Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bluzeczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bluzeczka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 lipca 2013

LETNIA SZKOŁA SZYCIA - część szósta - DZIANINOWY TOP, PRZYGOTOWANIA DO SZYCIA

Słynny top 110 z tegorocznej lipcowej Burdy przejdzie dziś etap "od zera do pociętej materii".

1. Kilka słów o tym, jak Burda opisuje swoje modele i że dobra krawcowa ogląda nie zdjęcia (choć od nich nie stroni), ale skupia się na rysunkach bardziej technicznych - co oglądamy tutaj.
2. Przygotowujemy wstępną listę potrzebnych materiałów i narzędzi - co oglądamy tutaj.
3. Zastanawiamy się nad rozmiarem i analizujemy, jakie elementy wykroju papierowego trzeba sobie przygotować. Przez chwilę rozmyślamy też nad tym, jakie materiały są odpowiednie do uszycia takiego modelu - a wszystko to oglądamy tutaj.
4. Wielkie ujawnienie, czym jest fizelinowa taśma formująca i czym można ją ewentualnie zastąpić, jeśli nasza pasmanteria nie ma jej w ofercie - co oglądamy sobie tutaj.
5. Kompletujemy zestaw przyborów niezbędnych do zrobienia papierowego wykroju - co oglądamy sobie tutaj.
6. Walczymy z potężnym papierowym arkuszem z wykrojami, przygotowując go do nieco bardziej wygodnego użytkowania - co oglądamy tutaj.
7. Uczymy się, jak w plątaninie linii znaleźć na arkuszu te elementy wykroju, które nas interesują - co oglądamy tutaj.
8. Przerysowujemy wykrój ramiączka (23), a przy okazji uczymy się, jak sprawdzać, czy wszystkie ważne oznaczenia zostały przeniesione z arkusza na nasz papier - co oglądamy sobie tutaj.
9. Wykrój tyłu (22), a przy okazji uczymy się, że słowo pisane z arkusza wykrojów też warto czasem przenieść na własny papierowy wykrój - co oglądamy tutaj.
10. Rozpracowujemy wykrój przodu (21), jednocześnie dowiadując się, że czasami trzeba sobie wykrój samodzielnie przedłużyć. !!!UWAGA!!! Dobrze zaplanujcie ułożenie papieru na arkuszu wykrojów, żeby się później ta przedłużana część zmieściła bez doklejania fragmentów papieru - co oglądamy sobie tutaj.
11. Przedłużamy wykrój przodu - co oglądamy sobie tutaj.
12. Sprawdzamy, czy poszczególne części przygotowanego wykroju są tej samej wielkości. A także podpowiedź, co zrobić, jeśli chcemy mieć ten top lekko taliowany. I przygotowujemy także ten element wykroju, którego nie ma na arkuszach, czyli odszycie podkroju pach tyłu - co oglądamy sobie tutaj.
13. Kilka słów o ewentualnej modyfikacji tego, z czego skroimy ramiączka i bardzo ważna rzecz (!!!) - o potrzebie przygotowania materiału do krojenia i szycia. Materiał musimy zdekatyzować, czyli uprać, żeby się "zbiegł" o tyle, o ile mu się zamarzy, zanim cokolwiek z niego skroimy - co oglądamy sobie tutaj.
14. Kiedy są wszystkie części papierowego wykroju możemy zmierzyć, ile potrzebujemy fizelinowej taśmy formującej. !!!UWAGA!!! Nie kupujemy dodatków "na styk", szczególnie taśm formujących, fizeliny jako takiej, wypustek i lamówek - kupujemy zawsze ze sporym zapasem. Po pierwsze będzie nam przyrastać "domowe zapasy magazynowe", co każda krawcowa bardzo lubi. A po drugie i najważniejsze - ewentualny błąd i zmarnowanie czegoś nie skończy się tragedią, bo będzie można sięgnąć po prostu po drugi kawałek. Ja sama mam zasadę, że dodatki kupuję w podwójnych ilościach. 
