Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smok. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 stycznia 2012

Z NOWYM SMOKIEM

Wiem, trochę mnie nie było. Wykańczanie mieszkania weszło w fazę ostatnią, intensywną, krytyczną i dynamiczną, a to oznacza, że ja włączyłam "tryb ostatniej prostej" i moje życie na cztery dni i noce skupiło się tylko i wyłącznie wokół odkurzacza, ściereczek, poziomicy i dwóch ekip - jednej dobrej, a drugiej złej - tak, dla zachowania równowagi w przyrodzie.

Informuję, że wpis będzie od Sasa do lasa, a możliwe nawet, że bez ładu i składu, w punktach, okraszony zdjęciami wszelakimi, ale od razu lojalnie uprzedzam, że kocia na zdjęciach nie będzie.

Punkt pierwszy - ROK SMOKA CZAS ZACZĄĆ
Powszechnie obchodzony Nowy Rok przeszedł dla nas jakoś tak bez echa. Ot, niewielka przerwa pomiędzy kolejnymi robotami remontowo-meblowymi. I jakoś tak od początku byłam nastawiona na to, że w tym roku Nowy Rok nam się schińszczy całkowicie i będziemy świętować raczej 23 stycznia, czyli początek Roku Smoka, bo:
- do 22 stycznia zakończymy wszystkie wielkie roboty wykończeniowe (zakończyliśmy, zostały drobiazgi);
- pożegnamy członków ekipy meblarskiej (pożegnaliśmy, cudem tylko nie zrobiłam transparentów i nie intonowałam radosnych pieśni, zamykając za nimi drzwi po raz ostatni, ale o nich za chwilę);
- od 23 stycznia zaczniemy normalnie żyć, a nie współegzystować z fachowcami;
- a poza tym i ja, i Ślubny jesteśmy chińskie astrologiczne Smoki (to znaczy ja to raczej Smoczyca jestem :)), zatem ten rok to nasz rok;
- iiiiiii... Ślubny ma swojego własnego, osobistego Smoka, z którym się nie rozstaje.
A zatem niech Rok Smoka przyniesie Wam i nam dużo dobrego i za zgodą i przy błogosławieństwie Ślubnego zostawiam Was w towarzystwie jego wytatuowanego Smoka.

 

Punkt drugi - TRAGIKOMEDIA MEBLARSKA
Ostatnie dwa dni pobytu członków ekipy meblarskiej przypominało jako żywo ekranizację Domu Latających Sztyletów - oni ofukani maksymalnie, bo coś się od nich chce (a chciało się, żeby szafy trzymały pion i drzwiczki w szafkach nie przypominały rzeźby nowoczesnej i nie nachodziły na siebie nawzajem) i my zachowujący resztkami sił elementarne zasady kultury (choć oczami wyobraźni widziałam samą siebie, jak poziomicą grzmocę to towarzystwo w okolice nerek, rzucam śrubokrętami, celując w lewe oko i poluję na nich, kręcąc taśmą mierniczą niby lassem, a to wszystko przy akompaniamencie przekleństw we wszystkich znanych mi językach).
Kres mojej wytrzymałości nadszedł w chwili, gdy doszło do wstawania zaprezentowanej poniżej szafki łazienkowej:

 

