Przenosiny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vlad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vlad. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 stycznia 2012

WYKOŃCZYŁAM WAMPIRA

Wiadomości meblarskie w skrócie: planowałam na dziś inscenizację "Dziewczyny z poziomicą w dłoni", czyli pokazanie ekipie łapiącej pion inaczej, że alternatywne narzędzia nie potwierdzają ich świętego przekonania, że stawiają meble idealnie równiutko. Jednak poranny telefon szefa zmienił scenariusz na inny - "Mistrz poziomicy ucieka", czyli ekipy dziś nie będzie. Walczą z meblami wolnostojącymi, które masakrują we własnym zakresie na terenie warsztatu. Będą jutro i przekonują, że to będzie ich ostatni dzień pracy, bo przecież "już tylko kosmetyka została". Histeryczny chichot, jaki się ze mnie usiłował wydobyć po usłyszeniu tego stwierdzenia, zamieniłam w mało przekonujący kaszelek. Komentować nie będę. Dzień wolnego od nich przyjęłam jak błogosławieństwo.

Ale za to weekend był wampirzo owocny. Vlad został przeze mnie własnoręcznie wykończony. Potraktowany wodą z delikatnym detergentem i zgodnie z sugestią Laury - przypalowany porządnie, niestety bez użycia osikowych kołków (chociaż warkocz doskonałego sycylijskiego czosnku w domu posiadam).
 

Na zdjęciach kolory są... dalekie od oryginału. Czerwień się jednak beznadziejnie fotografuje. W rzeczywistości to jest taka krwista czerwień lekko złamana wiśniowym.
W stosunku do opisu oryginału mój Vlad się rozrósł - główny motyw powtórzyłam nie siedem, a dziesięć razy.
 

Robiony z dawno kupionej włóczki włoskiej produkcji (przewaga wełny, czyli znowu blokowanie było czystą poezją).
I jeszcze zbliżenie na detale ozdobnego brzegu.
 
Ze względu na to, że bluzeczka Tanit-Isis wymaga sporej koncentracji przy robieniu - ma już zaczątek rękawów i teraz ciągnę ją w górę, pilnując wzorku i jednocześnie robiąc reglan - więc nie jest idealnym dziergadełkiem na chwilę. Potrzebowałam zatem coś (błąd gramatyczny słusznie wytknięty przez czujną/czujnego(?) as) czegoś, co mogę złapać w biegu, zrobić rządek lub dwa, lecąc między kuchnią a antresolą i porzucić w dowolnym momencie, bez zastanawiania się, czy mi się wzorek zepsuje.
Wyciągnęłam bawełnę ze srebrną nitką, która już pojawiła się jako pomysł na karnawałową bluzeczkę.

 

I zamiast bluzeczki będzie karnawałowa chusta.
 

Na razie robię część główną - same prawe, ale bawełna jest na tyle bizantyjsko ozdobna i powodująca zeza rozbieżnego od tych srebrnych refleksów, że wzorek mi jakoś nie pasował, ale za to mam pomysł na zwariowane wykończenie brzegu.

wtorek, 10 stycznia 2012

WAMPIRZA PROWOKACJA

To była czysta prowokacja, ale łaskawie wybaczam, bo miała charakter inspirujący. 
W komentarzach do zliftingowanego Percy'ego kilka osób zadeklarowało, że im się Percy nachalnie wciska do kolejki robótek. Ale Patrycja napisała też, że Percy zacznie powstawać, kiedy tylko z drutów zejdzie jej  Vlad.
No przecież nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, jak Vlad wygląda. Nastawiona na jakieś krwiste cudo z wielkimi kłami pooglądałam sobie Vlada dokładnie i...
Tak, dobrze się domyślacie, wampirzy urok dopadł i mnie. Przy czym dopadł mnie jakby w poczwórnej dawce - włóczkowo-projektowo-książkowo-filmowej. 
Wyciągnęłam z czeluści szafy ze skarbami adekwatną krwisto czerwoną włóczkę z dużą zawartością wełny (żebym znowu mogła się cieszyć rezultatami blokowania). Znalazłam sobie angielskiego audiobooka Brama Stokera "Dracula" i tak przygotowana ruszyłam do ataku na kolejną chustę. Czyli zwampirzyłam się maksymalnie. Aaa, jak mi się nudzi słuchanie, to w przerwach oglądam kolejne odcinki "True Blood/Prawdziwej krwi".
 

Dziś rano Vlad miał takie oto niepozorne rozmiary. Taki wampirek raczej niż porządny, wielkopowierzchniowy wampir. Przy czym już wiem, że będę musiała główny motyw powtórzyć nieco więcej razy, niż sugeruje to oryginalny opis. Zapewne nie 7 razy a około 14, bo ma być pokaźna chusta.

Przy okazji informacja dla osób znających angielski i lubiących słuchać audiobooków. Istnieje genialny katalog audiobooków czytanych przez wolontariuszy - LIBRIVOX (link jest do strony z "Drakulą" Stokera, ale można sobie z niej wyszukać inne tytuły). Jest tam wszystko, co weszło już do domeny publicznej, czyli nikt nie ma już do tych książek praw autorskich. Fakt, że czytają to wolontariusze powoduje, że niektóre książki są nagrane lepiej, a inne gorzej, ale nie spotkałam jeszcze takiej pozycji, która naprawdę nie nadawałby się do słuchania z powodu bardzo słabej jakości.

Domowo-remontowo jesteśmy nadal na etapie walki o meble. Wszystkie powierzchnie miękkie są już zamówione i pojawią się w dwóch turach: najpierw sofa do salonu zwana lotniskowcem ze względu na jej wielgachne rozmiary, sofa na antresolę i rozkładana do mamy. W drugiej turze, jakieś dwa tygodnie później dojedzie nasze łóżko. I tu od razu uprzedzam - model łóżka został zmieniony w stosunku do projektu. Cytując Ślubnego: takie wielkie meble z falistymi liniami słodko wyglądają na wizualizacjach, a w rzeczywistości mogą stać się wielkimi krążownikami, które utkną w za małej przestrzeni. Dlatego łóżko będzie wielkościowo takie samo, ale nieco niższe i mniej ozdobne w kształcie.
Meblarze od półek i szaf są na etapie naprawiania własnych błędów i wypaczeń. Idzie im powoli, ale miejmy nadzieję, że przynajmniej skutecznie. Nie ukrywam, że ich działania wywołują u mnie potrzebę picia melisy litrami, ale do 20. stycznia (termin zakończenia ich działań wynikający z umowy) będę wykazywać się wielką cnotą cierpliwości i żebym miała pęc, to się nie odezwę, nawet nie pisnę i nie zgrzytnę zębem publicznie. Natomiast 21. może nastąpić wybuch godny tego islandzkiego wulkanu, co to kilka lat temu pylił na trasy lotów aeroplanów i nikt nie był w stanie zapamiętać i wymówić jego nazwy (Eyjafjallajökull ;)) . Mam nadzieję, że nie będę jednak musiała puszczać dymu uszami i zionąć ogniem.