A mierzenie zużycia taśmy formującej oglądamy tutaj.
15. Przed krojeniem sprawdzamy jeszcze, czy wykrój ma odpowiednie do naszego ciała obwody i dodatkowo kilka słów o tym, że zwężenie bluzeczki w talii musimy zrobić z głową - co oglądamy sobie tutaj.
16. Zaczynamy od przygotowania elementów wycinanych z fizeliny - co oglądamy tutaj.
17. O wadze tego, żeby sobie oznaczyć na fizelinowych elementach, gdzie jest góra, a gdzie dół, gdzie grzbiecik, a gdzie wcięcie - co oglądamy tutaj.
18. Uwaga dla tych, którzy mają dzianinę ze wzorem oraz o prawidłowej kolejności krojenia - zaczynamy od największego elementu - co oglądamy tutaj.
19. O układaniu materiału do krojenia oraz o tym, że Burda nie zachęca do oszczędności materiału i dlaczego nie będziemy kroić z materiału złożonego na pół - co oglądamy tutaj.
20. Kilka wskazówek przy przenoszeniu wykroju papierowego na materiał oraz o tym, że nie składamy materiału na pół, tylko odwracamy ponacinany w miejscach oznaczeń papierowy wykrój na lewą stronę i dorysowujemy drugą część przodu od razu na tkaninie - co oglądamy tutaj.
Taka technika odrysowywania - na jednej warstwie materiału - daje nam od razu możliwość dorysowania wszystkich linii i większą precyzję rysowania i krojenia. Przy materiale złożonym na pół po pierwsze pod spodem dostajemy wycięty element, ale bez zaznaczonych linii szwów, a po drugie przy śliskich, ale też grubych materiałach krojenie staje się wyzwaniem i czasami nawet spięcie materiału szpilkami przed przerysowywaniem wykroju nie chroni nas przed przesunięciem materiału (kiedy jest śliski) lub "wyjechaniem" spod nożyc (przy grubym).
I jeszcze jedna ważna uwaga dla tych, którzy tak jak ja rysują ołówkiem - ołówek nie może być ostry, bo będzie nam się o tą dzianinę zaczepiał, naciągał ja, a nawet niszczył!!! Potrzebny nam ołówek z bardzo zaokrągloną "końcówką piszącą" :)))
21. Kroimy zaznaczając wcześniej linie cięcia (czyli wyznaczając zapasy szwów) ołówkową lub mydełkową linią albo dla osób lubiących skoki adrenaliny (żartuję oczywiście) tnąc "do centymetra" - co oglądamy tutaj.
22. Podobnie kroimy tył - co oglądamy w skrócie tutaj.
23. Kroimy jeszcze z dzianiny odszycia podkroju pach tyłu, zaglądając do Burdy, jak mamy te odszycia ułożyć na tkaninie - co oglądamy tutaj.
24. Kroimy ramiączka przy okazji ucząc się, jak łatwo korzystać z rysunkowej podpowiedzi na elementach wykroju, czyli strzałki oznaczającej kierunek zorientowania elementu wobec nitek tkaniny - co oglądamy tutaj.
25. Ostatnim zadaniem jest zrobienie na wszystkich elementach skrojonych z materiału obrysów nitką. To dodatkowa praca, ale bardzo ułatwi nam później szycie, bo da pełną kontrolę nad tym, gdzie są szwy, bo będzie je widać i po lewej i po prawej stronie materiału. 
Kto szył z nami piórnik ten wie, co ma robić. Zwracam tylko uwagę, że krótkimi niteczkami zaznaczamy sobie także wszystkie kreseczki styku (np. linię talii. linię na tyle koło numeru 2 itp.). Poniżej dwa obrazki poglądowe, jak mają wyglądać elementy w pełni przygotowane do szycia:
Elementy dzianinowej bluzy Ślubnego z obrysami z nitki.
Elementy piórnika z obrysami.

