Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą off topic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą off topic. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 maja 2014

POŻEGNANIE... EEEE TAM, TO TYLKO PRZEPROWADZKA

W styczniu tego roku wypłynął temat książki, że dobrze by było, żeby powstała. Że Wam się marzy. Że już możecie zacząć "kolejkować" pod księgarniami. Przez jeden wieczór rozpętaliśmy ze Ślubnym istną burzę dwóch mózgów i rozważyliśmy wszystkie za i przeciw. Okazało się, że dla mnie samej forma książki ma duży urok - bo dotyk papieru, bo zapach farby drukarskiej, bo zdjęcia. Jednak od razu wiedziałam, że jest jedno wielkie "ale" - tylko tekst i zdjęcia to bardzo ograniczona forma przekazywania wiedzy. A ja lubię sobie pogadać, popokazywać Wam "ręcznie", dać pliki do wydrukowania. I wtedy nas olśniło - książka to za mało, stwórzmy stronę internetową! (Od razu uspokajam te z Was, które mi tej książki nie odpuszczą - ja wcale tego pomysłu nie skreśliłam. Za jakiś czas zapewne bardzo poważnie pomyślę o wydaniu czegoś z pogranicza dziergania i komedii  :))))
Ślubny dał mi mniej więcej miesiąc na podjęcie ostatecznej decyzji. Bo uświadomił mi, że jeżeli chcę prowadzić stronę z taką regularnością wpisów jak do tej pory bloga i z takim samym zaangażowaniem, to zmiany nie mają wielkiego sensu. Że to będą tylko przenosiny z miejsca na miejsce - dużo zadymy i cała masa pracy, a zmiana... w zasadzie tylko adresu. 
"Jeśli chcesz mieć swoją stronę, to ona musi żyć non stop. Będziesz miała roboty więcej niż na etacie. Przygotowanie opisów, kursów, filmów. Zdjęcia robione tak, że mucha nie siada. Wpisy. Szukanie tematów i inspiracji. Plus administrowanie tym wszystkim. A ty już masz dwa i pół etatu, w porywach trzy. Dasz radę? Może czas się zastanowić, co tak naprawdę chcesz robić w życiu?"
I tu będzie bardzo osobiście - to pytanie "co tak naprawdę chcę robić w życiu?" - nie daje mi spokoju od dawna. Czy ja sobie siebie wyobrażam za dziesięć lat, siedzącą i klepiącą kolejny raport z badań ankietowych na temat poziomu stresu zawodowego przeprowadzonych na reprezentatywnej próbie pracowników przedsiębiorstwa X? Albo tysięczną opinię na temat systemu ocen pracowniczych w korporacji Y? Czy wyobrażam sobie, że za dziesięć lat będę nadal uczyła? Owszem, wyobrażam sobie, ale nie jest to szczyt moich marzeń. Szczytem marzeń jest robienie tego, co się kocha i wiara w to, że da się na tym zarobić. I tak, ja wiem, że piszę o zarabianiu na rękodziele w Polsce. Kraju, gdzie jeszcze kilka pokoleń musi wymrzeć, żeby cena serwety robionej na szydełku przewyższała koszt materiałów i energii elektrycznej. 
Kolejna burza dwóch mózgów - bo przecież Ślubny musi zaakceptować to, co ja sobie nawymyślam. Świąteczny wyjazd do domu rodzinnego to okazja do przegadania ponad 10 godzin w samochodzie. Gdyby koncentracja pomysłów objawiała się świeceniem pomysłodawców, to poruszalibyśmy się po autostradzie pojazdem jarzącym się jak bożonarodzeniowa choinka. Postanowiliśmy, że myślimy szeroko i w długiej perspektywie. Że nie zastanawiamy się - "czy to chwyci?". Że wychodzimy z założenia, że zmusimy "to, do chwycenia". Ślubny jest geniuszem nietuzinkowych pomysłów, a jednocześnie osobą, która bardzo twardo stąpa po ziemi i nie daje się ponieść fantazji. Gdzieś między Strykowem a Wrześnią powstało coś na kształt biznes-planu dla... tak naprawdę dla mnie : )))

Efekt? 
Dzisiaj zapraszam Was na moją i tylko moją stronę internetową.

