Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moro. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 września 2012

SESJA, ZMORO!... UPS!... Z MORO

Szycie spodni zdobionych szalonymi czaszeczkami i odszywanych czerwoną nitką zostało dziś pomyślnie zakończone. Ślubny, niesiony falą Waszych entuzjastycznych komentarzy, nawet nie kwiknął, że nie wystąpi w roli wypychacza świeżo uszytych spodni i tak oto mamy Foto Sesję z Moro. (Dużo zdjęć będzie, więc proszę się wygodnie rozsiąść.)

Zaczniemy wyjątkowo od detali. A konkretniej od moich ulubionych czach. Pojawiły się nie tylko na kieszeniach, ale także jako element ozdobny na bardzo szerokich szlufkach:

O tym, że spodnie mają mnóstwo kieszeni, a każda naszyta kieszeń ma klapeczkę, a każda klapeczka ma czachę lub dwie, to się wie, bo naprawdę nadużywanie ozdobnej czaszkowej taśmy bawiło mnie niezmiernie.
No to szybko urządzimy sobie przegląd kieszeni. 
Kieszenie na tyłku:

Kieszeń na nogawce prawej:

Kieszeń na nogawce lewej... patrzymy uważnie!!!

Kto się dopatrzył "babola krawieckiego"? Czaszki mi na głowie stanęły! Przyszyłam klapkę kieszeni lewą stroną!!! A że dopieściłam perfekcyjnie te klapki, to lewa strona od prawej różniły się tylko i wyłącznie kierunkiem czaszek. Co najlepsze zauważyłam tą niedoróbę dopiero dzisiaj, kiedy Ślubny założył w zasadzie gotowe spodnie (miejsce dziurki i guzika zaznaczaliśmy). Aż mi się gorąco zrobiło, bo od razu sobie uświadomiłam, że nie ma mowy, żeby to poprawić, bo mam już pozszywane wszystkie szwy nogawek. Mało że pozszywane! Odstebnowane podwójnie! Ślubny zastosował prawo łaski i nie poleciał po przenośną gilotynę do schowka. A ja mam nauczkę, żeby nie szyć nocą, po całym dniu intensywnych zajęć, bo wtedy na bank się coś spartoli.

No to po wyznaniach skruszonej krawcowej, co to odwróciła czachę, lecimy dalej z przeglądem kieszeni - zostały nam kieszenie na biodrach. Oczywiście nie mogły być zwykłe, skośne czy półokrągłe. Ekstraordynaryjne miały być, no to poszalałam trochę z nietypowym kształtem wlotu kieszeni i są nie półokrągłe, tylko ścięte pod kątem. Mała rzecz, a zachwyt Ślubnego wielki.


Detale były, czas na prezentację całości. Oto Ślubny w Moro:

Spodnie szyte na bazie modelu 133 z Burdy 03/09. Jednak modyfikacji było całe mnóstwo i z oryginalnego modelu zostało... wspomnienie i zaszewki na tyłku :)))
 
Ale całość okazuje się wysoce noszalna. Na zdjęciu poniżej Ślubny prezentuje, że w nowych spodniach nie tylko może stać, ale nawet siadanie nie narusza integralności uszytku :))

A o poziomie zadowolenia Ślubnego z nowych spodzianków niech świadczy fakt, że już snuje wizje, co też żona uzbrojona w Singera 4423 może mu jeszcze uszyć... 

O perypetiach z wykrojem i rozmiarówką Burdy pisałam wcześniej, ale dumna jestem z tego, że po poprawkach (większości z nich "na oko") spodnie leżą bez zarzutu i trafiłam w rozmiar bezbłędnie.

Za to po raz kolejny powinnam tutaj napisać hymn pochwalny, odę, sonet i fraszkę malutką ku czci Brzydala. Maszyna poradziła sobie ze wszystkim! Nawet stebnówka paska na górze, razem z wszytymi szlufkami pogrubionymi taśmą i naszytymi na szwie bocznym nie spowodowała buntu. Singer jeno ryknął nieco głośniej silnikiem i poszedł jak po maśle. Oficjalnie wyznaję, że kocham swoją maszynę miłością wielką!!!