***
Szycie topu to temat następnego odcinka. Tradycyjnie powinien się on pojawić w przyszłym tygodniu.

***
I przypominam, że z sierpniowej Burdy też będziemy szyć!!! Kto jeszcze nie nabył materiałów naukowych, ten poszukuje najnowszego numeru w kioskach.

wtorek, 1 maja 2012

SZALEŃSTWA POZYTYWNE I NIE DO KOŃCA

Tydzień mediolański został zakończony (jakby ktoś przegapił, to zapraszam tutaj i tutaj, i tutaj też) i pora wrócić na ziemię i napisać w końcu coś o udziergach, wyszytkach i destrrrrrrukcji, czyli wszystkich szaleństwach, jakie udało mi się popełnić w ciągu ostatniego tygodnia.

***
Szaleństwo pierwsze "pozytywne"
Prezentowy Obrus Cioci Maryli. Zapowiadałam ekscesy przy blokowaniu, użycie artykułów wod.-kan. lub w drugiej wersji - napad na pasmanterię, kupienie tysiąca szpilek i kopciuszkowate upinanie w kółeczko - dosłownie i w przenośni. Ale jak się zabierałam za blokowanie obrusa, to było jakieś trzydzieści stopni w cieniu i lenistwo przytulało mi się do pleców, szepcząc "szybko i bezwysiłkowo, szybko i bezwysiłkowo". No to było szybko i prawie bez wysiłku. Obrus w smętnej formie został wyprany i wystawiony na dziesięć minut na palące słońce, co wysuszyło go na pieprz. A później ze sporą determinacją i powtarzając sobie, że w razie czego, to go jeszcze raz namoczę, przeprasowałam dzieło generatorem pary, dbając o to, żeby choć mniej więcej uzyskiwać formy okrągłe. Wyszło mi "prawie" - miałam różnice jakiegoś centymetra na średnicach. I taki wstępnie przeprasowany obrus został ułożony na dwóch karimatach i naciągnięty tam, gdzie trzeba było, żeby kółeczko było bez zarzutu. Całość operacji - dziesięć  minut, z czego dwie rozgrzewał się generator pary. Efekt końcowy taki:

Zdjęć pięknych i cudnych po blokowaniu brak, bo Ślubny stał nade mną i dyszał, że szybko, szybko, bo on już leci to wysyłać. Zatem nie zdjęcia były mi w głowie, tylko pakowanie ozdobne, pisanie życzeń i takie tam. Najważniejsze, że temat ciocinego, prezentowego obrusa mamy oficjalnie zakończony.

***
Szaleństwo drugie "pozytywne"
Ślubny stworzył filmik mediolański oraz zgrał filmiki z "trójwymiarowymi rysunkami przestrzennymi" i nawet dorzucił filmik niespodziankowy o faunie i florze... jakby :))). Proszę sobie usiąść wygodnie i lecimy.

Targi mediolańskie w wielkim skrócie:

Trójwymiarowe cuda:

I jeszcze raz:

I bonusik, czyli co Intensywnie Kreatywni widzą i słyszą o poranku z tarasu (proszę zwrócić uwagę na oszalałe żaby oraz opętane kukułki :)))

***
Szaleństwo trzecie "pozytywne"
Projekt Priorytetowy, czyli haft niespodziankowy dotarł dwa dni temu do właścicieli i w końcu mogę ujawnić, co się wyszywało i dla kogo.
O tym, że Iza z "Kropek nad i" spodziewa się dziecka, to wiedzą wszyscy do niej zaglądający. I pomyślałam, że miło by było zrobić jakiś prezent z okazji. Ale że Iza sama mistrzowsko operuje drutami i szydełkiem, i uszyć też potrafi cudeńka, to jakoś ciuszki dla synka wydawały się niewłaściwe. No to może miara dla dziecka??? Myślisz, siadasz, haftujesz i masz:

Iza już się zdążyła pochwalić prezentem na blogu, więc zainteresowanych zbliżeniami na faunę zapraszam do niej.
A ja dziękuję Ślubnemu, który nie tylko prezent wziął pod pachę i zawiózł Izie do domu, ale znacznie bardziej dziękuję za wyszarpanie stolarzowi z zębów deski w sobotę!!! I za sprawne posługiwanie się pistoletem tapicerskim, bo to właśnie nie kto inny, tylko mój własny mąż podjął się trudnego zadania połączenia deski, gąbki i haftowanego materiału w jedną, estetyczną całość.