Będzie tam wszystko to, do czego jesteście przyzwyczajeni i wiele więcej.
Jest BLOG - który nadal będzie moim rogowo-reniferowym blogiem. Będzie się tu jednak pojawiać nieco więcej wpisów... publicystycznych.
MIXER - to miejsce, gdzie zaserwujemy Wam mieszankę inspiracyjno-humorystyczną złożoną z drobiazgów znalezionych w sieci.
RAZEM ROBIENIE - czy ja nawet muszę tłumaczyć? Nadal będzie. Pierwsze już wkrótce. 
KURSY - czyli filmy i opisy o technikach, trikach, trudnych kwestiach.
WZORY - coś, czego nie było. Pojawią się tu dwie kategorie: wzory tłumaczone i moje wzory autorskie. Z plikami pdf do ściągnięcia, filmami pokazującymi, jak sobie radzić z trudniejszymi momentami.
IK POLECA - dział, w którym będę Was zachęcać do odwiedzania innych stron, ciekawych blogów, stron z wzorami itp.
DO POBRANIA - gdzie już pojawiły się pierwsze tapety do ściągnięcia. Tapety specjalnie dla dziergających, szyjących, tworzących. Przepraszamy, nie ma jeszcze tapety z Małym, bo ciągle kłócimy się, którego zdjęcia należy użyć :)))

Dla Was to wszystko jest - tak samo jak do tej pory - za darmo. Nie mamy zamiaru zarabiać na ściąganych przez Was plikach, wzorach, opisach. Ale niech Was nie zdziwi, że będą pojawiały się elementy komercyjne - sponsorowane konkursy, reklamy na stronie, recenzje (ale zawsze oznaczone wyraźnie, że to materiał promocyjny, żeby wszystko było jasne). Obiecuję, że nie będzie zalewu reklam, że to jest nadal Intensywnie Kreatywna strona, gdzie macie się czuć, jak... na Rogu Renifera :))))

Ta strona to mam nadzieję początek. Ślubny skończył snucie bardzo długofalowych planów na rozważaniu, w jakim kraju opłaca się wynająć halę z maszyną produkcyjną do wyrobu włóczki :))) Ale na razie rozgośćcie się na nowej stronie.

Ten blog nie znika! Zostaje na zawsze, z całym tym ładunkiem tekstów, wiedzy, kursów, filmów. Nadal możecie komentować, pytać, chwalić się!
Na blogu będą też pojawiały się raz w tygodniu wpisy o tym, co nowego i ciekawego na stronie (żeby coś się tu działo i żaden administrator nam tej strony nie zamknął : ))).

Tutaj jest link do wpisu, gdzie znajdziecie podstawowe informacje, jak się poruszać po stronie, żeby wykorzystywać wszystkie jej możliwości, czyli między innymi zarejestrować się jako użytkownik, zapisać na newsletter czy pobierać pliki. 

niedziela, 20 kwietnia 2014

ŚWIĄTECZNO-IMIENINOWY MILION



Pięknych Świąt dla tych świętujących w każdym z obrządków.
Radości, słońca i uśmiechu dla tych, którzy po prostu odpoczywają od codziennej bieganiny.



To było po pierwsze i najważniejsze.

Po drugie
Bardzo dziękuję za wszystkie życzenia świąteczne dla nas.

Po trzecie 
Równie mocno dziękuję za pochwały dla Śnieżnej Chusty. Bez dwóch zdań mobilizują mnie one do szybszego porządkowania notatek i tworzenia opisu "na gotowo".

Po czwarte
Mamy milion blogowych odwiedzin, według licznika Bloggera.
Dziękuję!!! To Wasz milion wejść, a moje miliony powodów do radości i dumy. I tak się "kalendarzowo" złożyło, że mam piękny prezent na imieniny!
Świętujemy okolicznościowym nagłówkiem :)))

Po piąte
Ta "milionowa" okazja to dobry moment na uchylenie rąbka tajemnicy dotyczącej "majowych wielkich zmian na lepsze"... I od razu napiszę, że nie będzie to książka. To będzie coś znacznie lepszego :))))
Podsumowując w jednym zdaniu - Intensywnie Kreatywna idzie na swoje i to szerokim frontem.
Od ponad miesiąca pracujemy bardzo intensywnie nad tym, żeby stworzyć coś bardziej mojego, autorskiego, większego, ciekawszego, z zawartością, która będzie inspirować, intrygować, uczyć i bawić...
I mam nadzieję, że tak, jak imieniny świętuję milionem na blogu, to urodziny za kilkanaście dni będę świętowała, informując Was, że można już zajrzeć na... bardzo Intensywnie Kreatywną stronę internetową.
Trzymajcie kciuki!!!

