Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękawiczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękawiczki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 września 2013

ZMRUŻ OCZĘTA, BO CIĘ RÓŻ OŚLEPI

***
Rękawiczki i szal do odblaskowej kurtki już gotowe. Kończyłam wczoraj w okolicach północy, "na wdechu", bo byłam tak śpiąca, że oczy same mi się zamykały, ale się uparłam, że dokończę, wykończę, powciągam nitki i będzie gotowe do prania.
Proszę zmrużyć oczy, żeby kolor nie oślepił.

Ta "baleronikowata" kurtka sprowokowała potrzebę powtórzenia marszczeń na szalu i rękawiczkach. Z szalem było prosto - marszczony ozdobny brzeg:

Ale "baleroniki" na rękawiczkach wymagały sekundy zastanowienia, gdzie je poupychać. Ale najprostsze rozwiązania są najlepsze, więc jest marszczony mankiet:

Efekt mnie bawi, cieszy, raduje - wykończenie jak z epoki (o ile "w epoce" ktoś widział na oczy taki kolor :)))
Oczywiście pod spodem, pod czarnym marszczeniem jest różowy ściągacz, żeby rękawiczka leżała na dłoni jak ulał.
 
***
Kupowanie korkociągu to wielkie źródło natchnienia. Wiem, bom doświadczyła. 
Posiadany dotychczas korkociąg odmówił dalszej współpracy i nagle z narzędzia jednoczęściowego stał się przyrządem dwuczęściowym i stracił właściwości odkorkowujące, a nowego zastosowania jeszcze nie odkryliśmy.
Podreptałam zatem do lokalnego sklepu, w którym jest wszystko teoretycznie "dla domu". Korkociąg oczywiście był, ale szybko straciłam nim jakiekolwiek zainteresowanie i mówiąc: "ten najbardziej masywny poproszę", patrzyłam już na zupełnie inną półkę. Bo "wszystko dla domu", to także cały regał z pasmanterią, a na regale wąziutkie wstążeczki w różnych kolorach. Wśród słoików litrowych, misek plastikowych i zastawy duralexowej spłynęło na mnie rękodzielnicze natchnienie. Sprzedawczyni z lekkim niedowierzaniem patrzyła na szurniętą klientkę, która z błyskiem w oczach zażyczyła sobie po kilka metrów każdego koloru i okazywała werbalne niezadowolenie, że jest ich tylko osiem.
Do domu już nie dreptałam, tylko leciałam jak na skrzydłach, upchnęłam w pośpiechu zakupy w lodówce i pognałam tymi wstążeczkami... haftować.

Od początku miałam w planach dołożenie do Nagrody Głównej w Konkursie Szatańsko Kreatywnym woreczków zapachowych z lawendą, ale za żadne skarby nie mogłam wykombinować, jak te woreczki mają wyglądać. Haftowane wydawały się zbyt oczywiste. I te wąskie wstążeczki mnie natchnęły.
Na razie jest gotowy haft na jeden lawendowy woreczek, bo przecież musiałam od razu sprawdzić, jaki będzie efekt końcowy. W weekendowych planach dalsze.

I jeszcze zdjęcie kompromi... kreatywne :))), czyli jak wygląda w tej chwili moje biurko na antresoli:

Twórczy bałagan w formie dalekiej od szczytowej (szczytową osiągam, gdy szyję :))).

***
A to dostałam wczoraj, zupełnie bez uprzedzenia, zapakowane w kopertę, przyniesione przez panią listonosz, a wysłane przez Inez (z Mojej Szydełkowej Pasji).

Bardzo dziękuję!!! Tym mocniej jestem wdzięczna, że przysłane elementy tak idealnie pasują do siebie, że po pięciu minutach patrzenia na nie i zachwycania się miałam już bardzo szatański plan na ich wykorzystanie. Dołożę jeszcze jedną wrzosową niteczkę i... będę szaleć w bardzo moim, bardzo bizantyjskim stylu. Łapy mnie świerzbią, ale nie teraz, za chwilę, bo plan "na już" jest wypełniony po brzegi, a nawet lekko się poza te brzegi wysypuje :)))

środa, 29 sierpnia 2012

WYZNANIA, ZEZNANIA I OKAZANIA


A teraz przejdziemy do historii romantycznych, opowieści krew w żyłach mrożących oraz zdarzeń kryminalnych.

***Historia romantyczna, czyli Okazania***
Przy okazji prezentacji Tuby pokazywałam, że na drutach pojawił się Lace Dropsa. Pojawił się na romantyczne zamówienie - Agata wychodzi za mąż i wymarzyła sobie ażurowe mitenki i szal do kompletu. Ja bardzo rzadko robię coś na zamówienie, ale jak zobaczyłam, co mam zrobić, to od razu wiedziałam, że bardziej niż chętnie.
Uzyskałam pozwolenie od Agaty, więc mogę pokazać mitenki w stanie półproduktowym - brakuje im jeszcze ozdobnych wiązań, ale to był jedyny moment, kiedy mogłam im zrobić zdjęcia na własnych rękach. Po wypraniu zostaną doozdobione, ale wtedy już ich nie założę, żeby ich niepotrzebnie nie rozciągać (ale zdjęcia gotowych, skończonych też będą :))).