No to teraz będą prawdziwe zdjęcia bojowe. W ujęciu z przodu:

I w ujęciu nie z przodu :)))

A żeby Wam się po nocach facet w kapturze i spodniach moro nie śnił, to na zakończenie Ślubny w wersji niegroźnej:

A podsumowując szycie spodni męskich z mojego punktu widzenia - nie będzie to moja ulubiona konkurencja krawiecka. Morowe spodnie to była moja pierwsza męska para - na pewno nie ostatnia (sądząc po zapowiedziach Ślubnego) i brakowało mi pewności siebie i wyczucia. Dla siebie szyję znacznie bardziej "brawurowo". Szycie dla faceta wywołuje u mnie stan wielkiego niepokoju :)))) i zastanawiam się nad każdym cięciem, szwem i przeszyciem. 
Muszę za to pochwalić Ślubnego - jest klientem wymagającym, wymyślającym i kombinującym. Ale za to na hasło: "trzeba to przymierzyć" leci galopem, stoi grzecznie i cierpliwie i nawet nie jęknie, że później, że za chwilę, że może nie trzeba tego mierzyć.

A w ramach następnego uszytku wystąpi... coś damskiego!

czwartek, 19 lipca 2012

NIE MA WE MNIE DUCHA PRZYGODY

Jak można spędzić niezapomniany wieczór z mężem? Szyjąc, pod jego czujnym okiem i z jego aktywnym udziałem, Morowe Wdzianko Na Miziadełko. Bo potrzeby posiadania pokrowców przeróżnych wcale mu nie przeszły.

Przy czym ja wykazywałam się jako siła robocza, a Ślubny jako pomysło-dawca i pomysło-zmieniacz.

Nasze dialogi kończyły się na jeden z dwóch sposobów. Po długim monologu twórczym Ślubnego ja z kamienną twarzą oświadczałam: "Tego się nie da zrobić!". Wersja numer dwa - po moim długim monologu, że ja tak nie mogę, nie umiem, nie lubię, nie dam rady i generalnie to mam wrażenie, że pracuję z Szalonym Kapelusznikiem, Ślubny zapytywał grzecznie: "Ale w czym ty widzisz problem?"
Nie, no ja w ogóle nie widzę żadnego problemu, że wykroju nie robimy, że konstrukcyjnie to zachowujemy się jak niefrasobliwi Amerykanie w Project Runway, że mierzymy na oko i robimy szwy w kretyńskiej kolejności...
Na moje wszelkie marudzenia i próby przywrócenia jakiegoś porządku w tej szalonej twórczości słyszałam: "Nie ma w tobie ducha przygody!"...  :))))))))))))))

Co ciekawe efekt końcowy jest zaskakująco pozytywny... A to oznacza, że Ślubny czuje się zachęcony do dalszej działalności artystycznej...

Morowe Wdzianko w pełnej krasie i z wypełnieniem prezentuje się tak:

Klapka daje się zapinać:

Ślubny zażyczył sobie stebnówek wszędzie, gdzie to tylko było możliwe:

I w ramach elementu ozdobnego wystąpiło nadgryzione jabłuszko, bo jakże może być inaczej, przy czym brzegi jabłuszka Ślubny sam pracowicie szarpał szpilką:

W środku elegancka czarna podszewka, zapewniająca lepszy poślizg w czasie wkładania i wyjmowania sprzętu:

W środku pokrowca jest połowa asortymentu działu Podłogi marketu budowlanego :))))) W ramach usztywnienia wykorzystaliśmy cienki podkład pod panele (taka sztywna, kartonowa, zielona płyta, grubości kilku milimetrów), a w za puszystość odpowiada pianka kładziona pod panele (taka z cieńszych).

I mały bonus (dla tych, co zaglądają na Twittera to nie nowość, bo już widzieli) - wczoraj wieczorem zrobiłam zdjęcie dokumentujące historyczny moment, kiedy to Ślubny pierwszy raz w życiu zasiadł do maszyny i nawet sprawnie i równo machnął swoje pierwsze szwy :))))

***
Ale!!! Wczoraj została także ukończona Bluzeczka Nie Do Końca Biała i na Denatce (proszę nie warczeć, że nie na mnie, ale fotografa nie było w pobliżu) prezentuje się jak widać na załączonym obrazku:


Całość robiona z włóczki Medina (80% bawełna, 20% akryl) na drutach 5,5. A wykończenia to resztki wściekłej akrylowej wiśni i czarnego baranka :)

Wykończenia robione na szydełku, żeby były bardziej trwałe i mniej podatne na zniekształcenia przy praniu. Przy okazji mam nadzieję, że utrzymają w ryzach skłonną do wyciągania się bawełnę.

A teraz idę, jako ta porządna żona, robić obiad, a przy okazji pomyślę, co też teraz dziergać, szydełkować, szyć... Dam znać, na co się zdecyduję.

środa, 13 czerwca 2012

WDZIANKA PRZERÓŻNE

Dziś będzie o wdziankach różnych, przeróżnych, poprzecznych i podłużnych.