Ślubny odmówił na razie pokazania, jak będzie wyglądać sama strona, ale w zamian pozwolił na małe "ujawnienie filmowe" :))) Oto nowa czołówka, jaka będzie otwierała wszystkie filmy z kursami, przerobiona na zapowiedź, że już wkrótce...



wtorek, 31 grudnia 2013

2013 W WERSJI INTENSYWNIE KREATYWNEJ

Jak zwykle koniec roku kalendarzowego skłania mnie do podsumowań liczbowych wszelakich. Podsumowania "przemyśleniowe" zostawiam sobie na początek chińskiego Nowego Roku, czyli na prawdziwy rachunek sumienia za 2013 mam jeszcze około miesiąca.

Kiedy siadaliśmy dzisiaj ze Ślubnym, żeby wybrać fotki uwieczniające moje tegoroczne szaleństwa, to stwierdziłam, że mało tego będzie, że w zeszłym roku było więcej... 
Okazuje się, że liczyć to ja umiem, ale całki i różniczki, natomiast proste i nieskomplikowane użycie liczb naturalnych mnie przerosło : ))))) Więcej było! Może nie dużo, dużo więcej, ale więcej!
Wydziergałam, uszyłam, wyszydełkowałam, wyhaftowałam, stworzyłam technikami mocno mieszanymi i pokazałam na blogu... 61 przedmiotów bardzo zróżnicowanych.
Ile razy na blogu pojawił się Mały... nie liczyliśmy :)))))

Rok 2013 w wersji Intensywnie Kreatywnej do obejrzenia w skrócie poniżej:


Ale rok 2013 to był jednak przede wszystkim Wasz rok na tym blogu:
* Była Letnia Szkoła Szycia. I tutaj wielkie brawa dla tych, którzy w czerwcu pierwszy raz siadali do maszyny i uczyli się, jak się nitki nawleka, a po trzech miesiącach zarazili się miłością do maszyny na tyle, że szyją i to nie proste, drobne rzeczy! Dla wszystkich, którzy przetrwali Letnią Szkołę Szycia mam wielki podziw i z całego serca im gratuluję.
* Był Konkurs Szatańsko Kreatywny... to chyba on w tym roku dał mi najwięcej do myślenia. Przede wszystkim zostawił mnie w kompletnym i bezgranicznym zachwycie nad Waszą kreatywnością i pozytywnie rozumianym szaleństwem. Sprawił też, że coraz poważniej zastanawiam się, czy jednak nie uczcić jakimś szaleństwem 1.000.000 na liczniku... 


Czytelniczo było... nieco gorzej niż w 2012, ale i tak jest dość przyzwoicie jak na moje standardy:
- 135 przeczytanych lub przesłuchanych książek;
- 8 z nich przeczytanych po włosku, 10 po rosyjsku i jedna po hiszpańsku (!!!), reszta to głównie angielski, po polsku pewnie około 30, może 40.

***
W 2014 wszystkim Wam życzę 
przede wszystkim 
kreatywności, intensywnej i radosnej! 
Niech Wam się szczęści w tym Nowym Roku we wszystkim. 
Miejcie dużo powodów do radości i uśmiechu. 
Niech Wam się marzenia spełniają, nawet te najskrytsze i...
żebyśmy zdrowi byli!
***




sobota, 1 czerwca 2013

MARCHEWA!!!

Nagła potrzeba nabycia nici szwalniczych pogoniła mnie wczoraj do Pasmanterii Obrzydliwie Dobrze Zaopatrzonej. Ślubny zaofiarował się towarzyszyć w nawiedzeniu i kiedy ja oddawałam się dyskusjom z właścicielką pasmanterii na temat odcieni koloru bee-żoo-wee-goo, Ślubny zniknął był między półkami. Wylazł po chwili, dzierżąc w dłoniach filc w kolorach... ciekawych i oświadczył, że dawno żaden pokrowiec do iPada nie powstał. Stan zasobności pokrowcowej kolekcji mu podupada i trzeba zaradzić - przy użyciu rzeczonego filcu. Nawet nie pisnęłam, dołożyłam od siebie filc w kolorze wiśniowym, zapłaciłam i czym prędzej wywlokłam Ślubnego poza gościnne progi Pasmanterii Obrzydliwie Dobrze Zaopatrzonej, bo prawdopodobieństwo tego, że za sekundę jeszcze coś wypatrzy, było bliskie pewności.