Robione na drutach 2.00 z podwójnej Dropsowej nitki:

Szydełkowe wykończenia nie tylko zdobią, ale też trzymają w ryzach brzegi mitenek, żeby się nie zsuwały:

I to jest najbardziej romantyczny projekt, jaki się do tej pory pojawił na moich drutach, szydełku, pod stopką maszyny (przy okazji - Brzydal miewa się dobrze, a ja z nim bosko :))). Do kompletu będzie szal Lilac Leaf (można sobie zobaczyć tutaj).
No to jeszcze jedno zdjęcie, żeby oko nacieszyć:


***Historie pozytywne, czyli Okazań ciąg dalszy***
Mamy nowe Razem-wiczki!!! Helena przysłała wczoraj zdjęcia swoich, a zatem Galeria Razem-wiczek urosła o kolejną parę, w kolorze eleganckiej czerni:

***Historie krew w żyłach mrożące, czyli Wyznania***
LolaJoo tknęła mnie wirtualnym palcem wskazującym, zapraszając do zabawy. Proszę usiąść wygodnie, będę wyznawać. 
Mam napisać o sobie 11 rzeczy, których jeszcze nie wiecie... (hmmmmmm), odpowiedzieć na pytania zadane przez Lolę/Asię, zadać swoje pytania i nominować kolejne osoby (ale już mnie znacie i wiecie, że te dwa ostatnie nie nastąpią :)))

11 rzeczy, których o mnie nie wiecie - w zestawieniu od Sasa do lasa, czyli co mi do głowy przyszło:
1. uwielbiam szpinak (mniam),
2. nigdy nie zapaliłam papierosa (fuj),
3. nie noszę obrączki (oj),
4. jestem uzależniona od TVN24 (oooo),
5. nie przepadam za zakupami (hmmmm),
6. boję się oglądać horrory, ale czytać mogę (łups),
7. nie lubię chodzić do kina (aha),
9. a bo ja w ogóle mam słabość do Peugeotów... (taaaak :))),
10. w liceum uczyli mnie rodzice Ślubnego (uffffffffff...),
11. czytam wszystkie instrukcje obsługi (wow :)))

Pytania Loli:
Pytanie pierwsze - cytuję, żeby nie było: "Ile razy w miesiącu uprawiasz jakiś sport :) IK (czyli ja) może nie odpowiadać bo pewnie wszystkim znów szczęka odpadnie :)", koniec cytatu.
To ja jednak odpowiem - w miesiącu to tak pewnie ze dwadzieścia razy (pięć dni w tygodniu, cztery tygodnie w miesiącu, plus jakieś weekendowe wyskoki :))). No co ja poradzę, że jak się nie ruszam, to się źle czuję, mam wrażenie, że się starzeję na potęgę i robię się "sprawna inaczej". A tak poważnie, to ja już to chyba komuś tłumaczyłam w komentarzach - ruch jest mi niezbędny jak powietrze, bo inaczej miałabym kłopoty z urazami po dwóch wypadkach samochodowych (otyłość równa się kłopoty z kolanami; brak ruchu równa się kłopoty z paroma innymi stawami). Co nie zmienia faktu, że kocham ten stan, kiedy czuję, że mam mięśnie obolałe po porządnym treningu.

Pytanie drugie - o brak sensu jedzenia pomidorów z ogórkami. Ja gdzieś w młodości usłyszałam, że nie wolno pod żadnym pozorem tych dwóch warzyw łączyć i tak mi zostało. Pomidora z ogórkiem za nic nie podam razem! A jak ktoś chce sobie poczytać dlaczego, to zapraszam tutaj :))) 

Pytanie trzecie - o urządzanie przyjęć urodzinowych dla swoich dzieci za pomocą osób trzecich. Dzieci brak, a poza tym to ja nawet własnych nie urządzam łapkami osób trzecich... najczęściej w ogóle nie urządzam :)))

Pytanie czwarte -  o plany szyciowe w najbliższym czasie. No to tutaj bym mogła długo i na temat, ale tak najszybciej, "na dniach" to się będzie szyła spódnica jakaś - testująca możliwości Brzydala. Co najlepsze jeszcze nie mam pojęcia, jaki model ma być, wiem tylko, że taki raczej sportowy, żeby były kieszenie, szlufki, patki i inne takie.

Pytanie piąte - o postawy rodzinne Kopciuszka, czyli czemu tak się dawał poniewierać. Bo gdyby było inaczej, to nie było by o czym bajki z morałem i happy-endem napisać :)

Mam nadzieję, że się wywiązałam z zadania :))) A teraz czas na...

***Historie kryminalne, czyli Zeznania***
Pisałam ostatnio, że zapadła decyzja o zmianie mojego laptopa, ale w życiu się nie spodziewałam, jakie to może mieć skutki dla kartoteki policyjnej Ślubnego.
Na początek pozdrawiamy pana (bodajże z Kluczborka), któremu się wydało, że mój własny, osobisty, wyklepany w klawisze laptop wystawiony na popularnym serwisie aukcyjnym, to jest jego własność, co to mu ją skradziono. Bo w opisie na aukcji były takie same uszkodzenia, czyli... wygłaskany touchpad i pęknięta obudowa (bardzo charakterystyczne :))))) Pan się aktywnie zabrał do odzyskiwania i...
... snuję się ja wczoraj rano po metrach kwadratowych w koszulce jakby nocnej, brązowej w kwiatuszki białe, a tu mi przy drzwiach brzęczy. Na ekraniku majaczy dwóch panów w ubraniach niemundurowych, ale twierdzą, że oni z policji i że poszukują pana Andrzeja M. Panowie okazali blachy służbowe, zostali wpuszczeni (oni szli sobie po schodach powoli i dostojnie, a ja w amoku się ubierałam) i oznajmili, że mój własny Ślubny jest podejrzany o handel kradzionym sprzętem elektronicznym. Obejrzeli sobie laptopa (dobrze, że jeszcze go kupujący nie odebrał), dokonali "przeszukania" (cudzysłów zamierzony, bo protokół jest, ale przeszukanie polegało na obejrzeniu mieszkania i zapytaniu, ile kosztowało i ilu sąsiadów mieszka), spisali co należy, porównali numery seryjne laptopa z tym zgłoszonym jako kradziony. Szybko im wyszło, że im się nie zgadza. Ślubny został grzecznie poproszony o przefaksowanie na komisariat faktury zakupu i stawienie się w celu złożenia wyjaśnień. No to się dziś rano stawił, w pięć minut zeznał, że kupił, gdzie kupił, kiedy kupił i że bynajmniej panu z Kluczborka (czy innego miasta) niczego nie kradł i nie dawał mi do używania. Dobrze, że przynajmniej osoby prowadzące sprawę w naszym komisariacie mają spore pokłady zdrowego rozsądku, inteligentnie słuchają, co się do nich mówi i brak im fanatyzmu w wykrywaniu "sprawców".
Pana (bodajże z Kluczborka) pozdrawiamy ponownie i życzymy szczęścia w dalszym poszukiwaniu skradzionego laptopa na podstawie podobieństwa wygłaskania touchpada (ciekawe, ilu jeszcze niewinnych ludzi dostało zawału, bo im policja w drzwiach stanęła, twierdząc, że się próbują wzbogacić na paserstwie).

