Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wzorek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wzorek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 października 2013

MURAKAMI A SPRAWA JODEŁKI

Dziergam coś, co powoduje, że czuję się jak nawiedzony, ale przeszczęśliwy Kopciuszek. Przyrost robótki jest... ślimaczy. Ale się nie denerwuję, wręcz przeciwnie - patrzę, zachwycam się, wzdycham i dziergam pracowicie dalej. 

Jodełka, znana też pod angielską nazwą - herringbone stitch - wzorek nitkożerny, czasochłonny, wymagający nieustannego patrzenia na druty, ale ten efekt! Jakby się tkaninę tworzyło prosto na drutach.

A skąd jodełka mi się w ogóle w głowie zalęgła? Zawinił Japończyk, o ten - Haruki Murakami. Jesień upływa mi na czytaniu prawie wszystkiego, co Murakami popełnił - z 1Q84 na czele. 
Delektuję się zatem "Sputnik Sweetheart" i nagle pojawia się zdanie: "She was wearing a herringbone jacket". Że co ona miała na sobie???!!! Żakiet, kurtka, to wiem, ale co, na litość bogów wszelakich, ma z tym wspólnego śledź, a raczej ości śledzia? (Angielskie herring - śledź; bone - ość, kość.) 
Wujek Gugiel poszedł w ruch i tym sposobem szybko poszerzyłam swoją wiedzę z zakresu słownictwa krawieckiego, dowiadując się, że określenie herringbone używane jest w odniesieniu do tkaniny w jodełkę. Ale Wujek Gugiel to cwana bestia i uczy się także preferencji korzystającej, a korzystająca lubi wszystko, co związane z dzierganiem. Uszczęśliwił mnie zatem fotką jodełki "drucianej", czyli herringbone stitch i tu mnie zatchnęło... Chcę!!! Cokolwiek tym wzorkiem dziergane, ale po prostu muszę sprawdzić, czy to wyjdzie tak... "tkaninowo".

Dziergam przy akompaniamencie kolejnego tomu 1Q84, powoli, bo z cienkiego kordonka na drutach 2.75, trwam w zachwycie i czuję się jako ten uradowany, nawiedzony Kopciuszek. Co dziergam? Na razie tajemnica, ale jak już powstanie, to nie omieszkam zaprezentować.

***
I nauczona doświadczeniem - że ciekawe, nietypowe wzorki wywołują u Was potrzebę natychmiastowego dziergania - sposób dziergania Jodełki, czyli Herringbone Stitch - od razu w wersji filmowej poniżej. 

Zasada jest taka:
- w rzędach nieparzystych robimy bez przerwy - dwa razem przerabiane na prawo, ale zdejmujemy z lewego drutu tylko pierwsze z przerobionych razem oczek, drugie z nich jest przerabiane wraz z kolejnym prawym ponownie razem; na końcu ostatnie oczko, które zostanie nie zdjęte z drutu przerabiany na prawo; nie ma żadnych oczek brzegowych;
- w rzędach parzystych to samo, tylko przerabiamy dwa razem na lewo, też zdejmując tylko pierwsze z dwóch przerobionych razem oczek, a drugie przerabiamy razem z kolejnym i tak do końca rzędu; ostatnie oczko nie zdjęte z drutu na lewo; bez oczek brzegowych.

***
Zaległe Ananasy robione na potrzeby ostatniego Razem-Robienia w końcu doczekały się sesji fotograficznej. 

Wyszły wieeeeelkie - cienki Drops Lace plus druty numer 5 i jest chusta zwiewna, ale powierzchniowo potężna.

Zbliżenie na koraliki. Cały czas miałam wątpliwości, czy wrabiać przezroczyste, czy może lepsze by były kolorowe, żeby się jakiś akcent kolorystyczny pojawił. Ale po spojrzeniu na całość, dochodzę do wniosku, że jest dobrze:

I jeśli ktoś myślał, że można sobie tak bezkarnie urządzać sesję fotograficzną chusty i łba Buddy, a Mały to zignoruje i własnego łba w obiektyw nie wsadzi i nie będzie się starał znaleźć w centrum uwagi...