Okazało się, że Ślubny ma wizję pokrowca, ale usilnie nalega, cobym to ja siadła do maszyny, bo jakoś szycie filcu go nie pociąga. Poza tym on chce szwy w kontrastowym kolorze i na dodatek proste chce te szwy, więc może ja łaskawie zasiędę, a on będzie mnie wspomagał duchowo, pokazywał palcem i udzielał zbawiennych rad. Tym sposobem tandem z Rogu Renifera wyprodukował... Marchewę!

Aparat nie jest w stanie oddać pełnej żarówiastości tego pomarańczu i tej zieleni. Na to się daje patrzeć tylko mrużąc oczy :)))

Ślubny trwa w zachwycie. Problem, gdzie leży iPad przestaje istnieć, bo nie da się Marchewy nie zauważyć. Bije po oczach z najdalszego kąta.

Pomysł na bordowy filc podobno się kluje w Ślubnej głowie. Na razie wiem tyle, że znowu będzie z kontrastowymi szwami... białymi podobno... :))))

***
A w ramach ciekawostek lokalnych będzie zamek...

Nawet z rycerzami na moście zwodzonym:

I latarnia morska:

I chatka z wiatrakiem:

A wszystko to paręset metrów od naszego bloku. Pan Piotr Okoński tworzy takie cuda w ogródku pod swoim blokiem. Ile razy tamtędy idę, tyle razy się uśmiecham i podziwiam. Człowiek pozytywnie zakręcony, bez dwóch zdań. O zdolnościach nie wspomnę, bo nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, ile czasu i umiejętności wymaga stworzenie takich "miniatur", cudzysłów zamierzony, bo malutkie to to nie jest :))).

***
A jutro będzie Len Falbaniasty i przypowiastka o tym, jak to dobrze mieć pod ręką zapasowe opakowanie szpilek...

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

DROGA BURDO, A CO Z FACETAMI?

- Coś dla facetów jest? - zapytuje Ślubny na widok każdego kolejnego numeru Burdy, jaki przywlekam do domu. I najczęściej słyszy, że chyba śni. Nic nie ma! Nawet wykroju na męskie bokserki nie ma! A to, że się raz lub dwa razy do roku przydarzy Burdzie wrzucić koszulę bez polotu, blezer bez kształtu lub spodnie bez potencjału, to za mało.

Ale od marudzenia i narzekania jeszcze nikomu nie przybyło i się nie poprawiło! Dopóki głośno i wyraźnie nie damy znać Burdzie, że modele męskie to jest to, czego pożądamy bardziej niż kania dżdżu, nie ma szans na zmiany.


Jest potrzeba, jest pomysł, jest AKCJA!!! 

Żeby się aktywnie przyłożyć i Burdzie przedłożyć... od dziś do 31 maja 2013 możesz:

1. Pokazać swoje poparcie i polubić nas na Facebooku, a potem opowiedzieć o nas swoim znajomym.

2. Podpisać naszą petycję online.

3. Wysłać maila z prośbą o więcej męskich wykrojów do redakcji niemieckiej Burdy, która tworzy i zatwierdza wykroje do wszystkich edycji Burdy na świecie: burdastyle@burda.com
Przygotowaliśmy 3 wersje językowe petycji - po polsku, angielsku i niemiecku. W temacie wiadomości wpisz swoje imię i nazwisko (np. Ola Kowalska - Petition), aby wiadomość nie trafiła do spamu.

4. Na blogu albo fanpage'u opublikować informację o akcji "Więcej męskich wykrojów w Burda PL". Teksty petycji i banery akcji znajdziesz na Facebooku oraz na stronie: http://meskiewykroje.blogspot.com/ 

My niżej podpisani Intensywnie Kreatywni, razem, w dwugłosie, zza maszyny, bo przecież szyjemy oboje, zachęcamy
Daj znać Burdzie, że chcemy modeli dla mężczyzn!

czwartek, 11 kwietnia 2013

CO ŁĄCZY RZYM I RÓG RENIFERA?

Na pytanie, co łączy Rzym i Róg Renifera w podpoznańskiej miejscowości, jest w tej chwili tylko jedna odpowiedź - wielka fala wdzięczności i mnóstwo pozytywnej energii.