Co nie zmienia faktu, że nowy laptop już jest i... wracając na pole robótkowo-twórcze... będę mu robić pokrowiec... koronkowy, bo to taki kobiecy model jest :)))

niedziela, 22 lipca 2012

KAFTANIK BARDZO PLECIONY - DO KOLEKCJI

***
Wieczorem niebacznie wyznałam, że nie mam co robić, druty puste, szydełko bezrobotne, szyć mi się nie chce. A na to Ślubny, że on ma dla mnie idealny projekt jednowieczorny - kolejny pokrowiec na miziadełko, ale z włóczki, koniecznie z warkoczem. 
Przecież nie powiem, że nie zrobię, tym bardziej, że wybór włóczki z zapasów "do wyrobienia" potrwał trzy sekundy, a wybór warkocza jakieś dziesięć kolejnych.
Tym sposobem w dwa wieczory powstał Kaftanik Bardzo Pleciony.

Kaftanik zrobiony z niecałego motka włóczki akrylowo-lnianej (pałętały mi się dwa resztkowe, to bez żalu pożegnałam jeden z nich). Druty 2.75 (relatywnie cienkie jak do tej włóczki, ale miało być mięsiście i bez dziur).
Wzór warkocza pochodzi ze strony ABC Robótek na drutach i od razu się na Ślubnego rzucił, a że ja warkocze lubię i im bardziej pozawijany, tym lepiej, więc nawet nie miauknęłam, że inny ma być.

I jeszcze Kaftanik w pełnej krasie (warkocz jest od spodu i z wierzchu taki sam):

Góra miała być pierwotnie wywiniętym golfem, ale na ostatnim etapie prac Ślubny zarządził, że żadnego wywijania, prosto ma być... Tak jest, szefie!!!

Tym sposobem z zamówieniami na miziadełkowe pokrowce jestem w połowie - dwa za mną, dwa przede mną. Ma jeszcze być szyty, zielony, militarny oraz (z mojej inicjatywy) robiony na drutach, z bawełny, ściegiem tkanym.

***
Teraz ogłoszenie parafialne związane z układem bloga. Nudziłam się dziś rano trochę...
Do tej pory wszystkie wpisy "edukacyjne" były po prawej, na pasku i cały czas miałam wrażenie, że mało to czytelne i trudno znaleźć to, co się chce. Dlatego nastąpiła zmiana - na górze pojawiła się dodatkowa zakładka "Nauczanie, czyli jak..." i tam są zebrane linki do wszystkich wpisów o charakterze instruktażowym. Żeby było jasne, co jest co, to dorzuciłam "zajawkowe" zdjęcia, czego się spodziewać. 
Na samej górze tej dodatkowej strony jest także link do mojego kanału na YouTube, gdzie na razie jest cały kurs robienia sznurowanych rękawiczek, ale mam wrażenie, że zawartość filmowa będzie się sukcesywnie rozszerzać.
Dajcie znać, czy tak rzeczywiście jest lepiej.

***
Front robótkowy... szeroki i zróżnicowany. Na drutach dzieje się Chusta Imienia Mnóstwa Koralików (gdzieś muszę poupychać to, co odprułam od bluzek Teściowej Mojej Niepowtarzalnej). Na szydełku robi się dół do jednego z ogołoconych Teściowatych karczków od bluzki. A pod stopką maszyny... też się dzieje, ale pokażę, jak się już "dodzieje" do końca.

***
I jeszcze Element Obowiązkowy. 
Ale żeby Element Obowiązkowy mógł się pojawić, to dziś rano nastąpił krótki i treściwy dialog małżeński:

Ja do Ślubnego: Zrób Małemu zdjęcie jakieś!
Ślubny: A po co?
Ja: Bo mnie zlinczują, jak kolejny wpis będzie bez kota...

Tym sposobem przedstawiamy Kocia o Poranku:

Oraz Kocia O Nieco Późniejszym Poranku:

*** GALERIA ***
Kolejne zdjęcia sznurowanych rękawiczek do podziwiania.
Tym razem Baba Aga, która robiła Razem-wiczki i Razem-tenki.


