I choinka w pełnej krasie.

***
Kocio jest domowym zamętem wprost wniebowzięte. Odmawia spania. Jest go wszędzie pełno. Uczestniczy w każdej czynności i nic, ale to nic kompletnie nie może się bez niego dziać. Kocia ogarnął przedświąteczny kociokwik :)))

***
I w tym kociokwiku udało mi się wczoraj skończyć pokrowiec na pianino. Pokrowiec ochrzczony Kurzołapem.

Zagwozdką konstrukcyjną było wymyślenie sposobu na takie użytkowanie pokrowca, żeby za każdym razem nie wyciągać i nie wciskać podstawki pod nuty. Plastikowa ci ona, włazi w szczelinę w samym pianinie niechętnie, a wyłazi z jeszcze mniejszym entuzjazmem. Wniosek - w pokrowcu musi być stosowny otwór, ale tak wykończony, żeby przylegał idealnie i nie deformował krojonej "na miarę" całości.
Podeszłam do tego otworu jak do wpuszczanych kieszeni wykańczanych pliskami, jak w żakietach. W Carskim Mundurku były takie fajerwerki:

Dzięki temu mam szczelinę, a nie rozłażącą się dziurę. Brzegi są sztywne, nierozciągliwe i trzymające formę.

Żeby nie walczyć z przyszywaniem "boczków", rogi zrobiłam zaokrąglone (zgodnie z konstrukcją instrumentu :))) i leciałam te prawie cztery metry jednym ciągiem, bez troski o to, żeby mi się pod kątem prostym układało jak należy.

A skoro zostałam w okolicach Mikołajek obdarzona stopkami do maszyny w ilościach trudnych do policzenia, to uparłam się, że będę się stosować do zasady "mam, to używam".
I tak Kurzołap powstawał z wykorzystaniem... spoglądamy na zdjęcie poniżej:

Od lewej:
- stopka uniwersalna (ale z nowego kompletu :)));
- stopka do stebnowania - na prawej "płozie" ma dodatkowe znaczniki; niby nic, ale zwiększa precyzję szycia, co mnie przynajmniej raduje wielce;
- stopka do przyszywania sznureczków - przy Kurzołapie, gdzie cała pięciolinia i nutki to przyszyty kordonek, ta stopka to było zbawienie; przyszywa się przy jej użyciu precyzyjnie, ekspresowo i bezproblemowo;
- stopka do ściegu satynowego, czyli bardziej po ludzku - do zygzakowania - i znowu niby nic, ale jej konstrukcja jest jakoś tak doskonale przemyślana, że trzyma materiał tam, gdzie ma być, żeby prawa strona zygzaka wychodziła idealnie na brzegu tkaniny.

***
Na drutach pojawił się Projekt Intensywnie Kreatywny :)))

Będę wykorzystywać motyw centralnej części z Tybetańskich Chmur, ale bynajmniej nie do szala. Na razie pomysł jest w fazie "kombinacyjnej", więc szczegóły nieco później.

***
I jak widać nagłówek został zmieniony już na zimowy - jak zwykle dziękuję Ślubnemu, że te nagłówki stworzył i mogę sobie szaleć zgodnie z porami roku!

Życzenia będą jutro, a dzisiaj ja wracam do przedświątecznego kociokwiku, a Was zostawiam z Małym:


niedziela, 1 grudnia 2013

A GDY KOBIETA O TRZECIEJ NAD RANEM...

***
A gdy kobieta o trzeciej nad ranem, obudzona przez czworonoga, zamiast grzecznie obrócić się na drugi bok i zasnąć czym prędzej, mówi do męża: "Wiesz, taka spódnica mi się śniła... materiał z koronką... z całego koła... ładna taka... ten wiśniowy materiał byłby na to idealny... ale go trochę za mało jest... ale taka śliczna mi się przyśniła...". To normalny zaspany mężczyzna warknąłby w przestrzeń małżeńskiego łoża: "Śpij, kobieto, jest środek nocy, a ty mi tu o kieckach." A Ślubny? Ślubny równie zaspanym głosem i półprzytomnie mamrocze: "Z koronką? To ładna była. A jak materiału za mało, to się zamówi inny. Ale śpij teraz, może ci się bluzka do tego przyśni..." i sam zasypia natychmiast. A szczęśliwa żona może śnić dalej o wiśniowych kieckach i bluzkach do kompletu.