Odnośnie koralików. Byłam dzisiaj w pasmanterii i Ślubny wypatrzył szydełka dla potępionych :))) Grubość poniżej 1.00. Kupiłam takie 0.85 do robienia z nici maszynowych, ale również 0.5!!! Do koralikowania będzie doskonale - jest tak cienkie, że bardziej przypomina igłę niż szydełko :)))

***
I jeszcze miły obowiązek - Dagy przyznała mi wyróżnienie. Oczywiście tradycji stanie się zadość - z dziką radością odpowiem na wszystkie pytania, ale z równie dziką konsekwencją nie nominuję kolejnych osób.
To do roboty, trochę pikantnych szczegółów z życia i bycia Intensywnie Kreatywnej;

1. Twoje pierwsze dzieło to - nie mam bladego pojęcia! Kiedy byłam tak mała, że ledwie sięgałam nogami do pedału od maszyny, to zszywałam kawałki materiału, czasami nawet o wartości użytkowej i handlowej, bo to były fragmentu podszewki do czapek, które szyli rodzice. Takiego Dzieła przez wielkie Dz, nie pamiętam, ale raczej było na drutach.

2. Dlaczego prowadzisz bloga?  -  A ma być wersja oficjalna czy prawdziwa? :))))))))))) Ale żarty na bok. Prowadzę, bo widzę w tym sens. Rozwijam się dzięki niemu. Jestem bardziej systematyczna i zmotywowana do kombinowania, tworzenia, działania. Poza tym jest też aspekt "społeczno-towarzyski" - kontakt z osobami również tworzącymi, pozytywnie zakręconymi jest bezcenny, inspirujący. Gdyby mi ktoś zabrał bloga, to bym przeżyła i pewnie nawet nie jęknęła, ale gdybym straciła kontakt z osobami, które tu zaglądają... to by bolało.

3. Twoja ulubiona pora roku  - wiosna jest bez wątpienia tym okresem, w którym jest mi na świecie najlepiej, najmilej, najbardziej komfortowo.

4. Przepis na udany dzień - zacząć go spokojnie i miło - śniadanie z mężem, kawa pita na siedząco (nie w galopie) i mieć w planach coś miłego na wieczór - wtedy da się przetrwać nawet najgorsze zawieruchy w ciągu dnia.

5. Gdybyś dostała bilet na darmową wycieczkę, gdzie byś się udała -  oddałabym go :))) Ja jestem straszną, koszmarną, okropną domatorką. Dom to moja twierdza i miejsce, gdzie czuję się najlepiej. Ducha przygody nie ma we mnie wcale. Ale gdybym musiała zdecydować, to ostatnio bardzo często rozmawiamy ze Ślubnym o Petersburgu...

6. Najbardziej cenię w sobie  - wierność zasadom, takim podstawowym, najprostszym, że białe jest białe, czarne jest czarne, a odcienie szarości prowadzą na manowce.

7. Boję się - tysiąca rzeczy. Strachliwa jestem, panikara jestem. Ślubny by mógł Wam tutaj napisać opowiadania komiczno-fantastyczno-dramatyczne do czytania na kilka dni :)))

8. Rozważna czy romantyczna  - rozważna do szpiku kości. Romantyzm jest dla mnie do zaakceptowania o ile jest przemyślany, zaplanowany, z planem B i możliwością kontroli sytuacji w stu procentach.

9. Ulubiony deser  - lody czekoladowe, najlepiej włoskie z włoskiej lodziarni. Ale z braku takowych pod ręką każde inne, oby czekoladowe!

10. Dlaczego kobiety otwierają usta, kiedy malują rzęsy?  - Nie mam pojęcia! Ja nie otwieram... może to świadczyć o tym, że nie jestem kobietą albo że mam technologię malowania rzęs niewłaściwą :)))

wtorek, 14 lutego 2012

KARDIOLOGIA DLA POCZĄTKUJĄCYCH

Przysięgam, że nie planowałam, że to dziki zbieg okoliczności, że akurat dzisiaj... w dniu świętego od obłąkanych (również obłąkanych z miłości) ja będę pisać o serduszkach.