***
Szaleństwo czwarte "nie do końca pozytywne"
Zasługuję na tytuł "Lady of Destruction", czyli "Pani destrukcji"...
Wysłałam przedwczoraj w robótkowy niebyt Rudości...
Szlag mnie trafiał na nie...
Nie mogłam się z nimi zaprzyjaźnić ani polubić, ani nawet zacząć tolerować...
Dużo ich było...
Lepiej mi...
Jakby mi ktoś menhira zdjął z barków...

***
Szaleństwo piąte "pozytywne"???
Co się robi, kiedy w cieniu prawie trzydzieści stopni???
Robi się wełnianą chustę :)))
Ja chyba już parę razy udowodniłam, że rzeczy letnie robię zimą, a zimowe latem, no to jakby ktoś nie był przekonany, to proszę bardzo, ma kolejny dowód.
Iza z Agatą z okazji najazdu na Róg Renifera sprezentowały mi mnóstwo dóbr wszelakich, a wśród nich piękność kolorystyczną - akryl z wełną. A że po destrukcji Rudości potrzebowałam czegoś, co ucieszy mnie "naocznie" i "podpalcowo" i jeszcze będzie powstawało w tempie pociągu TGV, to powstaje to:

Ja na szczęście jestem z tych, co to im latem nie przeszkadza robienie z wełen i akryli, więc nie cierpię. Poza tym okazuje się, że po bardzo słonecznym dniu wieczór na tarasie bywa "gęsioskórkowo" chłodny, to milunia w dotyku chusta będzie jak znalazł.
Informacja dla Izy :)))))))))) - druty 5.00 i robię tak luźno, jak się tylko da. W dotyku wychodzi bajeczna miękkość. Jeszcze raz dzięki, dziewczyny, za prezent!!!

***
Szaleństwo szóste "pozytywne", ale nie moje, tylko kocie
Kocio okazuje się oporne i niechętne w kwestii wykorzystywania do wychodzenia na taras drzwi właściwych, czyli głównego wyjścia. Ale za to wyskoczenie na taras przez okno w kuchni jest akceptowalne, pożądane i chętnie uskuteczniane:

***
Szaleństwo siódme "pozytywne"... może... nie wiem... ale szaleje Ślubny
Ślubny zakupił część mebli tarasowych (widać je na filmiku powyżej) i wśród nich także wieeeeeeeeeeelki parasol. Ale okazało się, że to, co jest na poziomie ziemi lekką bryzą marszczącą morze gładkie jak stół, to na poziomie nie osłoniętego trzeciego piętra zamienia się w szalejący huragan o jakimś wdzięcznym żeńskim imieniu. Parasol wyjechał z powrotem do sklepu. Ale Ślubny zaczął kombinować, co by tu wyczynić, żeby jednak część tarasu zacienić.
Będzie zacienienie ekologiczne wykonane z pnączy, lian, roślin kwitnących i wijących i ogólnie zapowiada się, że powstanie na tarasie pełnowymiarowy ogród botaniczny. W ramach ostatnich pomysłów zostałam zawiadomiona, że będziemy uprawiać także truskawki i poziomki. A tak w ogóle to Ślubny chce miniaturowy czerwony klon... 
Negocjuję kwestie odpowiedzialności za pielenie, podlewanie, targanie ziemi na trzecie piętro i inne takie tam techniczne drobiazgi...
O skutkach szaleństw będę zawiadamiać na bieżąco.

