Poczułam się pod koniec tygodnia tak, jakby ktoś we mnie klątwą miotnął. Klątwą o potężnej sile rażenia dziewiarskiego. Taką, co to od niej druty opadają, oczka spadają, a projekty - nawet najbardziej perspektywiczne - odpadają w przedbiegach i oddalają się galopem w sfrustrowany niebyt.
Te oto, prezentowane wcześniej, dwa przepiękne motki miały zostać zamienione w sweterek...

Zrobiłam próbkę połączoną nitką... fuj! - Bez urazy, ale efekt jak babcine dzierganie w czasach głębokiego kryzysu.
Pokombinowałam z wrabianiem kolorów lewymi... fuj! - Marny pomysł, delikatnie to ujmując.
Przetestowałam paski... fuj! - Psychodelia w najczystszym wydaniu.
I powinnam sobie pomyśleć, że do trzech razy sztuka. Że skoro materia nie chce współpracować, to trzeba odpuścić, dać się jej odleżeć, poczekać na chwilę natchnienia. A ja nie!!! Ja szłam w zaparte.
Pożegnałam nitkę tęczową i zaczęłam kombinować, co można zrobić z samej różowej.
Ściągacz angielski... fuj!
Warkoczyki jedno oczko na jedno oczko, skręcane w lewo... fuj! - Skręcanych w prawo nie testowałam : ))
Wzorek bardzo japoński oparty o finezyjnie zaplatane drobne warkoczyki... fuj!
I dopiero tu sobie uświadomiłam, że to nie ten kolor, nie ta włóczka i nie ten czas. Pozgarniałam wszystko, poupychałam z powrotem w czeluści szafy robótkowej i wyjęłam ten samo gatunek włóczki (Angora Ram), ale w kolorze szaro-beżowym.
Żadnych wzorów, żadnych fajerwerków i ani jednego wodotrysku - prawe oczka, reglan robiony od góry, prosto, prościej, najprościej jak się da!

***
A dziergając prawymi, czyli bezmyślnie kompletnie, rozgryzam technicznie pomysł na piórnik szydełkiem w wersji "de lux", czyli dwukomorowy, z zameczkami, przegródkami itp.
A jak mi się znudzi myślenie o piórniku, to kombinuję nieco przewrotnie, czy ja jednak nie mam ochoty wydziergać w tym roku swetra męskiego, bardzo nietypowego...
***
Aktualizacja puzzlowa dostępna w zakładce "Rok z Michałem Aniołem". Wychodzi na to, że chyba spędzę z roznegliżowanym Adamem i Panem Bogiem w różowościach nieco dłużej niż rok, ale cóż ja poradzę, że niebo układa się tak powoli...
***
I żeby znowu nie było pytań "A gdzie kot?", to proszę bardzo Mały w sytuacji, za którą nie przepada - stanowczo lepiej się czuje "w parterze" niż na rękach "u ludzia".
I dlatego robi miny znudzone:

I wskazujące na lekki "nerw":

A najlepiej, jak go już te głupie ludzie puszczą i pozwolą się odprężyć tam, gdzie kotu najlepiej:

***
I kto jeszcze nie widział, ten koniecznie musi zobaczyć!!!
Oglądamy wczoraj otwarcie Igrzysk w Soczi. Wychodzi liczna i rozbawiona reprezentacja Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Ja zastygam z drutem wbitym w oczko prawe. Ślubnemu wyraźnie zaczyna opadać szczęka. Gapimy się w ekran jako te dwie zahipnotyzowane kobry. I w końcu Ślubny wydusza z siebie: "Oni te kubraczki mają na drutach robione...???!!!"
Sen szalonej dziewiarki. Mało "umnej" technicznie szalonej dziewiarki!
Bierzemy głęboki oddech i zaglądamy tutaj.
I gdyby jeszcze ktoś miał wątpliwości - ta szalona dziewiarka ma na imię... Ralph Lauren... Trochę pana poniosło.