Szafka została zaprojektowana tak, żeby wpasowała się idealnie między ściany i jeszcze "wypustka" w tylnej części blatu zasłaniała wnękę okienną. Każda myśląca jednostka, która stanęłaby przed zadaniem wstawienia takiego mebla na swoje miejsce, szybko doszłaby do wniosku, że skoro mebel nie ma luzu po bokach, to trzeba go podnieść ponad szafkę umywalkową, przesunąć na tych wyżynach w stronę okna, opuścić na podłogę, idealnie trzymając poziom i dosunąć do ściany. Proste, nie? Ok, szafka jest dość ciężka i do jej podniesienia jeden atleta nie wystarczy, ale meblarze zawsze dokonywali najazdu w liczbie trzech, w porywach czterech, więc co najmniej sześć męskich rąk powinno sobie poradzić... 
Akcja wyglądała tak: szafka została wsunięta bokiem, na poziomie podłogi, między ścianę a szafkę umywalkową, od razu zaklinowała się radośnie i nie chciała stać się nagle ani gumowa, ani przegubowa. Została siłą zmuszona do wycofania się z upatrzonej zaklinowanej pozycji.  Podniesiono ją trochę, wśród sapania, jęków i dobrych rad wzajemnych usiłowano zmasakrować płytki po prawej i po lewej, stłuc umywalkę i zbić lustro. Po czym mebel wylądował ponownie na podłodze, na środku łazienki i usłyszałam, że szafka nie wejdzie pod okno żadnym sposobem i to jest wina Ślubnego, który źle zaprojektował szafkę umywalkową, która blokuje możliwość manewru, a poza tym to przeszkadza im gniazdko przy umywalce i kaloryfer na ścianie (obie rzeczy też na pewno znalazły się na swoich miejscach z naszej winy). I tu szef meblarzy, porzucając szafkę stojącą na środku łazienki, pod dziwnym kątem, powiedział: "Przykro mi" i zabiera się do wyjścia. Aż mnie szarpnęło. Chyba tylko to, że blokowałam im wyjście z łazienki i nie dało się tak po prostu opuścić pomieszczenia, pozwoliło ich zmusić przynajmniej do tego, żeby mi mebel przestawili ze środka łazienki do przedpokoju. 
Jak widać na zdjęciu szafka jednak wylądowała pod oknem, ale na pewno żaden z meblarzy nie ma w tym ani odrobiny zasługi (kto się zasłużył, wyjaśnię za chwilę).

Inne meble zostały wyprostowane i poprawione, choć członkowie twierdzili, że nie widzą potrzeby poprawiania czegokolwiek, ale mają już dość mojego marudzenia. 

Po czym nastąpił moment odbioru całego tego chłamu. Szef członków przybył w towarzystwie zięcia, co na szybko, w progu wytłumaczyliśmy sobie jako chęć posiadania świadka oraz zrównoważenia sił (nas dwoje, ich dwóch). Ślubny obrał taktykę zimnego spokoju i nie roztrząsał każdego problemu i błędu. Wziął ogólne rozliczenie, ściął je kwotowo o tyle, ile uznał za stosowne, podsunął meblarzowi pod nos i zapytał, czy pasuje. Okazało się, że owszem, kompletnie bez entuzjazmu, ale pasuje. Zięć przez cały ten czas robił za niemego świadka wydarzeń. Dopiero po uzgodnieniu kwestii finansowych meblarz ujawnił rolę zięcia - otóż zięć ma zrobić zdjęcia mebli!!! Bo pan meblarz może i jest bardzo zniesmaczony współpracą z nami i ma nas powyżej kokardki, ale chwalić się efektem końcowym chce! Zatkało nas. Ale ostatecznie, co nam tam. Zaznaczyłam tylko, że jeżeli znajdę gdzieś te zdjęcia w przyszłości i nie będzie na nich nazwiska projektanta prezentowanych mebli (czyli Ślubnego), to może się szanowny pan Chętny Do Chwalenia Nie Swoimi Zasługami spodziewać działań odwetowych.

Punkt trzeci - ZA CO KOCHAM NASZĄ EKIPĘ WYKOŃCZENIOWĄ
Odpowiedź - za wszystko!!! Moja opinia w tej kwestii nie zmieniła się od początku listopada, kiedy to po raz pierwszy zawitali na Rogu Renifera i zaczęli puste ściany zamieniać w mieszkanie według wizji, jaką miał Ślubny.
To jest takich dwóch, co pracuje za sześciu, cuda czyni od ręki, odpowiada na najgłupsze pytania Pani Inwestor i realizuje najkoszmarniejsze pomysły Pana Inwestora i nic dla nich nie jest problemem.
Jak myślicie, kto wstawił osieroconą przez meblarzy szafkę łazienkową? Oczywiście ekipa wykończeniowa - w pięć minut (w tym dwie zajęło obmierzenie szafki i łazienki, kolejne dwie odkręcenie i przykręcenie z powrotem gniazdka i termostatu od kaloryfera), bez problemu i bez jednego słowa, że to nie ich problem i nie ich obowiązek.
Kto powiesił zegar wielkości stodoły na wysokości Giewontu? I jeszcze wykombinował, żeby powiesić go, wykorzystując nóżki do mebli, bo Ślubny miał wizję, że tarcza ma odstawać od ściany?

 

I kto w dwa dni machnął wszystkie możliwe listwy przypodłogowe i to pracując tak, że nie miałam wrażenia, że dostaniemy wszyscy pylicy, bo kolejna bomba walnęła w elewator zbożowy?

I powiesił wszelkie możliwe obrazy i obrazki? Pozwalając w końcu wychynąć ze schowka naszej "Damie z komórką", która trafiła na swoje miejsce na antresoli.
 

I obraz w sypialni też zawisł.
 

I moje trzy grubaski w końcu radują oko tuż po otworzeniu drzwi wejściowych.
 

I kto w ciągu tych dwóch dni zrobił tysiące innych drobiazgów, silikonował, przyklejał, wyrównywał, zamalowywał i nawet z własnej inicjatywy przestawiał suszarkę z mokrym praniem, żeby się nic nie zakurzyło, zgodnie z kierunkiem wskazanym wdzięcznie machnięciem mej prawej dłoni? 

I z ręką na sercu, wątrobie, nerkach czy innym newralgicznym organie niezbędnym do życia - jeśli ktoś z Poznania lub okolic potrzebuje doskonałej, szybkiej i sprawnej ekipy remontowej, to dajcie znać. Według mojej skali ocen zasługują na szóstkę ze słoneczkiem :)

Punkt czwarty - APOKALIPTYCZNY CHAOS
Jako akcent komiczny pojawią się dwa zdjęcia z wczoraj - hasło przewodnie: twórczy chaos.
Najpierw rzut oka na przedpokój.  W tle najlepszy przyjaciel, czyli odkurzacz do wszystkiego. Bystroocy dojrzą po lewej wielki wór śmieci. Na pierwszym planie artykuły chemiczne w pojemnikach niestandardowych, które robiły za obciążenie do przyklejającej się listwy między płytkami a panelami. (Pojemniki zostały przez całą noc - Mały miał utrudnione galopowanie między sypialnią a salonem, ale chyba nie narzekał).
 

Oraz widok z kurzej grzędy (czyli antresoli) na salon i kuchnię w stanie kulminacyjnego bałaganu. Zwracam uwagę, iż po raz pierwszy przydało się dziesięć tomów Historii Świata - idealnie docisnęło kolejną listwę łączącą płytki i panele, a ja się zastanawiałam, czy tego komuś nie wcisnąć przed przeprowadzką, bo mi się dźwigać makulatury nie chciało.
 

Punkt szósty - WNĘTRZARSKO
Czas na zdjęcia z dzisiaj (fatalne jakościowo, bo za oknem szaruga godna listopada).

Pogięta pólka Ślubnego. Uzupełniona o awangardową grafikę w czerwonej tonacji :)))) i półkę przyziemną. Na pierwszym planie stolik do kawy - też projekt Ślubnego (oczywiście). Stolik, który można rozstawić i przyjmować podwojoną liczbę gości.
  

Taka sama półka przyziemna stanęła w sypialni (nieco większa gabarytowo, ta z łazienki też jest według tego samego projektu).
 
I jeszcze zdjęcia kuchni, bo ostatnio zostałam posądzona o wciskanie Wam zdjęć katalogowych, na których ni śladu życia, bycia i gotowania. To dzisiaj macie kuchnię w jej stanie naturalnym - ze schnącą kawiarką, robótkami na drutach walającymi się na blacie i herbatką w dzbanku.
No i oczywiście bez laptopa i TVN24 moje życie kuchenne nie jest pełne.

I jeszcze widok na mój największy sukces odniesiony nad oporną materią meblarzy - w końcu stojąca jak działająca poziomica przykazuje szafa kuchenna, która nie odchyla się już ze wstrętem od ściany i nie usiłuje skręcić sobie nóżek, uciekając od okna.

Tym samym informuję, że temat wnętrzarski został prawie wyczerpany. Uraczę Was jeszcze sesją zdjęciową sof i łóżka, kiedy tylko dojadą wszelkie powierzchnie miękkie i oczywiście zaszczytu uwiecznienia i zaprezentowania dostąpi mój Kącik Szalonej Rękodzielniczki, w którym mam zamiar rozbałaganić się w tym tygodniu.

A w następnej notce będzie czerń i srebro w szalowej/szałowej postaci, bo może i trwała końcówka remontu, ale drutów nie schowałam w ciemny kąt.