Jakiś czas temu Godlesia nieśmiało zapytała mailowo, czy może, ewentualnie, pod wieloma warunkami ujawnię jej swoje dane adresowe. Ujawniłam i dzisiaj krzyczę z Polski tak, żeby w Rzymie było słychać gromkie: "Dziękuję!!!"

Godlesiu, Twój prezent sprawił mi taką radość, że uśmiech z twarzy mi nie znika. Bardzo Ci dziękuję, bardzo, bardzo! 


Moteczki jedwabiu z moherem są w rzeczywistości w kolorze pośrednim między gołębim a morskim (jak na moje niewprawne kolorystycznie oko) i napatrzeć się na nie nie mogę i nadotykać się ich też nie mogę - bajka po prostu. Już mi chodzą po głowie trzysta cztery pomysły, co powinno z tego powstać, żeby było godne tej prezentowej nitki.
Gazetka najprawdopodobniej spowoduje u mnie kolejny Atak Skarpetkowej Manii, bo zawiera kilkadziesiąt modeli "odzieży nożnej", a każdy z nich nie tylko krzyczy: "Zrób mnie!", ale jeszcze powoduje napad kreatywności twórczej i pomysły kłębią mi się całymi... kłębami :)))
A jako dodatek - i tu kolejne gorące podziękowania, tym razem od Ślubnego, który na wieść o tej części prezentu zaklaskał uszami i aż się dziwię, że jeszcze do domu z firmy nie wrócił, żeby dokonać konsumpcji :))) - kawa w czekoladzie. Mniam!!! Rodzynki w czekoladzie, orzechy w czekoladzie i wszystko inne w czekoladzie może się schować w porównaniu ze smakiem kawy w czekoladzie!

Godlesiu, dziękuję!!!! Bardzo!!! I jeśli masz czkawkę albo palą Cię uszy lub policzki, to przepraszam, ale nie mogę przestać myśleć o tym, jak bardzo wdzięczna się czuję za ten niespodziewany i cudowny prezent.

***
A skoro już jesteśmy w takich prezentowych i mailowych klimatach, to biegniemy dalej. Liliana z Zapomnianej Pracowni przysłała maila z prośbą o poinformowanie dziergających, że u niej jest Candy o "drucianym" charakterze. Zajrzyjcie, zobaczcie, może ktoś zapała żądzą posiadania moteczków i drutów.

***
A na koniec wiadomość dnia - Samolicząca Tabelka Reglanowa jest, działa, liczy, kolorkami błyska i rwie się do działania!!! Dumna jestem z siebie jak średnio wyrośnięty warchlak w czasie ciepłego dżdżu, żeby nie napisać wprost, że jak świnia w deszcz :)))) Wyszła tak, jak mi się wyśniło, choć wczoraj wieczorem przez chwilę miałam moment zwątpienia w to, czy jestem w stanie zmusić ją do liczenia tak, jak ja chcę, a nie jak ona chce :))) Ale nie będzie mną Excel rządził! 
Udostępnię ją przy okazji pierwszego odcinka Sweterka Robionego Od Góry, czyli w weekend.
Starałam się, żeby była bardzo czytelna i przyjazna dla użytkownika, ale na wszelki wypadek będzie w komplecie filmik opowiadający "detalicznie", co i jak po kolei, co wpisujemy oraz co i gdzie nam samo wyłazi :)))

środa, 7 listopada 2012

THANK YOU, MOOD!!!

Kiedy Teściowie Moi Niepowtarzalni planowali podróż do Nowego Jorku, zastanawiałam się, jak delikatnie i nienachalnie zasugerować, żeby może, ewentualnie, potencjalnie odwiedzili krawiecką mekkę, rozsławioną przez Project Runway - czyli kombinowałam usilnie, jak to zrobić, by wpadli do sklepu Mood. Ale jak tylko padło pytanie, czy coś chcemy w prezencie, to wiecie, o czym zaczęłam cichutko skamleć, wspierana stanowczym barytonem Ślubnego - niech Teściowa Moja Niepowtarzalna zrobi zakupy w Mood. Tkaniny to nie, bo ona sama nie szyje i pojęcia nie ma, ile trzeba i co się nadaje, ale tasiemki, koraliki, dodatki, wszywki i inne drobnostki kupować może nawet, jeśli pojęcia o krawiectwie nie ma.

A Teściowej dwa razy powtarzać nie trzeba :)))
Koralikowe bizancjum
Jeden z zestawów koralików został od razu przeznaczony jako dodatek do Dodgersowej wełenki.