Szal w serduszka wzbudził emocje oraz wyzwolił w niektórych chęć posiadania takowego. 
 

Stąd dzisiaj będzie wzorek, czyli jak sobie z dziurek zrobić serduszko. A w następnym odcinku (planowanym na piątek) będzie parę wskazówek, jak takowy szal stworzyć w sposób miły, szybki i przyjemny.

Zwyczajowej fotki kota na początku tutorialu nie będzie! Kto nie wie dlaczego, tego odsyłam do poprzedniej notki i niech sobie sam zobaczy, w czym jest problem.

Serduszko robi się z dziurek, czyli z narzuconych oczek. A skoro w rzędzie pojawi się "oczko narzucone", to zaraz po nim lub przed nim pojawi się manewr zwany "dwa oczka razem przerabiane na prawo", żeby nam ilość oczek nie rosła z rzędu na rząd. Pojawi się też "trzy oczka razem przerabiane na prawo", ale może nie wprowadzajmy już na początku nerwowej atmosfery. 

Wzór w postaci schematu wygląda tak:

Uwaga dla zaawansowanych użytkowniczek drutów i włóczki, te niezaawansowane pomijają ten akapit szerokim łukiem i nie zastanawiają się, w czym tkwi problem - te dwa razem na prawo można zróżnicować i zależnie od tego, po której stronie narzutu się pojawiają, pilnować, by odpowiednie oczko było na wierzchu tych dwóch razem (pierwsze lub drugie).

A teraz od początku.
Serduszko można wrobić w dowolnym miejscu robótki, ważne tylko, żeby robiąc pierwszy rząd wzoru, umieścić pierwsze narzucone oczko co najmniej 10 oczek od brzegu, żeby się nam zmieściło w kolejnych rzędach całe puchnące serduszko.
Ja robiłam próbkę z 24 oczek i w pierwszym rzędzie narzut zrobiłam po przerobieniu 12 oczek.

1. Punkt wyjścia jest zatem taki - jesteśmy na prawej stronie robótki i chcemy zacząć robić wzór serduszka.

2. Zaczynamy zatem robić pierwszy rząd wzoru. W moim przypadku zrobiłam 12 oczek prawych i doszłam do narzutu (kółeczko na schemacie). No to narzucamy, czyli zawijamy włóczkę wokół prawego drutu.
A zaraz potem musimy zrobić dwa razem na prawo (pusty trójkącik na schemacie). Dwa razem na prawo, czyli wbijamy drut nie w jedno oczko (jak przy zwykłym prawym oczku), tylko w dwa na raz

i przeciągamy przez nie nitkę - cud! z dwóch oczek mamy jedno.

3. Dalsze oczka robimy wszystkie na prawo do końca pierwszego rzędu. Drugi rząd robimy samymi lewymi oczkami. Po dwóch rzędach powinna być na drutach taka oto sytuacja - mamy pierwszą dziurkę z serduszka.

4. Teraz przystępujemy do robienia 3. rzędu ze schematu, gdzie widać, że będziemy mieć dwa narzucone oczka i dwa razy dwa oczka przerobione razem na prawo (dwa kółeczka i dwa puste trójkąty). Robimy zatem prawe oczka (o dwa mniej niż w pierwszym rzędzie, czyli u mnie 10 prawych, bo w pierwszym robiłam ich 12, jak się komuś nie chce liczyć, to trzeba sobie zapamiętać, że trzeba się zatrzymać dwa oczka przed narzuconym w poprzednim rzędzie oczkiem, dwa oczka przed dziurką, jakkolwiek dwuznacznie by to brzmiało). I teraz dwa razem na prawo, co już umiemy.
Robimy narzut, czyli zawijamy włóczkę na prawym drucie.
Następnie jedno prawe (pusta kratka między kółeczkami na schemacie w trzecim rzędzie) i to prawe musi nam wypaść na dziurze z poprzedniego rzędu. Drugi narzut, bo doszliśmy w schemacie do drugiego kółeczka.
I w ramach finiszu dwa razem.
Ufff, do końca rzędu robimy prawe i w czwartym, parzystym rzędzie same lewe.
Po zrobieniu czterech rzędów wzoru na drucie jest takie coś:

