Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szwy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szwy. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2013

SPODZIANEK

Na początku była burza. Matka Natura doszła do wniosku, że wystarczy tego jednostajnego upału i czas zatroszczyć się o jakieś atrakcje. Padło na nocne widowisko audio-wizualne i o północy od strony Wrocławia łupnęło młotem boga Thora tak, że aż iskry poszły. Łupanie i iskrzenie trwało jakieś dwie godziny. A Mokosz pod ramię z Notosem  zapewniali intensywne nawadnianie pod ciśnieniem.
I się byłam nie wyspałam. Cały ranek snułam się po metrażu, jakby to mnie ten młot boga Thora w czółko łupnął. Ślubny (nadal urlopujący, ale bardziej przyzwyczajony do zasypiania nad ranem) patrzył na to moje snucie z boku i sugerował, że powinnam "iść sobie poczytać, najlepiej w sypialni".*

* Czytanie w sypialni oznacza dwie przeczytane strony i dwie przespane godziny.

Ale mnie na chwilę zaniosło na antresolę. Stwierdziłam, że skoro już się zaplątałam w Kąciku Robótkowym, to zanim "pójdę poczytać", to przejrzę Burdy, bo od tygodnia chodziło mi po głowie uszycie sobie odzieży letniej w postaci  szortów z jakiegoś przewiewnego materiału.
Już w drugiej znalazło się dokładnie to, czego szukałam. Przekonałam sama siebie, że to "czytanie" jeszcze pół godziny poczeka, a ja zrobię papierowy wykrój. Ostatecznie to dwa małe kawałki do przerysowania. 
Gotowy wykrój zmobilizował mnie do otworzenia szafy z materiałami z głębokim przeświadczeniem, że na bank nie ma tam nic, co by się na takie szorty nadawało i będę mogła z czystym sumieniem "iść czytać". A tu "niespodzianek" - jest materiał idealny. Kupione kiedyś pół metra cudnie tkanego płócienka, z którego wykorzystałam kawałek do wykończenia "Cwetra" Ślubnego.
Spojrzałam na ten materiał, spojrzałam nieco bardziej kwaśno na wykrój i wyszło mi, że za mało będzie... a może wystarczy... nieee... No to przecież nie pójdę "czytać", dopóki nie sprawdzę.
I gdyby ten materiał nie miał identycznej strony lewej i prawej, to by było za mało. Ale że obie strony takie same, to - kolejny "niespodzianek" - wcisnęłam. Na styk! A skoro nagle się okazało, że materiał skrojony, to przecież szycie czekać nie powinno.
Tym sposobem w jedno bardzo śpiąco-ziewające popołudnie powstał Spodzianek, tfu! Szorty powstały :)))

Spodzianek szyty na podstawie czerwcowej Burdy (6/2013), model 111A (z nieco dłuższymi nogawkami niż oryginał i bez ozdobników na tyłku, bo jakieś kieszonki tam chyba były, ale je na śpiąco zignorowałam).

Góra zamiast odszycia ma wykończenie ze srebrnej lamówki. Materiał jest bardzo luźno tkany i miękki i bałam się, że nawet wzmocnione fizeliną odszycie będzie się źle układać i nie będzie "trzymać formy".

I przy takim małym Spodzianku udało mi się wcisnąć trzy różne wykończenia szwów na lewej stronie.
Jest szew francuski na szwach wewnętrznych nogawek i na prawym szwie zewnętrznym. Przy okazji zdjęcie specjalnie dla Wiewiórki - że u mnie też widać ołówek po lewej stronie :))))

Zwykły zygzak - dwie warstwy obrzucone razem, zaprasowane i przestębnowane - to na szwie środkowym szortów. Ten szew w spodniach i spodenkach to jedno z miejsc newralgicznych - musi być mocne i nie do... rozerwania, bo ten szew w spodniach pracuje najmocniej. Stąd to stębnowanie, żeby wzmocnić.

I w końcu przy zamku błyskawicznym wykończenie polegające na podłożeniu zapasów szwów pod spód po lewej i po prawej stronie, zaprasowaniu i przeszyciu zwykłym ściegiem prostym, jednocześnie przyszywając do zapasów szwu listy zamka błyskawicznego.

I dla zainteresowanych - nie udało mi się "iść poczytać" :)))

***
Ale to jeszcze nie wszystko na dziś. Wielkie podziękowania dla Joli!!! Jakiś czas temu Jola zrobiła w ramach Razem Robienia cudowną Echo Flower.
Zdjęcie dzięki uprzejmości Joli.

I wtedy w mailu do niej zachwyciłam się włóczką, jej cieniowaniem, że takie nietypowe od bieli do czerni. I... dzięki Joli mam motek tej cudowności u siebie! Ale nie tylko ten motek, także dwa świetne moteczki skarpetkowej wełenki!!! A w paczce od Joli było też coś dla Ślubnego - oczywiście kawa w gorzkiej czekoladzie : )))))
Kawy na zdjęciu nie ma, bo nie zdążyłam ze zdjęciem przed konsumpcją :)))

Jolu, bardzo Ci dziękujemy!!! Przesyłka od Ciebie sprawiła nam wiele radości, a Twoja "euforia pakowania" - jak to cudownie określiłaś w liściku - spowodowała, że nie mogłam przestać się uśmiechać przez całe popołudnie. Dziękuję Ci dobra kobieto!!!

***
A skoro i tak wyszedł mi wpis dłuższy niż zwykle, to jeszcze coś Wam pokażę. Urlop Ślubnego dał nam okazję do spacerów... a ze spaceru nie wraca się z pustymi... torbami :))) Kupiłam w jedynym słusznym SH po sąsiedzku (z pełną aprobatą Ślubnego) biały obrus (chyba obrus???). O tyle ciekawy, że ma czarno tkane, bardzo delikatne, ozdobnie brzegi. Przy czym tkane tak, że są dwustronne. Te tkane brzegi spowodowały, że bez zastanowienia nabyłam byłam, zupełnie bez pomysłu, co z tego obrusa może powstać.

I dzisiaj mnie oświeciło, co z tego zrobić! Upięłam na Denatce szpilkami. Zamiast paska dopięłam czarną szeroką gumę (bo nic innego nie było, co mogło imitować na tymczasem pasek) i wyszło mi, że można uszyć to:

Będzie dwuwarstwowa spódnica z ozdobnym dołem z tych tkanych szlaków, wszyta w czarny pasek (nie marszczona, bez zaszewek, tylko wszywana z zakładkami).
Jak pytał Szekspir: "Jak Wam się podoba?" - taki pomysł na obrus?

***
I na deser jeszcze jeden "spodzianek - niespodzianek", czyli zdjęcie dokumentujące śpiące zjawisko: