Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mieszkanie off topic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mieszkanie off topic. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 grudnia 2012

EFEKTY SZALEŃSTW WSZELAKICH

***
Po pierwsze Ślubny zapowiedział przygotowanie świątecznego nagłówka i z entuzjazmem spełnił obietnicę (patrzymy sobie piętro wyżej). Trochę się "merytorycznie i estetycznie spierał" z moją skromną osobą. Ponieważ osoba miała własne wizje i wydawała z siebie opinie w stylu: "to nie leży", "ale żeby to wyglądało mniej jak sadza a bardziej jak zmrożony lód", "a nie da się, żeby to było większe, to znaczy wiem, że się nie da, ale może jednak...". Anielsko cierpliwy Ślubny przetrwał i nawet nie jęknął, aż do momentu, kiedy zaproponowałam, żeby jednak - tak świątecznie - zmienić "Intensywnie Kreatywną" na "Intensywnie Kreatywnych". Zgadnijcie, kto wygrał :)))

***
Po drugie sobota upłynęła nam pod hasłem: "Perfekcyjni Państwo Domu wpadli w amok sprzątania i produkcji świątecznej atmosfery zdobniczej".
Poprzednie święta to była krótka przerwa w ostatnich pracach wykończeniowych po przeprowadzce. Choinka stanęła, ale na kilka dni i została szybko schowana, żeby się nie kurzyła wśród wiercenia, młotkowania i destrukcji wszelakiej. 
A w tym roku... oczywiście jest choinka, śnieżno-patriotyczna:

Postawiona w reprezentacyjnym kącie salonu:

I mamy świąteczny stolik kawowy, z Mikołajami pod kwiatkiem :))

Wazonów nie chowaliśmy, bo przecież czerwone i bardzo świątecznie odpowiednie, ale za to zyskały "wnętrze", które od razu skojarzyło mi się z latami dwudziestymi, przez te korale:

I girlanda mi się zamarzyła na balustradzie, na górze:

Z kokardką wielkości słonia:

W sypialni mamy... choinkę... jakby... nietypową...

Fioletowa tkanina włożona pod abażur i dopięte bombki na górze:

I nawet kot w łazience zyskał towarzystwo:

A na antresoli podświetlone półeczki zostały wykorzystane na ulubione zabawki świąteczne Ślubnego:

A wśród tych zabawek niewielki akcent dziewiarski :)))

***
Po trzecie - od czapeczki bałwankowej przejdziemy do czapeczki o normalnych rozmiarach.
Moja pierwsza w życiu czapka skończona. Suszona w jedyny słuszny sposób, czyli z talerzem w środku :)))

Po pierwszym nabraniu oczek na część główną i zrobieniu jakiś 9 cm efekt nie był zadowalający, bo chciałam, żeby czapka miała "szwy" jak szyty pierwowzór i żeby te szwy były takie "ściągające". A tymczasem pierwsza wersja wyszła mi jak zwykła czapka - idealnie okrągła. Sprułam, dołożyłam inaczej przerabiane razem oczka i jest ok. Widok z góry:

I widok na żywym organizmie, gdzie najlepiej widać kształt:

Robiona z akrylu na drutach 3.75, wzoru brak, wymyślany na bieżąco.

***
Po czwarte zostajemy przy czapkach i kompletach zimowych. Kiedy powstawały Razem-wiczki to Ania ze Świata  Aneczki oprócz rękawiczek zrobiła czapkę, a wczoraj dotarły do mnie zdjęcia szalika!!! Do kompletu! Z tym samym wzorem. Aniu, jesteś genialna. Komplet jest cudny i nie obiecuję, że pomysłu na szalik nie będę "pożyczać".
Zdjęcie dzięki uprzejmości Ani. Bardzo dziękuję!

***
Po piąte - jeszcze Ślubny i jego Bluza/T-shirt/ Jak Zwał Tak Zwał. Ślubny w planach miał taki prosty, zwykły projekt, bez szaleństw. W trakcie projektowania prostota pozostała, ale w nowym wymiarze, bo "tu przetniemy, tu zmienimy kolor, tu będzie stebnowanie, a tu odszycia w innym kolorze". I tym sposobem Ślubny ma do połączenia 15 kawałków dzianiny w dwóch kolorach:

Z tych latających kawałów ma zostać osiągnięty mniej więcej taki efekt:

Zwracam uwagę, że Ślubny zgodnie ze skrzywieniem zawodowym do projektowania nie używa kartki i ołówka/kredek itp. W świecie Ślubnego do projektowania używa się komputera i programów zaawansowanych. Ale z drugiej strony... przynajmniej zmiany kolorystyczne dokonywane są jednym kliknięciem i nie wymagają rysowania wszystkiego od nowa. 

***
Po szóste i ostatnie - Mały. Dzielnie towarzyszył nam wczoraj przy szaleństwach zdobniczych, ganiając z góry na dół, nadzorując każdy większy bałagan i eksplorując każdy worek, karton, opakowanie. I wolę nie sprawdzać, czy już przestał lśnić brokatem, który zgarniał wczoraj z każdej powierzchni :)

środa, 25 stycznia 2012

DIABOLICZNY - KARNAWAŁ - W KĄCIKU - Z KOMÓRKĄ W DŁONI

Publicznie oświadczam, iż pokazanie w poprzednim wpisie górnej tylnej części Ślubnego miało jedynie posłużyć jako ilustracja hasła: "chiński smok". Tymczasem wspomniana górna tylna część męska wywołała zdrową ekscytację czytelniczek. Ślubnemu zadziałał psychiczny syfonik i lekka sodówka próbowała mu uderzyć do głowy, kiedy to przeczytał w komentarzach, iż przypomina modela znanej marki (uderzenie sodówki zostało natychmiast zneutralizowane poprzez wręczenie Ślubnemu listew wykończeniowych do mebli kuchennych oraz nożyczek i zagonienie go do jakieś konstruktywnej działalności, wzmocnione pogróżkami o braku kolacji). Jednak objawiona została wola ludu, by zaprezentować Ślubnego więcej... 
Proszzzzzzz bardzo - Ślubny połowicznie, całkowicie diabolicznie.