5. Robimy piąty rząd zgodnie ze schematem, czyli zaczynamy od prawych (o jedno prawe mniej niż w poprzednim rzędzie, czyli zatrzymujemy się znowu dwa oczka przed narzutem z poprzedniego rzędu), później dwa razem, narzut, trzy prawe, narzut, dwa razem i prawe do końca. Szósty rząd robimy same lewe. Na drucie powinno być tak:

6. Po ósmym rzędzie powinno być tak:

7. A po dziesiątym tak:

8. W rzędzie jedenastym musimy pamiętać, że pojawia się trzeci narzut, czyli trzecia środkowa dziurka we wzorze. Po dwunastu rzędach jest tak:

9. Po czternastu tak:

10. A w piętnastym rzędzie zamiast dwa razem, mamy czarny trójkącik w schemacie, czyli trzy razem. Które robi się tak jak dwa razem, ale drut wbija się nie w dwa a w trzy oczka jednocześnie (jeśli robimy z grubej włóczki, to można sobie dopomóc szydełkiem w czasie przeciągania przez te trzy na raz).

11. Po zrobieniu szesnastego rzędu lewymi i jeszcze kliku rzędów nieparzystych prawymi i parzystych lewymi oczkami mamy na drutach śliczne, trochę nieforemne serduszko.


I jeszcze jedno - w moim szalu rzędy serduszek były poprzedzielane rzędem dziurek ażuru - taki rząd robi się tak:

1.oczko brzegowe, *1 narzut, dwa razem na prawo* (powtarzać wzór miedzy gwiazdkami do wyczerpania oczek na drucie, 1oczko brzegowe (lub bez oczka brzegowego, jeśli oczka nam się skończyły przy ostatnim dwa razem na prawo)

Wtedy można sobie zrobić serduszka w poliniowanych rzędach:


W następnym odcinku (piątkowym prawdopodobnie) będzie o:
- zaprojektowaniu ułożenia serduszek w szalu, czyli jak narysować, czego dusza pragnie,
- zrobieniu szala tak inteligentnie, żeby na obu końcach serduszka były w tą samą stronę,
- z powodu chęci bycia inteligentnym (patrz punkt wcześniej) będzie też o nabieraniu oczek na prowizoryczny szydełkowy łańcuszek i magicznym robieniu w dwie strony.

A teraz udam się dostojnie w kierunku kuchni i przygotuję odświętną obiado-wieczerzę z okazji Dnia Obłąkanych z Miłości. W ramach wykwintnego obiadu będzie spaghetti (bo czerwone i Ślubny pała do tej potrawy pozytywnymi emocjami) z mozzarellą (bo da się z niej stworzyć namiastkę serduszkowego kształtu i do mozzarelli to ja pałam tym i owym) i wino, dużo wina.

niedziela, 5 lutego 2012

MAKARON W LENIWĄ NIEDZIELĘ

Leniwam...
Bardzo...
Niedzielnie...
Nasłoneczniamy się z Małym na Lotniskowcu...
Kawa nie chce się sama zrobić...
Ślubny zrobił ;)))

A poważnie, ale nadal leniwie, to dzisiaj będzie szybki kurs, jak zrobić wzorek z tropikalnego oranżu (w ramach ekspiacji - wyjaśnię na końcu, za co ta pokuta). Będzie bardzo dużo zdjęć Małego i pewnie jeszcze parę innych kwestii, bo to weekend przecież, a ja w weekendy piszę notki-składaki.