Teściowa chyba spodziewała się bardziej okazałego budynku i ekskluzywności wnętrz, a tu tymczasem budynek się nie rzucił.

I nawet dzwonili, żeby potwierdzić, czy są w dobrym miejscu, bo im się reklamy w oknach też nie rzuciły:

I w środku to tak "jak hurtownia wygląda":

Ale co tam, Mood to Mood. I dobrze, że to nie ja tam pojechałam, nie ja tam weszłam, bo mnie by nikt nawet wołami nie wywlókł.

I nawet centymetr z logo dostałam :)))

Pies ma na imię Swatch i jest Moodową maskotką i oczywiście Teściowa psa dorwała i pomiziała, co Teść skwapliwie uwiecznił.

I dostałam całe metry tasiemek:

I innych taśm wyjątkowo ozdobnych:

I jeszcze inne metry:

I ozdóbki kwieciste:

I wielgachne haftki obciągnięte materiałem:

I guziki, które oryginalnie były na tej ścianie:

Tylko pióra Teściowa Moja Niepowtarzalna musiała uznać za zbyt ekscentryczny zakup, bo nie przywiozła ani pół złamanego pierza:

I tym razem to ja głośno mówię: Thank you, Mood!!! i co ważniejsze składam podziękowania Teściom, że spełnili moje marzenie.

***
To teraz wracamy z Nowego Jorku, ale nie kończymy inspirujących podróży. O nie! Wpraszamy się do Ani, ponieważ Ania zrobiła Razemwiczki. Ale... Ania się na rękawiczkach nie zatrzymała, zrobiła jeszcze do kompletu czapkę i w planach ma szalik.
Zdjęcie dzięki uprzejmości Ani ze Świata Aneczki.
I tutaj ja biję brawo głośno i mocno - bo Ania twórczo rozwinęła podrzucony pomysł. Zobaczyła we wzorze znacznie więcej niż jej zaproponowano. Jestem zachwycona! I czekam niecierpliwie na ten szalik do kompletu.

***
A skoro chwalę już innych - to mam już pierwsze zdjęcia Spódnicy Razem Szytej - Igłam i jej wersja czarno-sztruksowa.
Zdjęcie dzięki uprzejmości Igłam.
Spódnica świetna i leży bez zarzutu, ale ja dodatkowo zwracam Wam uwagę na czerwone pantofelki - ja wiem, pokręcona na punkcie butów jestem, wiem, nie mam zamiaru się z tego zakręcenia leczyć :)))))
A za spódnicę wielkie brawa, tym większe, że wiem, że szyje się już kolejna! Aktualizacja - się uszyła i... powstaje trzecia :))))))))))))))

***
A dziś wieczorem mam pewne niecne plany. Plany, w których jedną z głównych ról ma odegrać kreatywność Ślubnego, a jako rekwizyty wystąpią całe metry tasiemek, zamków błyskawicznych, resztek materiałów i inne drobiazgi pasmanteryjne. O efektach poinformujemy :))))

***
A skoro był wcześniej obcy, sklepowy pies, to nie może zabraknąć własnego, domowego kota. Który udaje, że nie śpi i nie ma wcale zamiaru:

Ale na długo mu tej determinacji nie starcza:
Tak, to na pierwszym planie to są tylne łapy i brzuchol, a później następuje lewoskręt i mamy łepek oraz przednią prawą łapę na drugim planie. Czyli w sumie - kupa pierza :))))

niedziela, 2 września 2012

CAŁE MOCE PRZEROBOWE W KARPATKĘ

***
Nic skończonego i gotowego nie mam do pokazania, bo całe moje moce przerobowe idą w... Karpatkę, czyli w szal dla Agaty.

Karpatkę, bo na razie, przed blokowaniem faktura szala przypomina mi nieodparcie ciastowo-karpatkowe góry i doliny ;))))
Robi się toto wyjątkowo przyjemnie i mam w tej chwili jakieś dwie trzecie całości. Najpóźniej we wtorek Karpatka powinna trafić na druty do blokowania, a pod koniec tygodnia udać się w podróż na Wybrzeże, w towarzystwie Romantycznych Mitenek.