***
Szaleństwo ósme "pozytywne" astronomiczne i ostatnie
Z tarasu widać bardzo jasną gwiazdę. Moja wiedza astronomiczna jest zerowa - księżyc rozpoznaję i uznaję to za wystarczający sukces w tej dziedzinie. Gwiazda jednak coś mi szybko znikała i generalnie przemieszczała się po nieboskłonie w tempie bynajmniej nie ślimaczym, więc szybko doszłam do wniosku, że to jednak satelita, najprawdopodobniej rosyjski, szpiegowski i super tajny. 
Ale wczoraj uparłam się, że chcę zobaczyć koniunkcję Księżyca, Marsa i Regulusa, na własne oczy chcę. Ślubny postanowił się przygotować teoretycznie i ściągnął jakąś aplikację pokazującą, co jest na niebie patrząc z własnego punktu siedzenia. Koniunkcję oczywiście pooglądałam i Mars rzeczywiście wyglądał na lekko zaczerwienionego. Ale!!! Aplikacja pozwoliła w końcu wyjaśnić tajemnicę tej bardzo jasnej gwiazdy/sputnika/nie-wiadomo-czego. Wenus!!! To jest Wenus. Ja to mam widoki z tarasu :)))

niedziela, 18 marca 2012

W SZPRYCHACH NAŁOGU

Idealny weekend na ponowne wpadnięcie w szpony, a raczej w szprychy rowerowego nałogu. W piątek pojazdy umyłam z zimowej warstewki kurzowego nalotu. W sobotę Ślubny wyposażony w pompkę i samochód (jako źródło elektryczności) napompował koła i... machnęliśmy wczoraj rozgrzewkowe 13km. Bolały mnie bynajmniej nie nogi, tylko to miejsce, skąd one wyrastają. Ale przecież jak jest taka pogoda, to nie można nie wykorzystać, więc dzisiaj poprawiliśmy statystyki jeszcze dłuższą trasą. 
Przy okazji - kto wie, jaka jest najlepsza i najbardziej uczęszczana ścieżka rowerowa? Okazuje się, że w tej roli idealnie się sprawdza już zbudowana, ale jeszcze nie oddana do użytku obwodnica miasta - w weekend to deptak, promenada, ścieżka rowerowa i raj dla rolkarzy w jednym. Dla wyczynowych rowerzystów też raj na ziemi, bo płasko to na tej obwodnicy bywa, ale rzadko, głównie są jednak podjazdy o sporym nachyleniu (zjazdów relatywnie mniej, bo cały czas miałam wrażenie, że pedałuję pod górkę, i pod górkę, i pod górkę...).

A teraz siedzę sobie na miękkim (żeby mniej bolał tyłek odgnieciony od siodełka) i mogę zdać relację z ostatnich trzech dni.
Po pierwsze przyrosły bluzeczkowe Rudości, czyli do szydełkowego paska, który ma być na poziomie talii dorabiam właśnie dół. Kolejność tworzenia trochę postawiona na głowie, ale co tam, czy to jest powiedziane, że ma być normalnie?
Od razu odpowiem na pytanie, jakie na pewno zada mi Iza w komentarzach - na jakich to "grubaśnych" drutach robię tą cieniznę. Na 3,25.

I tak, dobrze widzicie, pawie oczka będą na końcu, bo mi się zamarzyło, żebym miała na dole urocze falbanki z falkami, a nic tak dobrze nie robi falistych brzegów jak ten wzór. 
Zazwyczaj przy łączeniu różnych nitek i przechodzeniu z szydełka na druty i odwrotnie obie części zszywałam. Tym razem łączenie nie jest zszyte, tylko oczka na druty są nabrane bezpośrednio z szydełkowego paska. Miejsce nabrania i tak zniknie schowane pod rzędem szydełkowych półkoli.