***
Na początek wzorek z przeplatanych oczek, który w jednym z komentarzy do poprzedniej notki nazwano "makaronowym", a mnie się ta nazwa bardzo spodobała, bo przecież się w tym ściegu nawija :).
Oczywiście zaczynamy od zachęcającej fotki kota - "w przyszłość patrzę".

Zakładamy na dzień dobry, że będziemy ze sobą krzyżować sześć oczek (3+3), dlatego nabieramy liczbę oczek podzielną przez sześć. Robimy kilka rzędów ściegiem francuskim (na prawej stronie same prawe oczka i na lewej stronie robótki same prawe oczka). Wiadomość dla początkujących - taki ścieg wygląda jak poziome żeberka i ma tę cudowną cechę, że robótka się nie zwija na końcu, czyli nie walczymy z rulonikiem na brzegu. (Oczywiście przed i po makaronowym wzorze można robić wszystko, co dusza zapragnie - same prawe, same lewe, ryż, ścieg francuski, ale dla potrzeb szkoleniowych francuski jest najlepszy, bo zawsze, w każdym rzędzie wszystko przerabiamy na prawo.)

Mamy zatem taką oto pozycję wyjściową:

Przystępujemy do produkcji dłuuuuuuuugich oczek. Będziemy się nawijać makaron, czyli w każde oczko (oba brzegowe też!) będziemy wbijać drut tak, jakbyśmy chcieli zrobić oczko prawe:

Ale po wbiciu w oczko nawiniemy sobie na ten wbity drut włóczkę trzy razy (można sobie nawinąć więcej razy ten włóczkowy makaron, wtedy oczka wyjdą nam dłuższe):

I taki prawy drut z nawinięta włóczką przeciągamy jak oczko prawe i lecimy dalej - wbijamy drut w kolejne oczko, nawijamy trzy razy, przeciągamy. Tym sposobem po zakończeniu rzędu mamy na drucie potrójnie nawinięte oczka, czyli bardzo dużo włóczki:

Teraz oczka będziemy odwijać, po sześć na raz. Przekładamy zatem na prawy drut pierwsze sześć oczek, jednocześnie odwijając je po kolei:

Te sześć odwiniętych oczek przekładamy z powrotem na lewy drut:

I teraz dochodzimy do niecnej czynności krzyżowania. Zrobimy to według następującego schematu - oczko 4., 5. i 6. wylądują jako pierwsze, a 1., 2. i 3. polezą na koniec:

Oooo, przepraszam, zła numeracja! To jeszcze raz:

Sugeruję wspomożenie się szydełkiem i poukładanie sobie na drucie oczek we właściwej kolejności właśnie przy pomocy szydełkowego haczyka. Kiedy mamy je już w porządku 4., 5., 6., 1., 2., 3., to przerabiamy je po kolei na prawo (dość ścisło, żeby nam się nie rozłaziło):

I zabieramy się za krzyżowanie kolejnej szóstki oczek, i kolejnej, i kolejnej:

Następny rząd po skrzyżowaniu też robimy dość ścisło, żeby wyglądało porządnie:

I to cała magia makaronowego wzoru - same prawe, no dobrze, niektóre dłuższe niż normalnie, a efekt niecodzienny. Można oczywiście krzyżować dowolną liczbę oczek: 2x2 czy 4x4. I można sobie ten makaron powtarzać dowolnie, na przykład tak, jak w rękawach Tropikalnego Oranżu:

Tradycyjnie, dla tych, co wytrwali i doczytali tutorial do końca, jest zdjęcie kota numer dwa. Dziś będzie nie jedno, nie dwa, nie trzy nawet, a cała leniwa, niedzielna sesja fotograficzna.