***
A gdy kobieta o szóstej po południu wita męża wracającego z pracy entuzjastycznym: "No, chodź szybko! Coś ci pokażę!" i nie ma mowy o zdejmowaniu kurtki, buty porzuca się na progu i leci się za szaloną kobietą na antresolę, żeby popatrzeć na właśnie skończony i rozprasowany haft. I nie ważne, że Ślubnemu burczy w brzuchu i obiad na stole byłby bardziej pożądanym widokiem niż kawał wyszytego materiału. Ale Ślubny się zachwyci, powie dwa zdania wielokrotnie złożone, w których upchnie: "doskonałe", "talent", "zdolna" oraz "obejrzę jeszcze raz na spokojnie tuż po obiedzie (z naciskiem na "po obiedzie!!!"). A szczęśliwa żona może już spokojnie trzaskać talerzami w kuchni i nalewać prozaiczną pomidorową na talerze, bo wie, że została doceniona.

***
A gdy mężczyzna w czwartkowy wieczór z nadzieją w głosie powie: "Mam najnowszy film z Top Geara, jadą przez Włochy i Francję, widoki takie, że dech zapiera. Może byśmy obejrzeli razem?" To żona od razu wie, że "widoki zapierające dech w piersiach" będą głównie dotyczyły silników, nadwozi, rur wydechowych i zegarów w samochodzie. Że ścieżka dźwiękowa tego dzieła filmowego będzie się składała głównie z ryku silników i pisku opon na zakrętach, ale... "Moment, weź nam wino, a ja tu sobie pozbieram motki i szydełko i możemy iść oglądać." A szczęśliwy mąż ma poczucie, że spędził idealny wieczór z żoną.

***
A gdy mężczyzna o ósmej rano w niedzielę, na delikatną sugestię, że może już będziemy wstawać, mamrocze półprzytomnie: "Ale ja grałem do trzeciej nad ranem. Mówię ci, genialna gra! A jaka grafika! To ja sobie pośpię jeszcze z godzinkę. A później upomnij się, to ci pokażę, jak ta gra wyglą..." i zanim skończy zdanie to już pochrapuje z powrotem z nosem zarytym w poduszkę. To żona wstaje sama, robi sobie niedzielną poranną herbatkę, stara się nie hałasować i przekonać kota, że da się biegać ciszej i miauczeć bezdźwięcznie. A o dziewiątej mąż wstaje z poczuciem, że życie jest piękne, a weekend perfekcyjny.

***
Poradnik życia z osobą intensywnie kreatywną według Ślubnego brzmi tak:
- Nie pytam, po co jej 48. motek czerwonej włóczki, bo usłyszę wykład na temat składu lub tonacji kolorystycznej. Od razu pytam, czy tylko jeden jej wystarczy.
- Znalazłem dla niej kąt w mieszkaniu, może być ciasny i ciemny (wtedy od razu kupuje się lampkę) i dbam, żeby miała szafę/komodę/pudełka na swoje skarby. A gdy  mówi, że się nie mieści, to nie wyrzekam, że trzeba było nie kupować tego 48. motka, tylko pytam, czy nie potrzeba kolejnej szafy/komody/pudełka.
- Wykazuję zainteresowanie. Proste pytania: "A co robisz? A co z tego będzie?" potrafią zdziałać cuda.
- Chwalę, choćbym nie miał bladego pojęcia, jak będzie wyglądał efekt końcowy.
- Od czasu do czasu kupuję coś z własnej inicjatywy. Nie jest ważne, że się nie znam. Aukcje z włóczkami lub materiałami na Allegro można posegregować sobie według popularności i kupić to, co inni kupują najczęściej, o ilość spokojnie zapytać samą zainteresowaną.
- Noszę co najmniej raz w miesiącu rzecz zrobioną dla mnie. Po pierwsze, żeby pokazać, że mi się podoba, a po drugie, jak poproszę o coś szytego/dzierganego, to nie usłyszę, że nie ma mowy, bo nie noszę tego, co mam.
- W życiu nie narzekam, że zaplątałem się w motek włóczki lub wbiłem sobie szydełko w tyłek, siadając na sofie, bo jak ona się potknie o moje porozkładane kable lub śrubki, to o wyrozumiałości mogę zapomnieć.
- I wychodzę z założenia, że kobieta z pasją jest skarbem, a nie ciężarem. Jak tworzy, to jest szczęśliwa, a jak jest szczęśliwa, to życie z nią jest znacznie łatwiejsze.