Zdjęcia oczywiście dzięki uprzejmości autorki obu Ocieplaczy Ręcznych. Więcej można sobie pooglądać na blogu u Baby Agi i przy okazji dowiedzieć się, czemu to jest para nie do pary :)

sobota, 14 lipca 2012

RAZEM-WICZKI, CZĘŚĆ TRZECIA

Dziś część trzecia i ostatnia, a w niej:
- policzymy, jak podzielić oczka na poszczególne palce;
- zrobimy palec wskazujący, środkowy, serdeczny i mały;
- pochowamy do środka i zabezpieczymy nitki na czubkach palców;
- zabezpieczymy nitki pozostawione u podstawy palców i na początku robótki;
- zasznurujemy rękawiczkę i zabezpieczymy sznurowanie wewnątrz rękawiczki.

I na końcu będziemy mieć takie czary z włóczki:

1. Dzielenie oczek na poszczególne palce.
Zasada liczenia, ile oczek będzie potrzeba na każdy z czterech palców, jest dokładnie wyjaśniona i rozrysowana na filmie. W tym momencie wystarczy napisać, że obliczymy sobie tajemniczy "X" według formuły:

"X" = (liczba wszystkich oczek na żyłce - 6 oczek) /8

Czyli dla mnie to jest "X" = (49-6)/8, co da w przybliżeniu nieco ponad  5 oczek.

Reszta jest na filmie. Gdyby ktoś miał jednak problemy z podzieleniem sobie oczek na paluszki, to proszę o maila, gdzie podana będzie cała liczba oczek, to podzielę mu osobiście.


Przed rozpoczęciem robienia poszczególnych palców "poukładamy sobie" jeszcze oczka na drutach tak, żeby "poukrywać" lewe oczka pod prawymi (podobny "manewr ukrywający" zrobiliśmy przy rozpoczęciu robienia kciuka). Oczywiście nie jest to konieczne, można ten krok pominąć, ale wtedy między innymi nie będziemy mieć ładnie zakończonego podwójnego ściągacza na spodzie rękawiczki.

I jeszcze wyjaśnienie, jak sobie poradzić z oczkiem lewym, jeśli pojawi się nam ono na samym końcu drutu czwartego, czyli gdzie wtedy znaleźć mu do pary oczko prawe do ukrycia.

2. Robimy palec wskazujący
Zaczynamy od "okrążenia technicznego", w którym na trzech drutach pojawi się odpowiednia liczba oczek, w tym oczka dodane w łączniku między palcami. Wszystkie palce, tak jak wcześniej kciuk, robimy samymi prawymi. I przypominam, że zapisujemy sobie każde zrobione okrążenie, żeby później nie mieć problemu z odtworzeniem ilości okrążeń w drugiej rękawiczce.

Każdy robiony palec mierzymy po zrobieniu czterech, pięciu okrążeń, żeby się upewnić, że nie jest on za ścisły.
Mniej więcej w połowie wysokości palca mierzymy go ponownie, żeby stwierdzić, czy nie potrzebujemy zwężenia obwodu (zazwyczaj w czterech palcach, które mamy do zrobienia, jest to potrzebne). Odejmujemy zatem dwa oczka (może też być jedno lub trzy, zależnie od potrzeb), żeby otrzymać bardziej dopasowaną formę.

Po otrzymaniu odpowiedniej długości palca wskazującego dochodzimy do momentu zakończenia i zamknięcia wszystkich oczek - robimy to tak samo jak poprzednio w kciuku.

I od razu pokażemy, jak sobie poradzić z szybkim przeciągnięciem nitki do wnętrza rękawiczki i jak ją porządnie zabezpieczyć.

3. Zaczynamy robić palec środkowy
Przy robieniu poprzedniego palca - wskazującego - prawdopodobieństwo powstania dziury w miejscu złączenia palców jest minimalne. Za to przy zaczynaniu każdego kolejnego palca jest już ono bardzo duże.
Dlatego bardzo uważnie robimy zawsze pierwsze okrążenie, to "techniczne", dociągając nitkę między drutami i ściśle robiąc oczka.

Palec środkowy (i kolejne) zaczynamy, robimy i kończymy analogicznie do pierwszego zrobionego palca wskazującego. Zwracam uwagę, że przy ostatnim robionym paluszku - małym - nie będziemy już dodawać własnych oczek łącznika, tylko wykorzystamy odpowiednią liczbę oczek z przodu rękawiczki, z tyłu i trzy oczka łącznika, które istnieją już jako lewa podstawa palca serdecznego.

4. Robimy porządki wewnątrz rękawiczki
Rękawiczki użytkuje się i pierze dość intensywnie, dlatego bardzo ważne jest trwałe zabezpieczenie wszelkich nitek. Te na końcach palców już mamy zabezpieczone, ale na wszelki wypadek jeszcze raz pokażemy, jak to robić na przykładzie nitek pozostałych u nasady palców.

5. Sznurujemy
Przy sznurowaniu rękawiczki ważne jest, by nitka, którą sznurujemy we właściwy sposób była prowadzona pod bąblami (tak, żeby sznurowanie rzeczywiście mogło nieco zwęzić rękawiczkę i nie wyrywało bąbli). 

I jeszcze końcówka sznurowania, czyli jak poukładać sobie nitkę przy ostatnich bąblach i jak ją zabezpieczyć wewnątrz rękawiczki.


***KONIEC***

No prawie koniec, bo jeszcze będzie GALERIA Razem-wiczek.






Ula dołączyła nieco później, ale cóż z tego, skoro już kilka dni temu dostałam to:

I Ewa, która oczywiście też robi dwie na raz, bo jakże by inaczej:


***
To teraz oficjalnie ogłaszam koniec. Czekam na zdjęcia gotowych rękawiczek lub linki do Waszych blogów z nimi, będę Was wychwalać pod niebiosa. Bo nie wiem, czy wiecie, ale jak ktoś umie zrobić rękawiczki z pięcioma palcami, to umie zrobić WSZYSTKO!!!