***
Leniwa niedziela Małego w obiektywie

Przez chwilę należy się posnuć, w poszukiwaniu najlepszego, czytaj: najbardziej nasłonecznionego miejsca do poleżenia.
Mina na zdjęciu - "bez entuzjazmu" - i dziwnym trafem odpowiada dokładnie mojej postawie rodzinnej i społecznej z dzisiejszego przedpołudnia - "I will rise, but I won't shine", co nawet Ślubnemu ku przestrodze wyhaftowałam na zakładce:


Szybko okazuje się, że nie ma to jak Lotniskowiec, ustawiony na wprost dwóch wielkich okien.

Teraz jest tylko kwestia, która poducha i który boczek.

I z kota "bez entuzjazmu" robię się "słodziak numer jeden".

I czasem nawet udaje, że nie śpi, ale tylko czasem.

Bo przecież nie ma jak długa drzemka.

A jak się znudzi na górze, to można zejść i poleżeć pod stolikiem.

***
Rzadko się zdarza, żebym się odnosiła do wydarzeń bieżących, ale są wyjątki. Wisława Szymborska - oglądałam dzisiaj po raz drugi film Katarzyny Kolendy-Zaleskiej "Życie czasami bywa znośne" i dopiero dzisiaj do mnie dotarło, czemu mnie wiadomość o tej śmierci tak zasmuciła. Nie dlatego, że zmarła SZYMBORSKA (przez duże wszystkie litery), nie dlatego, że odeszła noblistka, nie dlatego, że nam się dorobek rodzimej poezji już nie powiększy i na pewno nie dlatego, że powinno mi być smutno, kiedy Wielcy (dowolnie definiowani) odchodzą. Smutno mi, bo odeszła kobieta, która był wielka duchem, dziecięco wrażliwa na świat dokoła niej i ten świat tak niekoturnowo opisująca, taka cudowna i taka normalna zarazem. I jednego chciałabym się od niej nauczyć - dystansu do siebie i umiejętności przekłuwania balonika z napisem "moje wielkie, doceniane przez wszystkich ego".
No i jeszcze jedno - to jej zawdzięczam szóstkę z matury z języka polskiego. Było wiadomo, że na maturze będzie Szymborska, bo Nobel był świeży jak bułeczka o szóstej rano w piekarni i rzeczywiście była :) Wiersz "Nic dwa razy" jakoś mi został w głowie do dziś. Bardzo adekwatnie do sytuacji.

***
I jeszcze jedna kwestia niecodzienna tutaj - muzycznie będzie na blogu. Od kilku dni przyczepiła się do nas piosenka "Somebody That I Used to Know"(oryginał w wykonaniu Gotye). Przeczesując zasoby sieci, Ślubny znalazł perełkę. Skąd ludziom przychodzą do głowy TAAAKIE pomysły, to ja nie wiem. Genialne, sami zobaczcie - cover "Somebody That I Used to Know" zaaranżowany na cztery głosy, dziesięć dłoni i jedną gitarę, czyli grupa Walk Off the Earth. Uwaga! Uzależnia! Uwaga druga! Brodacz jest nie do przebicia :)))



***
Ekspiacja i eksplanacja będzie jeszcze. Pisałam, że leniwam? Pisałam. Że niedziela spędza się w bliskiej "leżałości" z Małym na Lotniskowcu? Pisałam. Że z powodu lenistwa i "leżałości" nie tknęłam nawet małym paluszkiem lewej ręki tkanin na okna? Właśnie piszę i przepraszam, bo myślałam, że Wam jutro machnę sesję fotograficzną "Nowy Design Okienny Rogu Renifera", ale z powodu lenistwa szyjącej zdjęcia zostały odwołane. Aaaaa na dodatek, żeby nie było, że to tylko moje lenistwo jest powodem - to Ślubny zaraził się lenistwem od pozostałych domowników i nie wykazał chęci skakania po drabinkach i wieszania nowo uszytych zasłon, firan, czy jak tam zwał te metry tkanin. Dlatego uprzedzam, że zapewne zajmę się tym dopiero za tydzień... o ile znowu nie zaświeci słońce i nie pozazdroszczę Małemu wylegiwania się na sofie. A w ramach pokuty był ten makaronowy tutorial i dużo kocia, więc mam nadzieję, że zostało mi wybaczone.