***
W Karpatce, robionej według wzoru szala Lilac Leaf, w ozdobnym borderze pojawiają się szyszunie, czyli bąbelki podobne do tych, jakie stanowiły główną ozdobę Razem-wiczek (jak je zrobić pokazywałam tutaj). Ale o ile w rękawiczkach szyszunie były robione na drutach, o tyle w szalu robię je szydełkiem.
Przy cieniuteńkiej nitce bąbelki robione na drutach potrafią wyjść lekko bezkształtne, miękkie i rozmemłane. Radą na to jest robienie ich szydełkiem - a wtedy wychodzą kształtne i jędrne jako te szyszki na jesieni.
Filmik ze stosowną prezentacją:


***
Przy okazji mitenek dla Agaty wypłynęła dyskusja o tym, kto w czym brał ślub i dlaczego żadna z nas nie miała takich mitenek :)))
Na specjalne życzenie Brahdelt pokazuję,  w czym ja podążałam do ślubu. Przy czym podkreślam, że to, co miałam na sobie, zostało uszyte przez Mamę Moją Rodzoną Jedyną. I miała ona bardzo utrudnione zadanie, bo nie dałam jej szansy na żadną przymiarkę - tygodnie tuż przed ślubem spędzałam w Gdańsku, czyli bardzo daleko od domu. i na dodatek bezczelnie chudłam :)
Fotki marne, bo to przefotografowane zwykłe zdjęcia:

Tak, miałam na sobie spodnie, żadnych białych sukien, bo my jesteśmy małżeństwo "cywilne".

I wielkimi krokami, bo to już za kilka dni, zbliża się kolejna rocznica ślubu... strach pomyśleć, ile to już lat. Ale zapytany dziś Ślubny, stwierdził, że nie żałuje tamtego wrześniowego "tak" :))))

***
To teraz małe uaktualnienie kryminalne w związku z laptopem. Okazuje się, ze akcja "Policja w poszukiwaniu dowolnego laptopa Sony Vaio staje na głowie i dokonuje przeszukań u niewinnych ludzi" miała większy rozmach, niż nam się mogło w najgorszych snach wydawać. Funkcjonariusze zapukali też do człowieka z Wrocławia, który od nas tego laptopa wylicytował na Allegro. Facet się przestraszył (czemu się nie dziwię) i zrezygnował z transakcji. I tu ponownie pozdrawiamy okradzionego pana z Kluczborka, dzięki któremu zostaliśmy z nowym laptopem i... starym laptopem i wielkim niesmakiem, a może nawet "absmakiem", jak mówi lider jedynej słusznej partii opozycyjnej. Ale Mama Rodzona Moja Jedyna wybawiła nas z kłopotu i zażyczyła sobie posiadania podejrzanego, potencjalnie kradzionego sprzętu u siebie. Tym sposobem mam w domu jeszcze przez chwilkę oba i mogę Wam pokazać, jak bardzo nowy laptop różni się wielkością od poprzedniego:

Pod spodem "podejrzane" Vaio, które trafi do Mamy, na wierzchu moja nowa zabawka, która została przez Ślubnego uroczo nazwana Szkrabem. A z tyłu... biała i czarna bawełna, z której powstanie koronkowy pokrowiec na Szkraba. Mam nadzieję, że uda się go zrobić do końca przyszłego tygodnia i możliwe, że będzie to robótka podróżna, bo szykuje nam się wyjazd :)

***
Dawno nie było nic na temat tarasu. Ale przecież nie będę pisać ciągle, że wszystko rośnie, kwitnie i szaleje. Latające z wiatrem doniczki i ulewy prawie tropikalne nie mają żadnego negatywnego wpływu na bujną wegetację. Żeby jednak obowiązkowi kronikarskiemu stało się zadość, to proszę bardzo:

Truskawki jako przykład radosnego wyłażenia z donicy. Truskawki oczywiście zbierają się do drugiego kwitnienia :) W prawej donicy także drugi wysiew koperku, bo po pierwszym zostało jeno wspomnienie.

I winobluszcz, który raczył się już wybarwić (czyżby jesień nam właziła na taras???).

***
Przypominam, że:
- jest już Prolog do Tuby Razem Robionej, czyli spis materiałów i sprzętów niezbędnych do zrobienia bluzeczki, o takiej, jak tu sobie można zobaczyć;
- i jeśli ktoś jest zainteresowany nabyciem Zośki, czyli mojej eks-maszyny, z którą rozwodzę się li tylko z powodu zakochania się w Brzydalu, to aukcja kończy się dziś po południu.

