Dziergam coś, co powoduje, że czuję się jak nawiedzony, ale przeszczęśliwy Kopciuszek. Przyrost robótki jest... ślimaczy. Ale się nie denerwuję, wręcz przeciwnie - patrzę, zachwycam się, wzdycham i dziergam pracowicie dalej.

Jodełka, znana też pod angielską nazwą - herringbone stitch - wzorek nitkożerny, czasochłonny, wymagający nieustannego patrzenia na druty, ale ten efekt! Jakby się tkaninę tworzyło prosto na drutach.
A skąd jodełka mi się w ogóle w głowie zalęgła? Zawinił Japończyk, o ten - Haruki Murakami. Jesień upływa mi na czytaniu prawie wszystkiego, co Murakami popełnił - z 1Q84 na czele.
Delektuję się zatem "Sputnik Sweetheart" i nagle pojawia się zdanie: "She was wearing a herringbone jacket". Że co ona miała na sobie???!!! Żakiet, kurtka, to wiem, ale co, na litość bogów wszelakich, ma z tym wspólnego śledź, a raczej ości śledzia? (Angielskie herring - śledź; bone - ość, kość.)
Wujek Gugiel poszedł w ruch i tym sposobem szybko poszerzyłam swoją wiedzę z zakresu słownictwa krawieckiego, dowiadując się, że określenie herringbone używane jest w odniesieniu do tkaniny w jodełkę. Ale Wujek Gugiel to cwana bestia i uczy się także preferencji korzystającej, a korzystająca lubi wszystko, co związane z dzierganiem. Uszczęśliwił mnie zatem fotką jodełki "drucianej", czyli herringbone stitch i tu mnie zatchnęło... Chcę!!! Cokolwiek tym wzorkiem dziergane, ale po prostu muszę sprawdzić, czy to wyjdzie tak... "tkaninowo".

Dziergam przy akompaniamencie kolejnego tomu 1Q84, powoli, bo z cienkiego kordonka na drutach 2.75, trwam w zachwycie i czuję się jako ten uradowany, nawiedzony Kopciuszek. Co dziergam? Na razie tajemnica, ale jak już powstanie, to nie omieszkam zaprezentować.
***
I nauczona doświadczeniem - że ciekawe, nietypowe wzorki wywołują u Was potrzebę natychmiastowego dziergania - sposób dziergania Jodełki, czyli Herringbone Stitch - od razu w wersji filmowej poniżej.
Zasada jest taka:
- w rzędach nieparzystych robimy bez przerwy - dwa razem przerabiane na prawo, ale zdejmujemy z lewego drutu tylko pierwsze z przerobionych razem oczek, drugie z nich jest przerabiane wraz z kolejnym prawym ponownie razem; na końcu ostatnie oczko, które zostanie nie zdjęte z drutu przerabiany na prawo; nie ma żadnych oczek brzegowych;
- w rzędach parzystych to samo, tylko przerabiamy dwa razem na lewo, też zdejmując tylko pierwsze z dwóch przerobionych razem oczek, a drugie przerabiamy razem z kolejnym i tak do końca rzędu; ostatnie oczko nie zdjęte z drutu na lewo; bez oczek brzegowych.
***
Zaległe Ananasy robione na potrzeby ostatniego Razem-Robienia w końcu doczekały się sesji fotograficznej.

Wyszły wieeeeelkie - cienki Drops Lace plus druty numer 5 i jest chusta zwiewna, ale powierzchniowo potężna.
Zbliżenie na koraliki. Cały czas miałam wątpliwości, czy wrabiać przezroczyste, czy może lepsze by były kolorowe, żeby się jakiś akcent kolorystyczny pojawił. Ale po spojrzeniu na całość, dochodzę do wniosku, że jest dobrze:

I jeśli ktoś myślał, że można sobie tak bezkarnie urządzać sesję fotograficzną chusty i łba Buddy, a Mały to zignoruje i własnego łba w obiektyw nie wsadzi i nie będzie się starał znaleźć w centrum uwagi...

