***
Będę brutalnie, liczbowo szczera - biodra to ja mam bardziej jak włoska signora niż jak chłopczyca - rozmiar 42, jeśli chcę mieć odzież dopasowaną, 44, jeśli ma być luźno. Czy mi z tym źle? Uwaga szczerość po raz drugi - czasami mi źle... czasami wolałabym być szczuplutką, drobną kobietką... Ale nie jestem! Trzeba odziewać takie obwody, jakie się posiada.
Właśnie... Razem z Anią zaczęłam szydełkować szorty. Żeby mi przynajmniej optycznie wyszczuplały odwłok, zdecydowałam się na klasyczną czerń. I wiedziałam, że te moje 42/44 będzie stanowić wyzwanie* (*czytaj: da mi popalić :)).
Wyszydełkowałam dużo kółeczek:

Przyłożyłam do posiadanych szytych spodenek i... zdałam sobie sprawę, że oryginalny model szortów będzie wymagał modyfikacji. Cienka nitka (czyli relatywnie małe kółeczka) plus duży tyłek równa się oczywista potrzeba zrobienia więcej niż jednego rzędu kółek na wysokość. Bo inaczej wyjdą mi szorty... biodrówki, a i to może być mało powiedziane.
W pierwszej chwili pomyślałam sobie: "Kobieto, rzeczywistość mówi dobitnie, że te szorty to nie dla ciebie i nie twojego odwłoka. Zamień ten pasek kółeczek na początek szydełkowej bluzeczki, póki jeszcze czas."
Ale ja nie z tych, którzy po pierwszym potknięciu zawracają z drogi. Przespałam się z tematem, tym bardziej, że rozwiązanie było proste - więcej kółek, więcej kółek! Ale więcej kółek, to potrzeba ich połączenia. Nie chciałam przesuwać rzędów wobec siebie (bo tak by było najprościej :))). Będzie tak:

Oczywiście za sekundę stanę przed "zagwozdką", jak to połączyć na środku tyłu, żeby uzyskać ładny skos... ale tym się będę martwić później. Na razie cierpliwie szydełkuję kółeczka większe i kółeczka mniejsze, i pracowicie wszystko łączę, i (tu słychać wyraźne, głośne warczenie) - nitki chowam... Jak ja nie lubię chować nitek!!!

I, Aniu, uprzedzam - w moim przypadku to będzie projekt długodystansowy. W tydzień to te czarcie szorcięta nie powstaną.
***
To zmiana narzędzia... hula hop :)))
W czasie weekendu powstawał Tajemniczy Obiekt. Nie powiem po co, nie powiem dla kogo, nie powiem dlaczego. Zdradzę tylko, że chusta ma związek z Konkursem Szatańsko Kreatywnym. Drugi raz dziergałam Summer Flies:

Kiedy dziergałam pierwszą wersję kilka tygodni temu, to szału dostawałam przy blokowaniu. Chusta ma kształt części koła, a raczej powinna mieć, ale jak się upina "na oko", to można uzyskać wszystko, ale nie ładne, symetryczne kółeczko.
Tym razem sobie pomogłam... wielkim hula-hop :)))

Sama się z siebie śmiałam, ale nadal trwam w zachwycie nad idealnym kształtem, jaki udało się uzyskać, upinając z "pomocnikiem".
***
I jeszcze kot.
Ślubny wczoraj wieczorem wyraził opinię, że Mały ma dwa "stany wizualne". Albo wygląda jak małe, słodkie, czasami lekko rozwichrzone kocię, albo... jak zbój, patrzący spod zmarszczonej brwi.
Dziś rano była wersja numer dwa :)
![]() |
"You talkin' to me?" |