Iiiiii... obiecałam, że to nie będzie ostatnie Razem-dzierganie. Obiecałam też, że kolejny projekt będzie łatwiejszy (ale wcale nie mniej efektowny!), a przecież nie rzuca się słów na wiatr.
Dlatego zapewne w sierpniu, po Olimpiadzie znowu będę Was zachęcać do zbiorowego złapania za druty, szydełka, igły do haftu... i będziemy robić... Tajemniczy Projekt Bardzo Kobiecy. 
No, chyba że znowu objawi się Głośne Zapotrzebowanie Społeczne Na Coś Konkretnego, wtedy elastycznie zmienimy plany, bo przecież mamy demokrację :)

czwartek, 12 lipca 2012

KAMIEŃ Z SERCA, KOT Z TARASU, ŁEB... DO DOMU

***
LolaJoo za pośrednictwem Poczty Polskiej (jak się okazuje nie takiej) Powolnej dostała swoje zamówione czarne rękawiczki, zwane pieszczotliwie Krokodylkami. I zadzwoniła, potwierdzając, że nic jej z rąk nie zjeżdża i ogólnie zadanie zostało wykonane satysfakcjonująco... ufff... łomot tego kamienia, co to mi spadał z serca, jak to usłyszałam, było słychać chyba nawet w Krakowie. Bo robienie dopasowanych rękawiczek na odległość, to nie jest najłatwiejsza sprawa pod słońcem i od przedwczoraj, czyli od momentu wyekspediowania listu miałam chroniczny stan przedzawałowy, że zrobiłam je zbyt małe, zbyt duże, zbyt wąskie, zbyt szerokie, zbyt długie, zbyt krótkie, zbyt czarne lub... wiązanie jest niedostatecznie czerwone.

A rękawiczki, kończone na tarasie, tuż przed wysłaniem wyglądały tak:
Ślubny sfotografował rękawiczki na tle Małego lub... Małego w towarzystwie rękawiczek.

Jak widać były bardzo dobrze pilnowane ;)))

***
A skoro pojawił się już Mały, to pociągniemy temat dalej i zaprezentujemy mini sesję zdjęciową: "Mały w tarasowych okolicznościach stołowych".
Okazuje się, że na stole można spać, w pozycji na Supermana:
Ślubny nie przepuści nawet śpiącemu kotu.

Na stole można założyć bardzo dobry punkt obserwacyjny:
Dostojna wersja Małego okiem Ślubnego oczywiście.

I w końcu na stole nareszcie jest się na tym samym poziomie co ludź i patrzenie głęboko w oczy nie wymaga nadwyrężania karku:
Zdjęcie-znienacek :)))

***
Przy okazji będą też zdjęcia tarasowej zieleniny ozdobnej, czyli - "Co nam rośnie, kwietnie i przyciąga pszczoły".
Lawenda mnie niezmiennie zachwyca.

Takie niepozorne, ale ma coś w sobie, bo przyciąga całe roje pszczół.

Pelargonia Oszalała - czyli fluorescencyjny róż.

Kolejny przykład tego, że róż kwiatkom pasuje.

Mój pokrzywkowy ulubieniec w kolorach prawie w naturze niemożliwych.
***
I na koniec będzie...łeb! Ślubny już chyba dojrzał do tego, żeby metry kwadratowe na Rogu Renifera zostały ostatecznie spersonalizowane i przystąpił do nabywania dodatków. Przedwczoraj dojechały wysokie czerwone wazony (zdjęcia brak, bo muszę je odmetkować. A metki z ceną są przyklejone czymś równie trwałym jak "superglut". Oznacza to, że nie da się ich tak po prostu odkleić, tylko trzeba podejść do nich sposobem, czyli posmarować warstewką kremiku dla dzieci, poczekać, aż się kremik przeżre i spokojnie, jednym ruchem zdjąć z powierzchni szklanej. Ale jeszcze z tym kremikiem nie dotarłam, więc zdjęcia będą w terminie późniejszym).
Wczoraj natomiast, bardzo dumny z upolowanej zdobyczy, Ślubny przytargał łeb poowijany w całe metry folii zabezpieczającej. I tak oto kolejny śmiejący się Budda znalazł swoje miejsce na Rogu Renifera. A że Budda lekko fioletowy na twarzy, to trafił do sypialni.

Łeb jest słusznych rozmiarów (ma wysokość jednego siedzącego kota) i wywołuje straszne zachcianki... nieodpartą potrzebę pogłaskania po ciemieniu ;)))) Lakier nam się wytrze jak nic, ale co tam, może głaskanie Buddowej łysinki, działa tak jak głaskanie Buddowego brzuszka i przynosi szczęście?

piątek, 6 lipca 2012

RAZEM-WICZKI, CZĘŚĆ DRUGA

W części pierwszej powstały rękawiczki do poziomu nadgarstka, czyli "mankiety" (określenia użyła Baba Aga i bardzo mi się podoba, więc nadużywam bezczelnie bez pytania o prawa autorskie).
Dziś część druga, w której:
- poszerzymy rękawiczkę tak, żeby swobodnie mieścił się w niej kciuk;
- zrobimy dalszą część obejmującą śródręcze;
- zrobimy pierwszy paluszek, czyli kciuk właśnie;
- i w końcu zrobimy rękawiczkę do miejsca, gdzie będziemy już myśleć o pozostałych czterech palcach.

Będzie nam już potrzebna zapasowa żyłka i nożyczki (oczywiście szydełko nadal lubimy i używamy).