Między myciem szuflad i układaniem w szafach wykończyło się Karnawałowe Srebro.
Rano jeszcze w stanie drucianym naciągniętym.

Ale po południu już w pełnej krasie na Denatce (tak, denatka w końcu została wyciągnięta z czarnego plastikowego worka, bidula). 
 

Poszło na to cudo 100 gram bawełny ze srebrną nitką (główna część chusty), pół małej szpulki nici srebrnych (wykończenia) i nieokreślone, niewielkie ilości czarnej bawełny (falbana na dole). Całość robiona na drutach nr 5, samymi prawymi, żebym nie musiała przy tym projekcie nawet połową szarej komórki zaiskrzyć, bo robótka miała być "z doskoku".
Czarna matowa falbana wyjątkowo dobrze prezentuje się w zestawieniu z tym srebrnym szaleństwem całości. A tego czarnego sreberka mam jeszcze jeden cały motek i chyba zgodnie z sugestią Joli z komentarzy do Vlada zrobię z niego nie kolejną chustę, ale szal. Powinno wystarczyć na taki o całkiem przyzwoitej wielkości.

Aaaa, teraz!!! Zapraszam do Kącika Szalonej Rękodzielniczki. W końcu! 
Tak, jak pisałam, Denatka wylazła z plastikowego wora i ponownie cieszy oczy kobiecymi kształtami. Mam miejsce na porzucenie na stałe rozłożonej deski do prasowania, którą wystarczy wysunąć i można używać (gniazdko jest na ścianie :).

Kącik (jak i całe mieszkanie) projektował Ślubny i uwzględnił nie tylko biurko ze sporym blatem i szafę z całym mnóstwem półeczek, ale także...
... szufladę na maszynę, żeby się ustrojstwo nie kurzyło, kiedy nie jest używane. I na żadnym zdjęciu tego akurat nie widać, ale mam gniazdko do maszyny przewidziane w bocznej lewej części biurka, żebym nie musiała latać z żadnymi przedłużaczami.

A po prawej stronie są gigantyczne, bardzo głębokie półki, na których można sobie zostawić części wykroju lub skrojonej tkaniny bez konieczności ich zwijania i upychania po kątach.

I jeszcze rzut oka w czeluście szafy z lewej, gdzie przewędrowały materiały i włóczki oraz całe mnóstwo nie rozpakowanych dotąd pudełek i pudełeczek z guzikami, tasiemkami, nićmi i innym niezbędnym bałaganem.

 

Brakuje jeszcze tylko wygodnego krzesełka roboczego. Chwilowo mogę sobie pożyczać kuchenne. 
I muszę jeszcze opracować sposób na takie egzystowanie w Kąciku, żebym co chwila nie waliła czółkiem w te niskie skosy sufitowe. Poćwiczę przykurcz krawiecki :)
Należy się spodziewać w najbliższej przyszłości jakiejś akcji: "szyję, bo w końcu mogę".

I jeszcze efekty wieczornego rozpakowywania jednego z ostatnich nietkniętych dotąd pudeł z ozdobami.
Palma w końcu dotarła na swoje miejsce w sypialni, uzupełniona o klęczącą elfkę.
 

W salonie pogięta półka Ślubnego zyskała czerwone akcenty kolorystyczne. Uwaga!, na zdjęciu jest kocio, żeby nie było, że nie ma. A z innej beczki - dzisiaj go zważyłam... galop po zwiększonym metrażu i nieco zmieniona dieta nie wpłynęły negatywnie na tonaż, nawet jakby mi kota trochę przybyło.
 

I skoro już mam łazienkę z oknem, to dlaczego i tam nie miałaby wylądować jakaś nieduża doniczka, z przysłowiowym malutkim geranium :)
A na półce tuż za drzwiami wejściowymi do łazienki stanął kot. Muszę mu tylko zmienić kokardkę z folklorystycznie rafiowej na elegancko zawiązaną czarną.

I w ramach wisienki na torcie - zbliżenie "Damy z komórką". Została namalowana w 1998 roku przez znajomego artystę jako prezent dla mnie od Ślubnego. Przy czym Ślubny nie precyzował, co ma dzieło prezentować, zasugerował jedynie, żeby było z zielonymi i czerwonymi akcentami (żeby mogło zawisnąć w określonym wnętrzu). Znajomy artysta to taka cicha, spokojna jednostka. Obraz został wręczony Ślubnemu omotany w papier, który to papier Ślubny zbeszcześcił natychmiastowo, pragnąc obejrzeć dzieło. Spodziewał się mdłego landszafciku w letnich klimatach, drzewka jakieś i takie tam. Trochę mu się słabo zrobiło, gdy z ramy łypnęła na niego goła baba i błysnęła biustem.
Dama została nieśmiało dostarczona przed me wrażliwe oczy i... przyjęta bardziej niż entuzjastycznie. Na Rogu Renifera też doczekała się własnej ściany na antresoli. (Zdjęcie pod kątem, żeby jej fleszem prosto po przeszkolonym dekolcie nie łupać.)