Odnośnie koralików. Byłam dzisiaj w pasmanterii i Ślubny wypatrzył szydełka dla potępionych :))) Grubość poniżej 1.00. Kupiłam takie 0.85 do robienia z nici maszynowych, ale również 0.5!!! Do koralikowania będzie doskonale - jest tak cienkie, że bardziej przypomina igłę niż szydełko :)))

***
I jeszcze miły obowiązek - Dagy przyznała mi wyróżnienie. Oczywiście tradycji stanie się zadość - z dziką radością odpowiem na wszystkie pytania, ale z równie dziką konsekwencją nie nominuję kolejnych osób.
To do roboty, trochę pikantnych szczegółów z życia i bycia Intensywnie Kreatywnej;
1. Twoje pierwsze dzieło to - nie mam bladego pojęcia! Kiedy byłam tak mała, że ledwie sięgałam nogami do pedału od maszyny, to zszywałam kawałki materiału, czasami nawet o wartości użytkowej i handlowej, bo to były fragmentu podszewki do czapek, które szyli rodzice. Takiego Dzieła przez wielkie Dz, nie pamiętam, ale raczej było na drutach.
2. Dlaczego prowadzisz bloga? - A ma być wersja oficjalna czy prawdziwa? :))))))))))) Ale żarty na bok. Prowadzę, bo widzę w tym sens. Rozwijam się dzięki niemu. Jestem bardziej systematyczna i zmotywowana do kombinowania, tworzenia, działania. Poza tym jest też aspekt "społeczno-towarzyski" - kontakt z osobami również tworzącymi, pozytywnie zakręconymi jest bezcenny, inspirujący. Gdyby mi ktoś zabrał bloga, to bym przeżyła i pewnie nawet nie jęknęła, ale gdybym straciła kontakt z osobami, które tu zaglądają... to by bolało.
3. Twoja ulubiona pora roku - wiosna jest bez wątpienia tym okresem, w którym jest mi na świecie najlepiej, najmilej, najbardziej komfortowo.
4. Przepis na udany dzień - zacząć go spokojnie i miło - śniadanie z mężem, kawa pita na siedząco (nie w galopie) i mieć w planach coś miłego na wieczór - wtedy da się przetrwać nawet najgorsze zawieruchy w ciągu dnia.
5. Gdybyś dostała bilet na darmową wycieczkę, gdzie byś się udała - oddałabym go :))) Ja jestem straszną, koszmarną, okropną domatorką. Dom to moja twierdza i miejsce, gdzie czuję się najlepiej. Ducha przygody nie ma we mnie wcale. Ale gdybym musiała zdecydować, to ostatnio bardzo często rozmawiamy ze Ślubnym o Petersburgu...
6. Najbardziej cenię w sobie - wierność zasadom, takim podstawowym, najprostszym, że białe jest białe, czarne jest czarne, a odcienie szarości prowadzą na manowce.
7. Boję się - tysiąca rzeczy. Strachliwa jestem, panikara jestem. Ślubny by mógł Wam tutaj napisać opowiadania komiczno-fantastyczno-dramatyczne do czytania na kilka dni :)))
8. Rozważna czy romantyczna - rozważna do szpiku kości. Romantyzm jest dla mnie do zaakceptowania o ile jest przemyślany, zaplanowany, z planem B i możliwością kontroli sytuacji w stu procentach.
9. Ulubiony deser - lody czekoladowe, najlepiej włoskie z włoskiej lodziarni. Ale z braku takowych pod ręką każde inne, oby czekoladowe!
10. Dlaczego kobiety otwierają usta, kiedy malują rzęsy? - Nie mam pojęcia! Ja nie otwieram... może to świadczyć o tym, że nie jestem kobietą albo że mam technologię malowania rzęs niewłaściwą :)))