1. Poszerzamy rękawiczkę, robiąc miejsce na kciuk
Nie ma żadnej naukowej metody określenia, ile oczek trzeba dodać, żeby się kciuk mieścił. Jednak najlepiej sprawdza się metoda cygańska: "przyłóż kciuk, a oczka prawdę Ci powiedzą", czyli do miejsca między bąbelkami, robionego prawymi, przykładamy podstawę kciuka i sprawdzamy, ile to oczek. Najczęściej jest to około 6 oczek (przy cieńszej włóczce może być 8).
Zakładamy, że najpierw robimy lewą rękawiczkę, więc oczka będziemy dodawać na początku pierwszego i na końcu czwartego drutu.
Tu informacja dla osób robiących dwie rękawiczki - dla prawej rękawiczki dodajemy na końcu drugiego drutu i na początku trzeciego, żeby mieć kciuk po lewej stronie robótki.
Dodawane oczka przerabiamy wszystkie na prawo i nadrzucamy je nie jako zwykły narzut, ale wbijając się w nitkę poprzedniego rzędu. Wszystko to jest pokazane na filmie, ale gdyby ktoś chciał na obrazkach, to taka forma dodawania oczek została pokazana tutaj, przy okazji wpisu o poszerzaniu sukienki.

Pilnujemy, żeby nasze dodawane oczka były ścisłe i nie powodowały powstawania dziur w dzianinie.
Pamiętamy o tym, że nadal robimy wzór bąbelków i warkoczy na wierzchu rękawiczki, a także, że zapisujemy sobie zrobione rzędy.

W wersji filmowej poszerzanie rękawiczki, robiąc miejsce na kciuk wygląda tak:
A dalej tak:

2. Robimy kciuk
Kciuk będzie pierwszym robionym palcem. Ze względu na to, że obwód kciuka jest mały, to skorzystamy tylko z trzech drutów do trzymania oczek, a czwartym będziemy je przerabiać.
Oczka pozostałej części rękawiczki przełożymy chwilowo na zapasową żyłkę.
Oczka na kciuk będą pochodziły z początku pierwszego oraz końca czwartego drutu, ale między nimi wstawimy trzy oczka tak zwanego łącznika, czyli te, które w gotowej rękawiczce znajdą się z boku kciuka, od strony dłoni. Oczka łącznika zostaną nabrane w taki sam sposób, w jaki nabierane były oczka na całą rękawiczkę, czyli sposobem pętelkowym, pokazanym w pierwszej części kursu (film numer 1).
Robiąc pierwsze okrążenie kciuka będziemy troszeczkę szaleć z odpowiednim ułożeniem oczek do warkocza oraz z przykrywaniem oczek lewych prawymi, żeby początek kciuka wyglądał bardziej elegancko. Wszystko to jest pokazane na filmie, więc do dzieła:


Sposób zakończenia kciuka będzie dokładnie taki sam, w jaki będziemy kończyć wszystkie pozostałe palce, zwracając uwagę na to, żeby nie mieć na czubku palca żadnej dziury - dlatego pomożemy sobie szydełkiem. Zwróćcie uwagę na sposób przeciągnięcia nitki przez ostatnie oczka kciuka, która to pętelka zamyka je wszystkie - owinięcie nitki dokoła szydełka, a nie proste przeciągnięcie jej przez oczka pozwala na uniknięcie dziur na czubku.

3. Rękawiczka od kciuka do podstawy palców
Po zrobieniu kciuka wracamy do robienia głównej części rękawiczki, którą musimy dociągnąć do poziomu podstawy palców. Oczywiście na wierzchu rękawiczki nadal będziemy robić wzór bąbli i warkoczy, a spód nadal będzie podwójnym ściągaczem.
Zwracam uwagę na to, że oczka między bokiem kciuka a bokiem dłoni zostaną nabrane z oczek łącznika kciuka i część z nich wróci jako oczka prawe do warkocza po wewnętrznej stronie dłoni (na filmie jest to jasno i powoli pokazane, bez paniki :)
W specjalny sposób będą przerabiane oczka tam, gdzie mogą powstać dziury (w zagięciach między palcami, w tym przypadku u podstawy kciuka, od środka). Będziemy je przerabiać jako dwa razem, jako drugie oczko do przerobienia dodając nitki z poprzednich rzędów (i znowu, wszystko jest jasno pokazane na filmie, nie panikujemy).
Bardzo wiele osób, robiąc swoje pierwsze rękawiczki skarży się, że nie potrafi sobie poradzić z takim robieniem łączeń palców z częścią główną rękawiczki, żeby nie było dziur, mam nadzieję, że pokazany sposób, przy zwróceniu szczególnej uwagi na ścisłe robienie oczek, pozwoli osiągnąć stan perfekcji.

Filmowo to wszystko wygląda tak:

Oraz tak:

I w końcu tak:

Kończąc robienie rękawiczek w tej części powinniśmy mieć na drutach takie oto coś:

Ta część jest znacznie bardziej wymagająca od pierwszej, ale po spokojnym obejrzeniu filmów, doczytaniu tekstu i robieniu razem z moim filmowym robieniem, nie powinno być problemów. Oczywiście w razie jakichkolwiek pytań, zachęcam do zadawania ich w komentarzach, nieśmiałe i skryte istoty mogą mailem :)

W następnej części zajmiemy się robieniem czterech pozostałych palców.

A teraz GALERIA:

Baba Aga ma piękne szare mankiety, nie wiem, czy już nie dwa :):
Zdjęcie dzięki uprzejmości Agi
Więcej można zobaczyć tutaj.

