Czuję się jak proton porządnie trzepnięty przyspieszeniem w Wielkim Zderzaczu Hadronów. Ale wcale nie mam ochoty krzyczeć, żeby się ta karuzela zatrzymała. Wręcz przeciwnie, niech się kręci jak najszybciej, to wtedy jest szansa, że ta cała kołomyja i kociokwik skończy się w mgnieniu oka.
Lista najważniejszych nowości w telegraficznym skrócie:
- Tapeciarze się poprawili, stosując wczoraj klejenie na ciepło. Dzisiaj rano nadal się wszystko trzymało. W przyszłości, jak coś odpadnie, kazali dmuchać suszarką i głaskać namiętnie gąbką. Antyreklamy nie będzie, ale było blisko.
- Obudowano metalowe kolumny na antresoli i zamieniły się w kolumny świecące. Ślubny nie wykazał zachwytu kolorem światła i zażyczył sobie dodatkowe cuda-wianki w postaci ozdób z folii witrażowej, które mają światło ocieplić... nie komentuję, niech przygotują, wykleimy sami.
- Meblarze zwieźli kuchnię - w tej chwili mam wrażenie, że te wszystkie klocki za żadne skarby nie zmieszczą się we wskazanych kątach i na ścianach. Ale już raz to przerabiałam i wiem, że jestem w "mylnym błędzie".
- Półka pod umywalką w łazience skalała sumienie i zawodową dumę Głównego Meblarza, bo jest cała lakierowana i lakier raczył "pęc" w jednym miejscu, na łączeniu. Ślubny usiłował przekonywać, że niech sobie ta półka popracuje jeszcze, poukłada sobie stosunki ze stojącą na niej umywalką, a dopiero później się to zdemontuje, machnie ponownie lakier i wypoleruje. Zawodowe sumienie Głównego Meblarza żachnęło się na taką propozycję i półka zostanie wykonana od nowa, wzmocniona niczym beton zbrojony i przemontowana po Nowym Roku. To się nazywa właściwy stosunek do prac zleconych.
- Szafy powstają, lustro dojechało, karnisze się montują, wariactwo na całego.
- Wyszło na jaw, że w bloku pracował Elektryk-Szaleniec. U nas po zamontowaniu lamp okazało się, że nie wszystkie włączniki i wyłączniki działają jak należy, a niewłaściwa kolejność odpalenia świateł na antresoli skutkuje wywaleniem korków z iskrzeniem i bonusowymi fajerwerkami. Oczywiście wszystko na gwarancji, więc Elektryk-Szaleniec pojawia się i poprawia te urocze niedoróbki. Ale u sąsiada piętro niżej wykonał manewr Strusia Pędziwiatra i tak wymerdał kabelki, że próba opuszczenia elektrycznej rolety w salonie odbywa się synchronicznie z gaśnięciem światła w łazience... to się nazywa elektryczna fantazja fachowca.
- Pakowanie i stopniowa ewakuacja przebiega sprawnie i w zasadzie to więcej rzeczy mam na Rogu Renifera niż w starym mieszkaniu... i o to chodzi.
- Pierwszy nocleg nadal planowany z piątku na sobotę i to się na razie nie zmienia.
Robótkowo też zgodnie z planem - powstała już czerwona Panache Na Letnie Chłodne Wieczory Na Tarasie (PaNa LeCh Wie NaTa). I wiem, że się powtarzam, ale nadal pozostaję w zachwycie i to jest naprawdę prosty w robocie, szybki w przybywaniu i bardzo efektowny model.
Blokowałam go wczoraj w okolicach 22:00 i Ślubny uwiecznił cały proces, w tym moje klęczące poświęcenie w czasie wpinania dziesiątek szpilek.
W kolejności całkowicie niechronologicznej:
- efekt końcowy wzmocniony żelazem (hartowanie ogniem łaskawie pominęłam :)
- mozolne upinanie giganta
- stan początkowy, czyli smętna meduza przed blokowaniem
A teraz uwaga, uwaga! Ogłoszenie parafialne! Nie powstanie z marszu następna Panache... Ale zanim wyjawię, za co mam zamiar się zabrać, cytat z wczorajszego późno wieczornego dialogu małżeńskiego:
ONA (z wypiekami na twarzy przeglądająca możliwe do zrobienia chusty) - TO zrobię!!! Kiedyś mi diabelstwo wyjść nie chciało, to spróbujemy jeszcze raz.
ON (prawa brew uniesiona, wyraz pełnego niedowierzania) - To Tobie kiedyś coś nie wyszło?
Ano, nie wyszło, nie wyszło. Coś mi się nie wzór źle odszyfrowało, poziom cierpliwości miałam akurat na poziomie depresji żuławiano-wiślanej i trzepnęłam całość do kosza, wyciągając w locie druty i nie dbając nawet o prucie. Zatem będzie ponownie Percy. Jak ktoś Percy'ego robił, to niech się ujawni, żebym miała poczucie, że jakby co, to mam kogo mordować, co ja źle kombinuję.
I jeszcze drobiazg o charakterze świątecznym. Odkąd się wprowadziliśmy do naszego starego mieszkania (osiem lat, co to zleciały jak jeden dzień... no dobra nie przesadzajmy :), co roku przed Bożym Narodzeniem szalałam zdobniczo na korytarzu: okno, drzwi wejściowe do mieszkania naszego i sąsiadów. W tym roku, na pożegnanie machnęłam tylko szybkie ozdóbki na oknie.
Ptaszki gotowe, serduszka wycięte z papieru do pakowania i dorzucone pokręcone wstążeczki też z ozdobnego papieru. Jak się sąsiadce zapomni zdjąć w odpowiednim czasie, to na Walentynki też będzie miała bardzo adekwatny wystrój klatki schodowej :))).
Mam zamiar odezwać się na szybko w piątek..., ale to tylko plan, a plany są bardzo podatne na rewizje i wpływ siły wyższej. Gdybym się piątkowo nie objawiła, to znaczy, żem na nowym, ganiam ze ścierką, wiaderkiem, odkurzaczem i obłędem w oczach, a ponadto... nie będę miała swobodnego dostępu do Internetu do około 22 grudnia. Pozaglądam sobie do Was z ipada Ślubnego, ale pisanie na tym własnego bloga, to ja dziękuję, ja poczekam na normalnie pojętą cywilizację.