***
Aaaaaaaaaaaaa, zapomniałam. Moje ulubione seriale (specjalnie dla Moniki Magdaleny, ale już bez banerków i nominowania kolejnych osób :)
Tylko pięć? Powinnam zakrzyknąć:
- Battlestar Galactica - Ślubny pokazał mi to cudo dość późno, ale było warto. Planujemy już kolejny maraton, czyli obejrzenie wszystkiego w HD.
- Firefly - kochamy, bardzo, czemu tego tak mało, mogę podpisać jakąś petycję o nakręcenie ciągu dalszego.
- Gilmore Girls - boooo... Rory tyle czyta :)))
- Big Bang Theory - bazinga!!!
- Grey's Anatomy, czyli Chirurdzy - jakiś medyczny serial musi być, a Dr House zjechał z jakością
- True Blood - ostatni sezon darzę szczególnym szacunkiem, bo dawno się tak nie śmiałam z wampirów
- Dexter - lubimy mimo, że ma wzloty i upadki
- i jeszcze Mentalista, Leverage, White Collar, Castle i paręnaście innych
- i Ślubny kazał napisać, że wielki potencjał mają seriale kanadyjskie :) Bo on takie egzotyczne rzeczy ogląda :)))

wtorek, 29 listopada 2011

SZCZYPIOREK URÓSŁ, czyli zielona cebulka

Czy ktoś jeszcze pamięta, że wśród kupki rozgrzebanych projektów pokazywanych w połowie listopada leżał sobie niepozorny zielony Szczypiorek. Robiony z totalnej resztki zielonego cienkiego akrylu, więc od razu było wiadomo, że rękawów toto nie będzie miało. Szybko okazało się też, że włóczki jest na tyle mało, że i z dekoltem trzeba będzie pokombinować. Konieczność kombinowania wyszła Szczypiorkowi na dobre.


Szerokie białe wykończenie dekoltu jest tylko z przodu, z tyłu przy szyi jest rządek białych półsłupków.

Zielonego z przodu wystarczyło dokładnie na tyle:

Jak widać powyżej zieleń kończyła się równo pod szyją, ale wykorzystanie wzoru w pawie oczka spowodowało, że linia połączenia z bielą zrobiła się słodko pofalowana.

Teoretycznie górny brzeg też mógłby być pofalowany przez ten wzorek, ale dodatkowy rząd szydełkowych półsłupków wyrównał falki.

I żeby nie było - Szczypiorek został kocio-zaaprobowany. Najpierw Mały sobie grzecznie usiadł obok, że niby on nic nie robi i w ogóle to niczym nie jest zainteresowany.
Ale dwie sekundy później można już było potuptać sobie po bluzeczce.

Wrzosowisko schnie. Poranna Chińska Bezsenność czeka na moją spokojną głowę (zrobiłam papierowy wykrój), bo jakoś robienie na drutach doskonale nadaje się jako czynność odstresowująca, ale do szycia to ja muszę być zrelaksowana i bez masy spraw na głowie. Możliwe więc, że szyć będę dopiero po przeprowadzce, ale wolę poczekać niż schrzanić coś potencjalnie fajnego.

A teraz mam zamiar cieszyć się pierwszym po długiej przerwie dniem bez wyjazdów, spotkań z doradcami, prawnikami i bankowcami, bez zakupów i wybierania sof, lamp i zlewów. I w ramach tego cieszenia się lecę posiedzieć sobie przed szafką z włóczkami i wymyślić, co by tu teraz antystresowo podziergać. Jak wymyślę, to się pochwalę. I jeszcze koniecznie kawa i coś miłego do słuchania (pewnie to będzie "Śmierć w Wenecji" Manna - taka lekka lektura ;).

Aktualizacja - Susanna pisemnie zawnioskowała o zmianę nazwy Szczypiorku na Zieloną Cebulkę, bo jej się zestaw kolorystyczny skojarzył. Słuszna uwaga ;)))