Monika (znana wśród osób szydełkujących jako Inez124) poszła w niebiańskie klimaty:
Zdjęcie dzięki uprzejmości Moniki

Ewa postawiła na czarną elegancję... proszę państwa, daltonizm dopada każdego i to jest gorzka czekolada, Ewo, dziękuję za korektę :) i dzisiaj też już pewnie ma obie rękawiczki dociągnięte do nadgarstków:
Zdjęcie dzięki uprzejmości Ewy

I oczywiście Dorota, czyli Dodgers ze swoimi energetycznymi zieleniami:
Zdjęcie dzięki uprzejmości Dodgers


czwartek, 5 lipca 2012

WIEŚCI Z DRUTÓW I TARASU

Ja jestem lekko obłąkana. Możliwe, że trochę nieodpowiedzialna. Dlaczego? Bo niech mi ktoś pokaże drugą taką narwaną, która widzi, że temperatura za oknem jest w okolicach trzydziestu stopni według skali osobiście mi nie znanego pana Celsjusza. Która wie, że w domu ma równie gorąco jak na zewnątrz. I która mimo to funduje sobie 60 minut intensywnego programu cardio, gdzie obowiązuje zasada "kto nie skacze... ten lebiega". Mam poczucie, że chwilowe spalanie pożarło mi wszystkie kalorie spożyte w tym tygodniu, ale... opadłam z sił jako ta omdlała dziewica z romansów rycerskich. Dlatego spoczywam godnie na sofie, popijam takie tam różne, żeby sobie poziom płynów uzupełnić i mam w planach na wieczór... ale o tym za chwilę. Zaczniemy od krokodyla.

***
Wieści z drutów są takie:
- Biała bawełniana bluzeczka, obecnie w formie tuby, ma jakieś dwadzieścia pięć centymetrów wysokości.
- LOLAJOO!!! pojawiła się na świecie jedna Twoja rękawiczka, na razie w formie półproduktu, bo bez wiązania; dziwnie przypomina paszczę krokodyla i dlatego informuję, że skoro wszystko robione na Rogu Renifera dostaje własną nazwę, to Twoje rękawiczki zostają nazwane Krokodylkami; prace nad drugą trwają :). Termin zakończenia projektu przewidywany na przyszły tydzień i mam nadzieję, że nie zajdą żadne nieprzewidziane okoliczności, chociaż... teściowie w ten weekend przyjeżdżają... możliwe, że będę musiała po ich wyjeździe podochodzić chwilę do siebie... a dawanie mi w stanie rozdrażnienia drutów do ręki... błąd :)
Przy okazji anegdotka dziewiarska. Robię ja sobie wczoraj Loliny palec wskazujący, mierzę, żeby wycelić w długość, a Ślubny do mnie: "Edward Nożycoręki!!!"

I przepraszam za paskudnie skadrowane zdjęcie, ale okazuje się, że ja już umiem robić fotki ręką prawą, natomiast moja ręka lewa ni w ząb nie wie, jak trzymać aparat, co przycisnąć i generalnie zachowuje się jak fotograficzny laik.
- A teraz muszę się do czegoś przyznać... Czerwony Krokodylek, czyli rękawiczka instruktażowa... ma dokładnie cztery rzędy... a Ślubny na jutro zaplanował kręcenie kolejnego odcinka serialu "Jak powstawała rękawiczka". Co to oznacza? Że dzisiejszy wieczór spędzę w towarzystwie Richarda Cyphera a.k.a. Richarda Rahla (tego z książek Terry'ego Goodkinda "Miecz prawdy") i będę robić, aż zrobię do nadgarstka. 

Bo szewc bez butów chodzi, a pani od kursu nie ma nawet tyle, ile mają pojętne uczennice (niektóre z Was już robią drugą, takie są szybkie). Przy okazji - dostaję już pierwsze maile z linkami i zdjęcia gotowych rękawiczkowych "mankietów". Wszystkie z dumą zaprezentuję przy okazji następnego odcinka kursu, który będzie najpóźniej w sobotę.

***
A teraz wieści z tarasu, czyli część dedykowana Mojej Kochanej Babci, która bardzo się moją zieleniną przejmuje i kibicuje jej z daleka, zamartwiając się ulewami, burzami, wichurami i innymi niepożądanymi zjawiskami atmosferycznymi.
Proszę państwa, oto miś... tfu! pomidor! I zwracam uwagę, że nie piszę "pomidorek", mały, drobny, ni do diabła nie podobny, tylko "pomidor"! Na zdjęciu w towarzystwie mojego uroczego palca wskazującego lewej dłoni, żeby pokazać, jaka z niego dorodna sztuka.

Pokrzywki przywiezione z domu rodzinnego postanowiły jednak nie oddalać się w niebyt, choć przez chwilę tak się wydawało i rozpleniły się, jak na chwasty przystało. Moim faworytem jest Pokrzywek pierwszy od dołu z prawej, ten jasno zielono-bordowy.

Jak tak dalej pójdzie, to trzeba je będzie skarcić za szaleństwa i przyciąć, bo mi zaczynają z donic bokiem wyłazić.

I moja największa w tej chwili duma - róża, która wyjątkowo źle zniosła transport i przesadzanie i w pewnym momencie nie wyglądała jak róża, tylko jak schnące badylki niewiadomego pochodzenia z resztkami żółknących liści. A teraz... pączusie wypuszcza i mogłaby spokojnie startować w wyborach Miss Róż Tarasowych.