W piątek w ramach szukania sobie powodów do długich spacerów dokonałam oblotu po prawie wszystkich second handach, jakie można znaleźć w Murowanej Goślinie. Oczywiście nie wróciłam z pustymi rękami. Nabyłam drogą kupna z elementami lekkiego targowania się ponad dwa metry ciepłej wełenki w czarno-czerwoną wielką kratko-pepitkę (8 PLN), z której powstanie za parę miesięcy jakaś jesienno-zimowa spódnica na podszewce (chwilowo zdjęć brak, bo w formie płachty materiał nie rzuca na kolana). Oraz... zasłonę, wielką, bawełnianą, cudną (7PLN), z której mam zamiar uszyć wiosenno-letnią spódniczkę. A nie mogłam się oprzeć, bo taki gobelinowy, angielski w klimatach materiał śnił mi się po nocach.
Teraz muszę sobie jeszcze chwilę pospać z rodzącą się ideą, żeby mi się cała spódnica przyśniła, bo na razie wiem tylko tyle, że potrzebuję wstążki w pięknym pistacjowym kolorze, żeby była jako dodatek. 

Poza tym haft się nadal haftuje i zakończyłam część nudną, a przechodzę do części rozrywkowo-kreatywnej, gdzie będę szalała kolorystycznie.

No i Mały - faza na piłeczki pingpongowe nadal kotu nie przeszła, mam nawet wrażenie, jakby uzależnienie od zabawki trochę się pogłębiło. Przy czym po nocy łupania piłeczkami po panelach i płytkach można na przykład zastać rano taki widok w kuchni:
Zwracam uwagę na prawie idealnie symetryczne ułożenie zabaweczek :)

Poza tym Mały przestał przesypiać całe dnie i chować się profilaktycznie w pościeli na najlżejszy dźwięk dochodzących z zewnątrz, a skupia się raczej na aktywnym uczestniczeniu we wszystkim, co się dzieje. Nic, żadna czynność nie może się obyć bez tego, żeby nie wetknął nosa.

Ale i tak największą miłością pała do tkanin okiennych, więc takie obrazki nie są rzadkością:
I uprzedzając Wasze pytania - nie niszczy materiału, co najwyżej obkłaczy, ale z tej sztucznej tkaniny wystarczy strzepnąć. Jedyny problem to ten, że nijak nie możemy dojść z kociem do porozumienia w kwestii właściwego udrapowania i ułożenia firan na podłodze. Co ja je poukładam i wyrównam co do centymetra, to Mały przeleci, poowija się w nie i już leżą po kociemu, czyli w artystycznym nieładzie, wyciągnięte na przykład do połowy salonu...

To ja idę zrobić herbatkę waniliowo-cynamonową, posłucham "Snow Crash" Neala Stephensona (po polsku tytuł przetłumaczono jako "Zamieć"), przepchnę trochę Małego, który zajmuje pół lotniskowca w salonie i powyszywam sobie.

***
I przypominam o konkursie IKEA 2012 - do wygrania 100 złotych do przepuszczenia w sklepach sieci IKEA. Jak na razie Blogowa Komisja Konkursowa Was kocha za sensowne komentarze i jeszcze bardziej za ich poziom. Konkurs kończy się 29 marca o północy, więc nadal jest baaaaardzo dużo czasu.