***
I jeszcze Mały w kilku odsłonach, bo dawno kocia nie było.

Mały u szczytu... formy i schodów :)))

Mały oburzony konkurencją w kadrze. Konkurencja wyraziła zgodę na publikację kompromitujących zdjęć.

Mały osaczony przez paparazzi, którzy z nudów robią zdjęcia robiącym zdjęcia :) (Małego szukamy w czeluściach szafy :)

czwartek, 12 lipca 2012

KAMIEŃ Z SERCA, KOT Z TARASU, ŁEB... DO DOMU

***
LolaJoo za pośrednictwem Poczty Polskiej (jak się okazuje nie takiej) Powolnej dostała swoje zamówione czarne rękawiczki, zwane pieszczotliwie Krokodylkami. I zadzwoniła, potwierdzając, że nic jej z rąk nie zjeżdża i ogólnie zadanie zostało wykonane satysfakcjonująco... ufff... łomot tego kamienia, co to mi spadał z serca, jak to usłyszałam, było słychać chyba nawet w Krakowie. Bo robienie dopasowanych rękawiczek na odległość, to nie jest najłatwiejsza sprawa pod słońcem i od przedwczoraj, czyli od momentu wyekspediowania listu miałam chroniczny stan przedzawałowy, że zrobiłam je zbyt małe, zbyt duże, zbyt wąskie, zbyt szerokie, zbyt długie, zbyt krótkie, zbyt czarne lub... wiązanie jest niedostatecznie czerwone.

A rękawiczki, kończone na tarasie, tuż przed wysłaniem wyglądały tak:
Ślubny sfotografował rękawiczki na tle Małego lub... Małego w towarzystwie rękawiczek.

Jak widać były bardzo dobrze pilnowane ;)))

***
A skoro pojawił się już Mały, to pociągniemy temat dalej i zaprezentujemy mini sesję zdjęciową: "Mały w tarasowych okolicznościach stołowych".
Okazuje się, że na stole można spać, w pozycji na Supermana:
Ślubny nie przepuści nawet śpiącemu kotu.

Na stole można założyć bardzo dobry punkt obserwacyjny:
Dostojna wersja Małego okiem Ślubnego oczywiście.

I w końcu na stole nareszcie jest się na tym samym poziomie co ludź i patrzenie głęboko w oczy nie wymaga nadwyrężania karku:
Zdjęcie-znienacek :)))

***
Przy okazji będą też zdjęcia tarasowej zieleniny ozdobnej, czyli - "Co nam rośnie, kwietnie i przyciąga pszczoły".
Lawenda mnie niezmiennie zachwyca.

Takie niepozorne, ale ma coś w sobie, bo przyciąga całe roje pszczół.

Pelargonia Oszalała - czyli fluorescencyjny róż.

Kolejny przykład tego, że róż kwiatkom pasuje.

Mój pokrzywkowy ulubieniec w kolorach prawie w naturze niemożliwych.
***
I na koniec będzie...łeb! Ślubny już chyba dojrzał do tego, żeby metry kwadratowe na Rogu Renifera zostały ostatecznie spersonalizowane i przystąpił do nabywania dodatków. Przedwczoraj dojechały wysokie czerwone wazony (zdjęcia brak, bo muszę je odmetkować. A metki z ceną są przyklejone czymś równie trwałym jak "superglut". Oznacza to, że nie da się ich tak po prostu odkleić, tylko trzeba podejść do nich sposobem, czyli posmarować warstewką kremiku dla dzieci, poczekać, aż się kremik przeżre i spokojnie, jednym ruchem zdjąć z powierzchni szklanej. Ale jeszcze z tym kremikiem nie dotarłam, więc zdjęcia będą w terminie późniejszym).
Wczoraj natomiast, bardzo dumny z upolowanej zdobyczy, Ślubny przytargał łeb poowijany w całe metry folii zabezpieczającej. I tak oto kolejny śmiejący się Budda znalazł swoje miejsce na Rogu Renifera. A że Budda lekko fioletowy na twarzy, to trafił do sypialni.

Łeb jest słusznych rozmiarów (ma wysokość jednego siedzącego kota) i wywołuje straszne zachcianki... nieodpartą potrzebę pogłaskania po ciemieniu ;)))) Lakier nam się wytrze jak nic, ale co tam, może głaskanie Buddowej łysinki, działa tak jak głaskanie Buddowego brzuszka i przynosi szczęście?