***
A mój poradnik w punktach brzmi tak:
- Oczekuję tolerancji dla swoich pasji i szaleństw, więc toleruję szaleństwa Ślubnego. Nie pytam, po co mu kolejna gra samochodówka, bo usłyszę wykład na temat kolejnej generacji konsol i że się "engine zmienił". Ja mogę tej potrzeby nie pojmować, ale widać dla niego to ważne/potrzebne/pożądane.
- Miło mi, kiedy Ślubny sam z siebie zainteresuje się, co robię i że fajne/ładne/oryginalne. Ale robię to samo - interesuję się. A co robi? A ładny projekt mu wychodzi. A świetna grafika w tej grze. A jak mu się podobał film, który wczoraj oglądał?
- Nie łudzę się, że brak obiadu na stole da się wyjaśnić tym, że robienie sweterka było fajniejsze niż stanie przy garach. Ale propozycja zamówienia pizzy raz na jakiś czas po to, żeby mieć więcej czasu na szycie, to nie zbrodnia.
- Nie zaprzęgam Ślubnego do czynności pomocniczych nudnych i "niewolniczych". Nie trzyma mi motków przy zwijaniu, nie podrzucam mu kawałków materiału do wyprasowania. W takich kwestiach jestem samodzielna do bólu. Ale kiedy można poprosić go o pomoc męską lub zaawansowaną, to jak najbardziej. Materiał naciągnie na ramę i przybije. Projekt na komputerze zrobi. 
- Na widok prezentów "rękodzielniczych" piszczę głośno i entuzjastycznie, macham łapkami i wyrażam bezgraniczne zadowolenie.
- Od lat mam przeświadczenie, że bycie małżeństwem nie polega na siedzeniu sobie na głowie i patrzeniu sobie w oczy. Mamy wspólne zainteresowania, robimy wiele rzeczy razem, ale nie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Trzeba mieć własny świat i własne pasje. I jeśli Ślubny chce do tego mojego świata wpaść na chwilę, to świetnie. Ja czasem wpraszam się do jego królestwa. Ale szanuję jego potrzebę posiadania czasu tylko dla siebie i nie czuję się obrażona, kiedy na pytanie, co robimy wieczorem, słyszę: "Ja bym sobie chętnie pograł albo obejrzał film." To ja sobie poszydełkuję i posłucham audiobooka. Ale wiem, że jak tylko krzyknę z dołu, że może byśmy poszli na wieczorny spacer, to Ślubny rzuci wszystko (jak tylko dojdzie do "save pointa" :))))) i będzie gotowy do wyjścia w trzydzieści sekund, sugerując, że po drodze wpadniemy po "żelki na drogę".


***
Dzisiejszy wpis jest ilustrowany zdjęciami mojego prezentu "pod choinkę" od Ślubnego. Jak widać dostałam "część miękką, włóczkową", ale też trochę "żelastwa maszynowego":

Ślubny zadbał, żebym miała w końcu maszynę doposażoną w stu procentach i zamówił pełen komplet stopek, czyli w zasadzie wszystko, o czym osoba szyjąca może pomarzyć! W życiu nie sądziłam, że trochę żelaza i plastiku może mi sprawić tyle radości!

***
I skoro już jest wpis o życiu, pożyciu i szyciu na Rogu Renifera, to proszę bardzo - element niezbędny szczęścia i radości domowej:

niedziela, 23 czerwca 2013

LETNIA SZKOŁA SZYCIA - część pierwsza

Dziś część pierwsza, czyli oswajanie maszyny, podstawowy "obrządek" sprzętu i pierwsze własnoręcznie/własnomaszynowo wykonane szwy.
Tym razem filmów jest sporo i żeby wpis wczytywał się sprawnie i szybko, zdecydowałam, że nie będzie w samym tekście filmów, będą linki. Dajcie jednak znać, czy tak jest dla Was wygodnie. Jeśli się okaże, że "po staremu" było lepiej, to zmienię.

***
To zaczynamy, maszyna na stół i... instrukcja obsługi w dłoń. Instrukcję czytamy od deski do deski. Nawet jeśli na początku nie rozumiemy wszystkiego. Przynajmniej będziemy wiedzieli, czego w tej książeczce można szukać.
Film o pierwszym kontakcie z maszyną oglądamy tutaj.

***
Odkrywamy tajemnice dolnej nitki.
Uczulam na to, że różne typy maszyn mają różne bębenki!!!
Różnica może tkwić w ich montażu. W modelu Singera na zdjęciu bębenek zamontowany jest poziomo i wkłada się do niego "gołą szpulkę" i nitkę z niej zaczepia o elementy stałe w samej maszynie. Ale są też maszyny, gdzie bębenek montowany jest pionowo, "na stojąco" i tam szpulka ląduje najpierw w wyjmowanej metalowej obudowie i to o jej elementy zaczepia się nitkę, a później całość (metalowa skorupka ze szpulką w środku) ląduje w maszynie.
Ale różne są też same szpulki - różnią się średnicą i wypukłością. Nie ma tak, że każda szpulka pasuje do każdej maszyny.
Film o tajemnicach nawijana dolnej nitki na szpulkę oglądamy tutaj.
Film o wkładaniu szpulki do wnętrza maszyny oglądamy tutaj.