niedziela, 19 lutego 2012

RAZ, DWA, TRZY, TEST FIRANKI

Niechętna byłam. Zapierałam się zadnimi łapami. Prychałam i udawałam niepełnosprawną manualnie... Nic to nie dało. Ślubny uparł się, że trzeba zakupioną hurtem materię powiesić w oknach. Pożyć sobie z materią zwisającą. Pooglądać przy świetle sztucznym i naturalnym. Poprzyzwyczajać się do zwiewności naokiennej. I ok, nie muszę od razu na gotowo. Nie muszę szyć, mogę sobie estetycznie fastrygować. Ma być komplet testowy.
No to zrobiłam. Ze względu na to, że materiał się nie strzępi, to nawet w tym momencie nie podszywałam brzegów. I tak trzeba będzie materię zdjąć w czwartek, bo na piątek jest zaplanowane wielkie mycie okien (o ile pogoda pozwoli). Wtedy, jeśli zapadnie decyzja, że toto zostaje, to podszyję na gotowo.
Ślubny zażyczył też sobie przetestowania, podobno bardzo modnej ostatnio, wersji z tkaniną wdzięcznie układającą się na podłodze. Ok, niech mu będzie. Za tydzień podejmiemy decyzję, czy zostaną w wersji maxi zbieracza kurzu, czy będziemy je jednak skracać.
I tym sposobem sypialnia wygląda od wczorajszego wieczoru tak:

 



 

Ja na razie opinii na temat zwisów okiennych nie mam. Rzeczywiście muszę sobie z nimi pożyć. Dobrze rokuje to, że wczoraj wieczorem była wersja "po moim radosnym trupie", a dzisiaj rano jest "może, ewentualnie". Fajne jest w tej tkaninie to, że jest tak delikatna i lekka, że żyje i rusza się przy najlżejszym ruchu powietrza. 

***
Czas na zaległości, czyli czarno-srebrny szal. Robótka ekspresowa, bo część główna to same prawe, a trochę więcej uwagi wymagały ozdobne wykończenia brzegów.

I jeszcze zbliżenie na bardzo ażurowy brzeg:

Całość robiona z bawełny - część główna z merceryzowanej bawełny z dodatkiem srebrnej nitki, brzegi to matowa nitka bawełniana. Wszystko na drutach 3.75.

I przy okazji szala będzie z "innej, książkowej beczki". To, że lubię wszystko, co napisze Haruki Murakami, to ja wiedziałam od dawna. Nawet jego książka o bieganiu mnie zauroczyła ("O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" - tutaj można sobie przeczytać recenzję.) Ale! W trakcie robienia szala słuchałam "Kafki nad morzem" - ("Kafka on the Shore" - tutaj link do strony książki w Biblionetce) i okazało się, że Murakami może mnie zachwycać jeszcze bardziej. Jeśli ktoś Murakamiego lubi, a Kafki nie czytał, to polecam.

***
I żeby nie odbiegać zbyt bardzo od ażurowych bizantyjskich wzorów, oto zajawka bluzeczki, bo z Waszego komentarzowego wyrażania opinii wyszło, że żadne tam szale, bluzka ma być:

Powstaje na żywca, bez jakiegoś konkretnego planu układu wzorów. Główna zasada - ma być dziurawo i w paseczki. Paski wychodzą nie tylko przez wykorzystanie poziomych wzorów, ale też dzięki połączeniu dwóch nitek bawełnianych: ognisto rudej, robionej pojedynczo oraz lekko przygaszonej rudości, robionej po potrójnym złożeniu.

Nitki są relatywnie cienkie i nawet druty 3.25 nie przyspieszają pracy, więc projekt będzie raczej długodystansowy. 

***
Ale to nie wszystko, co się zaczęło. Jest jeszcze to:

Co to będzie? Niespodzianka! Jak ktoś zgadnie, to się przyznam, ale na razie, jak śpiewał Turnau: "cichosza".

***
Iza wezwała mnie do spowiedzi kosmetycznej (spowiedź serialowa była wcześniej).
- nie wyobrażam sobie życia bez kremu do twarzy z białej herbaty firmy Ziaja, z serii HerbikaPlant,
- muszę mieć pod ręką krem do rąk, ostatnio z okazji zimy to jest krem o zapachu czekolady, firmy Joanna, seria Sweet Fantasy (latem to zazwyczaj coś cytrusowego),
- pomadka ochronna do ust - teraz to Nivea Classic,
- balsam do ciała Garnier Skin Naturals do skóry bardzo suchej z syropem z klonu (czerwone opakowanie).