Obym tylko w jednym "mylnym błędzie" trwała latami. W dwóch!!!
Przez całe moje dorosłe życie byłam święcie przekonana, że bluzeczki z dekoltami typu "woda" są z pewnością dla każdego, ale nie dla mnie.
Uwaga dygresja! Nazwa "woda" w odniesieniu do dekoltu (czy to z przodu, czy to z tyłu) jakoś mnie niewiarygodnie śmieszy i mierzi na zmianę. Ale lepszej nie wymyśliłam, bo w ramach alternatyw przychodzi mi tylko do głowy "tumiwisi" :))) Koniec dygresji.
I przyznam się, że top szyty w ramach Letniej Szkoły Szycia traktowałam jako sztukę dla sztuki, a raczej szycie dla szycia. Byłam granitowo przekonana, że uszyję, założę, popatrzę krzywym okiem i może, ewentualnie, potencjalnie ponoszę jeden sezon jako ciuch do sprzątania. A tu niespodzianka - uszyłam, założyłam i... ku memu wielkiemu zdziwieniu musiałam bardzo szybko rewidować wieloletnie przekonania - ja "coś w ten deseń" mogę nosić! Mimo moich obwodów w biuście.

Ale to lato pokazało mi, że jeszcze jednemu "mylnemu błędowi" hołdowałam całymi latami - że szorty to jest odzież, o której mogę zapomnieć. Tym razem przez obwody w biodrach i udach. Że nie ma szans, żebym w tym wyglądała choćby na tyle dobrze, żeby spokojnie listonoszowi drzwi otwierać, nie gibiąc się zza tych drzwi jako ta wierzba na wietrze.
I pewnie pamiętacie, że tylko i wyłącznie potężnemu otępiającemu niewyspaniu zawdzięczam fakt, że pierwsza para powstała. Gdybym była w tamtym momencie trzeźwiej myśląca, to na pewno przekonałabym sama siebie, że szkoda czasu, materiału i zamka, bo przecież uszyję, założę, spojrzę krzywym okiem i... wiecie już, co dalej :)))
I potrzebna była kolejna rewizja błędnych przekonań - mogę nosić szorty. Wprawdzie z domu bym w nich nie wyszła, ale po domu... rewelacyjne odzienie!
I na fali zachwytu nad "szorcianą" wygodą uszyłam wczoraj drugą parę i coś czuję, że nie ostatnią w tym sezonie.

Szyte z materii pozostałej po Sukience szytej dla mnie przez Ślubnego. Ten sam wykrój jak w pierwszej parze. Nieco je zwęziłam (hurrra!!! niech się święcą malejące obwody :)))) i inaczej wykończona jest góra - "samoróbną" wypustką:

Przez chwilę zastanawiałam się nad białymi dodatkami, ale ta materia jest na tyle ozdobna, że kwiatki, motylki lub koronki jakoś mi "nie leżały w kontekście". Zostaną w wersji bez fajerwerków.
***
Ale za to w trakcie szycia szortów przyszedł mi do głowy szatański pomysł. Bo wy się głowicie nad tym, jakież to oszałamiające konkursowe Dzieła Kreatywne można stworzyć, a ja? Ja kompletuję nagrodę główną z piekła rodem. I kombinuję, jakie dodatkowe drobiazgi można stworzyć i do niej dorzucić. Wczoraj mnie zainspirował wzorek na materiale:

Teraz muszę wizję przełożyć na rzeczywistość. Jeśli mi się uda (bo oczywiście nawymyślałam jak oszalały artysta), to będę pokazywać :)))