*** Wdzianka na miziadełko***
Ślubny był zakupił nowego ipada, czyli miziadełko. Poprzedniego nazywałam lekko złośliwie "narzeczoną", bo w początkowym okresie posiadania Ślubny nie chciał się od niego odkleić i zabierał go wszędzie, do łóżka też. Obecny model nie ma jeszcze nazwy i chyba zostanie po prostu miziadełkiem.
Dla mnie nowy nabytek ma o tyle znaczenie, że już sam proces jego zakupu został przerwany telefonem do mnie, ponieważ Ślubny stał w sklepie, przed półką z pokrowcami na ipady i gromko informował otoczenie i mnie przy okazji, że są takie całkiem nawet fajne, ale on chce uszyty przeze mnie i ma nawet pomysł. Raczyłam wyrazić zgodę na radosną twórczość według wytycznych Ślubnego i oto jaki stan zapotrzebowania na wdzianka mamy dzisiaj:
- wdzianka mają być dwa - zmieniane chyba zależnie od nastroju posiadacza???,
- oba dość "agresywne", bo to męski ipad jest przecież,
- uszycie jednego z nich uszczupli lekko zapasy materiału moro przeznaczonego na Spodnie Imienia Mnóstwa Kieszeni dla Ślubnego, ale i tak starczy,
- uszycie drugiego wymaga poświęcenia z mojej strony, bo mam się podzielić materiałem na zaplanowaną Cieplejszą Spódnicę (jakoś to przeżyję... chyba),
- ważne, że oba ipadowe wdzianka będą z... dodatkami - to może ja pokażę:

Moro ma zostać przyozdobione gustowną taśmą ozdobną w czachy - hit sezonu :)

Zieleń zyska dodatki militarne.

Szycie rozpocznie się, kiedy tylko Ślubny będzie miał chwilę, żeby mnie poinstruować, jakie też mają być te pokrowce konstrukcyjnie, bo to się okazuje, że ma znaczenie, gdzie jest klapka. O postępach i wynikach będę informować na bieżąco.

***Wdzianko na Intensywnie Kreatywną - Reaktywacja***
Kto jeszcze pamięta, że powstawała fioletowa Tunika Tarasowa? W pewnym momencie została upchnięta do Szuflady Robótkowej w kuchni i jakoś tak sobie leżała, nie wadząc nikomu. W końcu się doleżała. Została wyciągnięta i... dociągnięta do etapu wykończonego dekoltu. 


Góra wykończona szeroką plisą robioną wzorem ryżowym. Dzięki wykorzystaniu reglanu udało się zachować geometryczny wygląd plisy, czyli stylizację jakby marynarską - i o to chodziło.


Teraz tylko rękawy i będzie można prać, suszyć i nosić. A to bawełna, więc tunika powinna się idealnie sprawdzać latem na tarasie.


***Wdzianko na Intensywnie Kreatywną - Kombinacje Alpejskie***
Pomarańczowe prześcieradło... nie kończące się... nagle uznało, że mi udowodni, że nie jest z gumy (chociaż było z gumką) i z trzecim projektem już mi nie pójdzie tak łatwo (przypominam, że z jednego wielgachnego prześcieradła powstała sukienka i bluzka z długim rękawem).
Ale nie ze mną te numery, prześcieradło! Nie chcesz po dobroci, to będzie lekka kombinacja alpejska i projekt Jednokolorowej Bluzeczki z Ciekawym Karczkiem zamienimy na Dwukolorową Bluzeczkę z Jeszcze Ciekawszym Karczkiem.


W planach jest wykorzystanie pierwotnego modelu (skrócona tunika, model 103 z Burdy 3/2009 - pisałam, przecież, że to był doskonały rocznik :))), ale karczek będzie nie pomarańczowy, tylko biały i na dodatek ozdobiony pasującą kolorystycznie pomarańczową muliną. Pomysł na zdobienie jest, jak to u mnie, dość bizantyjski w swoich założeniach, ale na razie cicho sza! Jak wyjdzie, to się będę chwalić, a jak nie wyjdzie... to będę udawać, że w życiu takich frywolnych pomysłów nie miałam.

***Daleko od wdzianek***
Do-meczowo robi się Krwista Revontuli, powinnam ją kończyć razem z zakończeniem rozgrywek fazy grupowej Euro 2012.
I w końcu, dzisiaj rano Poczta Polska Powolna została obarczona przesyłką z prezentem-niespodzianką. Oczywiście fotki będą, jak tylko list dotrze do adresatki i pokazanie czegokolwiek nie zepsuje niespodzianki.