***
Czas na "motanie" górnej nitki.
W większości maszyn domowych system nawlekania górnej nitki jest bardzo podobny. Może się minimalnie różnic w kolejności zaczepiania o kolejne metalowe/plastikowe zaczepy. Informacji o tym, jak to dokładnie wygląda szukajcie w swoich instrukcjach obsługi oraz na samej maszynie, gdzie często na obudowie są rysuneczki i cyferki, gdzie i jak po kolei przeciągnąć nitkę.
W filmie zwracam uwagę na to, że igła może być montowana tak jak u mnie oczkiem igły do przodu. Są jednak takie modele maszyn, że igła montowana jest bokiem.
Przy okazji pokazuję, jak sobie radzić z nawlekaczem igły wbudowanym w maszynę.
Film o nawlekaniu górnej nitki oglądamy tutaj.

***
Stopki, stopki, stopki.
Zestaw stopek, który jest pokazany na filmie, to taki "zestaw wysoce użyteczny", czyli: stopka uniwersalna, stopka do zamka krytego, stopka do zamka błyskawicznego zwykłego, stopka do robienia dziurek na guziki.
Oczywiście rodzajów stopek jest znacznie więcej, ale tutaj skupiamy się na tych podstawowych.
Większość współczesnych maszyn ma stopki montowane w uchwyt "matic niski" i pasują one do wielu modeli i marek maszyn. Ale warto się zawsze upewnić, czy stopka, którą chcemy kupić do naszego modelu maszyny będzie pasowała.
Film o rodzajach stopek i sposobie ich montowania oglądamy tutaj.

***
Igły, igły, igły.
Dobra krawcowa ma zestaw igieł niczym dobrze wykarmiony jeż :)))))  Igły o różnych grubościach, o różnym przeznaczeniu, igły podwójne.
Nie szyjemy igłami uszkodzonymi, wyszczerbionymi, tępymi!!! I nie chodzi tylko o to, że maszyna zacznie wyczyniać dziwne sztuki, pętelkując, przepuszczając szwy itp. Większym problemem jest to, że taka igła może uszkodzić bębenek! Dlatego warto inwestować w nowe igły, żeby nie musieć płacić za naprawę  sprzętu.
Informacje o tym, jaka grubość igły do jakiego materiału jest przeznaczona znajdziecie najczęściej w tabelce pod koniec instrukcji obsługi.
Ja sama jestem zwolenniczką kupowania igieł "dedykowanych" do określonej marki maszyny, bo mam wtedy pewność, że taka igła nie szkodzi bębenkowi. Ale generalnie igły sprzedawane w pasmanteriach jako "igły do maszyn domowych" będą pasowały do popularnych maszyn.
Film o rodzajach igieł oglądamy tutaj.
Film o montowaniu igły i wymianie oglądamy tutaj.

***
Regulacja napięcia nitki górnej.
Początek każdego szycia to regulacja napięcia nitki górnej. Sprawa bardzo ważna, żeby nasze szwy były trwałe i trzymały latami.
Przy okazji ćwiczymy szycie szwem prostym
Film o regulowaniu napięcia nitki górnej oglądamy tutaj.
I na wszelki wypadek również tutaj, na innym rodzaju materiału.

***
Zygzakiem, Jasiu, zygzakiem!
Tak zwany ścieg zygzakowy to podstawowy (choć ani nie jedyny, ani nie mój ulubiony) sposób na wykańczanie brzegów tkanin. I w przypadku ściegu zygzakowego wymagane jest wyregulowanie napięcia nitki górnej, decyzja o gęstości ściegu i jego szerokości. I okazuje się, że żeby ścieg zygzakowy wyglądał estetycznie trzeba się nieco bardziej namęczyć.
Film o zygzaczkach oglądamy tutaj.

