Skończyłam wczoraj wieczorem szyć ostatni "twór z pomarańczowego prześcieradła", co to się troszeczkę naczekał na wykończenie. A zatem do Pomarańczowej Sukienki i Pomarańczowej Bluzki dołączyła... Futurystyczna Zakonnica.
To może ja najpierw pokażę, a później wytłumaczę, skąd się wzięła nazwa.

Bluzka szyta na podstawie wykroju tuniki (model 103 z Burdy z najlepszego rocznika 3/2009). W stosunku do oryginału bluzka została oczywiście mocno skrócona, ma pogłębiony i poszerzony dekolt z przodu oraz wydłużoną linię ramienia, żeby karczek w tym miejscu choć trochę przypominał krótki rękawek. No i oczywiście moja wrodzona niechęć do marszczeń kazała mi z przodu zrobić dwie schludne zakładeczki, a nie marszczeniowy bałagan.

Pomarańczowe prześcieradło po skrojeniu z niego sukienki i bluzki dało mi jednak do zrozumienia, że było z gumką, ale nie z gumy i przykro mi Winnetou, ale na całą bluzeczkę nie starczy. Dlatego karczek został skrojony z mięsistej lekko elastycznej bawełny (z której uszyta jest Spódnica Pod Wezwaniem Destrukcyjnych Falbanek).
![]() |
UWAGA!!! Zauważamy kota czajnikującego się na schodach :) |
I teraz gwóźdź programu - od momentu, kiedy okazało się, że karczek z przymusu będzie biały, to planowałam zrobienie delikatnych, pastelowo pomarańczowych frywolitkowych koronek i doszycie ich na dole karczka w celu "zbizancjonowania" modelu do poziomu mnie zadowalającego... Planowałam, ale...
Wczoraj po obcięciu ostatniej nitki poleciałam toto mierzyć. Przymierzyłam i wróciłam odstrojona na antresolę, żeby pokazać Ślubnemu, co wyszło. I tu, ku mojemu zaskoczeniu, dowiedziałam się, że uszyłam za... zadziwiająco futurystyczną bluzkę, o intrygującym połączeniu kolorów i tkanin i generalnie, w opinii Ślubnego, to jest najciekawszy ciuch, jaki wyszedł spod stopki mojej maszyny. A w ogóle to jemu się kojarzy z "Piątym elementem" (???) i niech mnie ręka boska broni dodać do tego choć pół milimetra jakiejkolwiek koronki...
Spytałam trzy razy, czy na pewno, czy może jednak lepiej będzie z tymi pomarańczowymi dodatkami na bieli, żeby przejście między kolorami było łagodniejsze... Ale Ślubny szybko i dosadnie mi uświadomił, że ja mam tendencję do zabijania prostoty w zarodku i niech ja się posłucham bez dyskutowania... Posłuchałam :)))
To skąd się wzięła "Futurystyczna", to już wiecie - od skojarzeń Ślubnego. A "Zakonnica"? Od moich dzikich skojarzeń bieli i kształtu tego karczka z... wariacjami na temat zakonnych habitów (można zajrzeć tutaj, ale uprzedzam, że na własną odpowiedzialność :)))).
***
W ramach przerywnika, dla cichych i głośnych wielbicielek Mały jako samiec alfa jaskini na Rogu Renifera:

Oraz rozmruczany (trochę wyobraźni potrzeba, ale na pewno dacie radę :)) orientalny, skośnooki kotek miziany:

***
I po przerywniku! Teraz do rzeczy, czyli do chusty. Z prezentu od Dodgers i przy wykorzystaniu miliona przezroczystych koralików powstaje pierwsza zapowiadana w poprzednim wpisie chusta - Gail będzie z koralikiem wszędzie tam, gdzie się pojawiają trzy oczka razem... czyli się troszkę tych koralików ponadziewam na oczka.
Stan na dziś mało oszałamiający, ale początek jest:

***
A wykorzystując słońce za oknem, machnęłam w końcu zdjęcia czerwonych wazonów. Tak na co dzień upychamy je w kącie tuż obok asa i drzwi tarasowych, ale w celu uwiecznienia dla potomności postawiłam je na stoliku kawowym. Zakup patriotyczny, bo to polskie szkło, ręczna robota.

Mają po około 70/80 cm wysokości i Ślubny kombinuje teraz, co do nich wetknąć, żeby było dobrze - jakieś ozdobne gałęzie zapewne, ale jeszcze żadne się na niego nie rzuciły nie zaszumiały, że to one będą odpowiednie.