*** 
To ja się oddalę, uzupełnię zawartość szklanki jakimś płynem pijalnym i będę robić rękawiczkę, żebym miała na czym jutro pokazywać, jak się poszerza toto, żeby się kciuk swobodnie mieścił.

wtorek, 3 lipca 2012

PRZY SOBOCIE, PO ROBOCIE

***
Czego potrzeba do zorganizowania udanego spotkania robótkowego? Otóż, niezbędna jest Iza, która wyrazi potrzebę posiedzenia w dziergającym, babskim gronie. Agata, która zadba o to, żeby było czym dojechać na spotkanie. I jeszcze obie wpadają w drzwi z reklamówkami rzeczy jadalnych. Oraz Dodgers, entuzjastycznie reagująca na zaproszenie od obcych, bądź co bądź, bab i przybywająca na spotkanie z takimi mufinkami, że palce lizać. I oczywiście sofy i taras na Rogu Renifera, żeby było gdzie siąść, rozłożyć się z dobrem wszelakim i oddać się kreatywnym pasjom.
Dla osób postronnych musiałyśmy sprawiać wrażenie wzorcowego koła gospodyń wiejskich, co to się zmodernizowały i już nie drą pierza, tylko wyszywają i dziergają.
Zdjęcia powstały dzięki uprzejmości Ślubnego.
Siedzą od lewej: ja z powstającą białą bawełnianą bluzeczką, na huśtawce Iza z zapałem wyszywająca swój pierwszy listek blackworkiem (efekty można zobaczyć tutaj), Agata robiąca bolerko dla córki oraz Dorota z chustą w przepięknym kolorze (można sobie obejrzeć tutaj).

A poniżej dowód na to, że sofy na Rogu Renifera są duże i mieszczą nie tylko cztery kobiety, ale też całe mnóstwo robótek, drutów, toreb, torebek, motków i kłębków.
Zdjęcia powstały dzięki uprzejmości Ślubnego.
***
A teraz będę się chwalić i dziękować, bo dostałam "suweniry drzwiowe", czyli prezenty dla gospodyni. Prześliczny, delikatny kwiatek, idealnie pasujący do sypialni, bo kwitnący na fioletowo. I jeszcze w cudownej, pastelowo fioletowej doniczce, na której kolor napatrzeć się  nie mogę.

A Dorota zaszalała kompletnie z prezentem, po otrzymaniu którego, oszalałam ze szczęścia ja. To może po prostu pokażę.

To jest taki piękny przydymiony łososiowy kolor i tak cienka niteczka, że od razu chce się siadać i wybierać wzór chusty. Ponieważ motek jest spory, to na pewno powstanie z niego druga wersja Frei oraz mój chustowy faworyt, czyli Percy.
I jeszcze zbliżenie na skład tego cudeńka:

***
Tak jak pisałam w trakcie sobotniego sabatu zaczęła powstawać biała bawełniana bluzeczka, z tych motków, co to je nieco podstępnie niedawno zamówiłam (podstępnie, bo przy okazji zupełnie innych zakupów). I mam zamiar w tym projekcie poeksperymentować z przedziwnym sposobem dopasowania bluzki w talii. Będę się dzielić swoimi szalonymi pomysłami na bieżąco. Na razie bluzeczka ma kształt wdzięcznej tuby i nie wymaga niczego przy robieniu - same prawe :) i nie ma nazwy... trzeba to będzie naprawić.

Oprócz białej bawełny na drutach mam... dwie pary rękawiczek, bo powstają te czarne dla LoliJoo oraz czerwone, robione jako rekwizyt do filmów instruktażowych.

***
Ale za to dostałam już pierwsze zdjęcia Razem-wiczek zrobionych do poziomu nadgarstka. Mail przyszedł od Dodgers i oto jej zielona wersja bąbli i warkoczy:
Razem-wiczki Dodgers (foto by  Dodgers).
Więcej zdjęć oczywiście na blogu Ja To Mam w Genach.
I zachęcam do chwalenia się wynikami dziergania rękawiczek, z wielką dumą podam linki do zdjęć na Waszych blogach, a jeśli ktoś nie ma bloga, to może wysłać zdjęcie na mojego maila i pokażę je wtedy u siebie (mail podany w profilu Bloggera).

***
I teraz powinnam napisać, że jestem makabrycznie niewyspana, bo mieliśmy bardzo intensywne spotkania z młotem boga Thora, tego od burzy i piorunów. Tylko nie wiedziałam, że to jest też bóg, co to się wiernym trójcami ukazuje... bo burze były trzy na raz, z trzech stron i na dodatek urządziły sobie zawody, która będzie błyskała jaśniej i częściej, a w ramach bonusu grzmiała głośniej. W efekcie było jasno jak w dzień i nie grzmiało, tylko z niebios dobywało się nieustanne basowe huczenie. A ja do Thora i jego burz mam respekt wielki i się stracham majestatu, więc o spaniu nie było mowy. Poza tym w świecie Małego burza oznacza konieczność spania w łóżku i to najlepiej w bliskim kontakcie z ręką ludzia, która to ręka ma głaskać, bo jak nie głaska, to się wydaje odgłosy paszczowe. A jak już Thor raczył się oddalić imprezować gdzie indziej, nie świecić mi po oczach błyskawicami i w końcu zasnęliśmy, to Mały miał lepszy pomysł na zagospodarowanie końcówki nocy niż grzeczne spanie i budził nas regularnie i skutecznie. Efekt jest taki, że czuję się, jakby mnie ten młot Thora zdzielił po głowie i mam dzisiaj refleks i ruchy szachisty z anemią.
To może ja pójdę sobie jakąś kawę zrobię, bo muszę się zmobilizować i spiąć na jakieś półtorej godziny, stając na zawodowej wysokości zadania. Ale później to już tylko sofa, druty i "Wojna i pokój" w słuchawkach.
A Was zostawiam z pięknym zdjęciem zachodu słońca zrobionym w sobotę przez Ślubnego.
Zachód słońca w obiektywie Ślubnego.