***
Ozdobnie też można.
Ściegi ozdobne ma w zasadzie każda maszyna. Moja ma ich niezbyt dużo, ale skoro są, to czemu ich nie oswoić i nie wykorzystywać.
Przy szyciu ściegiem ozdobnym stajemy przed koniecznością wyregulowania nie tylko napięcia nitki górnej, ale przede wszystkim szerokości ściegu i jego gęstości.
Film o tym, jak gęstość i szerokość ściegu wpływa na wygląd (lub kompletny brak wyglądu :))) ściegu.
I drugi film o efekcie pożądanym :))

***
To może podwójnie?
Podwójna igła to bardzo ciekawy wynalazek, który nie tylko ma swoje spore zalety użytkowe (jest to idealny sposób na wykańczanie brzegów "uszytków" dzianinowych), ale także daje możliwość poprowadzenia dwóch idealnie równoległych szwów jednocześnie i to szwów w dwóch kolorach!!!
Jedna uwaga!!! Szycie podwójną igłą wymaga ustawienia bardzo dużego naprężenia górnej nitki (żeby pod spodem nitka z bębenka była rozciągana w ładny, estetyczny zygzak), dlatego szyjemy dobrą jakościowo nitką!!! Żeby taka nitka wytrzymała to duże naprężenie i nie zrywała nam się co chwila.
I jeszcze ważniejsza uwaga i ostrzeżenie. Podwójna igła musi nam się mieścić w czasie szycia w "dziurce" w stopce. Oznacza to, że możemy nie być w stanie wykorzystywać ściegów ozdobny, a nawet zygzaka o dużej szerokości, bo wtedy igły będą nam w maksymalnym wychyleniu na bok biły w stopkę!!! O konieczności sprawdzenia, czy możemy szyć danym ściegiem, czy przy danym położeniu igły mówię na filmie.
Film o szyciu podwójną igłą oglądamy tutaj.

***
Ćwiczenia czynią mistrza! Czyli PRACA DOMOWA!!!
Najbliższe kilka dni poświęćcie na oswajanie maszyny - ze stanu groźnego jeżozwierza do stanu ukochanego zwierzątka domowego.
Ćwiczymy szycie prosto, przy brzegu, dalej od brzegu, po krzywych i po pętelkach. Sugeruję poświęcenie na ołtarzu mistrzostwa szycia jakiegoś starego prześcieradła lub niezbyt grubego kuchennego obrusu. Niezbyt gruba, gęsto tkana bawełna jest idealna, bo nie jest materiałem wymagający, a nitki z brzegów wysnuwają jej się w umiarkowanym natężeniu.
Bawimy się ściegami ozdobnymi. Testujemy szerokości i gęstość ściegów. Oswajamy.
Film o tym, co ćwiczyć oglądamy tutaj.
I drugą część tutaj.

***
PRZYGOTOWANIA DO NASTĘPNEJ CZĘŚCI
Dziś było bardzo teoretycznie, a najlepiej się uczy praktycznie. Dlatego w przyszłym tygodniu będziemy szyć konkretną rzecz - dwustronny fartuszek.
Potrzebne będą:
- w miarę cienki bawełniany materiał (lub inny materiał, który nie jest śliski jak węgorz, żeby sobie na początek nie utrudniać); mogą być duże resztki (kawałki około 70 na 70 cm wystarczą plus dwa długie kawałki na pasek i falbankę; mogą być różne, będzie kolorowa wersja);
- opcjonalnie kawałek koronki do wykończenia;
- nici;
- kawałek wąskiej gumki (dosłownie kilkanaście centymetrów);
- mydełko krawieckie, długa linijka, centymetr, nożyczki, szpilki, maszyna :))))
Zdjęcia mojego Startowego Zestawu Fartuszkowego zrobię wcześniej i pokażę w połowie tygodnia, żeby było dokładnie wiadomo, co jest potrzebne.

Dodatkowo mam propozycję do szybkiego przemyślenia i zaakceptowania. Możemy się umówić, że nauczymy się także od A do Z korzystać z Burdowych wykrojów.
Moja sugestia jest taka - kupimy sobie wszyscy najbliższy numer Burdy (w kioskach 28 czerwca, czyli pod koniec tego tygodnia) i wybierzemy jakiś model/modele i rozpracujemy od zera.
Dajcie znać, co o takim pomyśle sądzicie. Bo to jest taka akcja, z której będzie można skorzystać dosłownie w tej chwili, bo jeśli ktoś się w czasopismo nie zaopatrzy, to zostanie mu później zamawianie numeru archiwalnego.
Piszcie w komentarzach, jak Wam taki pomysł pasuje.
O decyzji, jaka zapadnie też dam znać w połowie tygodnia (przed pokazaniem się Burdy w kioskach :))).

***
Szyjcie, ćwiczcie, nastawiajcie się na kolejny odcinek i piszcie, jeśli będą jakiekolwiek pytania!
Gdyby ktoś zażyczył sobie umieszczenia grafiki Letniej Szkoły Szycia na swoim blogu, to częstujcie się bez wahania. Można kopiować bezpośrednio z bloga lub kliknąć na ten link - TUUUUU :)))