***
Rękawiczki i szal do odblaskowej kurtki już gotowe. Kończyłam wczoraj w okolicach północy, "na wdechu", bo byłam tak śpiąca, że oczy same mi się zamykały, ale się uparłam, że dokończę, wykończę, powciągam nitki i będzie gotowe do prania.
Proszę zmrużyć oczy, żeby kolor nie oślepił.

Ta
"baleronikowata" kurtka sprowokowała potrzebę powtórzenia marszczeń na
szalu i rękawiczkach. Z szalem było prosto - marszczony ozdobny brzeg:

Ale
"baleroniki" na rękawiczkach wymagały sekundy zastanowienia, gdzie je
poupychać. Ale najprostsze rozwiązania są najlepsze, więc jest
marszczony mankiet:

Efekt mnie bawi, cieszy, raduje - wykończenie jak z epoki (o ile "w epoce" ktoś widział na oczy taki kolor :)))
Oczywiście pod spodem, pod czarnym marszczeniem jest różowy ściągacz, żeby rękawiczka leżała na dłoni jak ulał.

***
Kupowanie korkociągu to wielkie źródło natchnienia. Wiem, bom doświadczyła.
Posiadany dotychczas korkociąg odmówił dalszej współpracy i nagle z narzędzia jednoczęściowego stał się przyrządem dwuczęściowym i stracił właściwości odkorkowujące, a nowego zastosowania jeszcze nie odkryliśmy.
Podreptałam zatem do lokalnego sklepu, w którym jest wszystko teoretycznie "dla domu". Korkociąg oczywiście był, ale szybko straciłam nim jakiekolwiek zainteresowanie i mówiąc: "ten najbardziej masywny poproszę", patrzyłam już na zupełnie inną półkę. Bo "wszystko dla domu", to także cały regał z pasmanterią, a na regale wąziutkie wstążeczki w różnych kolorach. Wśród słoików litrowych, misek plastikowych i zastawy duralexowej spłynęło na mnie rękodzielnicze natchnienie. Sprzedawczyni z lekkim niedowierzaniem patrzyła na szurniętą klientkę, która z błyskiem w oczach zażyczyła sobie po kilka metrów każdego koloru i okazywała werbalne niezadowolenie, że jest ich tylko osiem.
Do domu już nie dreptałam, tylko leciałam jak na skrzydłach, upchnęłam w pośpiechu zakupy w lodówce i pognałam tymi wstążeczkami... haftować.

Od początku miałam w planach dołożenie do Nagrody Głównej w Konkursie Szatańsko Kreatywnym woreczków zapachowych z lawendą, ale za żadne skarby nie mogłam wykombinować, jak te woreczki mają wyglądać. Haftowane wydawały się zbyt oczywiste. I te wąskie wstążeczki mnie natchnęły.
Na razie jest gotowy haft na jeden lawendowy woreczek, bo przecież musiałam od razu sprawdzić, jaki będzie efekt końcowy. W weekendowych planach dalsze.
I jeszcze zdjęcie kompromi... kreatywne :))), czyli jak wygląda w tej chwili moje biurko na antresoli:

Twórczy bałagan w formie dalekiej od szczytowej (szczytową osiągam, gdy szyję :))).
***
A to dostałam wczoraj, zupełnie bez uprzedzenia, zapakowane w kopertę, przyniesione przez panią listonosz, a wysłane przez Inez (z Mojej Szydełkowej Pasji).

Bardzo dziękuję!!! Tym mocniej jestem wdzięczna, że przysłane elementy tak idealnie pasują do siebie, że po pięciu minutach patrzenia na nie i zachwycania się miałam już bardzo szatański plan na ich wykorzystanie. Dołożę jeszcze jedną wrzosową niteczkę i... będę szaleć w bardzo moim, bardzo bizantyjskim stylu. Łapy mnie świerzbią, ale nie teraz, za chwilę, bo plan "na już" jest wypełniony po brzegi, a nawet lekko się poza te brzegi wysypuje :)))